Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Powstanie styczniowe na Lubelszczyźnie

Lubelszczyzna była w czasie powstania styczniowego jednym z najbardziej aktywnych rejonów kraju. W czasie trwania insurekcji przez oddziały powstańcze przewinęły się tysiące ludzi, stoczono dziesiątki bitew i potyczek. W lecie 1863 roku w województwie lubelskim doszło do największego polskiego zwycięstwa w bitwie pod Żyrzynem. Ludność cywilna ofiarnie wspierała powstanie, a po jego upadku poniosła konsekwencje w postaci bezwzględnych represji caratu.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

„Noc styczniowa”

Wybuch powstania, wyznaczony na noc z 22 na 23 stycznia, zastał podziemną organizację lubelską liczną, lecz niezbyt dobrze przygotowaną do walki. Konspiratorów było około 700, ale broni (przeważnie białej) wystarczyło zaledwie dla 200. Utworzono więc dwa oddziały – jeden miał zaatakować odwach w Lublinie (w budynku obecnego ratusza), drugi zaś pomaszerował, by zdobyć Lubartów. Celem było zdobycie możliwie największej ilości broni. Pierwsza grupa miała dobrze opracowany plan ataku (np. obliczono co do minuty czas, jaki zajmie Rosjanom sprowadzenie posiłków z Koszar Świętokrzyskich) zawiodła jednak tajemnica. Dowódca, na skutek donosu, został aresztowany w przeddzień powstania, zanim zdążył dotrzeć do oddziału. Setka uzbrojonych powstańców zgromadzona w kościele Świętego Ducha czekała w napięciu całą noc, ale rozkaz do ataku nie nadszedł. O świcie spiskowcy rozeszli się do domów.
Drugi oddział uderzył na posterunek piechoty carskiej w Lubartowie. Rosjanie zostali ostrzeżeni i przyjęli powstańców ogniem karabinowym. Kilkugodzinny bój zakończył się klęską – Polacy musieli się wycofać, tracąc kilkunastu zabitych i rannych oraz kilkudziesięciu jeńców.
Podobnie zakończyły się walki na terenie całego Królestwa – tylko w kilku miejscach powstańcy odnieśli sukcesy. Klęski oddziałków konspiracyjnych nie oznaczały jednak końca powstania.

Oddział lubelsko-puławski

Rozbitkowie z oddziału walczącego w Lubartowie dołączyli w okolicach Kurowa do innych oddziałów z Lubelszczyzny. Połączoną grupą kierował osobiście 21-letni Leon Frankowski, komisarz mianowany przez Rząd Narodowy. Dwudziestego czwartego stycznia stoczył on zwycięską potyczkę, niszcząc rosyjski konwój pocztowy. Powstańcy przemaszerowali do Kazimierza, gdzie próbowano przez pewien czas zorganizować administrację powstańczą, werbować i szkolić wojsko. Leon Frankowski zrzekł się wówczas dowództwa wojskowego, co miało opłakane konsekwencje. Nowym wodzem oddziału lubelsko-puławskiego został Antoni Zdanowicz, były porucznik armii carskiej, człowiek starszy i pozbawiony energii. Wkrótce duże siły rosyjskie, dowodzone przez pułkownika Miednikowa zmusiły oddział do wycofania się w stronę Sandomierza. Ósmego lutego doszło do starcia pod Słupczą, gdzie oddział powstańczy został rozbity. W walce zginęło wielu mieszkańców Lublina, a ranny Leon Frankowski dostał się do niewoli. Przywódca powstańców, przewieziony do Lublina, nie złamał się w czasie przesłuchań i nie wydał żadnego z członków organizacji, za co zapłacił życiem. Szesnastego czerwca 1863 roku został stracony w wąwozie za koszarami (obecnie dzielnica uniwersytecka). Mimo klęski powstanie zdobywało coraz większą popularność. Dochodziło do lokalnych sukcesów oddziałów polskich (m.in. Marcina Borelowskiego „Lelewela”), zdobywano broń i pieniądze.

Oddział generała „Kruka”

