Opowiedzenie 100 lat historii miasta niemożliwe jest bez opowiedzenia historii pokoleń jego mieszkańców. Prezentowany portal jest miejscem, gdzie oddajemy im głos – to ich rodzinne zbiory ikonograficzne, przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści oraz własne wspomnienia tworzą najpełniejszy obraz Lublina.

Wszystko to pozwala tworzyć rodzaj otwartego kalendarium ostatniego stulecia dziejów miasta, które uzupełniamy ciągle o nowe historie, fotografie, wspomnienia czy wydarzenia. Zgromadzony i zaprezentowany materiał, to niepowtarzalny zbiór materialnego i niematerialnego dziedzictwa historyczno-kulturowego Lublina. Tu wielkie wydarzenia historyczne splatają się z mikrohistoriami rodzin czy losami pojedynczych ludzi, tworząc żywa tkankę miasta.

Nie zamykajmy tej wielkiej księgi miasta, lecz starajmy się wspólnie, poprzez dzielenie się wspomnieniami i zbiorami z domowych archiwów zapisać jej kolejne karty.  

Opowiedzenie 100 lat historii miasta niemożliwe jest bez opowiedzenia historii pokoleń jego mieszkańców. Prezentowany portal jest miejscem, gdzie oddajemy im głos – to ich rodzinne zbiory ikonograficzne, przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści oraz własne wspomnienia tworzą najpełniejszy obraz Lublina.

Wszystko to pozwala tworzyć rodzaj otwartego kalendarium ostatniego stulecia dziejów miasta, które uzupełniamy ciągle o nowe historie, fotografie, wspomnienia czy wydarzenia. Zgromadzony i zaprezentowany materiał, to niepowtarzalny zbiór materialnego i niematerialnego dziedzictwa historyczno-kulturowego Lublina. Tu wielkie wydarzenia historyczne splatają się z mikrohistoriami rodzin czy losami pojedynczych ludzi, tworząc żywa tkankę miasta.

Nie zamykajmy tej wielkiej księgi miasta, lecz starajmy się wspólnie, poprzez dzielenie się wspomnieniami i zbiorami z domowych archiwów zapisać jej kolejne karty.  

Opowieść Stanisławy Życińskiej

Już w styczniu 1919 roku odradzająca się Rzeczpospolita musiała po raz pierwszy zmierzyć się z zagrożeniem ze strony Rosyjskiej Federalistycznej Republiki Radzieckiej, która w założeniach rewolucyjnych z października 1917 r. — po przejęciu władzy w Rosji przez Bolszewików dążyła do sowietyzacji Europy Środkowej i Zachodniej. Pierwsze próby rozszerzenia rewolucji komunistycznej poza Republikę Radziecką zostały podjęte przez Bolszewików już w 1918 roku. Ich celem stały się m.in. Niemcy, Węgry, kraje bałtyckie i Finlandia, gdzie działania rewolucyjne doprowadziły do wybuchu wojny domowej. Trzeciego stycznia 1919 r. Bolszewicy przystąpili do uderzenia na Wilno. Niniejsza kolekcja fotografii wzbogacona wspomnieniami i dokumentami archiwalnymi opowiada historię Stanisławy Życińskiej — mieszkanki Lublina, która w wieku 23 lat jako ochotniczka-sanitariuszka brała udział w wojnie polsko-bolszewickiej w latach 1919-1920 służąc na froncie ukraińskim w Szpitalu Polowym 202 w ugrupowaniu 6. Armii Wojska Polskiego.

