Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Mieszkania w PRL - Fotografia

Była tak zwana wielka płyta, tak to się nazywało, wielka płyta. No to takie niefunkcjonalne mieszkania. Pamiętam to moje pierwsze mieszkanie, to kuchnia – tak troszeczkę salonowo zrobione, oczywiście szyba, nawet rozsuwana do pokoju. Oczywiście kibelek razem z łazienką. To tragedia była, bo w wannę to strach było wejść, bo ona mogła się przewrócić, na sedesie usiąść, bo się można było też przewrócić. No to było wszystko od razu świeżo oddane. Mało tego, nawet ci robotnicy na to czekali – panie, ja tu robiłem, tutaj trzeba poprawić - od razu wiedział, że musi to zrobić, bo wszystko to robił tak, żeby zarobić od razu z miejsca. Ale radocha była wielka z tego mieszkania, bo się czekało…

Gdzie się nie poszło, do którego mieszkania, to były takie same meble, takie same…

Stanisława Pietrynko - fragment relacji świadka historii

Bernard Nowak - fragment relacji świadka historii

Bernard Nowak - fragment relacji świadka historii

Pierwszym telewizorem, który ukazał się na rynku była Wisła. Ekranik na tej Wiśle był strasznie malutki. Ciężko było go dostać, więc na ogół na wieżowiec był trzy czy cztery telewizory. To do dziś dnia w satyrycznych filmach się pokazuje, jak idziemy do sąsiada na telewizję, ale to była prawda. Zresztą wcześniej, jak sobie przypomnę 1934 rocznik, to tak samo było z radiami. Później zaczęły się pokazywać kolorowe telewizory. Ja już kupiłem kolorowy. Ja jestem trochę elektrykiem, ale przede wszystkim elektromontowcem, budowałem pod stacje sieci i tak dalej. To były telewizory, które można było młotkiem naprawić.

KuchniaBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Izabela Błaut - fragment relacji świadka historii

Przywoziło się zza granicy firanki czy urządzenia kuchenne. Bo też był właśnie problem, bo ta kuchnia, która była tak zwana na wyposażeniu, to mało kiedy działała. Bo tam albo brakowało tych dysz, bo były powykręcane specjalnie przez monterów albo coś tam jeszcze było zepsutego, to się kupowało. Dyszy zabrakło - ktoś ukradł, któryś robotnik ukradł, dlatego, żeby od niego później kupić jeszcze. To było na takiej zasadzie.

MeblościankaBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Pamiętam że za meblościanką, której bym dzisiaj nigdy nie postawił, to stałem trzy doby, żeby ją dostać. Dzisiaj się to w głowie nie mieści.

Zdobywanie wszelkiego sprzętu do domu wymagało kombinowania i znajomości.

Ja zacząłem stać w kolejkach w latach pięćdziesiątych, bo próbowałem budować dom z rodzicami. W tych kolejkach to dantejskie sceny były. Tam się ludzie po prostu bili. Jak nie po znajomości, jak nie za łapówkę, no to jak długo można było stać w kolejce? No nie można było.