Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Kronika wrotkowskich przypadków

Dzieci uczyły się konsekwencji uprawiając ogródek. Miały własne grządki i odpowiadały za nie nawet w wakacje. Metody dawno temu stosowane w niewielkiej szkole we wsi Wrotków do dziś są podstawą amerykańskiego systemu edukacji. Niełatwe początki podstawówki nr 30 opisuje zachowana kronika założona w 1872 r.

Małgorzata Michalska-Nakonieczna

Kronika wrotkowskich przypadków
Fotografia ze starej kroniki szkoły we Wrotkowie (obecnie Szkoła Podstawowa nr 30 w Lublinie); rok szkolny 1935/36.

Szkoła Podstawowa nr 30 przy ul. Nałkowskich w Lublinie mieści się w typowym gmachu z lat 70. XX w*. Na tle podobnych lubelskich podstawówek, wyróżnia go jedynie basen. Do dziś jednak zachował się, nieco przypominający dworek ziemiański, budynek „starej szkoły”, do którego uczęszczało jeszcze pokolenie obecnych trzydziestoparolatków (dzisiaj jest tam Środowiskowy Dom Samopomocy). A niesamowitą historię tego miejsca opowiada zachowana kronika szkoły, prowadzona od XIX w. Z księgi wyłania się obraz wiejskiej szkółki ze skromnym budżetem, w której dzieci uczyły się zgodnie z najnowszymi trendami pedagogiki światowej.


KARY CIELESNE I LEKCJE NA STOJĄCO

Kronikę założono w 1872 r., by służyła do zapisywania uwag carskiego wizytatora. Szkoła powstała nieco wcześniej – w 1866 r. na mocy ukazu carskiego, który nakazywał zakładanie szkół wiejskich. Była to w tym czasie obowiązująca tendencja europejska. Od początku XIX w. rodziło się szkolnictwo podstawowe na całym świecie, również w państwach zaborczych. Ich celem było jednak nie tylko podniesienie poziomu wiedzy społeczeństwa – miały kształcić posłusznych państwu poddanych.

System 45-minutowych lekcji, dzwonków, ocen, kar, także cielesnych, po raz pierwszy wdrożono w Prusach, w czasie panowania władcy absolutnego Fryderyka Wilhelma I. Carski system oparto na podobnych zasadach. W zaborze rosyjskim, czyli także w Lublinie i podlubelskim Wrotkowie, od lat 80. XIX w. nauka odbywała się w języku rosyjskim, który był niezrozumiały dla większości polskich uczniów. W związku z tym, część wrotkowskiej kroniki szkolnej, pochodząca z XIX w., zawiera wyłącznie krytyczne uwagi wizytatora. Informuje on o słabej frekwencji, braku postępów w przyswajaniu wiedzy, braku oświetlenia i wilgoci w wynajmowanej izbie szkolnej. Rodzice – okoliczni włościanie – widzieli w szkole jedynie czynnik opresyjny, który odciąga dzieci od prac w gospodarstwie i narzuca obcy język. Zapisanych było dwadzieścioro dzieci, a nauka odbywała się w pomieszczeniu pozbawionym mebli i wszelkich udogodnień. Dzieci uczyły się na stojąco. Edukacja trwała dwa lata. Program obejmował język rosyjski, polski w zakresie czytania i pisania, arytmetykę i roboty ręczne. W drugiej klasie dochodziły przyroda, geografia, historia i śpiew.

DRZEWA ROSNĄ DO DZIŚ

Początek XX w., a szczególnie rewolucyjny rok 1905 r., przyniósł powiew nadziei na zmianę sytuacji Polski. Reżimy zaborcze słabły, ruchy ludowe rosły w siłę, włączając do swoich postulatów myślenie niepodległościowe. W 1902 r. carskie władze szkolne zarządziły zbiórkę na budowę siedziby szkoły na Wrotkowie, ponieważ lekcje wciąż odbywały się w wynajmowanej izbie. Obowiązkiem składkowym obciążeni zostali mieszkańcy wsi Wrotków, w tym również przemysłowcy, mający swoje zakłady na jej gruntach. Wysokość składki zależała od ilości posiadanej ziemi, w związku z tym znaczące sumy wpłacili między innymi: Emil Plage – właściciel rektyfikacji spirytusu i krochmalni przy dzisiejszej ulicy Krochmalnej oraz zarząd cukrowni.

