Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

×Strona tego wydarzenia wymaga sprawdzenia, niektóre informacje mogą być nieprawidłowe lub może ich brakować.

„Tam gdzie zamieszkuje »lud wybrany«”

„Nowy Głos Lubelski” zamieścił reportaż z „wycieczki” po lubelskiej dzielnicy żydowskiej na Podzamczu, którego celem było nakreślenie czytelnikowi warunków w jakich mieszka ludność żydowska. Artykuł został zatytułowany „Tam gdzie zamieszkuje »lud wybrany«”; reporter skupił się na panującym w dzielnicy ścisku i zanieczyszczeniu, co w intencji autora należy odczytywać jako naturalne źródło i siedlisko chorób zakaźnych. Już na początku autor zaznacza, jak dobrze dzielnica jest zaopatrzona w artykuły spożywcze, co porównuje z aryjską częścią miasta, w której jakoby sklepy świeciły pustkami; nie omieszkał zwrócić uwagi na spekulantów, co zapewne miało potwierdzić stereotyp zamożnego Żyda. Reporter nie pokusił się o nakreślenie przyczyn ciężkich warunków sanitarno-higienicznych, na co wpływ miała cenzura, polityka władz niemieckich wobec Żydów oraz antysemicki profil gazety. Z nazwy wymienione zostały zaledwie dwie ulicy dzielnicy: Cyrulicza i Lubartowska: 

Lublin tylko pod jednym względem mógł i może śmiało konkurować z innymi miastami i miasteczkami Polski. I to nie pod względem urbanistyki, zieleńców, parków, czy piękna. Stare Miasto jeszcze przed dwoma laty tak piękne, również w tym konkursie nie zdobyłoby palmy pierwszeństwa, ale natomiast gdyby urządzono konkurs, w którym mieście jest najohydniejsza, najbrzydsza, najbardziej cuchnąca dzielnica, wówczas lubelska dzielnica żydowska śmiało mogła stanąć do walki z Warszawą, Krakowem, Kazimierzem, Radomiem, czy dziesiątkami innych miast i miasteczek.

Przejdźmy się po tej dzielnicy, gdzie zamieszkuje „lud wybrany”. Na Allaha, kto ma bardzo wrażliwe powonienie niech weźmie ze sobą maskę, lub też dobrze naperfumowaną chusteczkę. Brud i ohyda, ohyda i brud.

Ulica Cyrulnicza jest jakby żydowskim „Forum Romanum”. Tutaj skupia się całe życie żydowskiego miasta. Niedługa, zajmuje kilkadziesiąt metrów. Największy ruch jest przy rogu ulicy Lubartowskiej. Jak okiem rzucić, morze głów przelewa się w jedną i druga stronę. Słychać wokoło żargon, kaleczący uszy, krzykliwy, wrzynający się w każdą komórkę ciała głos „ludu wybranego”.

Uliczką tą doprawdy trudno się przecisnąć. Wszędzie tylko żydzi i żydzi, a najwięcej żydowskich wyrostków. Ci mają wszystko. Począwszy od zapałek, kamyków, maszynek, aż do papierosów wszystkich gatunków. Podczas gdy musimy płacić horrendalne ceny za papierosy, albo po prostu, co jest najtrudniejsze i prawie niemożliwe wyrzec się palenia, tam, za pieniądze i to nawet dosyć duże dostaniemy wszystko. Zapałki 3 złote tuzin, Egipskie przednie 60 gr. sztuka, Egipskie 50 gr., Sporty 45 gr. itd., itd.

– Papierosy robione, Machorkowe, komu dać? komu dać? komu, komu – stojąc po kilkunastu w grupkach krzyczą młode żydziaki.

Również co jest szczególnie ciekawe to owocarnie. Podczas, gdy w śródmieściu wystawy zioną pustkami, to w żydowskich owocarniach jest wszystko. Piękne świeże truskawki, ciastka, ciasteczka, cukierki, czereśnie, torty, rzucają się w oczy w oczy przechodnia. Aż doprawdy to jest dziwne.

