Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Ośrodek chroni i udostępnia dla zwiedzających obiekty dziedzictwa kulturowego na wystawach w Bramie Grodzkiej, Lubelskiej Trasie Podziemnej, Piwnicy pod Fortuną, Teatrze Imaginarium oraz Domu Słów.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Ośrodek chroni i udostępnia dla zwiedzających obiekty dziedzictwa kulturowego na wystawach w Bramie Grodzkiej, Lubelskiej Trasie Podziemnej, Piwnicy pod Fortuną, Teatrze Imaginarium oraz Domu Słów.

Biblioteka lubelskiej Jesziwy

Losy biblioteki lubelskiej Jesziwy to jedna z największych zagadek w powojennej historii Lublina, jeśli nie w ogóle dziejów żydowskiego dziedzictwa w Polsce. Nie bez przesady porównuje się ją do Bursztynowej Komnaty i „złotego pociągu” – księgozbiór liczący w chwili wybuchu wojny od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy woluminów, w tym bezcennych i niezwykle rzadkich starodruków, zaginął niemal bez śladu. Od lat bezskutecznie szukają go historycy i dziennikarze, próbując rozwikłać któryś z wielu wątków tej zawiłej tajemnicy. Czy biblioteka została spalona przez Niemców? Może wywieziona potajemnie do Rzeszy, zdeponowana w jakimś magazynie, następnie rozproszona po całym świecie lub częściowo zniszczona? A może cały ten zbiór wcale nie przepadł, został uratowany i od kilkudziesięciu lat zwyczajnie leży zapomniany i czeka na ponowne odkrycie?

Biblioteka lubelskiej Jesziwy

Czytelnia lubelskiej Jesziwy, H. Seidman, Szlakiem nauki talmudycznej, Warszawa 1934.

Jesziwa Mędrców Lublina miała być – i przez kilka lat rzeczywiście była – jedną z największych tego typu uczelni na świecie. Celem jej budowniczych z rabinem Majerem Szapirą na czele było stworzenie wiodącej i nowoczesnej – w granicach ówczesnych warunków religijnych i społecznych – przestrzeni do kształcenia młodej kadry rabinackiej. W obszernym sześciokondygnacyjnym gmachu projektowano sale wykładowe, akademiki, stołówkę i ambulatorium; kształceniem mieli zajmować się najwybitniejsi wykładowcy, a sam sposób nauki czerpał z najlepszych tradycji talmudycznych oraz chasydzkiego mistycyzmu. Tak wielki projekt wymagał równie wspaniałego księgozbioru – Centralnej Biblioteki Tory, która miała być najbogatszą i najbardziej zróżnicowaną kolekcją książek z dziedziny żydowskiej nauki. Nie były to rzecz jasna dzieła dotyczące nauk świeckich, których w Jesziwie nie wykładano w ogóle – była to literatura religijna, komentarze biblijne i talmudyczne oraz traktaty o charakterze filozoficzno-moralnym przeznaczone do regularnego studiowania. Biblioteki tej nie byłoby, a na pewno nie udałoby się jej skompletować tak szybko, gdyby nie hojni darczyńcy z całej Polski i zza oceanu. Sam rabin Benjamin Gut z synagogi Chasam Sofer w Nowym Jorku przekazał na rzecz biblioteki aż cztery tysiące tomów oraz tysiąc dolarów; specjalne komitety zawiązywane w całej Polsce gromadziły i przekazywały do Lublina tysiące książek, w tym bezcennych starodruków i manuskryptów, pochodzących od instytucji i prywatnych ofiarodawców. W 1930 roku, w momencie uroczystego otwarcia Jesziwy, księgozbiór ten liczył już kilkanaście tysięcy tomów (zapewne książek i czasopism) i stale rósł, po śmierci Szapiry zasilony również jego prywatną biblioteką. I chociaż do końca lat 30. w Jesziwie prawdopodobnie nie udało się zgromadzić planowanych stu tysięcy tomów, była to jedna z największych i najcenniejszych religijnych żydowskich bibliotek w Polsce.

