Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” jest samorządową instytucją kultury działającą w Lublinie na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Poezja lubelska 1918-1939

Artykuł Tadeusza Kłaka.

Lublin w XIX wieku miał opinię miasta skrzypków i poetów. Jego atmosfera, przesycona legendami, zapewne sprzyjała powstawaniu klimatu romantyczności i tęsknot, potocznie zwanych poetyckimi” — pisał w Stalowej tęczy  Wacław Gralewski. O ile jednak skrzypkowie lubelscy znani byli w całej Europie, to ze sławą tutejszych poetów owego czasu było o wiele gorzej. Kajetan Koźmian zyskał pewien rozgłos jako przeciwnik romantyków, romantyczne tendencje w poezji wyrażali natomiast urodzeni na ziemi lubelskiej Wincenty Pol i Karol Baliński, a więc pisarze dzisiaj już prawie zapomniani.

Wyszli stąd najwybitniejsi prozaicy polscy XIX wieku (Sienkiewicz i Prus), publicyści (Świętochowski), ale poezja jakby w ich cieniu uschła całkowicie. Oczywiście, pisano tu nadal wiersze, lecz powstawały one jako echo odległych tradycji albo pogłos twórczości uprawianej gdzie indziej. Kiedy więc nadszedł rok 1918, w samym Lublinie nie istniało żadne środowisko literackie.

Starsze pokolenie poetów lubelskich reprezentowała Franciszka Arnsztajnowa. W jej twórczości dominowała całkowicie problematyka społeczna i niepodległościowa,” pobudzona przez wydarzenia i rodzące się nadzieje narodowe. [...]

W Odlotach (Lublin 1932) Arnsztajnowa zebrała utwory, które stanowiły kontynuację liryki pierwszego, modernistycznego okresu jej twórczości. Wyrażało się to w zasobie obrazowania, w języku i sposobie kształtowania bohatera lirycznego.- Powróciły tu charakterystyczne dla liryki młodopolskiej baśniowe motywy, takie jak jeziora, lustra, cienie. Niekiedy, ale rzadko, autorka wypowiada się już w nowym duchu, bliskim postawie skamandryckiej, nacechowanej witalizmem. W Rytmie życia znajdujemy np. takie strofy:

Rzeko! Łąko! Lesie! Tętna me drżą.
I rytm ten sam mię niesie. Jam wami, a wy mną.


Wiersz ten świadczył więc o nawiązaniu przez Arnsztajnową łączności z nowszymi nurtami poetyckimi i umiejętności korzystania z ich osiągnięć. Wkrótce okazała ona jeszcze większe możliwości w tym zakresie, czego wyrazem były Stare kamienie (Lublin 1934), wydane wspólnie z Józefem Czechowiczem. „Nie sprecyzowany udział tych dwojga poetów — napisał Karol Wiktor Zawodziński — nadaje książeczce odcień bezimiennego hołdu rodzinnym murom.” [...]
Na uwagę zasługuje także jeszcze jeden owoc jej współpracy poetyckiej z Czechowiczem. Oto 2 numer „Pióra” z 1939 roku przyniósł Dwugłos, będący kompozycją przemiennych wypowiedzi obojga autorów. Mówiły one o smutku przemijania i o udręce artystycznego tworzenia.

Te liryczne dwugłosy odznaczały się dużym zbliżeniem myślowym, zestrojeniem tonu i pokrewieństwem mowy poetyckiej. Wypowiedzi obojga autorów mają podobny klimat, nawiązują do siebie, rozwijają podobne motywy. Wojna brutalnie przerwała tę rozmowę. Zginął Czechowicz rażony bombą, a Arnsztajnowa dostała się do getta i tu została zamordowana w 1943 roku.

Pokolenie skamandryckie wśród poetów ziemi lubelskiej reprezentowali Tadeusz Bocheński i Kazimierz Andrzej Jaworski.

Tadeusz Bocheński (1895-1962) przebywał w Lublinie ucząc w szkołach średnich w latach 1918-1931 i tu też — jak napisał Konrad Bielski po jego śmierci — „występował jako recenzent teatralny i muzyczny, redaktor czasopism, wykładowca, prelegent”. Przede wszystkim zaś Bocheński dał się rychło poznać jako poeta i tłumacz. W Lublinie ukazały się kolejno: Poezje (1919), Poezji seria druga (1919), Dzwony (1920), Serce (1920), Moja kantyczka (1926) oraz tom przekładów Gościńce (1925). W okresie lubelskim wydał jeszcze poeta zbiór wierszy Kościół (Cieszyn, 1924).

Temu pokaźnemu dorobkowi twórczemu nie towarzyszyło jednak odpowiednie zainteresowanie krytyki. Na początku lat dwudziestych w odczuciu awangardowo nastawionych poetów Reflektora, w piśmie których Bocheński drukował, należał on do „passeistów”, ciążył ku przeszłym formom poetyckim. Posądzano nawet jego wiersze o młodopolskie zależności, i nie bez podstaw. Wiadomo jednak, iż nie godził się na wiązanie swojej twórczości z tradycją liryki Młodej Polski. Według Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, był to „poeta samotny, konsekwentnie kroczący własną drogą artystyczną, nie uganiający się za łatwizną i popularnością, surowy w ekspresji, oszczędny w meta foryce, a czasami wręcz urzekający odkrywczą prostotą”.

[...] Wydaje się jednak, iż neutralność Bocheńskiego wobec współczesności zaważyła ujemnie na jego poezji. Chciał stanąć poza walczącymi o swe miejsce grupami i poetykami. Skala talentu nie pozwoliła mu jednak na wypracowanie rzeczywiście odrębnych wartości, na dokonanie zdobyczy oryginalnych. Stąd poezja ta zawiera mało świadectw swojego czasu, jest jakby poza nim. Nie włączyła się do żadnego z żywych wówczas nurtów, a przecież uczestnictwo w którymkolwiek z nich wcale nie oznaczało rezygnacji z własnej odrębności. Urocza, niemal przybosiowska jest np. początkowa strofa Limby:

Aleś sobie wybiegła! Obłok z gałęzi. Siwozłocisty w słońcu; śród nieba — ścisły.

Tytuł tego wiersza wskazuje na jeden z głównych obszarów świata poetyckiego tego pisarza. Góry stały się jego wielką miłością, dla nich zamieszkał w Zakopanem. Pozostawił po sobie wielki Dziennik tatrzański i wiele wierszy poświęconych górom i związanym z nimi przeżyciom.
Śmierć stanowiła drugi wielki krąg problematyki utworów Bocheńskiego. Od buntu przeciw niej przeszedł poeta do pogodzenia się z nią, co ułatwiła właśnie poezja. Słowa utrwalają bowiem istnienie człowieka, zaświadczają później o jego twórcy. Czytamy o tym w Testamencie poety:

Zostaną po mnie tylko słowa. Tak.
Ale to — świat!


