Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Szkoły Drugiej Rzeczypospolitej - Marzena Gałecka

W odrodzonej Polsce dzień rozpoczęcia nauki w szkołach wszystkich typów: powszechnych, średnich, zawodowych i seminariach nauczycielskich przypadający na 1 września był spuścizną okresu zaborów. Była to bowiem tradycja rosyjska, której po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku nie zmieniono.

 

Marzena Gałecka

Szkoły Drugiej Rzeczypospolitej - Marzena Gałecka
Klasa IIa Szkoły Powszechnej nr 25 w Lublinie, fotografia wykonana w roku szkolnym 1926/1927 [APL, Zespół: Szkoła Powszechna nr 25 w Lublinie, sygn. 4: Korespondencja Szkoły Powszechnej nr 25 w Lublinie, karta 169].

Znika senna pustka
W Lublinie, wraz z początkiem roku szkolnego, zapanowywało widoczne ożywienie. „Głos Lubelski” w 1932 r. donosił: „Miasto nasze ożywiło się, rzesza młodzieży i dziatwy powracająca z wakacji do nowych szkolnych mozołów. Znika senna pustka, w jakiej zatonęły ulice Lublina na czas ferii, upałów i wyjazdów letnich. Prace w szkołach rozpoczęte. Ruch na ulicach staje się żywszy, sklepy budzą więcej zainteresowania publiczności. Najbardziej może opustoszałe z wszystkich sklepów księgarnie doczekały się dorocznego żniwa. Książki, zeszyty, ołówki, pióra, kałamarze – stały się dziś najbardziej wziętym towarem”.

Kilka dni wcześniej gazety lubelskie zamieszczały ogłoszenia o wolnych stancjach dla uczniów lub uczennic. 1 września, we wczesnych godzinach, młodzież szkolna ze sztandarami i orkiestrami maszerowała przez miasto do kościołów, gdzie odprawiane były okolicznościowe nabożeństwa. Uczniowie spotykali się w szkole. Obowiązywał ich strój odświętny. Przynosili książeczki do nabożeństwa, a uczniowie wyznań niekatolickich przychodzili do szkoły wyłącznie w celu „poinformowania się o zajęciach szkolnych”.

Po południu rozpoczynały się poszukiwania podręczników i był to jeden z najprzyjemniejszych rytuałów związanych ze szkołą. Można było je kupić w licznych księgarniach przy Krakowskim Przedmieściu i Namiestnikowskiej (od 1928 r. ul. Narutowicza). Księgarnia Gebethnera i Wolffa miała swoją siedzibę w hotelu „Europa”. Inna znana księgarnia, Św. Wojciecha, wynajmowała pomieszczenia w budynku pod numerem 43, wybudowanym dla Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego (obecnie mieści się w nim siedziba Sądu Okręgowego) przy Krakowskim Przedmieściu. Lokalizacja księgarń nie była przypadkowa: centrum miasta, główna ulica handlowa i najatrakcyjniejsza przestrzeń publiczna. Podobną rangę miała ulica Narutowicza, a ponadto to tutaj funkcjonowały prestiżowe placówki oświatowe różnego typu, między innymi do 1929 r. Szkoła Powszechna nr 21 im. Królowej Jadwigi, od 1933 r. Gimnazjum Państwowe Żeńskie im. Unii Lubelskiej, a także od 1919 r. Państwowe Gimnazjum im. Stanisława Staszica. W latach 30. XX w. szkoła ta przeniosła się do nowego gmachu przy Alejach Racławickich 26.