Raz na kilka lat na aukcjach lub u antykwariuszy w Izraelu i Stanach Zjednoczonych pojawiają się pojedyncze książki pochodzące z dawnego księgozbioru Jesziwy, za każdym razem osiągając wysokie ceny, które wahają się od kilkuset do zawrotnych kilkunastu tysięcy dolarów. Książki te na nowo wywołują również poruszenie wśród badaczy, którzy z zaciekawieniem przyglądają się ich pieczątkom bibliotecznym i snują przypuszczenia co do losów reszty księgozbioru. Nikt już chyba nie przypuszcza, że leży on gdzieś w całości i prawdziwą sensację budzi odnalezienie choćby kilku egzemplarzy z pieczątkami Jesziwy. Tak było na początku lat 2000., kiedy w Izbie Pamięci Żydów Lublina przy ul. Lubartowskiej dr. hab. Adam Kopciowski nieoczekiwanie odnalazł pięć dzieł pochodzących z dawnej biblioteki Jesziwy — przez lata był to bodaj największy znany zbiór książek z tego księgozbioru.

Książki z Jesziwy odnalezione w Izbie Pamięci Żydów przy ul. Lubartowskiej, fot. A. Kopciowski.

Majer Szapira w bibliotece Jesziwy, zbiory prywatne.

W bibliotece Jesziwy. Od prawej – bibliotekarz Szloma Halbersztadt (późniejszy członek prezydium lubelskiego Judenratu), student z Bratysławy J. Ch. Sztern (na drabinie) oraz sekretarz Jesziwy, Szabsaj Szejnfeld. Album Jesziwas Chachmej Lublin, red. N. Gurman, Warszawa 1931.

Że biblioteka Jesziwy Mędrców Lublina w jakiejś formie przetrwała II wojnę światową przypuszczałem – i nie byłem w tym odosobniony – już od dawna. Nie mogłem zignorować dokumentów i relacji prasowych z drugiej połowy lat 40., które wyraźnie mówiły o jej ocaleniu, przetrwaniu i zachowaniu w Lublinie. Z drugiej strony ciężko było mi zaakceptować – rozpowszechnioną, ale bardzo słabo poświadczoną – wersję o ich zniszczeniu. W zasadzie jedyna informacja o spaleniu tych książek pochodzi z lutego 1940 roku, kiedy to czasopismo dla młodzieży hitlerowskiej „Die Deutsche Jugend-Zeitung” opublikowało podobno – nigdy zresztą niepotwierdzoną przez inne organy niemieckie – zjadliwą i chełpliwą notę o bibliotece Jesziwy wleczonej i palonej w trwającej dwadzieścia godzin pożodze. Chociaż cytat z „Die Deutsche Jugend-Zeitung” przytaczany jest przez wielu badaczy zajmujących się tą tematyką, nikt chyba nie widział tej gazety na oczy. Pismo o tym tytule ukazało się w 1927 roku w niemieckim Breslau, miało jednak charakter apolityczny, areligijny, poświęcone było zainteresowaniom dojrzewającej młodzieży męskiej i zakończyło swój żywot po kilku numerach. Poza publikacją z drugiej połowy XIX wieku z Hamburga, katalogi niemieckich bibliotek milczą o innych czasopismach o tym tytule. Co więcej, relacja o spaleniu książek z biblioteki Jesziwy podawana jest nie bezpośrednio, ale za palestyńskim dziennikiem „Hacofe”, który rzeczywiście zacytował rzekomą notę z „Die Deutsche Jugend-Zeitung” 6 stycznia 1941 roku (s. 2). To, że cytat taki ukazał się w „Hacofe”, w dodatku rok po rzekomym zajściu w Lublinie, nie oznacza jednak, że nie został zmyślony albo oparty na nieprawdziwych źródłach. Problem stanowi także dwuznaczność tytułu „Die Deutsche Jugend-Zeitung” (niem. Niemiecka gazeta młodzieżowa), który mógł oznaczać „jakąś” niemiecką gazetę młodzieżową o nieznanym bliżej tytule.