I właśnie poezja, mowa, słowo - to były największe pasje autora Mojej kantyczki. „Bocheński, gdy mówił o poezji i poetach, przybierał od razu ton najwyższy, patos apollinowy” — napisał we wspomnieniu Konrad Bielski. Ale uwidoczniło się to przede wszystkim w odbiorze, we wrażliwości na wartości tradycji, nie zaś we własnej twórczości. Szczególnie zakochany był Bocheński w rodzinnym języku i w naszej narodowej poezji. W wierszu Mowa polska pisał:

Pochwalona bądź, mowo, darze mojego narodu, skarbie, którego się uszy nie nasłuchają do śmierci.

Kazimierz Andrzej Jaworski (1897-1973) reprezentował lubelską poezję przez okres przeszło pięćdziesięciu lat. Pierwszy wiersz ogłosił w 1920 roku, książkowy debiut nastąpił w 1924, którym był wydany w Chełmie zbiór Czerwonej i białej kochance. Ta książka oraz Księżycowy mustang (Lublin, 1925) świadczyły, iż ich autor przyznawał się do ideowej i artystycz nej wspólnoty z tym nurtem poetyckim, który znaczymy nazwiskiem Tuwima i innych skamandrytów.

W rzeczywistości jednak Jaworski jako pisarz związany był ze środowiskiem lubelskim. Odbywał studia w miejscowym uniwersytecie i tu zetknął się z paru młodymi poetami, by wraz z nimi stać się współorganizatorem grupy Reflektor. W Reflektorze Jaworski z Bocheńskim stanowili prawe, „passeistyczne” skrzydło, natomiast pozostali poeci skłaniali się ku futuryzmowi bądź awangardzie.

Poezja Jaworskiego wcielała skamandrycki model liryki. Związek z Reflektorem nie wynikał bowiem ze wspólnoty ideowej czy artystycznej, lecz miał charakter sytuacyjny. Skamandrycka liryka kształtowała się m.in. pod wpływem twórczości Leopolda Staffa. Autor Wysokich drzew patronował też stale poezji Jaworskiego. [...]

Poczucie braterstwa z przyrodą („Do jaskółki rzec: siostro, a do wołu: bracie") stanowiło znowu odpo wiednik franciszkanizmu twórcy ścieżek polnych, choć postawa ta mogła się formować już pod wpływem imażynizmu Sergiusza Jesienina.
Ważniejsze jednak od wyliczonych były inne składniki, z których KAJ budował swoją poezję. Właśnie te, które zbliżały go jeszcze bardziej do wzorca liryki skamandryckiej. [...]

Więcierze (1932) wniosły do jego twórczości sprawy nowe i dosyć niespodziewane. Podtytuł tomu — wieniec sonetów — zapowiadał nadrzędność porządku artystycznego, zakładał budowę opartą na wyrazistym planie. Przykładem dla Więcierzy były Sonety Antoniego Słonimskiego, któremu tom został zadedykowany. Ale prócz popisu umiejętności technicznych Jaworski zawarł tu swoje credo, sformułował pisarskie i osobiste wyznanie wiary. Dokonał wyboru i opowiedział się po lewej stronie świata. Wychodził zdecydowanie poza egotyzm swej poprzedniej twórczości. Żywiołem poety staje się ruch i walka, pragnie on „zwalczać gwałt wszelaki i wszelką niedolę”. Deklaruje po stawę pełną humanitaryzmu, wychodzi naprzeciw ludziom dobrej woli. W niektórych fragmentach widać zarys wizji optymistyczno-utopijnej, pojawiają się akcenty pacyfistyczne.

Ostatni wydany przed wojną zbiór poezji Jaworskiego — W połowie drogi (1937) — jednoczył różne wątki jego dotychczasowej twórczości. Dawał nowe dowody fascynacji górami, przynosił liryczne sprawozdania z podróży i wypowiedzi o ostrej wymowie społecznej, zbliżone do poetyckiej publicystyki.

[...] W historii międzywojennego ruchu literackiego odegrał też znaczną rolę jako twórca miesięcznika poetyckiego „Kamena” , który służył nie tylko poetom związanym z ziemią lubelską, lecz i pisarzom z wielu innych środowisk. Sporo miejsca poświęcała „Kamena” liryce polskiej awangardy.

Bocheński i Jaworski reprezentowali w poezji lubelskiej tamtego czasu stanowisko raczej tradycyjne; bardziej radykalne ideowo i artystycznie próby podejmowało najmłodsze pokolenie literackie.

Jedną z tych prób był „Lucifer”, wychodzący w latach 1921-1922. Wywołał on sporą awanturę literacko-polityczną, spowodowaną publikacją wiersza Konrada Bielskiego Dytyramb szatański i innych utworów o podobnej tonacji. (W piśmie tym drukował m.in. Jan Brzechwa). „Lucifer” nie ograniczał się do prezentowania twórczości młodych lubelskich poetów, lecz zamieszczał tłumaczenia z literatur europejskich. Umieszczono tu przekład wiersza Jesienina oraz fragment poematu Nicolasa Beaudina L'Komme cosmogonique. Z „Lucifera” narodził się „Reflektor”.

Mówiąc o „Reflektorze” należy pamiętać, iż chodzi tu o czasopismo literackie i grupę poetycką. Zarówno grupa jak i pismo były zjawiskami wielorako zróżnicowanymi. Krystalizowały się bowiem stopniowo, ogarniając większość ówczesnego młodego Lublina literackiego, by — w wyniku szybkich przemian — stać się grupą o awangardowym charakterze. Początkowo „Reflektor” zamierzał służyć przede wszystkim prezentacji dorobku środowiska miejscowego bez względu na postawy artystyczne. Drukowali więc w nim poeci uprawiający lirykę opartą na wzorach modernistycznych lub skamandryckich (Tadeusz Bocheński, Karol Husarski, Kazimierz Andrzej Jaworski), jak i autorzy poszukujący nowej formuły liryki, a więc Konrad Bielski, Józef Czechowicz, Wacław Gralewski i Stanisław Grędziński. Ta czwórka tworzyła właściwą grupę Reflektor.

Wacław Gralewski był poetą z całej czwórki najbliższym tradycji młodopolskiej, dalekim od wszelkiego nowatorstwa. Odegrał on ważną rolę w tworzeniu grupy i jej pisma, natomiast swoją twórczością niezbyt wiele przyczynił się do pomnożenia dorobku Reflektora. Na dorobek poetycki Gralewskiego składa się kilkanaście, może nieco więcej wierszy, których jednak nie wydał. Wcześniejsze utwory naznaczone były jeszcze oddziaływaniem szkoły modernistycznej. Gralewski z upodobaniem tworzył niecodzienne sytuacje, tajemnicze krajobrazy o kosmicznym wymiarze, wsparte na wyrazistym i uporządkowanym rytmie, jak np. w wierszu Konie:
Za chmurami, za gwiazdami rozdroża — na rozdrożach łąka kwieci się boża. Trzy księżyce, trzy sierpy — opale rozsiewają kraśne światła — korale.