Załoga szpitala polowego 202
Załoga szpitala polowego 202

 

Ochotniczka

 

W obliczu zbliżającego się konfliktu polsko-bolszewickiego Stanisława Życińska podjęła decyzję o zgłoszeniu się na ochotnika do Szpitala Wojskowego w Lublinie, gdzie została przyjęta i skierowana na kursy przygotowawcze "Polskiego Czerwonego Krzyża". Po ich ukończeniu i praktyce w lubelskiej placówce, w lipcu 1919 r. została przydzielona do służby w Szpitalu Polowym 202.— ówcześnie przeznaczonym do obsługi polskich wojsk walczących na froncie ukraińskim na Podolu podczas wojny polsko-ukraińskiej o przynależność Galicji Wschodniej (Kształtowanie się granic II Rzeczypospolitej). Kilka dni po otrzymaniu rozkazu o formowaniu się frontowego szpitala jego załoga wyruszyła w podróż z Lublina do Lwowa, gdzie skoncentrowano grupę pociągów sanitarnych przeznaczonych do obsługi frontu na wschód od miasta. Po kilku dniach pobytu we Lwowie załogę szpitala skierowano w dalszą podróż przez przyfrontowe miejscowości takie jak Niżec, Buczacz i Czortków. Podczas podróży uwagę personelu szpitala zwróciła sytuacja żołnierzy powracających z frontu. Jak wynika z relacji Stanisławy Życińskiej podczas postojów na trasie przejazdu pociągu można było zauważyć skupiska rannych, zmęczonych, brudnych i niezdyscyplinowanych żołnierzy, co powodowało obawy niedoświadczonej kadry szpitalnej przed służbą na froncie wojennym.

 

Zdecydowałam zgłosić się na ochotnika do Szpitala Wojskowego w Lublinie jako wolontariuszka, gdzie zostałam przyjęta i wysłana na kursy sanitarne. [...] Po odbyciu półrocznej praktyki w szpitalu zostałam skierowana 2 lipca 1919 r. do Szpitala Polowego 202. [...] W dniu 4 lipa 1919 r. nastąpił wyjazd szpitala Polowego 202 koleją z Lublina na front. [...] Widać wyraźnie żołnierzy w złym stanie [...] Są to oddziały wycofane na odpoczynek z linii frontu. Ten natłok wojska i różne zachowania żołnierzy i oddziałów sprawiał wrażenie chaosu, braku organizacji i dyscypliny.

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

 

 

 

Legitymacja Polskiego Czerwonego Krzyża Stanisławy Życińskiej

Jezierzany

 

Po kilku dniach podróży załoga szpitala polowego trafiła do miasta Jezierzany na trasie Tarnopol - Zaleszczyki, 20 km od granicy z Rumunią. W miejscowości utworzono szpital stacjonarny obsługujący Wojsko Polskie powracające z walki przeciwko bolszewikom. Jak wynika ze wspomnień sanitariuszki trwające na froncie ukraińskim walki powodowały niewielki napływ rannych. Istotnym problemem dla lekarzy i pielęgniarek szpitala stały się choroby zakaźne dziesiątkujące polskich żołnierzy. Tyfus plamisty, czerwonka i dyzenteria z uwagi na długi okres leczenia powodowały zastój w funkcjonowaniu placówki uniemożliwiając przyjmowanie nowo powracających z frontu rannych żołnierzy. Lekarze i pielęgniarki Szpitala Polowego 202. oczekiwali na usprawnienia kadrowe przed wyruszeniem na front. Załoga placówki skierowana do służby w Jezierzanach stanowiła 12 oficerów-lekarzy, 10 sanitariuszek, 12 żołnierzy obsługi sanitarnej oraz grupę oficerów i żołnierzy administracyjnych. We wrześniu 1919 r. władze wojskowe oddelegowały do pracy w szpitalu cztery pielęgniarki doświadczone w działaniach frontowych. W lipcu 1919 r. komendantem szpitala mianowano mjr Henryka Krogulskiego, którego wraz z kilkoma oficerami Armii gen. Hallera skierowano do pracy w Jezierzanach. Placówka ta, zaczęła pełnić rolę szpitala zakaźnego na tyłach frontu, co powodowało problemy wśród jej personelu nieprzygotowanego na specjalistyczny rodzaj służby lekarskiej. Z uwagi na warunki zakaźne panujące w szpitalu i epidemii wśród przybywających do placówki przechodzących na stronę Polską ukraińskich żołnierzy gen. Bredowa, na tyfus i choroby pochodne zapadła część kadry pielęgniarskiej w tym Stanisława Życińska, którą na czas rekonwalescencji przewieziono do szpitala w Czortkowie, a następnie do placówki medycznej w Tarnopolu.