Gdyby jednak informacja o spaleniu biblioteki Jesziwy rzeczywiście ukazała się w jakiejś gazecie (niektórzy twierdzą, że była to „Frankfurter Zeitung”, za datę podają jednak dopiero marzec 1941 roku, trzy miesiące po publikacji w „Hacofe”), nie znaczyłoby to wcale, że książki te rzeczywiście spalono. Niemcy niszczyli żydowskie i nieżydowskie księgozbiory i zabytki, ale równie często – szczególnie, gdy rzeczy te posiadały znaczną wartość materialną – grabili. Poza tym chronologii i relacji z widmowej „Die Deutsche Jugend-Zeitung” przeczy fakt, że do skatalogowania zbiorów Jesziwy, jeszcze w kwietniu 1941 roku, władze okupacyjne w osobie szefa niemieckiej Staatsbibliothek w Lublinie, Wasyla Kutschabskyego, zatrudniły Arona Lebwohla, rabina i absolwenta Jesziwy. Wersji o spaleniu wyraźnie przeczą również dokumenty i doniesienia prasowe, które zaczęły pojawiać się niedługo po wyzwoleniu Lublina. W sierpniu 1944 roku w Lublinie przebywało około tysiąca dwustu Żydów i liczba ta, ze względu na napływ uchodźców z innych części Polski i ze Wschodu, stale rosła. W okresie tym Lublin służył za tymczasową siedzibę nowego rządu i, z tej przyczyny, stał się epicentrum odradzającego się życia żydowskiego w kraju. Pierwsze powojenne instytucje żydowskie z Komitetem Żydowskim na czele, powołano właśnie w Lublinie późnym latem 1944 roku. Komitet ten, przynajmniej oficjalnie, reprezentować miał całe ocalałe społeczeństwo żydowskie w Polsce i, wspierany przez rząd oraz Joint, odpowiedzialny był za zapewnienie Żydom dachu nad głową, ubrań, wyżywienia, pracy oraz organizowanie kultury, szkolnictwa i innych dziedzin życia żydowskiego.

Artystyczna wizja spalenia biblioteki lubelskiej Jesziwy. Fragment pamiątkowego dyplomu wystawionego w kwietniu 1954 roku rabinowi Eliezerowi Silverowi przez Jesziwę Mędrców Lublina w Detroit, szkołę założoną przez uczniów Jesziwy w Lublinie, zbiory Cincinnati Judaica Fund.

Młody Aron Lebwohl (1) przemawiający w imieniu studentów podczas otwarcia Jesziwy Mędrców Lublina. Album Jesziwas Chachmej Lublin, red. N. Gurman, Warszawa 1931.

Już 15 sierpnia 1944 roku Komitet Żydowski w Lublinie meldował o rodałach Tory i żydowskich księgach religijnych znajdujących się w gmachu ówczesnego Muzeum Narodowego przy ulicy Narutowicza 4 (ob. Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. H. Łopacińskiego) oraz potrzebie ich „wydostania” (Archiwum ŻIH, WKŻ Lublin, sygn. 355/3, protokół 4, s. 15). Z kolei 23 listopada 1944 roku w notce Wyzwolone książki „Biuletyn Żydowskiej Agencji Prasowej” (nr 3, s. 1) podał: „Uciekając, pozostawili Niemcy w Lublinie skrzynie zawierające m.in. 16 tys. książek, pochodzących z żydowskich bibliotek w Białymstoku. Obecnie rozpoczęła się zorganizowana zbiórka i uporządkowanie książek żydowskich. Po dzień dzisiejszy zebrano około 80 tys. tomów. Znaleziono również około 100 rodałów (Tory). […] Resort Oświaty przy PKWN przejął pod swoją opiekę wszystkie uratowane zbiory, wśród których znajduje się również biblioteka »Jeszywas Chachmej Lublin« (Wyższa Szkoła Talmudyczna)”. Komunikat o tej samej treści 13 stycznia 1945 roku odczytano podczas żydowskiej audycji radiowej na antenie Polskiego Radia w Lublinie (zob. AŻIH, CKŻP, Wydział Kultury i Propagandy, sygn. 303/XIII/71), a w lutym o żydowskich księgach religijnych znajdujących się w gmachu biblioteki im. Łopacińskiego donosiła „Gazeta Lubelska” (nr. 14 z 25/26 lutego, s. 4).

Jeżeli nawet ilości książek podawane w „Biuletynie” i na antenie radia były przesadzone lub nieścisłe, wydaje się pewne, że biblioteka Jesziwy nie została przez Niemców zniszczona, ale raczej dokładnie zabezpieczona, przygotowana do transportu i, częściowo lub w całości, porzucona ze względu na postępującą ofensywę wojsk radzieckich. Wielu badaczy od dawna brało tę możliwość pod uwagę, pytaniem pozostawało jednak, co stało się z księgozbiorem, który w 1945 roku wciąż znajdował się w Lublinie.

Zaskakująco jasna odpowiedź na to pytanie pojawia się w sprawozdaniu z działalności Referatu Kultury i Propagandy przy Wojewódzkim Komitecie Żydowskim w Lublinie za rok 1946: „Z początkiem roku 1946-go rozpoczęła się normalna praca w Ref. Kultury i Propagandy przy WKŻ w Lublinie. Jedną z pierwszych rzeczy było stworzenie biblioteki, któraby zaspokoiła głód książki wśród żydowskiego społeczeństwa w Lublinie. Suma zł. 52,046 – którą referat wyrozchodował w m-cu lutym, została zużyta na zebranie, przewiezienie i uporządkowanie zebranych książek. Z wydatną pomocą w książkach przyszła nam biblioteka im. Łopacińskiego w Lublinie. W to wchodzi również 40,000 książek judaistycznych z »Jesziwat Chachme Lublin«, które zostały wyratowane i schowane w bibliotece Łopacińskiego. Książki te zostały przesłane do Warszawy” (AŻIH, CKŻP, Wydział Kultury i Propagandy, sygn. 303/XIII/237).