Gralewski miał skłonność do budowania sytuacji ostatecznych o pesymistycznym finale (Rozstanie, Kres). Nawet do wierszy wychodzących od realiów współczesności wkradała się dziwność i niesamowitość. Urbanizm podszyty został modernistyczną metafizyką, jak np. w Knajpie:

Na pomiętym obrusie dni stają puste butelki zdarzeń. Łazi po nich mucha — śmierć, jak pijany komiwojażer.

Wiersz ten przynosi wizję nowoczesnego tańca śmierci, odbywającego się w rytmie modnej muzyki („Gra bez przerwy zwątpień twardy jazz”), każdy element świata naznaczony został piętnem rozkładu („czerepy ścian”, „szkielet czasu”). Autor rozwija wizję konsekwentnie i precyzyjnie, wykorzystując słownictwo z wybranych pól znaczeniowych.

W Reflektorze poetą o największym doświadczeniu poetyckim był Stanisław Grędziński (1895-?) i on też w tej grupie reprezentował tendencje futurystyczne. Grędziński przybył do Lublina z Krakowa, gdzie brał czynny udział w wystąpieniach tamtejszych futurystów i należał do ich klubu „Katarynka”. Zetknął się więc z tym kierunkiem w jego najciekawszych przejawach, chociaż w technice bliższy był futurystom kręgu warszawskiego, takim jak Anatol Stern. Przykładem niech będzie obraz kobiety z wiersza Erotyk:

rozwaliła się na łóżku pali papierosy
i sama się do siebie uśmiecha zagadkowo
na niej masa brązowych rozfalowanych włosów
rzekłbyś brzuchata leży biała morska krowa


Grędziński przyspiesza tempo wiersza, rwie zdania i obrazy, wprowadza dysonanse („miażdży czaszki trybami maszyn”). Stefan Napierski tak charakteryzował lirykę Grędzińskiego: „Swoista rytmika, bardzo nerwowa, wytrzymana i dramatyczna, dynamika, która jest jedyną więzią kompozycyjną tego rodzaju pisarstwa, zupełny brak lubowania się słowem (.,.), co doprowadza aż do szarżowania brutalnością — pewna wulgarna siła, tkwiąca w zrezygnowaniu z estetyzmu — zastanawia”. [...]

W Reflektorze wyrastał także i szybko dojrzał talent Konrada Bielskiego (1902-1970), który wtedy napisał najciekawsze swoje wiersze. Już wczesne jego utwory okazały się chłonne na nowe wartości, jakie wówczas niosła młoda poezja polska, w niektórych wierszach znajdowały się nawet pogłosy dawniejsze. Przecież Dytyramb szatański wydaje się nie do pomyślenia bez lucyferyzmu Micińskiego, mimo że tu rzecz pisana jest z przymrużeniem oka. Żywiołowa przewrotność wiersza Do przyjaciół ma wiele wspólnego z Wierzyńskim z tomu Wiosna i wino, a Polityka współbrzmi z wczesnymi utworami Tuwima. Te niewątpliwe inspiracje Bielski rychło przetworzył we własny, łatwo rozpoznawalny styl. Był on „nowoczesny” w sensie, jaki wówczas nadawano temu pojęciu. Obejmowało ono egzotykę, fascynację miastem oraz rekwizytami techniki i cywilizacji, odwoływanie się do człowieka ulicy, nigdy nie określonego, wreszcie wrażliwość na dreszcz tajemnicy. U Bielskiego charakterystyczne było to, co Czechowicz w młodzieńczym liście nazwał „rytmem zuchwałym”.

[...] Najwybitniejszym poetą Reflektora okazał się Józef Czechowicz (1903-1939) , czołowa postać literacka międzywojennego Lublina. W ramach tego szkicu nie jest możliwe przedstawienie wszystkich spraw, dotyczących twórczości lirycznej Czechowicza. Otrzymała ona zresztą wiele opracowań, szkice jej poświęcone wychodziły spod piór najwybitniejszych naszych krytyków. W tym więc miejscu chcę zwrócić uwagę tylko na niektóre sprawy, wskazać przede wszystkim rolę tego poety i jego liryki w tamtym okresie.

Czechowicz debiutował najpierw jako prozaik w „Reflektorze” z 1923 r. Opowieścią o papierowej koronie, do tego anonimowo, bowiem przeoczono jego nazwisko. Początkowo nie odgrywał on w grupie większej roli — był najmłodszy, przebywał dłuższy czas poza Lublinem, nie miał takiej siły przebicia jak nieco starsi jego koledzy z Reflektora. Ale już ostatni numer pisma grupowego z maja 1925 r., przynoszący takie utwory, jak Śmierć i Na wsi, świadczył, że poeta ten wysuwał się na czoło literatów lubelskich. Potwierdzało to przyjęcie przez krytykę Kamienia (Lublin 1927), którym Czechowicz debiutował w Bibliotece „Reflektora”. Niektórzy piszący po latach o liryce Czechowicza (np. Julian Przyboś i Adam Ważyk) właśnie tę książkę uznawali za największe jego osiągnięcie.
Czechowicz wyrastał niewątpliwie z modernizmu, później będzie na nowo interpretował i wcielał niektóre założenia poetyk — romantycznej i symbolicznej. Ale w Kamieniu i w tomie dzień jak co dzień (1930) pragnął być poetą „nowoczesności". [...]

Wkrótce po wydaniu Kamienia Czechowicz przebywał przez rok w Warszawie, gdzie zetknął się z poetami Meteora i Kwadrygi, choć później będzie się od tych związków odżegnywał. Ale udział w wieczorach autorskich obu grup wprowadził Czechowicza do czołówki ówczesnych młodych poetów. Zaczął też drukować w dodatku literackim „Głosu Prawdy”, prowadzonym przez Juliusza Kadena-Bandrowskiego oraz w „Drodze”, redagowanej przez Wilama Horzycę. Dzięki tym publikacjom nazwiska Czechowicza było coraz wyżej notowane, zwłaszcza po opublikowaniu — już w Warszawie, nakładem „Drogi" — następnych tomów: dzień jak co dzień i ballada z tamtej strony. Osiągnięcia te umożliwiły Czechowiczowi uzyskanie stypendium na wyjazd do Francji, gdzie przebywał przez kilka miesięcy. Wyjazd ten był dla poety niezwykle owocny, zetknął się tam bezpośrednio z nową poezją francuską, zwłaszcza z nadrealizmem, zaznajomił się z osiągnięciami awangardowego malarstwa.

[...] Po powrocie z Francji Czechowicz, nie przerywając prowadzonej od lat pracy nauczycielskiej i poetyckiej, został organizatorem różnych działań, które pozwoliły mu stać się rzecznikiem, a nawet przywódcą nowego pokolenia poetów. Redagował więc przy „Ziemi Lubelskiej” kolumny literackie (jedna z nich poświęcona była twórczości Reflektora), w prowadzonym przez siebie „Kurierze Lubelskim” drukował wiele wierszy i utworów literackich, przeważnie awangardowych, wreszcie zaś zorganizował kolumnę poetycką przy warszawskim dwutygodniku „Zet”. Dziełem Czechowicza było też w dużej mierze powstanie w 1932 r. Związku Literatów w Lublinie oraz niezwykle owocna jego działalność wydawnicza i organizacyjna. Nie było w tym czasie w Lublinie ważniejszej inicjatywy literackiej, do której nie włączyłby się Czechowicz.