„Podręczniki z siedliskiem gruźlicy”
Popularny był też inny sposób zdobywania podręczników – giełda uczniowska na chodniku przy ul. Narutowicza, naprzeciw stojącej tam jeszcze wówczas wieży ciśnień. Ten proceder nie znajdował jednak uznania. „Głos Lubelski” krytykował: „niezdrowy objaw, jakim jest handel książkami wśród młodzieży, prawie dzieci, zwracamy uwagę kompetentnych władz szkolnych...”. Dalej gazeta skupiała uwagę czytelnika na konsekwencjach takiego handlu: „Pomijając fakt samej wymiany podręczników, połączonej z namiętnymi targami o każdy grosz – co bynajmniej wychowawczo na młodzież nie wpływa, należy wziąć pod uwagę warunki higieniczne, w jakich handel jest prowadzony. Podręcznik używany, pochodzący niejednokrotnie z rąk dziecka chorego, zawiera mnóstwo wszelkiego rodzaju zarazków, a dostając się do rąk dziecka zdrowego staje się siedliskiem różnych chorób, głównie gruźlicy...”. Podobna giełda mieściła się także na placu Bychawskim.

Wśród szkolnych podręczników wyjątkowy i niezapomniany był elementarz Falskiego, chociaż nie był to jedyny obowiązujący podręcznik do nauki czytania i pisania w okresie międzywojennym. Po raz pierwszy książka została wydana w 1910 roku. Towarzyszyła uczniom nawet po II wojnie, do 1973 r. Podręcznik zmieniał się, dostosowywał swoją szatę graficzną do gustów epoki. Wydanie z roku 1926 zdobią ilustracje o motywach ludowych, wykonane przez malarza i drzeworytnika Władysława Skoczylasa. W tym właśnie okresie, około połowy lat dwudziestych, gdy aplauz publiczności zdobyła sztuka wystawiona w pawilonie polskim na Wystawie Paryskiej w 1925 roku, wykorzystująca przetworzone motywy sztuki rodzimej, podręcznik był nie tylko pożytecznym i koniecznym, ale także atrakcyjnym nabytkiem dla pierwszoklasisty.

    • Projekt szkoły powszechnej przy ulicy św. Mikołaja 10 (obecnie ulica Szkolna), projekt niedatowany, niesygnowany. [APL, Inspekcja budowlana, [1926-]1944-1950[1951], sygn. 5364: Akta nieruchomości położonej w Lublinie przy ul. św. Mikołaja 10, karta 4].

Projekt szkoły powszechnej przy ulicy św. Mikołaja 10 (obecnie ulica Szkolna), projekt niedatowany, niesygnowany. [APL, Inspekcja budowlana, [1926-]1944-1950[1951], sygn. 5364: Akta nieruchomości położonej w Lublinie przy ul. św. Mikołaja 10, karta 4].

Dziadek noblistki i zegar w miejscu III LO
Osiągnięcia odrodzonej RP w dziedzinie szkolnictwa lepiej dostrzec można, gdy porównamy nową sytuację z okresem wcześniejszym.
Wróćmy więc na chwilę do realiów szkolnictwa w Lublinie jeszcze w czasach zaborów. Po powstaniu styczniowym, w 1863 roku, rosyjskie władze zintensyfikowały akcję rusyfikacyjną. Zainteresowanie skupiły głównie na dzieciach i młodzieży, a szczególnie na gimnazjalistach, uczniach szkół przygotowujących ówcześnie do studiów uniwersyteckich. Presja, by młodzież posługiwała się językiem rosyjskim, była wszechobecna i dotyczyła nie tylko terenu szkoły, ale także miejsc publicznych, a nawet stancji.

Kary cielesne stosowano raczej w szkołach początkowych, używając do tego miotełki z rózg brzozowych. W szkołach średnich większą wagę przykładano do nadzoru nad uczniami: zalecano wychowawcom odwiedzać stancje i domy uczniów, określać i sprawdzać książki, jakie mogą czytać. W gimnazjach męskich, gdzie rolę wychowawców pełnili profesorowie, zatrudniano dodatkowo dwóch, trzech mężczyzn pomagających w dozorze uczniów. W gimnazjach żeńskich to zadanie spoczywało na damach klasowych.