Pogłoski o wysłaniu biblioteki lubelskiej Jesziwy do Warszawy pojawiały się już wcześniej, nigdy jednak nie były poświadczone żadnymi dokumentami. Ani pogłoski te, ani nawet dokumenty nie wyjaśniały jednak dokąd w zasadzie wysłano tak ogromny księgozbiór. Dokumenty – zgromadzone głównie w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego im. E. Ringelbluma w Warszawie, dokąd trafiły spuścizny lubelskich komitetów żydowskich – mówiły jedno, rzeczywistość natomiast odpowiadała jedynie głuchym milczeniem. Właśnie ten etap poszukiwań biblioteki Jeszywas Chachmej Lublin wydawał się najtrudniejszy do przeskoczenia. Przez ostatnie siedemdziesiąt kilka lat z księgozbiorem tym mogło stać się dosłownie wszystko – mógł ulec rozproszeniu, zaginąć, zostać wysłany w nieznanym kierunku, a nawet rozsypać się ze starości. Gdzie zatem trafiły te książki i jakie były ich losy?

Biuletyn ŻAP” z 22.11.1944 r., transkrypcja żydowskiej audycji radiowej z 13.1.1945 r. oraz sprawozdanie z działalności Referatu Kultury i Propagandy WKŻ za rok 1946, zbiory Archiwum ŻIH.

Raz jeszcze potwierdziło się stare porzekadło, że najciemniej bywa pod latarnią, gdy dwa lata temu, podczas dosyć rutynowego przeglądania zasobów biblioteki cyfrowej Żydowskiego Instytutu Historycznego trafiłem na kilka książek z wyraźnymi pieczątkami lubelskiej Jesziwy. W toku żmudnego sprawdzania ponad sześciuset starodruków te kilka książek rozrosło się do stu trzydziestu tytułów w stu dwudziestu dziewięciu woluminach, co w kontekście „zaginionej biblioteki” stanowiło liczbę ogromną i do tej pory niewyobrażalną. Od razu zrozumiałem, że jest to jedno z najważniejszych odkryć w najnowszej historii tego księgozbioru i że zasób w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego przerasta – i to znacznie – wszystkie znane poprzednio egzemplarze odnajdywane to tu, to tam lub wypływające przy okazji aukcji antykwarycznych. Historia ułożyła się również w logiczną całość: dokąd, jeśli nie do Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej – instytucji powołanej jeszcze w Lublinie, a potem przeniesionej do stolicy i w 1947 roku przemianowanej na Żydowski Instytut Historyczny i mieszczącej się w przedwojennej siedzibie Głównej Biblioteki Judaistycznej – miała w Warszawie trafić biblioteka Jesziwy? Dziś wydaje się to oczywiste i chyba właśnie ta oczywistość przez kilkadziesiąt lat skutecznie myliła badaczy.