Na początku lat trzydziestych wokół Czechowicza zaczęła się skupiać nowa grupa poetów, wśród nich Bronisław Ludwik Michalski i Henryk Domiński. Zbliżył się także do niego Józef Łobodowski. Kiedy latem 1933 r. Czechowicz przeniósł się do Warszawy, stał się tam — jak sam pisał — „lubelskim ambasadorem".

[...] Działalność Czechowicza stanowiła wyraz pojmowania wysokiej roli artysty i poety w społeczeństwie, nastawiona była na budowanie wspólnoty poetyckiej i ludzkiej. W liryce problematyka ta uległa pewnemu przytłumieniu. Czechowicz dość rychło porzucił optymistyczną perspektywę awangardy, coraz bardziej obcy stawał się dla niego racjonalistyczny konstruktywizm oraz inżynieryjne podejście do materiału poetyckiego, głoszone w „Zwrotnicy” i „Linii”.

[...] Czechowicz opowiadał się przeciw sztuce naturalistycznej i poezji klasycystycznej, odtwarzającej tylko zastany świat; był natomiast rzecznikiem postawy kreacyjnej, tworzącej. Dlatego tak wielką rolę przypisywał wyobraźni.
Poezja miała, według Czechowicza, powrócić do swojej dawnej roli po to, by tworzyć nowe, zrodzone z myśli współczesnej kosmogonie. Miała kreować nowoczesne mity, a także interpretować na nowo stare wątki mitologiczne. Z tego powodu zrozumiałe były tendencje epickie w liryce Czechowicza. W mitologii poety jedną z głównych ról odgrywała personifiko wana śmierć, obok niej zaś - mity eschatologiczne, opozycyjnie wobec siebie ustawione. Jeden z nich - mit rajsko-arkadyjski - mówił o zbawieniu, drugi, zarysowujący wizję zagłady, wprowadzał perspektywę katastroficzną.
Liryka Czechowicza nie miała bowiem wyłącznie charakteru sielskiego, jakby to wynikało z dawniejszych ujęć krytycznych, ani nie dominowały w niej . nieruchome, senne pejzaże prowincjonalne. Wyrażała ona lęki, obsesje, udrękę, dawała świadectwo rozgrywającemu się w tej poezji i poprzez nią dramatowi egzystencjalnemu. Mówiły o tym kolejne zbiory Czechowicza: w błyskawicy (1934), nic więcej (1936) oraz nuta człowiecza (1939).

[...] Autor nuty człowieczej ustanowił też — poprzez swoją poetycką twórczość — nowe funkcje miejsca urodzenia i krajobrazu macierzystego. Te ostatnie stały się integralnym składnikiem poetyckiego świata Czechowicza. Swoje przywiązanie do Lublina manife stował on zresztą nie tylko w poezji, lecz także w innych wypowiedziach, w listach i działalności dziennikarskiej. Najdobitniejszy wyraz dał temu we wstępie do Antologii współczesnych poetów lubelskich, wydanej przez ks. Ludwika Zalewskiego w 1939 r. Pisał tam: „Miasto rodzinne, ilekroć im ciężko lub najciężej, do ciebie zwracam się pamięcią, a gdy pamięć twarde przeżycia przypomina — to sercem, to wyobraźnią”. W imieniu zaś całej gromady poetów lubelskich oznajmił: „Ziemia rodzinna stanowi dla nas (...) azylum. Wsparci o wspomnienie uliczek, fragmenty murów ocienionych starymi drzewami, nawet o linię cienia, kładącego się w przezłoconym powietrzu tamtejszego lata gdzieś na Jezuickiej czy Złotej ulicy, otwieramy dłonie ku światu i znajdujemy w nich przygarście pociechy: jest coś więcej niż okropności, jest coś więcej niż zmory, niż duszny opar nowego millenium”. [...]

Drugim, obok Czechowicza, wybitnym poetą międzywojennego Lublina był  Józef Łobodowski (ur. 1909). W przeciwieństwie do autora nuty człowieczej, który sympatyzował z ideologią Józefa Piłsudskiego, Łobodowski wykazywał najpierw umiarkowane sympatie lewicowe, by wkrótce zbliżyć się do środowisk komunizujących. Świadectwa przemian ideowych Łobodowskiego zawierają zeszyty założonych przezeń czasopism: „Barykady” (1932) oraz „Dźwigary” (1934—35). Drugie z nich, jak pisano w podtytule, było poświęcone „sprawie polskiej kultury proletariackiej”.
Działalność literacka i polityczna naraziła Łobodowskiego na represje: konfiskatę „Barykad” oraz kilka procesów o sprawy polityczne i poetyckie bluźnierstwo. Zlikwidowano też tom wierszy O czerwonej krwi. Miano „poety skonfiskowanego" umożliwiło Łobodowskdemu późniejszy sukces, zwłaszcza po głośnym i szeroko komentowanym przez ówczesną prasę codzienną i literacką zerwaniu z obozem lewicy. Wyrazem nowej jego postawy ideowej i artystycznej stał się zbiór Rozmowa z ojczyzną.
Poezja Łobodowskiego zaczęła się jednak zupełnie inaczej. Debiutował on zbiorem wierszy Słońce przez szpary (Lublin 1929), będących bezpośrednim echem twórczości czołowych poetów Skamandra, zwłaszcza Tuwima i Wierzyńskiego. Łobodowski uprawiał tu poezję słowa, wprowadzał ekstatyczny ton, kreował bohatera o żywiołowych reakcjach, wyrażających radość życia, w innych wierszach budował obrazki rodzajowe z życia ludzi pochodzących ze sfer „niskich”, nawet lumpenproletariackich (np. Miasto, Głód, Noce).

W 1931 r. Łobodowski wydał w Lublinie prawie jednocześnie dwa zbiory wierszy - Gwiezdny psałterz i O czerwonej krwi. Pierwszy z nich opatrzony został mottami z Wierzyńskiego i Belmonta, co świadczyło, z jednej strony, o kontynuowaniu poetyki skamandryckiej, z drugiej zaś - o korzystaniu z doświadczeń poezji rosyjskiej. Tom ten, jak pisał Janusz Kryszak, świadczył o ewolucji poety „od postawy witalistycznego egocentryzmu, poprzez wydobycie zmysłowej urody elementarnych składników życia naturalnego, sensualizmu przeżyć do tonów pesymizmu, niepokoju, ekspresyjnych obrazów zagubienia”. [...]
W przedwojennej poezji Łobodowskiego na pamięć zasługują także utwory o motywach lubelskich, zwłaszcza zaś piękny poemat Noce lubelskie. Motywy lubelskie powracały też wielokrotnie i w emigracyjnej twórczości Łobodowskiego.