W tym okresie, jednym z ważniejszych wydarzeń w Lublinie było oddanie do użytku nowego gmachu gimnazjum męskiego, zbudowanego w 1859 r. przy ul. Namiestnikowskiej 12 (obecny Wydział Pedagogiki UMCS, Narutowicza 12). Dyrektorem gimnazjum został powszechnie szanowany Józef Skłodowski, dziadek Marii Skłodowskiej-Curie. Gimnazjum żeńskie od 1866 r. mieściło się w tak zwanym pałacu Tarłów (obecnie Wojewódzki Dom Kultury), przed którym specjalnie dla uczennic założono zieleniec z zegarem słonecznym. Nie ma już zieleńca i zegara, bo w latach 50. XX w. w tym miejscu został postawiony budynek Szkoły Podstawowej nr 12, który w latach 60. XX wieku zajęło wyłącznie Liceum im. Unii Lubelskiej.

Koniec z genealogią Habsburgów
Rewolucja 1905 roku przyniosła szereg pozytywnych zmian na ziemiach polskich, będących pod zaborem rosyjskim. Na terenie gimnazjów państwowych zakładano organizacje samokształceniowe, których rola polegała na nauczaniu języka polskiego i historii Polski, oraz wychowywaniu niezależnie myślącej młodzieży. Przede wszystkim jednak, po fali strajków szkolnych w 1905 r., założone zostały w Lublinie prywatne szkoły, których tradycja jest kontynuowana do dziś. Były to: ośmioklasowa filologiczna prywatna szkoła im. Stanisława Staszica i Szkoła Lubelska, która od 1934 r. funkcjonowała pod nazwą Prywatna Męska Szkoła Średnia Ogólnokształcąca im. Stefana Batorego. W 1905 r. przy ul. Bernardyńskiej 12 oddany został do użytku nowy gmach szkoły handlowej (szczycącej się tradycją sięgającą 1860 r.), od 1927 r. noszącej imię przemysłowców lubelskich Augusta i Juliusza Vetterów – jednych z największych jej darczyńców.

Ówczesne szkolnictwo na poziomie podstawowym nie miało równie ciekawej historii. Dopiero w okresie I wojny, gdy pojawiła się nadzieja odzyskania niepodległości, podjęte zostały kroki, które doprowadziły do utworzenia szkolnictwa powszechnego. Tak więc, zanim jeszcze z Królestwa Polskiego wycofały się wojska rosyjskie, a wraz z nimi administracja zaborcza, powołana została Rada Szkolna Ziemi Lubelskiej, która miała uruchomić szkolnictwo powszechne i średnie oraz wprowadzić tymczasowy program nauczania. Przypomnijmy jednak, że był to okres austriackiej okupacji Lublina. 1 października 1917 r. władze polskie (co prawda jeszcze tymczasowe), z myślą o przyszłej wolnej ojczyźnie, przejęły zarząd szkolnictwa. Był to moment, w którym zakończył się krótkotrwały, bo około dwuletni, okres nauczania genealogii Habsburgów, śpiewania hymnu austriackiego, odmawiania modlitw za cesarza i przymusu uczenia się języka niemieckiego.

W II RP
W niepodległej Polsce wszystko miało być inne, nowe i lepsze. Najważniejszą sprawą były podręczniki. Nareszcie już nie rosyjskie, jak w okresie zaborów i nie galicyjskie, jak planowali Austriacy w okresie bytności w Lublinie.

Inny miał być kalendarz szkolny. Nauka nadal miała rozpoczynać się 1 września, ale zmienił się terminarz wolnych od zajęć dni świątecznych. Zarządzono grudniowe wakacje w okresie Bożego Narodzenia, drugie, „ruchome” wakacje świąteczne w okresie świąt wielkanocnych w marcu lub kwietniu, dni wolne od nauki w trzeciomajowe święto narodowe, a także: 8 maja na św. Stanisława, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego i w okresie innych kościelnych świąt czerwcowych. Lista wydłużyła się, gdy 11 listopada zamiast codziennych zajęć szkolnych wszyscy nauczyciele i młodzież szkolna świętowali dzień odzyskania niepodległości.