Parterowy budynek szkoły stanął w 1906 r. Budowniczym i kierownikiem placówki został Kazi-mierz Marculewicz, absolwent rosyjskiego seminarium nauczycielskiego. Pełnił tę funkcję, z krótką przerwą, aż do 1925 r.

Atmosfera niepodległościowa narastała wraz ze zbliżającą się wojną. Kiedy ułani Beliny-Prażmowskiego w 1915 r. przejęli klucze do magistratu lubelskiego, wybuchła euforia. Mimo że już za chwilę władzę w mieście przejęli Austriacy, od tego momentu kronika szkolna była prowadzona po polsku. Pierwszą polską stronę tytułową kroniki, kaligraficznymi literami wypisała nowa kierowniczka szkoły – Zofia Miklaszewska, powołana za zgodą rady szkolnej i miejscowych gospodarzy. Była absolwentką rosyjskiego Rządowego Gimnazjum w Lublinie. Początki szkoły w nowej rzeczywistości nie były łatwe. Do placówki uczęszczało 130 dzieci, które uczyły się w trzech oddziałach. Kierowniczka, a zarazem jedyna siła pedagogiczna, nie otrzymywała pensji. Początkowo, po prostu, od każdego dziecka pobierała 1,5 rubla. Drewno na opał dostarczali gospodarze, a naftę do oświetlenia izb szkolnych kupowała sama. Od 1916 r. zaczęto wypłacać jej pensję w wysokości 100 koron miesięcznie i przyznano trzy sągi drewna opałowego, 20 funtów mąki, cztery funty cukru, naftę oraz 15 koron na prowadzenie kancelarii. Zamieszkiwała w jednej z izb w szkole. Dzieci uczyły się na zmiany: rano chłopcy, po południu dziewczynki. Do końca pierwszego roku nauki, już w niepodległej Polsce, dotrwało jedynie 25 uczniów. Miklaszewska przeprowadziła akcję sadzenia drzewek w ogródku szkolnym. Pracę nadzorował ogrodnik, niejaki Stodulski. Dzień Sadzenia Drzew stał się później tradycją szkolną. Przez cały okres międzywojenny uczniowie z wrotkowskiej szkoły wiosną sadzili drzewa w okolicy. W 1935 r.: 465 lip wzdłuż drogi ze wsi Dziesiąta do lasu Dąbrowa, czyli dzisiejszej ulicy Zemborzyckiej. Całą akcję wspierali okoliczni gospodarze, sołtysi z Wrotkowa i Majdanu oraz wójt Zemborzyc. Część z posadzonych wtedy drzew rośnie do dziś.

POLE DO NAUKI KONSEKWENCJI

Zanim jednak dzieci, ich rodzice i cała społeczność lokalna, zostali zaangażowani w życie szkoły i z ochotą włączali się w takie akcje, nauczyciele musieli włożyć ogromny trud w to, by rodzice zmienili myślenie o potrzebie edukacji. Główny opór wciąż budziło odrywanie dzieci od pracy w polu i gospodarce. Część rodziców uważała chodzenie do szkoły za stratę czasu, toteż organizacja roku szkolnego przewidywała na przykład tzw. ferie ziemniaczane w czasie wykopków. Do dobrej frekwencji zachęcał nawet ksiądz z ambony. W przypadku nieobecności rodzice musieli tłumaczyć się przed komisją szkolną, która mogła nałożyć na rodziców kary. Na przykład w 1934 roku grzywna sięgała 1–5 zł, z możliwością zamiany na jeden lub dwa dni aresztu. W Archiwum Państwowym w Lublinie zachowały się wykazy nieobecności wraz z opisami ich przyczyn, podawanymi przez rodziców. Powodem absencji bywała choroba, duża odległość od szkoły, bieda, konieczność pomocy w gospodarstwie, brak butów. Jeden z rodziców jako przyczynę podał okoliczność, że „nie chce chodzić – trudno zmusić”. Pieniądze z grzywien nakładanych na rodziców przeznaczano na podręczniki, odzież i obuwie dla biednych dzieci.