Obok grup i skupień opartych na pokrewnych dążeniach artystycznych (Reflektor, później tzw. awangarda lubelska, nazywana też kręgiem Czechowicza), tworzyły się w Lublinie i inne formy związków, w których skupiali się pisarze. Należał do nich Związek Literatów, powołany w Lublinie w 1932 roku przez Arnsztajnową i Czechowicza. Znaleźli się w nim niemal wszyscy, którzy w jakiejkolwiek postaci uprawiali pracę literacką, jeśli nawet nie mieli książkowych publikacji.

Oprócz dwojga wymienionych pisarzy ważną rolę odgrywał w Związku Literatów Antoni Madej (ur. 1899). Jako poeta chodził własnymi drogami. W Lublinie przebywał już od 1921 roku, gdzie ukończył studia polonistyczne, a później pracował jako nauczyciel. Nie wiązał się początkowo ani z Reflektorem, ani z innymi miejscowymi pisarzami, niemniej jeszcze przed debiutem Płonącymi lontami (1931) przez kilka lat reprezentował na co dzień poezję lubelską. Wiersze Madeja o charakterze drobnych impresji lirycznych lub pejzaży ukazywały się regularnie na łamach dziennika „Ziemia Lubelska”.

Madej debiutował pod firmą grupy Kadra, z którą współpracował w latach 1929—1931, i to jest drugi ważny moment w biografii poety. Wydaje się, iż dążność do tworzenia poezji obywatelskiej czy — jak byśmy dziś powiedzieli — zaangażowanej, jaką wykazywali poeci Kadry, ujawniła się u Madeja najpełniej w zbiorze Pieśń o Bałtyku. Tom ten stanowił właśnie próbę sprostania ówczesnemu społecznemu oczekiwaniu. Znalazły się w nim akcenty patriotyczno-historyczne, nade wszystko zaś objawiła się osobowość bohatera w zetknięciu z żywiołem wody i nadmorskim krajobrazem; wiele utworów pejzaż ten czyniło tłem przeżyć miłosnych.

Późniejsze tomy Madeja: Widnokrąg (Lublin 1933), Twarz (1934) oraz  W grudzie ziemi (Lublin 1934) świadczą o wykorzystywaniu przez poetę niektórych doświadczeń awangardy lubelskiej, a przede wszystkim Czechowicza. Odstępuje w tym czasie Madej od wiersza regularnego, osłabia wewnętrzne powiązania składniowe. Ulega teraz zmianie postawa poety — jak sam powiedział — „rzeźbił swą prawdę".

Najlepszą część dorobku Madeja stanowiła jednak liryka osobista i kontemplacyjna, wyrażająca się w czystości tonu oraz uwrażliwieniem metafizycznym. Bohater liryczny autora Widnokręgu odznaczał, się pokorą wobec świata, szukał niezwykłości w zdarzeniach każdego dnia. W Kształtach pisał:
Trudniejsze nie jest najdalsze, Tuż obok przechodzi wielkość.

W ostatnim przed wojną wydanym tomiku pt. Drzewo figowe (1938) Madej dał wyraz swoim fascynacjom filozoficznym i historiozoficznym, ku którym skłaniał się już poprzednio. Była to już jego siódma książkowa pozycja. W sumie uzyskał dorobek widoczny i liczący się nie tylko z perspektywy lubelskiej. Dzisiaj rola Madeja jako poety jest nie doceniona, a nawet zapomniana. A pamiętać należy, iż był on współtwórcą odrodzenia poetyckiego w międzywojennym Lublinie oraz aktywnym współuczestnikiem życia literackiego w tym mieście.

Związek Literatów skupiał dość szerokie grono piszących. Obok twórców znanych i o ugruntowanym znaczeniu przyciągał on poetów młodszych, szukających dopiero swojego miejsca. Niektórzy debiutowali zresztą książkowo ze sporym opóźnieniem, jak na przykład Bronisław Ludwik Michalski (1903-1935).
Poeta ten zyskał obok Czechowicza i Łobodowskiego największy rozgłos. Jego życie i wiersze obrosły legendą. Pisano o nim wiele wspomnień, poświęcono jego pamięci szereg wierszy. Bolesław Miciński określił jego poezję wielką, nazywając Michalskiego jednym z „najczystszych, najprawdziwszych liryków naszego czasu”. Za życia poety ukazał się tylko zbiór pt. Wczoraj (Lublin 1932), natomiast po jego śmierci (1935 r.), staraniem przyjaciół, został wydany tom Spotkanie z brzozą. „Dwa tomiki — pisał Henryk Domiński, jeden z przyjaciół Miehalskiego — ale rzadko który z poetów może się poszczycić taką prostotą i przejmującym pięknem słowa, urzekającym nie majsterską robotą, lecz prawdziwością zdarzeń wewnętrznych, narastających jednolicie w zwarte, zamknięte i wyciągnięte do ostatnich granic syntezy artystyczne. Rzadko też kto, tak jak on, świadomie opanowywał swą sztukę, znał jej każdy ton, umiał smutek przemijania otoczyć kształtem trwałym i subtelnym.”

[...] Tworzywem liryki Michalskiego była bowiem przede wszystkim biologia, przyroda i krajobraz. Kwitnienie należało w jego twórczości do słów kluczowych, nie dających się sprowadzić tylko do znaczenia dosłownego. W wierszu Stopami w uśmiech czytamy:

Kim jesteś, powiedz, zgubiona w wichrze włosów, że kwitniesz we mnie, jak w szkle magicznych
zwierciadeł (...)
Jesteśmy jedną falą w czyimś potężnym rozumie, pędem, którego ni cofnąć — pędem, którego
wstrzymać.


Kwitnienie jest więc w tej liryce słowem o szerszym znaczeniu. Sugeruje nieustanną przemianę. Kwitnienie jest tylko jednym jej etapem, któremu podlega wszystko: przyroda i człowiek, nawet śmierć stanowi tylko pewną fazę życia, o czym zdaje się mówić zakończenie Topielców:
zrozumiemy rudą rozpacz boru
w szarej itrumnie, u nowej kołyski...