 

Praca siostry w czasie nocnych dyżurów była ciężka i odpowiedzialna [...] Sale były duże, chorzy na tyfus w okresie początkowym mieli wysoką gorączkę, majaczyli, zrywali się z łóżek [...] Chorzy na dyzenterię byli wychudzeni, krańcowo osłabieni, mdleli z wycieńczenia, wyglądali jak "trupie szkielety" [...] wszędzie unosił się odór potu, moczu i fekaliów. Nad tym wszystkim unosił się zapach żrącego płynu odkażającego o nazwie "karbolineum".

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

 

 

Przez pół roku służby w wojsku mój organizm odpierał szczęśliwie wszystkie choroby, które stale wisiały nad nami, jednak w końcu grudnia dopadł mnie tyfus i zwalił z nóg. Zaraziłam się tyfusem w okresie bałaganu związanego z napływem dużych grup chorych żołnierzy ukraińskich z obozów jenieckich nazywanych później "Akcja Bredowa".

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

 

 

Jarmolińce — powrót do zdrowia

 

Pod koniec lutego 1920 r. Stanisławę Życińską wypisano ze szpitala w Tarnopolu i oddelegowano z powrotem do służby w Szpitalu Polowym 202, który przeniesiono bliżej linii frontu, do miejscowości Jarmolińce koło Płoskirowa, 140 km na wschód do Tarnopola. Początkowo, z uwagi na przebytą chorobę sanitariuszkę odsunięto od pracy przy chorych — odtąd chwilowo zajmowała się służbą w kancelarii szpitala i obsługą magazynów sprzętu medycznego. Następnie, wraz z rozwojem sytuacji na froncie Kijowskim i działaniami 6. Armii Wojska Polskiego Stanisławę Życińską przydzielono do oddziału chirurgicznego szpitala frontowego, który na mocy rozkazu stał się "Stacją Zborną" rannych i chorych żołnierzy 18. Dywizji Piechoty pod dowództwem gen. Franciszka Krajowskiego. Szpital Polowy 202. obsługiwał odtąd rannych z placówek działających bezpośrednio na froncie. Dla sanitariuszy był to czas wytężonej pracy i niepewności związanej ze zbliżającą się ofensywą. Wiosną 1920 r. na linii frontu dochodziło do bitew z użyciem artylerii, co powodowało znaczące straty wśród wojska. 25. Kwietnia 1920 r. do ofensywy ruszyła 3. Armia gen. Rydza Śmigłego i żołnierze 6. Armii gen. Iwaszkiewicza. Ku zdziwieniu Stanisławy Życińskiej po pierwszym dniu walki do szpitala polowego przywieziono jedynie siedmiu rannych. Pozostali żołnierze wycofani na tyły frontu cierpieli na choroby zakaźne. Wśród rannych znaleźli się żołnierze z ranami postrzałowymi kończyn oraz okaleczeni odłamkami pocisków artyleryjskich, które powodowały ciężkie rany przelotowe. Jak wspomina Stanisława Życińska, lekko ranni żołnierze służyli pomocą przy pracach porządkowych i opatrywaniu reszty żołnierzy. 10 maja 1920 r. wraz z zajęciem Kijowa kampania na Froncie Kijowskim dobiegła końca. Dla załogi szpitala był to czas chwilowego odprężenia.

 

 

W październiku otrzymaliśmy długo oczekiwane mundury, składały się one z marynarki typu wojskowego, spódnicy granatowej, kurtki ciepłej koloru stalowego, czapki legionowej z orzełkiem oraz pasa oficerskiego i pary trzewików wojskowych. [...] Byłyśmy szczęśliwe i dumne, bowiem założenie munduru było dla nas jak pasowanie na żołnierza Wojska Polskiego.