Dzieci uczyły się oszczędzania poprzez przynależność do Szkolnej Kasy Oszczędności. Poznawały w ten sposób prawa ekonomii i wolnego rynku. Pedagodzy ze szkoły we wsi Wrotków posługiwali się najnowocześniejszymi wówczas metodami wywodzącymi się z „pedagogiki pracy”, której podwaliny sformułował John Dewey. Jego teoria stała się podstawą amerykańskiego systemu edukacji. Kładła nacisk na naukę na przykładach i poprzez doświadczenie, wykorzystując naturalną ciekawość dziecka. W tym systemie szkoła miała być zalążkiem społeczeństwa, a uczeń zachęcany do samodzielnego poszukiwania rozwiązań. Dowodem znajomości tej teorii we wrotkowskiej szkole był fakt, że już w 1926 r. założono sklepik szkolny, który, na zasadach spółdzielni, prowadzili sami uczniowie. Taki zapis o nim odnajdujemy w kronice: „Na zebraniu dzieci starszych, po uprzednim porozumieniu się z rodzicami, założono sklepik szkolny na zasadach spółdzielczych. Udział w sklepiku wynosił 50 gr – udziałowców zgłosiło się 40 dzieci. Ze sklepiku szkolnego mógł korzystać tylko członek. W ciągu roku dzieci uchwaliły, aby zwiększyć obroty […] sklepik szkolny nie był obliczony na wykazanie dużej dywidendy dla członków, lecz chodziło głównie o wykazanie różnicy w jakości materiałów oraz wysokości cen w stosunku do sklepów prywatnych”. Sklep pod opieką nauczyciela, a później kierownika szkoły, Władysława Jadacha, działał pomyślnie wiele lat, przynosząc dochód przeznaczany na dalszy rozwój. Krzewienie, promowanej przez państwo, idei spółdzielczości miało na celu naukę współpracy i uczciwej konkurencji w warunkach gospodarki wolnorynkowej. Odpowiedzialności i konsekwencji swoich działań lub ich zaniechania uczono również uprawiając grządki. Wiosną ogłaszano wśród dzieci konkurs na najlepiej prowadzoną grządkę warzywną. Każda grządka podzielona była na cztery działki: z marchwią, burakami, pietruszką i kwiatami. 10 dziewczynek wielkim nakładem pracy, również w czasie wakacji, doglądało nasadzeń, spodziewając się nagród. Trudno o lepsze pole do nauki konsekwencji w działaniu i odpowiedzialności, niż własna uprawa roślin. Nauczyciel Władysław Jadach założył natomiast kółko rolnicze, zrzeszające okolicznych gospodarzy. W 1928 r. opodatkowali się oni dobrowolnie i z zebranych pieniędzy zakupili radio. Odbiornik stanął w sali szkolnej, a w kronice odnotowano: „W niedziele i święta członkowie koła korzystali z wykładów o treści rolniczej […] Drugi cel to były pogadanki dla dzieci, na które chętnie przychodziły i bardzo wiele korzystały”. W 1928 r. powstało także Koło Gospodyń Wiejskich, którego celem miało być propagowanie wiedzy o właściwym prowadzeniu gospodarstwa domowego i krzewienie kultury. Zaproszona instruktorka wygłosiła kilka odczytów o hodowli drobiu i utrzymywaniu czystości w domach. Do konkursu na najczystsze mieszkanie przystąpiły cztery członkinie, ale „konkurs nie osiągnął zakreślonego celu, gdyż nie przestrzegano wskazówek podanych w instrukcji”.