[...] W spokojny pejzaż wierszy Michalskiego coraz częściej zaczął się wplatać nurt wewnętrznych przeżyć. Smutek i osamotnienie, sygnalizowane w wierszu Narodziny ze zbioru Wczoraj, pogłębia się w dalszej twórczości. Ogólnikowe początkowo uczucie coraz bardziej konkretyzuje się, widocznie bardzo szybko dojrzewa, co pozwala wreszcie utożsamić podmiot liryczny wierszy z ich autorem. Początkowo pojawia się bunt wobec śmierci, ale już poemat O życiu i poezji przynosi rozliczenie z samym sobą i to rozliczenie wskazuje na rychły koniec drogi. Nokturn przynosił już przedśmiertne, przejmujące halucynacje, zaś w utworze pt. Dlaczego przedstawił wizję własnego pogrzebu:
Powiedz mi, mamo, inaczej, bo tak po prostu nie można już teraz: dlaczego ciężarem w barki czterem, niosącym, się wżeram?...
Jeden z ostatnich wierszy — Topielcy — wizję tę uściślał i właściwie mówił już wszystko:
Po co usta ma dzielić rozłąka? Ciężar ciała pozostawmy w mule.
Było to jakby przygotowanie się do śmierci, którą Michalski znalazł w nurtach Wisły.
Ostatnie wiersze Michalskiego były dramatycznymi, a niekiedy wprost tragicznymi monologami. Niektóre bliskie są przedśmiertnym wierszom Jerzego Lieberta. Na szybkie dojrzewanie Michalskiego jako poety duży wpływ miała awangarda lubelska, zwłaszcza Czechowicz, któremu dużo i w Lublinie, i w Warszawie zawdzięczał. [...]

Młodszą generację lubelskich poetów okresu międzywojennego reprezentował Henryk Domiński (1913-1941), nie doceniony ani za życia, ani później. Pisali o nim serdecznie w swoich książkach wspomnieniowych: Wacław Gralewski, Stanisław Piętak i Jan Śpiewak, przypomniał go w jednej ze swych krytycznych książek Wiesław Paweł Szymański.
Domiński istnieje jednak w świadomości literackiej do pewnego stopnia dzięki Czechowiczowi, z jego to bowiem kręgiem w Lublinie, a później w Warszawie związany był ściśle autor Srebrnego czasu.[...]

Debiutował Domiński bardzo wcześnie, bo w 1931 r. w lubelskiej prasie. Wkrótce jednak przeniósł się, zapewne wraz z Czechowiczem, do Warszawy. W tym czasie nad poetą wziął w Domińskim górę dziennikarz i reportażysta, bowiem związał się z wpływowym „Kurierem Porannym”. Ogłaszane co pewien czas wiersze świadczyły jednak o dojrzewaniu poety. Zebrał te utwory w Arkuszu poetyckim (1938) oraz w tomie Srebrny czas (1939).

Niektóre wiersze wskazują na biograficzne źródła liryki Domińskiego, najwyraźniej dwa — O matce oraz Wspomnienie o Lublinie. Powrót do dzieciństwa nie miał charakteru sentymentalnej tęsknoty, przeciwnie — miasto rodzinne było miejscem, gdzie „dzieciństwo wschodziło śmiertelnym zbożem”. Lublin kojarzył się poecie z grobem ojca, z pejzażem nokturnowym:
Ale gdy księżyc zduszony więzień gwiazd, długo się tarzał po polach o litość błagając psy, szedłem z dalekich miast do ciebie, Lublinie, po sny.
We fragmencie tym pojawiło się jedno z kluczowych słów poezji Domińskiego, mianowicie sen. Stanisław Piętak, jeden z najbliższych przyjaciół poety, napisał, iż jego sny „było to wyszarpywanie się z pętli czy z przepaści”.
W wierszach Domińskiego odcisnęła się katastroficzna wizja świata. Uczestniczył on także w katastrofie spełnionej, towarzysząc Czechowiczowi w ostatniej jego drodze do Lublina. Sam Domiński niemal od razu po klęsce wrześniowej podjął działalność konspiracyjną, wykazując się wielkim heroizmem i poświęceniem. Zapłacił za to najwyższą cenę. Według jednej z wersji zginął w 1940 r. w drodze na Węgry jako kurier organizacji podziemnej, według innej — został rozstrzelany przez Niemców na Palmirach pod pod Warszawą w 1941 r.

Ciekawie zapowiadała się twórczość Władysława Podstawki (1912—1942), poety pochodzącego ze wsi podlubelskiej. [...]
Podstawka debiutował zbiorem wierszy Stopy w niewoli (Lublin 1936), które kształtowały się częściowo jeszcze pod wpływem lektury poezji skamandryckiej, później widoczne było już oddziaływanie twórczości Józefa Łobodowskiego. W utworach z tego okresu Podstawka kształtował postać bohatera lirycznego, który jest wygnańcem skazanym na wędrówkę i tułaczkę bezowocną i bezcelową. [...]

W liryce Podstawki pojawiały się często motywy śmierci i przeczucia nadchodzącej zagłady. Tendencje te, niezależnie od osobistych doświadczeń poety, można łączyć z wpływem twórczości Czechowicza, do którego Podstawka zbliżył się pod koniec lat trzydziestych, gdy - osiedliwszy się w Warszawie - wszedł do kręgu poetów skupionych wokół autora nuty człowieczej. Oddziaływały także niewątpliwie na niego utwory żagarystów wileńskich, zwłaszcza Miłosza i Zagórskiego. W każdym razie wiersze Podstawki z ostatnich lat przed wojną wykazują wiele cech, które pozwalają je łączyć z katastroficznym nurtem w poezji międzywojennej. Znamienne dla twórczości Podstawki było nasycenie jej poetycką fantastyką, korzystającą z inspiracji wyobraźni ludowej. Podstawka nadawał swoim utworom wyrazistą konstrukcję gatunkową (np. poemat, pieśń, list, elegia), przy czym widać było wyraźną ewolucję od lirycznych form wypowiedzi do ujęć narracyjno-epickich.

W 1939 r. poeta zapowiadał wydanie tomu pt. Śpiewy z pożaru, zawierającego utwory z ostatnich lat. Wybuch wojny stanął na przeszkodzie jego publikacji. Wiersze z tego czasu zmierzały ku większej dojrzałości wyrazu, świadczyły też o nasileniu się tonacji katastroficznej. Oto fragment Pożaru ogrodów:

O, czarne kręgi huczą, z łoskotem się toczą i grozę niepojętą ukazują oczom: ogrody pełne kwiatów pożoga ogarnia!
przepada świat jedyny śpiewu i kochania - przy wrotach przed płomieniem staje groźny anioł, wskazując mieczem drogę smutku i męczarni.
[...]

Aniela Fleszarowa w okresie przynależności do Związku Literatów w Lublinie uprawiała przede wszystkim prozę, dopiero po kilku latach wydała Celofanki (Nowogródek 1939), zbiór poematów prozą, z których część powstała zapewne w Lublinie. W większości utwory te były erotykami, mówiły o szerokiej skali miłosnych uczuć od kokieterii i flirtu do rozstania i osamotnienia bohaterki. W Samoobronie pisała:

Mam wielu przyjaciół i zaraz ich wyliczę:
A więc są nimi moje cztery ściany - ochraniają od deszczów i wichrów - a także od tych, których nie chcę widzieć. Sprzymierzone są z nimi drzwi - czujne a cierpliwe strażniczki mej samotni.