Jednym z największych oddziałów, jakie operowały na Lubelszczyźnie w czasie powstania styczniowego, było zgrupowanie Michała Heydenreicha „Kruka”. Mianowany naczelnikiem wojennym województw lubelskiego i podlaskiego były carski oficer energicznie podporządkował sobie mniejsze partie partyzanckie. Udawało mu się zręcznie manewrować oddziałami powstańczymi, grupując je do uderzeń i rozdzielając w przypadku konieczności wycofania się. Dbał o uzbrojenie, dzięki czemu miał pod swoimi bezpośrednimi rozkazami 800 strzelców wyposażonych w nowoczesną broń (nie licząc oddziałów kosynierów i kawalerii).
Czwartego sierpnia 1863 roku liczący 1500 ludzi oddział naczelnika „Kruka” został zaatakowany pod Chruśliną przez nieco słabsze wojska liczebnie rosyjskiego pułkownika Miednikowa, tego samego, który rozbił oddział lubelsko-puławski pod Słupczą. Tym razem Rosjanie, mimo dobrego wyszkolenia żołnierzy i planu bitwy napotkali na twardy opór. Michał Heydenreich dowodził doskonale – nie dał wojskom carskim oskrzydlić swoich pozycji, dzielnie odpierał ataki frontalne wojsk carskich. Bitwa zakończyła się całkowitym pogromem sił pułkownika Miednikowa, który musiał ratować się ucieczką z pola walki. Kawaleria powstańcza ścigała rozbite oddziały rosyjskie aż do Urzędowa. Za zwycięstwo powstańcy zapłacili dwoma zabitymi i trzydziestoma rannymi. Straty rosyjskie, choć nie znane dokładnie, szacowane były na setki zabitych, rannych i wziętych do niewoli.
Wkrótce po bitwie pod Chruśliną oddział naczelnika Heydenreicha znalazł się w poważnej sytuacji. Klęska wojsk rosyjskich zmobilizowała ich dowództwo do zniszczenia dokuczliwych oddziałów partyzanckich. Przeciw „Krukowi” wysłano tysiące dobrze wyszkolonych żołnierzy rosyjskich.

Bitwa pod Żyrzynem

W tych warunkach nawet wymykanie się przeważającym siłom wroga stało się zadaniem niezwykle trudnym. Heydenreich, mianowany przez Rząd Narodowy generałem, nie zamierzał jednak ograniczać swojej działalności do ucieczki przed rosyjskimi kolumnami. Jeden z jego patroli przejął depeszę, z której wynikało, że przez stację pocztową w Żyrzynie przejdzie konwój porucznika Laudańskiego, wiozący carską kasę (ponad 200 tys. rubli). Generał „Kruk”, mimo niedostatku amunicji (wystrzelanej przez jego oddziały w bitwie pod Chruśliną) zdecydował się na zastawienie zasadzki. Jej efektem było jedno z najświetniejszych zwycięstw odniesionych przez Polaków w powstaniu styczniowym, które przeszło do historii jako bitwa pod Żyrzynem (8 sierpnia 1863). Tym razem to powstańcy mieli przygniatającą przewagę liczebną – przeciw 500 Rosjanom stanęło około 2000 partyzantów z kilku połączonych oddziałów. Doskonale rozegrana taktycznie bitwa zakończyła się pogromem wojsk carskich. Na polu walki pozostało 181 zabitych Rosjan, kolejnych 282 dostało się do niewoli (w tym 132 rannych). Wojska carskie straciły dwa prowadzone działa, wszystkie furgony pocztowe i większość oficerów, ocalał jedynie por. Laudański z 87 żołnierzami. Zginęło tylko 10 powstańców, a około 50 zostało rannych.
Zwycięstwo generała Heydenreicha odbiło się szerokim echem w całej Europie, spowodowało też ogromne poruszenie w Rosji. Namiestnik Królestwa Polskiego, Wielki Książę Konstanty, został odwołany ze stanowiska, a jego miejsce zajął bezwzględny Fiodor Berg. Nowy „satrapa” rosyjski rozpoczął politykę bezlitosnych represji wobec powstańców i ludności cywilnej.

Zagłada grupy generała Heydenricha

Po zwycięstwie pod Żyrzynem generał „Kruk” postanowił przebić się przez otaczający go pierścień wojsk rosyjskich do Galicji, gdzie mógł liczyć na posiłki i zaopatrzenie. Przez dwa tygodnie, dzięki forsownym marszom udawało mu się wymykać wielokrotnie liczebniejszym siłom wroga. Jego ludzie byli zmęczeni, znów brakowało amunicji. Dwudziestego czwartego sierpnia powstańcy zostali otoczeni przez dwukrotnie liczebniejsze siły carskie pod Fajsławicami. Generał Heydenrich pod ogniem artylerii podjął próbę przebicia się przez siły wroga, ale udało się to jedynie nielicznym z jego żołnierzy. W bitwie pod Fajsławicami zginęło lub zostało rannych przeszło 300 powstańców, a 650 dostało się do niewoli i zostało uwięzionych w Lublinie. Przegrana ta pozbawiła pozostałe oddziały województwa lubelskiego inicjatywy. Generał Heydenreich, choć przeżył walkę i przedarł się do Galicji, nie miał dość ludzi, by odegrać większą rolę w powstaniu. Wrócił do województwa lubelskiego dopiero w grudniu 1863 roku, ale jego siły zostały rozbite w samo Boże Narodzenie pod Kockiem.

