Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Historyczny obraz Lublina w czasach zarazy

Epidemie towarzyszyły ludzkości od zawsze. Były z nami, gdy pierwsze wspólnoty myśliwych-zbieraczy zaczęły przechodzić na osiadły tryb życia. Towarzyszyły nam, kiedy pierwszy człowiek postawił stopę na księżycu i prawdopodobnie będą z nami, gdy pamięć o nam współczesnym dawno odejdzie w mroki historii. W ramach projektu „Historyczny obraz Lublina w czasach zarazy” postanowiliśmy pozbierać te okruchy pamięci, które pozostały i na ich podstawie przedstawić obraz zmagań ludzi mieszkających w naszym mieście z chorobami - wrogiem strasznym, bo w przeszłości słabo rozumianym i mimo wszystko śmiertelnie niebezpiecznym.

W naszych poszukiwaniach cofnęliśmy się do wieku XVI, aby przedstawić udokumentowane przypadki morów nawiedzających Lublin przez wieki, aż do końca stulecia XVIII, a nawet później.


Obraz walki o zachowanie życia w obliczu kataklizmów, jakimi były dawne epidemie, nie byłby pełny bez przybliżenia sylwetek ludzi, którzy się z nimi zmagali. Jak w każdej opowieści, znajdziemy tu bohaterów: osoby niosące pomoc, ulgę czy pocieszenie chorym i umierającym; burmistrzów powietrznych, którym powierzano rządy w mieście na czas zarazy ze względu na ucieczki rajców przed morowym powietrzem; cyrulików doglądających chorych, gdy większość lekarzy ukrywała się przed zarazą w mniejszych miejscowościach; zakonników sprawujących ostatnie posługi w czasie, gdy kościelni dygnitarze i znaczna część duchowieństwa wyjeżdżała, byle dalej od epidemii lub zamykała się na plebaniach czy w klasztorach. Oczywiście pojawią się także bohaterowie negatywni - mazacze morowi, którzy mieli celowo rozprzestrzeniać epidemię, aby nie stracić pracy, gdyż zajmowali się grzebaniem zwłok. Czy byli winni? Tego nie dowiemy się nigdy. Czy ponieśli karę? Tak, i to jedną z najsurowszych.

 

W historii tej są także prawdziwe czarne charaktery - dziś mniej tajemnicze, a mianowicie drobnoustroje chorobotwórcze, z którymi dzięki postępowi nauki, obecnie możemy toczyć walkę na znacznie lepszych warunkach niż nasi przodkowie.


Oczywiście każda opowieść dzieje się w pewnej przestrzeni. W tym przypadku jest to przestrzeń Lublina i jego bliskich okolic. Postaraliśmy się znaleźć miejsca szczególnie związane z przeszłymi klęskami moru - kościoły, w których modlono się o odwrócenie plagi, szpitale i izolatoria, gdzie zapewniano opiekę chorym i umierającym, cmentarze, gdzie chowano zmarłych czy miejsca powstałe po to, by o zmarłych na zarazę nie zapomniano nawet po wiekach.

 

Opowieść nasza to obraz życia, zamierającego na straszną chwilę epidemii, by powrócić na normalne tory i toczyć się spokojnie, aż do następnej wielkiej klęski. To historia ludzi, którzy pomimo braku wiedzy o tym, skąd bierze się choroba, próbowali dojść do prawdy. Próbowali przewidzieć i przeciwdziałać epidemiom.

 

To historia ludzi, którzy gdy morowe powietrze zagościło już w mieście, żyli dalej. Część z nich - kryjąc się w strachu, część - służąc innym, część - starając się korzystać z każdej możliwej uciechy w przeświadczeniu nieuchronnej śmierci. Niektórzy mieszkańcy zwracali swoje myśli w kierunku tego, co czekać ich mogło po śmierci, uważając, że jedyne co może pomóc to Bóg i Jego miłosierdzie.

 

Gdy jednak zaraza ustępowała, czasem po miesiącach, czasem po latach, życie toczyło się dalej. Ci, którzy przeżyli zmagali się ze skutkami epidemii i brali na siebie odpowiedzialność za odbudowę miasta i kraju. Mimo trudności nie poddawali się i niestrudzenie zaczynali często od nowa, aby przynajmniej postarać się zbudować lepszą przyszłość dla swoich dzieci.

 

Wbrew pozorom, nasza opowieść nie kończy się w czasach, o których wiemy z kart pożółkłych pergaminów. Epidemie wracały. Były różne, tak jak różne są drobnoustroje je powodujące. Zaznaczały swój ślad w historii nie tylko do stulecia XVIII, ale także naznaczyły dzieje XIX i XX wieku, często towarzysząc wojnie czy klęskom głodu. Żyją jeszcze świadkowie zaraz grasujących po II wojnie światowej, choćby rozpowszechnionego wtedy tyfusu.

 

 

Opracowanie: A. Janociński, redakcja: A. Janociński  Licencja CC By-NC-ND 3.0 PL