Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Opowieść o "Boczarskim na młynie"

http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/ulica-bernardynska-w-lublinie-historia-ulicy/http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/palac-sobieskich-w-lublinie/

Kiedy noc jest bezksiężycowa i wietrzna lepiej nie przechodzić ul. Bernardyńską. A szczególnie wskazane jest by omijać wtedy dawny pałac Sobieskich. Bo nie dość, że z pobliskiego, pustego o tej porze browaru, dochodzą w takie noce nabożne śpiewy i dźwięki kościelnych dzwonków, to także w samym pałacu dzieje się coś dziwnego i przerażającego. Skrzypią schody, trzaskają drzwi, nagle otwierają się okna, w korytarzach słychać kroki…

-„Oho, wrócił Boczarski” - mówią najstarsi mieszkańcy Bernardyńskiej.

A jego historia miała się tak. Kiedy Radziwiłłowie, po latach użytkowania zakupionego od Sobieskich pałacu, doprowadzili go do ruiny, sprzedali budynek lubelskiemu prawnikowi Dominikowi Boczarskiemu. Ten postanowił rozkręcić interes i urządzić w nim młyn. Dobudował wysoka wieżę i umieścił na niej wiatrak, który miał napędzać młyńskie koła. Nie był to zwykły wiatrak a wiatrak ze skrzydłami umieszczonymi w poziomie. Jednak tak ustawionych skrzydeł wiatr poruszać nie chciał. Boczarski zbankrutował. Opustoszały budynek kupili na licytacji bracia Brzezińscy, którzy założyli w nim młyn parowy. Boczarski o swoim młynie jednak nie zapomniał do końca życia, a kiedy umarł zaczął odwiedzać go nocami. W Lublinie zaś przez długie lata, o każdym, kto efektownie zbankrutował mówiono „Wyszedł jak Boczarski na młynie”.

Słowa kluczowe