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

 

 

 

[..] Nierzadko dochodziło do zażartych bitew dużych jednostek wojska z użyciem artylerii, co przyniosło straty ludzkie w postaci zabitych i rannych. [...] sama myśl, że w każdej chwili możemy znaleźć się w ogniu wojny wzbudzało w każdej z nas lęk i niepewność. Po kilku dniach napięcia, rano dowiedzieliśmy się, że nasze wojska ruszyły do natarcia.

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

Kontrofensywa

 

Po zajęciu Kijowa przez Wojsko Polskie i wycofaniu się Armii Czerwonej na teren prawobrzeżnej Ukrainy, Bolszewicy siłami 1 Armii Konnej Siemiona Budionnego przygotowywali kontrofensywę mającą na celu oskrzydlenie polskiej armii wspieranej przez siły Ukraińskiej Republiki Ludowej. Ofensywa bolszewicka rozpoczęła się rankiem 26 maja 1920 r., kiedy 12. Armia przeprowadziła serię ataków wiążących siły polskie w okolicach Kijowa. Rankiem 29 maja 1920 r. bolszewicka I Armia Konna ruszyła do natarcia na polskie przyczółki rozlokowane w miejscowościach Wołodarka, Berezna i Nowochwastów (Nowofastów). Rozpoczęła się bitwa pod Wołodarką w której dzięki ciężkiej walce 1. Pułku ułanów zwyciężyły siły polskie. W ciągu kilku dni walki Szpital Polowy 202. przeżywał oblężenie rannych i zakaźnie chorych żołnierzy. Z powodu większej ilości pacjentów i braku sprawnego przepływu informacji o działaniach wojennych na froncie, wśród lekarzy i pielęgniarek szpitala panował chaos informacyjny.  W czerwcu 1920 r. pod miejscowością Samhorodek nastąpiło przerwanie obrony pomiędzy 6. i 3. Armią Wojska Polskiego. Wojska bolszewickie wdarły się za linię frontu. Kilka dni później załogę Szpitala Polowego 202. obiegła wiadomość o zamordowaniu lekarzy i chorych Szpitala nr 509, co spowodowało strach wśród personelu szpitala. W tym czasie z powodu nacierającej XIV Armii Sowieckiej nastąpiła ewakuacja 3. Armii gen. Rydza-Śmigłego — Wojsko Polskie opuściło Kijów udając się za zachód, gdzie związano siły nieprzyjaciela. Wobec odwrotu 3. Armii dowództwo polskie rozkazało wycofanie się 6. Armii Wojska Polskiego, aby wyrównać linię frontu, która w efekcie znalazła się ok 20 km od miejsca gdzie stacjonował Szpital Polowy 202.

 

Ewakuacja

 

Wobec zbliżającego się zagrożenia ze strony atakującej Armii Czerwonej podjęto decyzję o ewakuacji Szpitala Polowego 202. Sanitariuszki wraz z pozostałym personelem przystąpiły do przygotowania chorych do wyjazdu, których ulokowano na powozach wyłożonych siennikami i pościelą. Nocą tabor wyruszył z miasta w stronę Kamieńca Podolskiego, a następnie w kierunku Tarnopola. W przypadku ataku nieprzyjaciela kolumna miała przyjmować pozycje obronną, w formie koła utworzonego z wozów i pojazdów towarzyszących. Jak wspomina Stanisława Życińska "Myśli moje czarno widziały ten scenariusz, wynik walki do przewidzenia jednoznacznie". Z uwagi na niebezpieczeństwo napotkania wrogich oddziałów zrezygnowano z przemieszczania się głównymi szlakami komunikacyjnymi. Wozy szpitala polowego poruszały się przez drogi polne i bezdroża, co znacznie spowalniało tempo marszu. Istotnym problemem dla wycofującego się szpitala stanowiły rzeki i podmokłe tereny. Uwagę załogi szpitala zwracało także możliwe niebezpieczeństwo ze strony wrogo nastawionych okolicznych mieszkańców. Po trzech dniach wyczerpującej podróży załoga szpitala wraz z rannymi i chorymi żołnierzami szczęśliwie dotarła na most na Zbruczu, który prowadził do miejscowości Husiatynie. Tam, wedle rozkazu rozpoczęto transport chorych i rannych do szpitala w Czortkowie, a załogę Szpitala Polowego 202. ulokowano w miejscowości Brzeżany. W tym czasie 6. Armia Wojska Polskiego przystąpiła do kontynuowania działań wojennych obsadzając stanowiska obronne nad rzeką Zbrucz.