NA KONIEC NA JAGODY

Dwa razy do roku dzieci badał lekarz z Głuska. Szczepienia odbywały się na terenie szkoły i każdy uczeń otrzymywał pisemne zaświadczenie o ich odbyciu. Dzieci niezaszczepione na ospę nie były dopuszczane do nauki. Każdy rok szkolny rozpoczynała msza w kościele parafialnym. Przez długi czas była to dla Wrotkowa katedra lubelska, natomiast od 1937 r. nowy kościół pw. św. Teresy, wzniesiony „za cukrownią”, według projektu znanego lubelskiego architekta Jerzego Siennickiego. Tu również odbyło się, w 1938 r., poświęcenie sztandaru szkolnego. Po przedyskutowaniu planu przez Radę Pedagogiczną i rodziców na zebraniu, ustalono składkę po 50 gr od dziecka oraz urządzono festyn z loterią i zabawę, z których dochód przeznaczono na ręcznie haftowany sztandar. Koszt wyniósł 400 zł. Do dziś znajduje się on, w gablocie, w holu Szkoły Podstawowej nr 30. Dobrowolne składki rodziców i dzieci były podstawą wielu inicjatyw. W 1935 r. zorganizowano loterię fantów przyniesionych przez dzieci, z której dochód przeznaczono na przebudowę komórek gospodarczych i wyposażenie świetlicy. Wśród fantów, przekazanych przez rodziców, było: 30 kur, 18 królików, flakony i półmiski. Składki rodzicielskie przeznaczano również na zakup książek do biblioteki. W 1927 r. biblioteka liczyła 348 tomów i korzystało z niej 150 dzieci, które z własnych składek prenumerowały czasopisma „Płomyk” i „Płomyczek”. W latach 30. na jedno dziecko przypadało 20 przeczytanych książek w ciągu roku.

W 1927 r. życie szkolne urozmaiciła wizyta prezydenta RP Ignacego Mościckiego w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym w Zemborzycach. „[…] Dnia 20 września 1927 r. wszystkie szkoły gminy Zemborzyce zebrały się koło drogi prowadzącej do Majdanu Wrotkowskiego i przejeżdżającego Prezydenta obsypały kwiatami”.

Zakończeniem każdego roku szkolnego w okresie międzywojennym były popisy dzieci przed rodzicami i zaproszonymi gośćmi. Przybywali członkowie Dozoru Szkolnego, którego prezesem był proboszcz parafii Zemborzyce ks. Żółtowski, Komisji Powszechnego Nauczania, której prezeską była miejscowa ziemianka Kłobska, a nawet urzędnicy z kuratorium. Wydarzenia te cieszyły się wielkim zainteresowaniem rodziców. Jednego roku na uroczystość przybyło ich aż 300. Częścią zakończenia roku szkolnego były inscenizacje sztuk teatralnych, śpiewy patriotyczne, a po części oficjalnej wycieczki do lasu na jagody. W kronice wspominana jest świeża absolwentka szkoły, której płaczu, spowodowanego zakończeniem edukacji, nie można było ukoić. Każdy rok szkolny wieńczyły fotografie klasowe, umieszczane w kronice.

