Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Legenda o czarciej łapie

Działo się to w roku 1637. Toczył się wówczas przed lubelskim Trybunałem proces wdowy i bogatego magnata. Racja leżała po stronie wdowy jednak to magnat posiadał pieniądze, dzieli którym uzyskał korzystny dla siebie a co do zasady niesprawiedliwy wyrok. Zrozpaczona kobieta usłyszawszy werdykt zakrzyknęła, że czarci by lepiej sadzili niźli lubelscy sędziowie. Okazało się, że słowa wdowy posiadały moc sprawczą. O północy pod Trybunał zajechał powóz, z którego wysiadło kilku nieznanych nikomu sędziów. Weszli oni do budynku i zasiedli przy dębowym stole sali procesowej. Woźny trybunalski dostrzegł u nich ostre rysy twarzy, kruczoczarne włosy, maskujące rogi, a także kopyta zamiast stóp. W Lublinie zjawił się sąd diabelski. Proces ubogiej wdowy rozpoczął się na nowo. Szatańscy sędziowie zapoznali się z aktami sprawy i wysłuchali obu stron. Kwiecista mowa, wygłoszona przez adwokata magnata, widać nie zrobiła na sędziach odpowiedniego wrażenia bo czarci z poważnymi minami udali się na naradę. Po chwili wrócili i ogłosili wyrok - sprawiedliwy, skazujący magnata. Widząc uczciwą decyzje diabłów, Chrystus z krzyża trybunalskiego, który znajdował się w sali rozpraw (by przypominać stronom o konieczności zeznawania prawdy a sędziom o obowiązku sprawowaniu sprawiedliwych sądów), odwrócił głowę i zapłakał rzęsistymi łzami nad ludzką, gorszą od szatańskiej niegodziwością. Przewodniczący zaś składu sędziowskiego, na znak odbycia się w Lublinie tego diabelskiego procesu, swą dłoń położył na stole, a zostawiwszy na nim wypalony ślad czarciej łapy, wraz z innymi diabłami opuścił Trybunał. Nazajutrz wiadomość o nocnej wizycie w Trybunale lotem błyskawicy rozeszła się po Lublinie, gromadząc na rynku strwożonych ale i ciekawych mieszczan. Niesprawiedliwi deputaci, spiesząc na kolejna rozprawę połamali nogi. Odczytując ten znak jako dopust boży, w asyście kapłanów cudowny krucyfiks przeniesiono do kolegiaty pw. św. Michała gdzie odprawiono przebłagalne nabożeństwo. Gdy po upływie dwustu lat kolegiatę przeznaczano do rozbiórki, krucyfiks przeniesiono do katedry, w której znajduje się do dziś, w zacisznej kaplicy Najświętszego Sakramentu, przypominając o dawnym cudzie. Stół zaś z wypalonym śladem czartowskiej łapy, wiele lat po wydarzeniach także opuścił budynek Trybunał i dziś oglądać go można w Muzeum Narodowym na Zamku.

Krucyfiks trybunalski ofiarowany do Trybunału Koronnego przez Jana bądź Tomasza Zamoyskiego trafił do kolegiaty św. Michała w 1727 roku i został umieszczony w ołtarzu fundacji kanclerza wielkiego koronnego Jana Ferdynanda Sapiechy.  W 1832 krucyfiks przeniesiono do kościoła katedralnego. Ołtarz także trafił do tej świątyni  i dziś znajduje się w kaplicy Najświętszej Maryi Panny  obecnej archikatedry, a w jego centrum umieszczona jest kopia Madonny Sykstyńskiej Rafaela.

Słowa kluczowe