Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Czartowe Pole

Niedaleko Hamerni na Roztoczu, nieopodal rzeki Sopot, wśród lasu, znajduje się pusta polana, która podobno kiedyś była polem. Okoliczni mieszkańcy przez lata próbowali uprawiać tam zborze, ziemniaki czy tytoń, jednak wszystkie wzrosłe rośliny były nocami niszczone, rankiem wyglądały jak zdeptane, nigdy więc nie udało się zebrać plonu. Ci co nocą przechodzili w okolicy, mówili, że w ciemności wyraźnie słychać było wrzaski i piski dochodzące z polany. Zaczęło szerzyć się przekonanie, że to czarty urządzały tam sobie nocne harce i to ich kopyta winne są niszczeniu upraw. Ostatecznie chłopi porzucili próby uprawy na polanie a samo miejsce nazwali Czartowym Polem.

Mówi się też, że nazwa miejsca wzięła się od zupełnie innej historii. Ponoć przy trakcie wiodącym z Józefowa do Zamchu, na skraju lasu, przy brodzie na rzece Sopot stała niegdyś karczma, w której chłopi i kupcy, wracający z pełnymi sakiewkami z jarmarków w Józefowie, tracili na uciechy wszystkie zarobione pieniądze. Po powrocie do domu, ich żony często przeklinały miejsce utraty przytomności umysłów i kiesy swoich mężów. Mówiły: „To czartowska robota. Niech tę karczmę diabli wezmą”. Pewnego dnia ich słowa zostały wysłuchane. Podczas szalejącej nad Roztoczem burzy, piorun uderzył w karczmę, paląc budynek jak i ucztujących w niej biesiadników. Na ostatek ziemia pod karczmą rozstąpiła się pochłaniając jej zgliszcza, a w miejscu po karczmie pozostała jedynie pusta polana. Ludzie obawiając się nieszczęścia, zaczęli omijać to miejsce, a upatrując w katastrofie czartowskiej roboty zaczęli polanę nazywać Czartowym Polem.

Potwierdzeniem diabelskich powiązań z karczmą może być też historia, która wydarzyła się w czasie gdy wyszynk jeszcze dobrze prosperował. Pewnej nocy, przechodził tamtędy wioskowy grajek. Został poproszony o przygrywkę przez towarzystwo biesiadujące przed karczmą. Nie śmiał odmówić, przypuszczając, że tylko zbójcy mogą świętować o tej porze środku lasu. Mylił się jednak. Rzeczywistość była bardziej niepokojąca. Biesiadnikami okazały się bowiem czarty. Kazały nieszczęśnikowi przygrywać do tańca jednak w zamian obiecały zapłatę. Słowa dotrzymały. O pianiu koguta, tuż przed rozpłynięciem się całego czartowskiego towarzystwa w porannej mgle, jeden z biesów wrzucił w skrzypce grajka garść rozżarzonych węgli z ogniska. Muzyk przerażony perspektywą spaleniem instrumentu zaczął je gwałtownie wytrząsać. I wtedy, o dziwo, ze skrzypiec wydobył się brzęk, okazało się bowiem, że węgielki czartowska mocą zamieniły się w złote monety.

Słowa kluczowe