[...] Pod koniec dwudziestolecia międzywojennego związała się z Lublinem Helena Platta, przybyła z dalekiej Żmudzi. W obszernym tomie Kręgi na szkle (Lublin 1937) autorka dała bogaty zbiór wierszy z różnych lat. Przeważały drobne impresje liryczne, inspirowane przez polskie krajobrazy (m.in. wiersze o morzu), prócz tego znajdowały się tam utwory o motywach społecznych (Krzywda, Bezrobotny, Głód), z pewnym odcieniem uczuciowej filantropii, oraz teksty o akcentach patriotycznych. Znalazło się też w tym tomie nieco powierzchownej egzotyki i sporo erotyków. Twórczość Platty z tego okresu nie miała wyrazistości i siły lirycznej, dlatego można przystać na autocharakterystykę poetki, zawartą w Wierszu najmłodszym:

Spostrzegłam niedawno, bo przedwczoraj wieczorem, że wiersze moje są blade i chore: -
brak im szerszego oddechu
nierówno bije rytm wyrazów -

W tym tomie znalazły się już wiersze świadczące o poddaniu się urokom “księżycowego Lublina”. W zbiorze o takim tytule (Lublin 1938), któremu patronowali Arnsztajnowa i Czechowicz, pomieściła autorka utwory o urokach starej lubelskiej architektury oraz podejmujące wątki legend i historii. W wierszach tych Platta wprowadzała bohatera lirycznego w nową dla niego, ale oswojoną już i bardzo bliską przestrzeń.

W okresie międzywojennym poza środowiskami literackimi znajdowało się szereg osób zajmujących się pracę pisarską. Była wśród nich Janina Waściszakowska (właściwe nazwisko: Waściszewska), autorka zbioru liryków pt. Blade róże (Lublin 1928), w których - według słów Henryka Życzyńskiego - wyraził się “idealizm duszy ranionej cierniem życia”. Natomiast Helena Kwapiszewska wydała poemat Zerwane pęta (Lublin 1930), oparty na historii walki młodzieży lubelskiej o szkołę polską w 1905 r.

Pośród piszących wyróżniał się także Mieczysław Kossowski (1892-1946), lekarz z zawodu, autor tomu wierszy pt. Chłód drogi (Zamość 1937). Była to książka szczególna. Z jednej strony zbierała cały, wydaje się, dorobek autora, gdyż przy jednym z wierszy znajduje się jeszcze data 1912 r., z drugiej zaś - zbiór Kossowskiego przypominał raczej wielki poemat liryczny, uporządkowany w cykle. W tomie liczącym 111 stron żaden utwór nie otrzymał odrębnego tytułu. [...]

Kossowski był w ustawicznym sporze ze swoją epoką. Jeden z wierszy z 1928 r. można odczytać jako mimowolną polemikę z urbanizmem i awangardą:

My bezsenni badacze kwadratu podwórza i odznaczeni znawcy sześcianu kamienic łeb rozbijemy sobie w oświetlonej sieni, gdy nas spotka bezgłośna magnetyczna burza.

Przedostatni wiersz tomu otrzymał podwójny kształt - skargi i testamentu. W tym (i w paru innych utworach) liryka Kossowskiego nabierała ostrości i precyzji wypowiedzi:

Zostanie po mnie myśli ciąg wśród czarnych
kolumn liter, jak wśród śnieżycy kawek sejm obradujący świtem.

Rozgłos, jaki towarzyszył twórczości poetyckiej Czechowicza, Łobodowskiego i całej grupy poetów lubelskich, wreszcie legenda postaci Bronisława Ludwika Michalskiego sprawiły, iż zainteresowanie liryką zaczęło się upowszechniać nie tylko w kręgach młodzieży akademickiej, ale i szkół średnich. Pojawiły się, nowe talenty literackie, a trybuną najmłodszych pisarzy stało się m.in. międzyszkolne czasopismo “W słońce”. Pod koniec lat trzydziestych dali o sobie znać tacy poeci, jak Julia Hartwig, Anna Kamieńska, Zygmunt Mikulski i Jerzy Pleśniarowicz.

Spośród tej grupki utalentowanych pisarzy przed wybuchem wojny tylko Jerzy Pleśniarowicz (1920-1978) zdołał wydać zbiór poezji (Spięto pierwszy, 1939). Pleśniarowicz także stał się ostatnim i najmłodszym ogniwem awangardy lubelskiej. Awangarda idzie dalej - tak brzmiał tytuł szkicu Czechowicza o Śpiewie pierwszym. Autor tego tomu wszedł także do tzw. kręgu Czechowicza, gdy na rok przed wojną znalazł się - śladem swoich starszych kolegów - w stolicy. [...]

Większość wspomnianych poetów rozwijała swoją działalność na terenie Lublina, gdzie mieli oparcie w lokalnej prasie, wydającej dodatki literackie. Duże zasługi miała tu zwłaszcza “Ziemia Lubelska”, przy której dodatki takie redagowali Feliks Araszkiewicz, Franciszka Arnsztajnowa, Józef Czechowicz i Jan Szczawiej.

Kształtowały się też stopniowo środowiska w mniejszych ośrodkach, takich jak Hrubieszów, Krasnystaw, a głównie Chełm i Zamość. Chełm otrzymał sporą rangę w międzywojennym życiu literackim dzięki pedagogicznej pracy Kazimierza Andrzeja Jaworskiego w Seminarium Nauczycielskim, a potem redaktorskiej w “Kamenie”. Przed “Kameną” wychodziły tu pisma młodzieży szkolnej “Pióro” i “Spójnia”, które umożliwiały zdolniejszym słuchaczom publikację utworów. Organizowano odczyty, spotkania i wieczory autorskie. Dzięki temu - jak pisał Wiktor Matyszczuk - “Młodzież zaczęła słyszeć, mówić i pisać o »Skamandrze«, »Zwrotnicy«, »Linii«, zaczęła przeglądać pisma literackie”.

Koło literackie, nad którym opiekę sprawował Jaworski, nazywano podchorążówką poetycką. Wyszli stąd tacy lirycy, jak Jan Szczawiej, Witold Kasperski, Wacław Mrozowski, Zdzisław Popowski, Wacław Iwaniuk, Stanisław Turczyn i inni.

Jan Szczawiej (ur. 1906) jeszcze w okresie pobytu w Chełmie pisał wiersze, które weszły do jego pierwszej książki Miłość tworząca (1930), nieco później wydał Gałąź czeremchy (1932). “Twórczość tego poety - napisał trafnie Zdzisław Popowski - wypływa z głębokiego oddania się wsi, którą ogarnął zmysłowo i każdy jej przejaw zaniknął w regularnym pochodzie wiersza. Wiersze te mają swoją własną temperaturę, specyficzny zapach, nie więdnącą świeżość. Szczawiej uprawiał przede wszystkim lirykę pejzażową, posługując się techniką impresjonistyczną. Patronowali mu niewątpliwie Staff i Tetmajer, a także - jak większości poetów ze szkoły chełmskiej - Kazimierz Andrzej Jaworski. Poważną część dorobku Szczawieja stanowiły utwory miłosne. Jak pisał Kazimierz Czachowski, w jego “erotykach kobieta i przyroda splatają się równoczesnymi wątkami miłosnego liryzmu”.