W lutym 1918 r. stworzony został odrębny okręg szkolny obejmujący wyłącznie miasto Lublin, a nie jak wcześniej cały powiat. W pierwszym okresie większość szkół mieściła się w ponad stu pomieszczeniach wynajmowanych od prywatnych właścicieli. Wynajem zaspokajał doraźne potrzeby, ale warunki, w których uczyły się dzieci, pozostawiały wiele do życzenia. Trudne były zwłaszcza warunki sanitarne, bo większość budynków, w których prowadzone były lekcje, nie miała kanalizacji i toalet. Lepszym, chociaż także tymczasowym, rozwiązaniem problemu było wynajmowanie sal od szkół gimnazjalnych i seminariów nauczycielskich.

W takich warunkach realizowała się wizja szkolnictwa powszechnego, dostępnego dla wszystkich dzieci, bez względu na narodowość i wyznanie. Oczywiście zdarzało się, że lokalizacja placówki oświatowej w określonej dzielnicy miasta przesądzała o tym, że uczniami były wyłącznie (lub w większości) polskie lub żydowskie dzieci. Tak było na przykład w przypadku szkoły nr 24, która w okresie międzywojennym mieściła się przy ul. Lubartowskiej i do 1926 r. uczęszczały do niej tylko dziewczęta wyznania mojżeszowego. Potem szkoła była koedukacyjna, a dopiero od 1935 roku zaczęły do niej chodzić także dzieci religii chrześcijańskiej.

Oprócz publicznych szkół powszechnych zakładane były szkoły prywatne, ale i one podlegały kontroli i nadzorowi administracji szkolnej. Na zarządach tych szkół spoczywał obowiązek realizacji programu nauczania zatwierdzonego przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Jeżeli realizowały ów program, mogły prowadzić naukę w języku obcym. Przykładem takich szkół w Lublinie lat 20. były siedmioklasowe szkoły powszechne: Jesodaj-Torá, Bejs Jakow (szkoła żeńska), Tora-im-Derech-Erec, czy Darkaj-Noami, której kierownikiem był „p. Żytomirski” i być może był to Szmul (Samuel) ojciec Henia Żytomirskiego, o którym wiemy, że był nauczycielem.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej było w Lublinie mniej niż 30 publicznych szkół powszechnych: męskich, żeńskich i mieszanych oraz szkoła specjalna. Nie wszystkie funkcjonowały przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Większość z nich nie posiadała własnych budynków i „wędrowała” w obrębie obwodu szkolnego Lublina. Ich lokalizacja dopasowywana była do realnych potrzeb, gdyż odległość miejsca zamieszkania uczniów od szkoły nie powinna była przekraczać trzech kilometrów. Na pewno jedną z przyczyn wydłużającego się oczekiwania na budowę szkół publicznych był światowy kryzys gospodarczy, który nie ominął Polski i spowodował ogólną zapaść finansową w początku lat 30. XX w. Działające w okresie międzywojennym prywatne szkoły, realizujące program szkół powszechnych, także wynajmowały pomieszczenia lub całe kamienice. Szkoły te nie posiadały przypisanych numerów.

Mała pilność i mała matura
Bez względu na materialną bazę szkolną, od momentu odzyskania niepodległości władze polskie dążyły do osiągnięcia celu, który wskazywał dekret naczelnika państwa Józefa Piłsudskiego z lutego 1919 r. Pierwszy ustęp tego dekretu stanowił, że „wykształcenie w zakresie szkoły powszechnej jest obowiązkowe dla wszystkich dzieci w wieku szkolnym”. Tym samym dekret zobowiązywał do podjęcia starań, aby zapewnić dzieciom warunki nieodpłatnej nauki w publicznych szkołach powszechnych. Był to jeden z najdonioślejszych aktów prawnych odrodzonej Rzeczypospolitej. U jego podstaw leżała wizja demokratycznego państwa, które umożliwi wszystkim dzieciom, przyszłym dorosłym obywatelom, dostęp do wiedzy i awans społeczny na bazie zdobytego wykształcenia. Osiągnięcie tego celu było naprawdę trudne z uwagi na sytuację ekonomiczną państwa polskiego, które odradzało się na obszarach w dużej części spustoszonych przez I wojnę.