Oprócz sodówek najwięcej jest zakładów i warsztatów szewskich. W małych izdebkach gnieżdżą się całe rodziny szewców, a stuk młotka ginie w hałasie i rozgwarze ulicy. Dalej na lewo jatki, w których nic nie można dostać, ale wstąpić tylko do bramy gdzieś w zaułki, zaraz zauważyć można stare żydówki w brudnych koszykach, trzymające mięso zdobyte skądś, czego nikt nie przeniknie. Środek ulicy i miejsca pod bramami są siedzibą handlowców i bankierów załatwiających tu swe interesy. Tyle się mówiło i mówi, że żydzi są najbiedniejsi, a tylko wystarczy spojrzeć, jak ktoś wyjmuje, lub przelicza pieniądze, a to już będzie mówiło samo za siebie. Czasem przewinie się tędy jakiś wieśniak, w poszukiwaniu za skórą, papierosami, czy czymś innym. Ten już jak tylko zacznie handel i wpadnie w szpony żydowskich kupców, to już na pewno będzie dobrze oszukany.

Im dalej będziemy iść i zagłębiać się w te zakamarki i zaułki napotykać będziemy coraz większe i większe niechlujstwo i brud. Pod ścianami i w bramach domów siedzą żebracy. Jedni krzykliwym głosem, a drudzy wyciągając tylko puste kikuty nóg, opakowane w łachmany, domagają się jałmużny. Widok przejmujący wstrętem. Stara zmarszczona starcza twarz, zwichrzone włosy, ciało przykryte cuchnącymi łachmanami, pusty rękaw, czy drewniana kula i wyciągnięta ręka. Mimo woli rzuca się parę groszy. Gdzieniegdzie przewinie się jakaś elegancko ubrana żydówka pokręci nosem i zniknie gdzieś za rogiem.

W bramach i podwórzach również ruch, żydzi skupieni na kilkuset metrach kwadratowych gnieżdżą się w ohydnych, raczej zasługujących na nazwę dziur, a nie mieszkań, izbach. Brud, robactwo, wszystko to stwarza doskonałe warunki do rozprzestrzeniania się różnych epidemii i chorób. W niektórych miejscach pod domami, młode żydówki sprzedają jakąś masę, która ma być mydłem. Zapach ten połączony z zapachem z rynsztoków płynących środkiem ulicy, z brudami, śmieciami zawalającymi śmietniki i podwórza jest okropny. Z radością wita się kawałek wolnego miejsca, placu, gdzie już nie dochodzi ten smród i gdzie już jako tako jest czyściej.

Stare żydówki w jakichś koszykach i na tacach noszą obskurne ciastka, które jednakże mimo tego są kupowane. Przy budce z wodą, kłębią się i cisną z kubełkami masy ciał ludzkich, z krzykiem i hałasem targując się i wołając o wodę. Otrzymawszy, chyląc się pod ciężarem wody, odchodzą od budki. Idziemy dalej. I znowu wszędzie to samo. Gdzieniegdzie mniejszy, to znowuż większy brud rzuca się w oczy. Małe jednopiętrowe domki, niechlujne i obdrapane, pełne krzyku i hałasu z powykrzywianymi od starości oknami i drzwiami, chylące się do ziemi, zamieszkiwane są przez dziesiątki rodzin. I wszędzie to samo. Jakąś krętą uliczką wychodzimy na łąki. Skupiska śmieci sterczą do góry, wyrzucając z siebie miliony bakterii i smród. Opodal bawią się małe dzieci, wdychając w siebie to wszystko.

Nareszcie pozostawiliśmy to wszystko za sobą. Nareszcie po tej całej wędrówce można odetchnąć świeżym, czystym powietrzem, jakżeż innym od tego, którym oddychaliśmy przez godzinę zwiedzania tego żydowskiego miasta.


Należy nadmienić, że „Nowy Głos Lubelski” był gazetą antysemicką i jedynym koncesjonowanym przez władze niemieckie tytułem, ukazującym się w języku polskim na terenie Lublina.