Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Wspomnienia dotyczące odbudowy życia Żydów w Lublinie po wojnie

Spis treści

[RozwińZwiń]

Dom Pereca po wojnieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści


Przyjechałam do Lublina. Pierwszej, drugiej [nocy] spałam w dom Pereca. To było gdzieś na Lubartowskiej. Spaliśmy na drewnianej podłodze. Dostaliśmy pić, coś zjeść, dostaliśmy amerykańską czekoladę, bardzo małą, grubą tabelkę i małe M&M, cukierki. Pamiętam bardzo dużo Żydów, każdy [miał] plecak, [który służył] jako poduszka. Byłam [tam] półtora albo dwa dni, nie więcej. [...]

Hela Boudough, Lublin


Kiedy emigracja żydowska wróciła ze Związku Radzieckiego, przekazano ten dom wracającym Żydom, którzy nie mieli gdzie mieszkać. W 1946 roku mieszkało jakieś 50, może nawet 60 rodzin i było to tylko tymczasowe. Mieszkały tu tylko żydowskie rodziny, które wróciły ze Związku Radzieckiego.


Symcha Wajs, Dom Pereca

 

Losy OcalonychBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści


Byłam razem z jednym, który został po wojnie przy życiu, [przeżył] Sobibór [jak] Tojwi Blatt. On się nazywał Arie Lajbl. Pobrał z jedną co była urodzona w Krasnymstawie, podczas wojny była w Izbicy, Estelusia - piękna dziewczynka. Jasne, błękitne oczy. [Arie] pojechał do Żółkiewki, chciał sprzedać, nie wiem, co on tam miał, ale chciał sprzedać. Sprzedał, [ale] gdy [wrócił do Lublina] [tropili] za nim AK. Czuł, że się śladają za nim. Prędko wszedł do domu i zamknął drzwi. Oni chcieli [wejść], on siłami trzymał drzwi, oni strzelali poza drzwiami. Zastrzelili go. To była okropna rzecz. On był z tych ludzi, co zostali się po wojnie z Sobiboru.

Hela Boudough, Losy znajomych po wojnie
 

Po wojnie byłam kilka miesięcy u Orłowskich. Poszłam do trzeciej klasy. Pamiętam, że nauczycielka mówiła, że mam ładny głos, byłam w chórze. Nawet zaproponowali, żebym była w chórze w kościele. Po wojnie Orłowski został aresztowany, bo prześladowali Armię Krajową. Pamiętam jak przyszli NKWD w nocy i zaczęli szukać. Chcieli aresztować Halinę, ale jej tatuś zgłosił się na jej miejsce. I aresztowali Orłowskiego. Siedział w więzieniu kilka miesięcy. Wrócił bardzo chory. Ja też zaczęłam chorować po tym wszystkim, bo życie nie było takie łatwe. [Trudno było] utrzymać ekonomicznie rodzinę, więc postanowili, że mnie zwracają. Wtedy szukano ocalonych sierot. Ale Marta nie powiedziała mi, że zwraca mnie do sierocińca polskiego a nie żydowskiego. Już nie byłam Żydówką. Wiedziałam, że nikt się nie pozostał przy życiu. Nie chciałam [wracać do Żydów]. Bałam się. Nie było już Żydów, nie miałam rodziców, nie miałam nikogo.

Zwrócili mnie. Były różne dzieci, [które] zostały ocalone w Polsce, była młodzież, co wracała z Rosji. Pewien czas byłam w Bytomiu. Tam leżałam w szpitalu. Dzieci zauważyły, że mam różaniec i obraz, i go po prostu podarły. Nie rozumieli. „Co? Ona jest Żydówka i ma takie dokumenty? Co to jest?” Nie rozumieli, a to była pamiątka.

Żyję w dwóch światach. Jak idę drogą, jak idę spać, cały czas mam w głowie dwa świata, dwie ojczyzny.


Sabina Korn, Po wojnie

Przymusowa emigracja w marcu 1968Bezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści


Inny przykład: poszedłem z Markiem Wojtkiewiczem do kawiarni, do Czarciej Łapy, i Marek mówi tak: „Słuchaj, Michał. Nie mów nic o Izraelu, o polityce, bo jesteś obstawiony przez czterech facetów z policji.” W cywilu oczywiście. Czyli szukali jakichś kozłów ofiarnych, a w Lublinie nie bardzo mieli, bo społeczność żydowska
była mała. Zdecydowałem się pojechać do Warszawy. Tego samego dnia pojechałem do Warszawy i w Garwolinie, pamiętam, wszedł jakiś facet też z policji, patrzył się na mnie. Obserwował. Dojechałem do Warszawy i telefonowałem do mamy i mówiłem złamanym żydowskim, jidysz, że chodzą za mną.

Z kolei tata miał taki sklep na ulicy dawnej Dąbrowskiego, takie motoryzacyjnych części. Życzliwi ludzie, którzy z kolei pracowali w milicji i mówili mojemu ojcu: „Panie Hochman, mnie wysłali tutaj do pana, żeby pana sprowokować. I niech pan nic nie mówi o polityce. Niech żadnych takich rzeczy pan nie opowiada, bo zaaresztują pana.” Także różne rzeczy się działy. To byli życzliwi ludzie, muszę powiedzieć takich parę nazwisk, które pamiętam. Było ich więcej, ale z tych, co pamiętam, to był pan Sandecki, który kiedyś pracował z tatą w Motozbycie. Był dyrektorem Motozbytu. To on odprowadzał nas na dworzec, gdzie była odprawa celna naszych rzeczy. Odprowadzał nas też Jerzy Księski, który był w radiu redaktorem. Oczywiście zaraz ich wyrzucili, bo nie chcieli mieć celnicy świadków, co tam się dzieje na tej odprawie. Ale oni się nie bali. Przyjechali. Posiedzieli ze mną. Jeszcze taki pan, ja zapomniałem nazwiska, który był bardzo zaprzyjaźniony. On nawet miał swój własny samochód i odwoził rodziców do Dworca Gdańskiego, i mnie też odwoził do Dworca Gdańskiego. Nawet mieliśmy taki mały incydent w mojej kamienicy, bo tam jakaś szumowina mieszkała obok nas i pożyczyłem mu gitarę i chciałem odebrać ta gitarę w czasie wyjazdu, on zaczął mnie wyzywać, skoczył na mnie, że ty taki... I ten pan stanął w mojej obronie. Powiedział: jeszcze jak jedno słowo powie, to go prostu go uderzy. No i tamten się przestraszył i poszedł. Ale gitary nie odebrałem. A więc byli ludzie bardzo życzliwi, ale też byli ludzie, którzy jakby cieszyli się z tego, z tej sytuacji i popierali akcję rządową.


Michał Hochman, Sytuacja w marcu 1968 roku

 

Przygotowała Izabela Czumak


 

Powiązane artykuły

Zdjęcia