Pomimo upływu czasu, pod koniec lat 20. XX w. wciąż nie wszystkie dzieci były zapisane do szkoły i nadal za mało było miejsc we wszystkich szkołach razem wziętych. Gdy w jednej salce stłoczonych było pięćdziesięcioro, czy sześćdziesięcioro dzieci – praca z taką gromadką wymagała nie lada umiejętności. Nauczyciele oceniali uczniów według bardzo zróżnicowanych kryteriów, bo gdy na przykład sprawowanie oceniano według skali: chwalebne, zadowalające, odpowiednie i nieodpowiednie, to pilność ucznia mogła być zadowalająca, dostateczna i mała, a porządek: wzorowy, zadowalający i naganny. Postępy w nauce przedmiotów i umiejętności: religii, języka polskiego, czytania, pisania, historii polskiej łącznie z powszechną, geografii, nauce o rzeczach, arytmetyce, geometrii, rysunkach, śpiewie, robotach ręcznych i gimnastyce oceniano według skali: bardzo dobry, dobry, dostateczny i niedostateczny.

Tylko część dzieci kontynuowała naukę w klasach piątych, szóstych i siódmych, bo większość kończyła edukację na poziomie klasy czwartej. Dzieci zostawały w domu, gdy brakowało dodatkowych rąk do pracy w warsztacie lub do opieki nad młodszym rodzeństwem.
Próbę uzdrowienia szkolnictwa podjął w 1932 r. Janusz Jędrzejewicz, minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Skupił się przede wszystkim na ujednoliceniu systemu szkolnictwa. Przed reformą, oprócz siedmioletnich szkół powszechnych, funkcjonowały ośmioletnie gimnazja. Teoretycznie program sześciu klas szkoły powszechnej pokrywał się z programem czterech pierwszych klas gimnazjalnych, a więc ukończenie szóstej klasy szkoły powszechnej powinno było umożliwiać prawo wstępu do piątej klasy gimnazjalnej. Naukę w klasie siódmej podejmowali uczniowie, którzy nie mieli możliwości jej kontynuacji i musieli zakończyć kształcenie się na szkole powszechnej. Klasa siódma była więc pomyślana jako uzupełnienie wiedzy i podciągnięcie, także w zakresie wychowania, dzieci kończących edukację.

Przeciw reformie Jędrzejewicza, optując za dalszym utrzymaniem pierwszych czterech klas gimnazjum, opowiadały się środowiska prawicowe. „Ilustrowany Kurjer Codzienny” wyrażał obawy związane z rozszerzeniem „platformy edukacyjnej”, co miałoby przeszkadzać „w utrzymaniu wysokiego poziomu umysłowego polskiej inteligencji”. Reforma, po dyskusjach, które toczyły się i były relacjonowane na łamach prasy, została jednak wprowadzona od roku szkolnego 1932/1933. Gimnazjum, którego zadaniem było przygotowanie przyszłych absolwentów do pełnienia istotnych społecznie ról, kończyło się „małą maturą”. Była ona poświadczeniem solidnego wykształcenia i statusu społecznego, nieco wyższego niż przeciętny. Dopiero kolejny szczebel edukacji – dwuletnie, elitarne, sprofilowane licea przygotowywały najbardziej uzdolnioną młodzież do podjęcia studiów wyższych. Licea były przeznaczone dla tych, którzy mieli tworzyć wyższe warstwy społeczne.