 

 

Wieczorem po trzech dniach jazdy po wertepach i w nerwowym napięciu wjechaliśmy na most na Zbruczu i znaleźliśmy się w małym miasteczku Husiatynie. Noc spędziliśmy w niewielkim, skromnym, drewnianym budynku szkolnym. Wozy ulokowano na rozległym placu przy szkole. Byliśmy szczęśliwi jak nigdy dotąd. Nerwy opadły, zmęczenie zwaliło nas z nóg.

Stanisława Życińska - fragment wspomnień

 

 

 

Dalsze losy

 

Stanisława Życińska pozostała na służbie ponad pół roku od zakończenia wojny. Do domu rodzinnego powróciła dopiero 9 kwietnia 1921 r. Po kilku latach od demobilizacji podjęła społeczną służbę w organizacji paramilitarnej "Związek Strzelecki" oraz w "Organizacji Przysposobienia Kobiet do Obrony Kraju". Instytucja ta, powstała w 1928 roku i zrzeszała m. in. kombatantki pierwszej wojny światowej. Ich zadaniem stało się przygotowanie instruktorek dla wojskowej pomocniczej służby kobiet na wypadek wojny. W 1929 r. Stanisława Życińska poślubiła lubelskiego urzędnika Izby Skarbowej — Jana Prokopa. W czasie niemieckiej okupacji, od 1943 r. służyła w wojskowej służbie kobiet Armii Krajowej, gdzie przyjęła pseudonim "Mrówka". W czasach PRL nie ujawniła swojej wojskowej i społecznej działalności. Zmarła 6 czerwca 1984 r. w Lublinie.

 

 

Matka wspominała to bardzo wyraźnie mówiąc o rozżaleniu, jakie miało miejsce wśród żołnierzy, którzy musieli zostać dalej w warunkach polowych. Również załoga szpitala była wypalona i wyczerpana dwuletnim funkcjonowaniem frontowego życia, osłabiona wieloma chorobami. Rozgoryczenie potęgował fakt nieokreślonego terminu zwolnienia z wojska. Dopiero w marcu 1921 r., po wielu miesiącach oczekiwania przyszła wiadomość, że demobilizacja obejmie 6. Armię. [...] Do domu po wojnie nasza Matka wróciła 9 kwietnia 1921 r. Za udział w wojnie wyróżniono naszą matkę odznaczeniem nadając "medal za wojnę 1918-1921 Polska swemu obrońcy. W okresie II Rzeczypospolitej pracowała społecznie udzielając się w "Organizacji Przysposobienia Kobiet do obrony Kraju" i w Związku Strzeleckim. W 1929 r. poślubiła Jana Prokopa, urzędnika Izby Skarbowej w Lublinie. Z ich małżeństwa urodzili się dwaj synowie — Józef i Marek. W czasie okupacji od 1943 r. służyła w Armii Krajowej, w wojskowej służbie kobiet w sekcji sanitarnej pod pseudonimem "Mrówka". Zmarła w Lublinie w dniu 6 czerwca 1984 r.

Opowieść Stanisławy Życińskiej lat 23 – Józef Prokop, Marek Prokop – fragment wspomnień

 

 

Dokument nadania medalu Stanisławie Życińskiej za wojnę 1918-1921 r.