Chociaż zagadka księgozbioru Jeszywas Chachmej Lublin wydaje się bliska rozwiązania, pewne jej wątki wciąż pozostają nierozstrzygnięte. Przede wszystkim nie wiadomo, ile dokładnie książek pochodzących z lubelskiej Jesziwy wyjechało do Warszawy i ile znajduje się dzisiaj w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego. Czy rzeczywiście trafiło tam aż czterdzieści tysięcy tomów z Jeszywas Chachmej Lublin? Obecnie Biblioteka Żydowskiego Instytutu Historycznego posiada około osiemdziesięciu tysięcy woluminów, z czego spora część to zapewne dzieła powojenne i współczesne. Niemniej na sześćset czterdzieści jeden starodruków i dzieł XIX-wiecznych zdigitalizowanych i opublikowanych w Centralnej Bibliotece Judaistycznej aż sto dwadzieścia dziewięć (ok. 20%) ma wyraźne pieczątki własnościowe Jesziwy. Czy w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego znajduje się więcej książek wchodzących kiedyś w skład księgozbioru Jeszywas Chachmej Lublin? Prawdopodobnie tak, ale nie da się jak na razie oszacować, czy mowa tu o kilkudziesięciu, kilkuset czy więcej. Część dawnych zbiorów Jesziwy, z inicjatywy Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, Centralnego Komitetu Żydów Polskich i Żydowskiego Związku Wyznaniowego, wysłano pod koniec lat 40. do Izraela, gdzie miały służyć kolejnym pokoleniom studentów. Na miejscu księgozbiór ten (nie wiadomo, jak duży) ulegał dalszemu rozproszeniu, aż w końcu rozpłynął się zupełnie po niezliczonych i słabo dostępnych bibliotekach, szkołach religijnych i, zapewne, kolekcjach prywatnych. Przynajmniej jedna książka należąca kiedyś do lubelskiej Jesziwy, XVII-wieczne dzieło Megale Amukot rabina Natana Spiry z Krakowa, znajduje się w zbiorach Freie Universität Berlin. Być może Niemcy zdołali przetransportować część księgozbioru do Rzeszy i w przyszłości uda się odnaleźć więcej książek z Jesziwy w niemieckich bibliotekach, ta jednak została zakupiona przez uniwersytet na rynku antykwarycznym w Londynie w 1966 roku. Zagadką pozostają losy katalogu, który na zlecenie Niemców przygotował rabin Lebwohl, a nawet liczba książek, które katalogował. W zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego znajduje się, owszem, sześcioczęściowy katalog biblioteki Jeszywas Chachmej Lublin, powstał on jednak w latach 1925-1929 i obejmuje raczej „zaczyn” Centralnej Biblioteki Tory. Do listy zagadek należy doliczyć jeszcze dwadzieścia siedem książek pochodzących z innych bibliotek żydowskich i kolekcji prywatnych z Lublina (głównie niejakiego Szmula Dawida Jakubowicza z Szerokiej 16), które także znalazły się w bibliotece Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Bibliotece Narodowej Izraela i, kto wie, trafiły tam może razem z książkami z Jesziwy.

Warianty pieczątek i naklejek własnościowych lubelskiej Jesziwy.

„Dar książek żydowskich z Polski, które zostały uratowane przed zniszczeniem w czasach Zagłady (1939-1945). Centralna Biblioteka Żydowska w Warszawie przy Centralnym Komitecie Żydów w Polsce, Związek Żydowskich Związków Wyznaniowych w Polsce” – naklejka na jednej z książek z Jesziwy, przyklejona zapewne podczas transportu części księgozbioru do Izraela w 1947 roku.

Większość z książek odnalezionych w zbiorach Żydowskiego Instytutu Historycznego to dzieła XVII i XVIII-wieczne, drukowane przede wszystkim w Europie Zachodniej i Południowej, ale w skład kolekcji wchodzi także kilka starszych, jak chociażby traktat talmudyczny Menachot wydany w Wenecji w 1548 roku. Wiele z tych książek posiada odręczne dopiski umieszczane na przestrzeni wieków przez kolejnych właścicieli, przepiękne karty tytułowe i znaki drukarskie oraz pieczątki bibliotek, z których przekazano je do księgozbioru Jesziwy. To bezcenny zbiór dzieł sztuki drukarskiej, a przede wszystkim dziedzictwa żydowskiej myśli, która zapładniała i kształtowała intelektualne oblicze kolejnych pokoleń. Pozostałe książki wchodzące kiedyś w skład biblioteki Jesziwy wciąż czekają na odkrycie — wiele z nich w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, pozostałe zapewne w bibliotekach i szkołach religijnych za granicą. Paradoksalnie, chociaż księgozbiór ten jest zapewne niezwykle rozproszony, dziś, dzięki postępom digitalizacji – jak nigdy wcześniej – możliwe jest jego ponowne scalenie i udostępnienie. Chociaż skromna i, niewykluczone, niemożliwa do skompletowania, Cyfrowa Biblioteka Jesziwy jest również symbolicznym przywróceniem tego cennego księgozbioru Lublinowi. To wszak w Lublinie i za sprawą Lublina powstała biblioteka Jeszywas Chachmej Lublin.

Piotr Nazaruk

Czytaj więcej:
B. Finkelstein, Did Nazis Burn A Lublin Yeshiva's Library? The Mystery Behind The Lost Books Of A Cherished Lublin Yeshiva, „The Forward”, 21.08.2017; A. Kopciowski, Zaginiona biblioteka jesziwy – lubelski „złoty pociąg”, „Gazeta Wyborcza Lublin”, 27.10.2018; K. Zieliński, N. Zielińska, Jeszywas Chachmej Lublin, Lublin, 2003.