Co najmniej 12 stopni na korytarzu
Podział kosztów utrzymania szkół powszechnych regulowały dwie ustawy z 17 lutego 1922 r. Po pierwsze, zakładanie i utrzymywanie publicznych szkół powszechnych powierzono państwu i samorządom. Po drugie, zobowiązano gminy do budowy szkół w połowie ze środków własnych, a w połowie z kasy państwowej. Oznaczało to, że zadaniem gminy miejskiej Lublin było „dostarczenie” gruntów pod zabudowania szkolne, na boiska i ogrody oraz wznoszenie nowych budynków szkolnych i domów dla nauczycieli, lub przebudowa, odpowiednio do potrzeb, budynków już istniejących, a później ich utrzymanie. W praktyce, w odrodzonej Polsce fundusze na budowę szkół były pozyskiwane w różny sposób, począwszy od dobrowolnych datków – po opodatkowanie się mieszkańców. Korzystano także z niepieniężnej formy wsparcia, na przykład robocizny świadczonej przez mieszkańców przy budowie szkoły. Tak było w przypadku Lublina, gdy w 1922 r. inicjatywę budowy szkół przejęli rodzice. Rezultatem było wybudowanie dwóch szkół: jednej na Czwartku, murowanej i bardzo, jak na ówczesne czasy, nowoczesnej, oraz o konstrukcji drewnianej na Kośminku. Obie placówki zostały oddane do użytku w połowie lat 20. XX w.

Zasady budowy szkół powszechnych, dotyczące ich rozplanowania wewnętrznego, oświetlenia, urządzeń sanitarnych i zagospodarowania placu szkolnego, zostały sformułowane i pokazane na przykładach w serii zeszytów wydanych przez Minister-stwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Zeszyty te prezentowały projekty, które zostały opracowane przez architektów według trzech programów: normalnego, minimalnego i pośredniego, a więc pozwalały na dostosowanie wielkości szkoły i liczby dodatkowych pomieszczeń do możliwości finansowych inwestora. Oznaczało to, że powierzchnia klas mogła mieć zarówno 42 metry kwadratowe, jak i 60 metrów kwadratowych. W budynku szkolnym mogły być specjalnie wydzielone pomieszczenia na zajęcia praktyczne, ale nie było przymusu w tym zakresie. Odrębne pawilony przeznaczone na sale gimnastyczne nie musiały być budowane od razu, a w mniejszych szkołach do zajęć ruchowych zimą mogły być wykorzystywane korytarze, a latem boiska szkolne.
Budynek szkolny musiał czynić zadość trzem elementarnym wymaganiom, bez których, jak napisano w instrukcji do projektowania szkół powszechnych, „w ogóle nie nadaje się do użytku”. Musiał być suchy, widny i ciepły, co w praktyce oznaczało na przykład odpowiednią powierzchnię okien i optymalne ze względu na dostęp światła usytuowanie względem stron świata. Zgodnie z ówczesnymi standardami, system ogrzewania powinien był zapewnić utrzymanie temperatury co najmniej 12 stopni na korytarzach i w sali gimnastycznej, a 16 stopni w klasach, salach zajęć praktycznych i salach rysunkowych oraz w kancelariach.

    • Uczniowie szkół lubelskich w mundurkach: Krystyna i Ferdynand Falkie-wicz, l. 30. XX w. [zbiory prywatne Renaty Sarzyńskiej‑Janczak].

Uczniowie szkół lubelskich w mundurkach: Krystyna i Ferdynand Falkie-wicz, l. 30. XX w. [zbiory prywatne Renaty Sarzyńskiej‑Janczak].

Architektoniczna szata
W latach dwudziestych (do około 1925 r.) projektanci szkół chętnie wykorzystywali detale architektoniczne właściwe wcześniejszym epokom lub motywy pochodzące z budownictwa ludowego, silnie osadzonego w lokalnej tradycji. Tę tradycję uważano za rezerwuar źródłowych form, które przetwarzano, upraszczano i parafrazowano. Na obszarze Lublina i Lubelszczyzny popularność zyskała attyka (mur przesłaniający od frontu dach), gdyż nawiązywała swoją formą do XVII-wiecznej tradycji tak zwanego renesansu lubelskiego, dostrzeżonego jako odrębność regionalna w tym właśnie okresie. Dekoracja obiektów użyteczności publicznej, a w tym szkół, skupiała się w osi głównej. Szczególnie bogato obramowywano wejścia. Gzymsy podkreślały podział budynku na kondygnacje. Ten nurt propagowały pierwsze wzorniki budynków szkół powszechnych wydane przez Ministerstwo Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego w latach 1925-1926.

