Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Rola dziedzictwa w konkurencji miast

W jaki sposób niematerialne wartości Podzamcza wpisują się w zwiększanie konkurencyjności Lublina?

 

Konkurencyjność miast utożsamiamy z korzyściami lub stratami ekonomicznymi, co samo w sobie jest założeniem prawdziwym. Jednak szukając czynników wzrostu konkurencyjności miast, jesteśmy skłonni bardzo upraszczać zależności kierujące tym mechanizmem. Zbyt często zakładamy, że wymierny wzrost konkurencyjności – czyli inaczej: zysków – przyniosą nam głównie „twarde” inwestycje: specjalna strefa ekonomiczna, lotnisko, dobra komunikacja z innymi ośrodkami, rozwinięta sieć handlu i usług.

To wszystko prawda, ale są też czynniki uważane niesłusznie za „miękkie”, związane z szeroko pojętym dziedzictwem (historii, tradycji, walorów krajobrazowych czy przyrodniczych), których potencjał zwiększania konkurencyjności miejsca jest porównywalny z potencjałem czynników infrastrukturalnych („twardych”), lecz dużo wrażliwszy na marnotrawstwo i gospodarkę rabunkową, która niszczy go często nieodwracalnie.

„Miękkie” czynniki konkurencji mają charakter publiczny (zabytki, pomniki, walory krajobrazowe, cisza, rzeki, zieleń itp.). Głównym inwestorem związanych z nimi funkcji jest miasto jako reprezentacja publicznego interesu obywateli. Przyszłość tych funkcji zależy więc od poziomu rozpoznania tego interesu, czyli inaczej od rozwoju i od świadomości swoich potrzeb – obecnych i przyszłych – związanych z tymi funkcjami. Chodzi o tak proste kwestie, jak to, czy warto działkę w centrum zamienić na plac lub skwer – a więc czy stworzenie takiego publicznego miejsca zaspokoi jakieś wspólne potrzeby mieszkańców miasta, które warto przedłożyć nad zysk ze sprzedaży działki? Czy ważna jest jakość pomników lub fontann, czy też wystarczy, że ktoś je „zrealizuje” i że będą? Czy system komunikacji rowerowej w mieście jest wyłącznie zagadnieniem rekreacyjno-hobbystycznym? Itd.

Jeżeli mieszkańcy nie uświadamiają sobie tych potrzeb „wyższych” (związanych z funkcjami „miękkimi”), a chcą jedynie nowego sklepu czy drogi itp. to miasto rezygnuje z inwestowania w zasoby przyrody czy kultury.

Siłą czynników „miękkich” jest to, że w dłuższej perspektywie definiują one naszą unikalność i wyjątkowość, a więc tworzą „niszę”, w której nikt już z nami konkurować nie może (wspomnijmy np. Zakopane czy Kraków jako proste przykłady). Ale te nisze nie tworzą się same. Można to ująć w ten sposób, że np. wielokulturowość Lublina nie wyróżnia nas zdecydowanie spośród innych miast, ale wyróżnia te z nich, które ją wykorzystały do promocji.

„Słabością” czynników przyrodniczych czy kulturowych jest najczęściej nierozerwalne związanie z konkretnymi miejscami. Np. centrum handlowe, osiedle mieszkaniowe czy biurowiec można postawić w kilku czy kilkunastu miejscach, natomiast pięknego wąwozu czy miejsca pamięci nie da się przenieść gdzie indziej. On tam po prostu jest i koniec. Albo będzie wykorzystany, albo zaniedbany, albo zniszczony.

Jeżeli więc w jakiejś lokalizacji istnieje konflikt interesów między tymi dwoma funkcjami – np. handlową i kulturową (lub mieszkalną czy transportową i przyrodniczą) – to postawienie jako priorytetu funkcji handlowej (ze względu np. na minimalizację ryzyka inwestora), oznacza bezpowrotny przepadek funkcji kulturowej, której nie da się przenieść gdzie indziej.

Takie postępowanie – jakkolwiek przynosi szybko wymierne korzyści (tzw. nowe miejsca pracy, podatki do miejskiej kasy, mieszkania, euforię mieszkańców, że mogą kupować w nowym miejscu itp.), jest jednak bardzo krótkowzroczne i wynika z niskiego poziomu kultury (wiedzy i wrażliwości), a wręcz z zaległości w wiedzy ekonomicznej.

Istnieje bowiem duża grupa ludzi (m.in. inwestorów), którzy chętnie wydają pieniądze w miejscach nacechowanych owymi „miękkimi” walorami. Są to ludzie, którzy sami reprezentują wyższy poziom kultury i atrakcyjność miejsc mierzą swoją miarą czyli zwracają uwagę, np. na poziom kultury miasta czy dzielnicy (odzwierciedlony w krajobrazie), integrację społeczną mieszkańców, walory przyrodnicze itp.

Ci ludzie są bardzo uwrażliwieni na wizerunek miasta. Przyzwyczajeni jesteśmy myśleć, że wizerunek da się kształtować pewnymi zabiegami zewnętrznymi, np. zmianą fryzury czy językiem ciała. Niestety, wizerunku miasta nie da się „udawać” w ten sposób. Nie pomoże nowe logo czy billboardy, bo prawda i tak szybko wyjdzie na wierzch: centrum handlowe w centrum historycznym, zaniedbane doliny rzek, piękne wąwozy zdegradowane chybionymi inwestycjami, brak placów i innych miejsc publicznych, mieszkańcy, z którymi trudno się dogadać.

Zobacz także >>> Podzamcze nie jest działką budowlaną

Dlatego należy jak najszybciej (aby zminimalizować straty) wprowadzić czynniki kulturowe i przyrodnicze (krajobrazowe, ekologiczne itp.) do planowania strategii rozwoju miasta jako TWARDE i priorytetowe, zwiększające konkurencyjność Lublina. Myślę, że odpowiednią bibliografię można przygotować w tydzień. Takie myślenie po prostu JEST JUŻ REALIZOWANE w miejscach, z którymi chcemy konkurować.


Czytaj więcej >>> o jakości przestrzeni jako czynniku konkurencyjności miast w rozmowie z urbanistą Romualdem Dylewskim


Marcin Skrzypek