W MIEŚCIE

Wybuch II wojny światowej przerwał prężną działalność małej wiejskiej szkoły. 1 września 1939 r. nie był dniem rozpoczęcia nauki, tylko mobilizacji. Jednak już w następnych dniach września starano się powrócić do nauki. Kierownik Jadach zapisał w kronice: „Nauka szła dość normalnie jak na czasy wojenne. Dzieci były jednak dość mocno wyczerpane z powodu niedawnego bombardowania. Na Wrotkowie bowiem zostało wypuszczone około 25 bomb. Nie wyrządziły one żadnej szkody, ani szkole, ani mieszkańcom […]”. Lata wojenne na wsi bywały ciężkie, ale nauki nie przerywano. Nauczyciele bywali angażowani przez okupanta w obowiązki administracyjne, takie jak ściąganie kontyngentów od okolicznych gospodarzy. Nastawiało to lokalną społeczność przeciw pedagogom. Niezwykle zasłużony dla szkoły i wrotkowskiej społeczności, kierownik Władysław Jadach, niesłusznie stracił posadę w 1944 r., oskarżony przez nową władzę ludową o współpracę z Niemcami. Zanim to się stało opisał w kronice ostatnie dni okupacji niemieckiej: „Dzieci młodsze skończyły naukę 1 czerwca, natomiast starsze dzieci powyżej 12 lat na rozkaz okupanta zostały zatrzymane z uwagi na kopanie okopów. Nauka trwała do 20 lipca po to, aby dzieci w ciągu trzech dni mogły pracować przy okopach. Dnia 22 lipca 1944 roku weszły do Wrotkowa wojska radzieckie”.

W pierwszych latach po wojnie warunki były bardzo trudne, ale szkoła starała się pracować normalnie. Zapisano do niej 173 dzieci. Budynek szkoły, uszkodzony podczas bombardowania rosyjskiego 11 maja 1944 r., nie mógł doczekać się remontu aż do lata 1946 r.: „Szkoła w dalszym ciągu stoi nieremontowana, brak podwójnych okien, pierwsze okna nieuszczelnione, w klasach zimno, pali się mokrym drzewem, którego także brak” – zapisano w kronice. Mimo to, już w 1949 r. odbyła się wycieczka, podczas której dzieci zwiedziły Gdańsk, Gdynię i Sopot. W 1953 r. 43 uczniów podziwiało odbudowującą się stolicę. W roku szkolnym 1950/51 powstała drużyna harcerska, do której należało 47 uczniów. W 1954 r. szkoła była gospodarzem Igrzysk Harcerskich.

1 stycznia 1955 r. miejscowość Wrotków przyłączono do Lublina i właśnie wtedy szkoła otrzymała nr  30. Wkrótce też, w 1957 r., wzniesiono drugi budynek szkolny, gdzie umieszczono bibliotekę, świetlicę, szatnię, gabinet kierownika i dodatkową izbę lekcyjną. Szkoła kontynuowała również swoją rolę społeczną, chociaż już w duchu nowej władzy ludowej. W 1957 r. w kronice zapisano: „Podobnie jak w poprzednim roku szkoła była jedynym ogniskiem kultury dla środowiska. Dzięki licznym kontaktom z rodzicami wzmocniła się więź szkoły ze środowiskiem. Jak grzyby po deszczu rosły anteny telewizyjne, bardzo często na słomianych strzechach. Okres ten śmiało można nazwać „rewolucją kulturalną”. Działalność kontynuowało również kółko rolnicze, propagując mechanizację okolicznego rolnictwa.

W 1964 r. nastąpiła reforma programów nauczania. Szkoła nr 30, mimo trudności lokalowych, stała się szkołą ośmioklasową. Nauczać zaczęli wyspecjalizowani w danej dziedzinie nauczyciele. Powstały specjalistyczne klasopracownie wyposażone w preparaty biologiczne, przyrządy geograficzne, itp. Dopiero wtedy ławki z 1937 r. wymieniono na nowe. Kronikarz zanotował w 1964 r.: „Szkoła zyskiwała sobie popularność, dzieci z dumą wyrażały się o korzystnych zmianach, które przecież były tylko dla nich czynione”.

Wpisy do pierwszego tomu kroniki szkolnej kończą się z nadejściem 1976 r., który przyniósł wielkie zmiany w dzielnicy Wrotków. Na polach rozpoczęła się budowa osiedla mieszkaniowego im. Zofii i Wacława Nałkowskich. Wyrosły wielorodzinne bloki, pawilony handlowe oraz nowy, trzeci gmach szkolny.

 

*Sam budynek został oddany do użytku w 1982 roku.