Architektura lat 30. XX w. wyzbywając się ornamentacji, oddziaływała poprzez kontrast i zróżnicowanie płaszczyzn: całkiem gładkich i przeprutych otworami, oraz zróżnicowaną fakturą tynków łączonych z innymi materiałami: płytkami betonowymi, ceramicznymi lub cegłą. W jednym i drugim przypadku rolę pierwszoplanową odgrywał światłocień, uwydatniający kontrasty i penetrujący zakamarki załamanych, zagiętych lub opracowanych plastycznie powierzchni ścian, zamykających wewnętrzne przestrzenie budynków. Najwcześniej funkcjonalizm zawładnął budownictwem mieszkalnym, ale niemalże równocześnie ujawnił się w architekturze użyteczności publicznej. Tę tendencję w projektowaniu szkół propagowały wydane drukiem po 1930 r. kolejne ministerialne wzorniki budynków szkół powszechnych.

W zgodzie z pierwszą tendencją został zaprojektowany i wybudowany w 1926 r. budynek Szkoły Powszechnej nr 3 w Lublinie, w którym obecnie mieści się Liceum Ogólnokształcące nr 4 przy ulicy Szkolnej na Czwartku (wówczas ulica nazywała się św. Mikołaja). Szkołę tę zaprojektował Ignacy Kędzierski (1877-1968), absolwent Politechniki Lwowskiej. Architekt zamieszkał w Lublinie w 1920 roku. W ówczesnym, rozwijającym się mieście, będącym centrum administracyjnym dużego województwa (o jedną trzecią większego niż teraz), planowano budowę wielu nowych obiektów użyteczności publicznej. Jednymi z najważniejszych inwestycji miejskich były budynki szkół powszechnych.

Szkoła dla zachodniej dzielnicy
Ponieważ Kędzierskiego powołano na stanowisko architekta miejskiego, a niedługo potem na kierownika wydziału budowlanego zarządu miejskiego, to właśnie na nim spoczywał obowiązek sporządzenia projektów finansowanych z budżetu miasta. Mniej więcej w tym samym okresie w Wydziale Budownictwa Magistratu został opracowany projekt innej szkoły, która miała stanąć przy ulicy Lipowej. Pomimo że pod zachowanym egzemplarzem projektu nie ma żadnego podpisu, to należy sądzić, że on także był jego dziełem. Tego drugiego projektu nie zrealizowano. Odłożono go w cza-
sie i budowę w tym miejscu dwóch bliźniaczych siedmioklasowych szkół: męskiej i żeńskiej, rozpoczęto tuż przed wybuchem II wojny światowej, a kończono w okresie okupacji. Ich forma architektoniczna utrzymana była w nurcie lat 30. XX w. Projektantem tej inwestycji był architekt Kazimierz Barszczewski, także absolwent Wydziału Architektonicznego Politechniki Lwowskiej. Szkołę przy ulicy Lipowej planowano z myślą o rozwoju nowej, zachodniej dzielnicy Lublina, która w latach dwudziestych i trzydziestych stawała się jednym z najatrakcyjniejszych obszarów miasta. Jej zaczątkiem był Dom Żołnierza, wybudowany w latach 1924-1927 z materiału rozbiórkowego uzyskanego ze świątyni prawosławnej na placu Litewskim, która ówcześnie była dla lublinian niechcianym dziedzictwem, przypominającym o zaborze rosyjskim.