Lublin w czasie powstania styczniowego

Po „nocy styczniowej” na terenie miasta nie odbywały się żadne działania bojowe. Konspiratorzy jednak działali bardzo aktywnie. Przez cały okres powstania działało doskonale zorganizowane państwo podziemne. Wciąż werbowano ochotników, którzy dołączali potem do oddziałów partyzanckich, kupowano i gromadzono broń i zaopatrzenie. Ściągano podatki, ofiarnie płacone przez mieszkańców miasta, przewożono pocztę powstańczą i rozkazy.
Znaczną rolę odegrało duchowieństwo: lubelskie klasztory dominikanów i kapucynów służyły jako kryjówki dla poszukiwanych przez władze carskie spiskowców. Konspiratorzy mieli swoich ludzi w urzędach, na poczcie, a nawet w policji carskiej!
Szczególne miejsce w podziemnej organizacji lubelskiej przypadło działającej od połowy 1863 roku tajnej drukarni. Umiejscowiono ją niezwykle zuchwale – w klasztorze kapucynów, naprzeciw pałacu gubernatora. Zarządzana przez brata Wacława Nowakowskiego, drukowała manifesty powstańcze, ulotki i druki urzędowe. Niestety, w lutym 1864 roku w ręce carskiej policji wpadła korespondencja zakonnika, co spowodowało likwidację drukarni (i zesłanie samego Nowakowskiego). Był to jednak odosobniony przypadek – na ogół władze nie potrafiły wytropić powstańczych organizacji podziemnych.
Wielkie zasługi powstaniu styczniowemu oddali Żydzi. Poza ochotnikami walczącymi w oddziałach partyzanckich i działającymi dla Rządu Narodowego konspiratorami, szczególnie odznaczyli się kupcy lubelscy. Organizowali oni zaopatrzenie dla oddziałów, dostarczając broń, amunicję, żywność i niezbędną w zimie odzież, mimo że za handel z oddziałami powstańczymi groziły kary zesłania lub śmierci. Sprytni kupcy żydowscy potrafili kupować broń u żołnierzy carskich, by potem sprzedać ją walczącym z Rosjanami partyzantom.
Przypadki współpracy z caratem były wśród Lublinian niezwykle rzadkie. Osoby takie, wynagradzane przez zaborcę, były otoczone powszechną pogardą przez mieszkańców miasta. Pośród takich kolaborantów najważniejsze miejsce zajmował inspektor policji Jackowski, który za ściganie powstańców został mianowany prezydentem Lublina. Wiele krytyki ściągnął na siebie także rabin Joszua Heszel Aszkenazy, który zalecał Żydom współpracę z władzami rosyjskimi.
Życie codzienne na ulicach Lublina nie odbiegało zbytnio od reszty Królestwa. Surowe prawa carskie zakazywały gromadzenia się na ulicy „więcej niż trzech osób” pod groźbą więzienia, więc nie odbywały się żadne imprezy masowe. Carscy urzędnicy usiłowali nawet zablokować kościelne procesje, jednak jednomyślny opór duchowieństwa sprawił, że wycofano się z tych pomysłów. Lublinianie, nawet jeśli nie uczestniczyli w walkach czy konspiracji, płacili podatki na rzecz powstania i bojkotowali zalecenia władz. Na ulicach miasta uwagę zwracały kobiety, solidarnie noszące żałobne, czarne suknie – mimo surowych zakazów władz carskich.

Ostatnie partie powstańcze

Na początku 1864 roku powstanie dogasało. Działania Romualda Traugutta, ostatniego dyktatora insurekcji styczniowej, mające na celu stworzenie jednolitej armii partyzanckiej, zawiodły. Nadzieje na otrzymanie pomocy z Zachodu skończyły się, gdy za dyplomacją Francji, Anglii i Austrii nie poszły żadne czyny. Ogromna przewaga Rosjan była widoczna na każdym kroku – kolejne oddziały powstańcze były rozbijane lub rozpuszczane przez dowódców. Wraz z klęską walecznego płka Wróblewskiego w styczniu 1864 roku w województwach lubelskim i podlaskim pozostały tylko niewielkie partie powstańców. Dziesiątego kwietnia policja carska rozbiła Rząd Narodowy i aresztowała Romualda Traugutta.
Ostatnim oddziałem powstańczym, który nie złożył broni była konna grupa księdza Stanisława Brzóski. Jako dowódca wykazywał się on niezwykłym poświęceniem i walecznością, uczestnicząc w bitwach od „nocy styczniowej”. Jego liczący 40 kawalerzystów oddział wciąż walczył po rozpadzie Rządu Narodowego i utrzymał się do grudnia 1864 roku. Wciąż nieuchwytny, stał się postrachem dla carskich żołnierzy i legendą dla Polaków. Dopiero w kwietniu 1865 roku rosyjskie wojsko wymusiło torturami na kurierce Antoninie Konarzewskiej informacje o jego kryjówce. Ranny w obławie, walcząc do końca, ksiądz Brzóska został schwytany 29 kwietnia. Sąd polowy skazał go na powieszenie; wyrok wykonano na rynku Sokołowa w obecności dziesięciotysięcznego tłumu.

 

Opracował: Ziemowit Karłowicz