W granicach współczesnego Lublina znajdują się trzy budynki dawnych szkół powszechnych, które w okresie międzywojennym zbudowano poza granicami ówczesnego miasta, a więc i obwodu szkolnego Lublina. Ich projekty zostały opracowane przed 1930 rokiem. Pod względem formy architektonicznej są to obiekty w większym stopniu pozbawione ornamentacji, niż te zaprojektowane przez Kędzierskiego. Dwa z nich obecnie należą do sieci lubelskich szkół miejskich. Zgodnie z chronologią sporządzania projektów, pierwszy był budynek siedmioklasowej szkoły w Głusku, autorstwa inż. Bohdana Kelles-Krauzego. Inicjatywę budowy wspierali Henryk i Mieczysława Sachsowie, właściciele pobliskiego majątku Abramowice, którzy pokryli połowę kosztów realizacji tego przedsięwzięcia, angażującego także całą społeczność. Działka pod szkołę była zakupiona przez gminę, wykopy pod fundamenty przygotowali strażacy, a lokalna społeczność opodatkowała się, aby gromadzić konieczne fundusze. Rok 1928, w którym oddano budynek do użytku, uwieczniono na attyce wieńczącej jego elewację frontową. Dopiero w 1970 roku, gdy obiekt stał się niewystarczający z uwagi na liczbę uczniów, w sąsiedztwie wybudowano nowy budynek szkolny.
    • Świadectwo ukończenia 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej im. Henryka Dąbrowskiego w Lublinie [zbiory prywatne Renaty Sarzyńskiej-Janczak].

Świadectwo ukończenia 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej im. Henryka Dąbrowskiego w Lublinie [zbiory prywatne Renaty Sarzyńskiej-Janczak].

 

SP 28, SP 48...
Kelles-Krauze, który pełnił funkcję urzędowego architekta powiatu lubelskiego, w latach 1923-1939 zaprojektował kilkanaście szkół powszechnych na obszarze województwa lubelskiego. Należała do nich sześcioklasowa szkoła w Rurach Jezuickich w gminie Konopnica. Projekt został opracowany w 1929 roku, ale obiekt oddano do użytku w 1934 roku. W późniejszych latach nie zmienił swojego przeznaczenia. Obecnie budynek przynależy do szkoły nr 28 w dzielnicy Czuby.

Siedmioklasową szkołę w ościennej dla Lublina gminie Wólka zbudowano pod koniec lat 20. XX w. Obecnie jest to szkoła nr 48 przy ulicy Jana Kasprowicza. Szkołę wybudowano według projektu wzorcowego, opracowanego przez warszawskiego architekta Aleksandra Ranieckiego, zamieszczonego we wzorniku Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. 12 października 1935 r. szkole zostało nadane imię Marszałka Józefa Piłsudskiego.

Nowoczesny, modernistyczny, największy w okresie międzywojennym budynek szkoły powszechnej w Lublinie, został zbudowany w latach 1935-1936 w dzielnicy Dziesiąta. Został przeznaczony dla dwóch placówek: nr 1 i nr 14. Stanął przy ul. Bychawskiej, znanej nam obecnie pod nazwą ul. Kunickiego. Projekt został wybrany w wyniku konkursu ogłoszonego przez Wydział Budownictwa Zarządu Miejskiego i przy pomocy finansowej Towarzystwa Budowy Szkół Powszechnych. Szczegółowe warunki, którym miał sprostać nowy budynek, opracował inż. Ignacy Kędzierski. W celu oceny złożonych prac konkursowych i wyboru najlepszego projektu powołano Sąd Konkursowy, składający się z autorytetów w dziedzinie budownictwa. Laureat konkursu, arch. Tadeusz Witkowski, miał w swoim dorobku szereg willi i domów mieszkalnych. Tuż przez rozpoczęciem budowy szkoły, przy tej samej ulicy wznoszono drewniany kościół, także projektu Witkowskiego (świątynię przeniesiono w 1985 r. poza Lublin – do Pilaszkowic).

Nie zachowały się drewniane budynki szkół powszechnych z lat 20. i 30. XX w., wspomnianej szkoły na Kośminku, oraz szkół nr 4 i nr 20, które mieściły się w jednym nowo zbudowanym obiekcie przy ul. Lubartowskiej – przy pomniku Poległych Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego, oraz szkoły nr 17 przy ul. Krochmalnej, który stał w miejscu obecnego gmachu zbudowanego w latach 1955-1957.

 

* liczba uczniów szkół powszechnych:
1918/1919 – 5242
1927/1928 – 12061
1938/1939 – 17669

Słowa kluczowe