Ze szkoły chełmskiej wyszedł także Witold Kasperski (1909-1975), autor trzech wydanych przed wojną zbiorów wierszy: Dębowe progi (Chełm 1932), Fale mojej rzeki (Lublin 1933) i Przemiany (Lublin 1936), o którym Czechowicz wyraził się w liście do Jaworskiego, że “Coś w nim jest większego, czystszego, niż w byle Ciesielczukach na wioski ton nastrojonych”. Poeta, ten krajobraz wiejski uczynił podstawową substancją swoich wierszy, o czym świadczą takie tytuły, jak chociażby: Poranek, Bzy, Kołowrót lata, Burza.
Motywy krajobrazowe służą także Kasperskiemu do wprowadzenia problematyki metafizyczno-religijnej, ale przybierają one kształt zbyt retoryczny, deklamacyjny, bez piętna własnych przeżyć czy przemyśleń. [...]

Jednym ze zdolniejszych wychowanków podchorążówki poetyckiej Jaworskiego okazał się Wacław Mrozowski (1912-1967). Autor Cyganerii urodził się w Chełmie i to miasto było terenem jego literackiego startu. Drukował w szkolnych pismach, w “Kamenie”, by potem - rok po roku - wydać w rodzinnym mieście dwa zbiory wierszy. Były to Mosty nad życiem (1933) i Rzeczywiście (1934). “W obu zbiorkach - pisał po latach Czesław Twardzik - fascynowała nas świeżość tematu, muzyczność i malowniczość, jak również oryginalna, czasem szokująca, a nawet drażniąca metaforyka, którą kontrowersyjnie oceniała ówczesna krytyka i czytelnicy.” [...]

W Chełmie debiutował również Zdzisław Popowski (ur. 1913) tomikiem wierszy Gwiazdy w popiele (1934), który krytyka uznała za bardzo młodzieńczy, a nawet przedwczesny.
Również drugi zbiór Popowskiego, Pieśni uroczyste (Chełm 1936), wydany w Bibliotece “Kameny”, spotkał się z wielu zarzutami, a Zawodziński wytykał mu “patetyczny werbalizm” zbliżający poetę - zdaniem krytyka - do Józefa Łobodowskiego, niekiedy zaś do Jerzego Zagórskiego (co także nie było poczytane za pochwałę).

Spośród wszystkich poetów chełmskich do największych osiągnięć doszedł Wacław Iwaniuk, ale była to sprawa lat powojennych. Jak jego poprzednicy, ukończył Seminarium Nauczycielskie w Chełmie, drukował w tamtejszych pismach (“Spójnia”, “Kamena”), ale rychło się usamodzielnił. Początkowo związał się z grupą poetycką Wołyń (założoną przez Czesława Janczarskiego) i pod jej firmą wydał swój pierwszy tom Pełnia czerwca (Równe 1936), dobrze przyjęty przez krytykę. Stefan Napierski napisał, iż była to “dobra obietnica na przyszłość”. [...]

Prócz wymienionych poetów w środowisku chełmskim wyrastali tacy lirycy, jak: Ignacy Gąsior (później Gąsiorowski), drukujący pod pseudonimem Igoń, Czesław Morawski, Stanisław Turczyn oraz Czesław Twardzik. Przed wojną tylko ostatni z nich zdołał nadać swemu dorobkowi kształt książkowy (Z pierwszych szczebli, Chełm 1936).

Trzecim po Lublinie i Chełmie środowiskiem poetyckim był Zamość, miasto o wspaniałej tradycji Akademii Zamojskiej. W latach międzywojennych próbowano tu nawiązać do dawniejszych, renesansowych czasów, organizując m.in. ogólnopolski zjazd naukowy z okazji 300 rocznicy śmierci Szymona Szymonowica. Zamość nie wychował jednak w tym czasie swojego liryka, ale potrafił przyciągnąć kilku wybitnych poetów współczesnych.

Pierwszym z nich był Bolesław Leśmian (1877— 1937), związany z Zamościem w latach 1922-1935. Autor Łąki należał do zawiązanego tu Towarzystwa Miłośników Książki (wiersz Spojrzystość dedykowany był bibliofilom zamojskim, a kilka ballad ukazało się w edycji bibliofilskiej nakładem tutejszego Towarzystwa Miłośników Książki), na terenie tego miasta spotykał się z przebywającymi tutaj w roli nauczycieli poetami - Stanisławem Młodożeńcem i Adamem Szczerbowskim, autorem cennych i odkrywczych prac o poezji Leśmiana. [...]

Adam Szczerbowski (1894-1956), zasłużony pedagog i autor znanej antologii Współczesna poezja polska 1915—1935, zamieszkał w Zamościu w 1931 r. i włączył się aktywnie w pracę kulturalną oraz literacką na tym terenie. “Wyszedł on jeszcze z Młodej Polski - pisał Henryk Życzyński - i jako poeta zajmuje stanowisko pośrednie pomiędzy modernizmem a ekspresjonizmem.” Świadectwem tego były wiersze ze zbioru Ul (1924), oparte na wyzyskaniu muzycznych i dźwiękowych wartości słowa. Jest to poezja pokory i zgody ze światem, skromności i umiarkowania.

Następny tom tego poety, Kwiat na mogile (1928), wypełniają utwory nawiązujące do doświadczeń I wojny światowej, o akcentach pacyfistycznych, natomiast Krople rosy (Lublin 1934) zawierają lirykę pejzażową i opisową, w której dosłuchać się można ech liryki Staffa. “Dobrze się stało - napisał z tej okazji Karol Wiktor Zawodziński - że w ogarniętej pożarem rewolucji poetycznej Lubelszczyźnie wyraźnie passeistyczny a tak rzetelny poeta doznał opieki starszych muz. Krytyk powiedział o Szczerbowskim jako poecie, iż “pije z własnej, choć drobnej szklanki”. W Ogrodzie zamkniętym (Zamość 1937) Szczerbowski “wykazuje większe dążenie do nowoczesności w wyborze motywów, do innowacji form i wzbogacania słownictwa”. [...]

Trzeci natomiast poeta, związany wówczas z Zamościem, należał do formacji futurystycznej. Był nim Stanisław Młodożeniec (1895—1968). Szczerbowski i Młodożeniec byli prawie rówieśnikami, różnili się natomiast zasadniczo w sprawach artystycznych.
Zamojski epizod Młodożeńca trwał krótko, bo dokładnie dwa lata, ale zostawił wyraźne ślady w jego biografii poetyckiej. Młodożeniec, jak wielu ówczesnych poetów, także lubelskich, zajmował się pracą nauczycielską, poezja musiała schodzić niekiedy na drugie miejsce. Gdy przybył do Zamościa, nazwisko jego było już znane, a nawet - jak wszystkich futurystów - osławione. Miał za sobą tomik wierszy Kreski i futureski oraz udział w różnych futurystycznych jednodniówkach. [...]

Trwałym i ważnym owocem zamojskich lat Młodożeńca była publikacja jego zbioru poezji Kwadraty (Zamość 1925), który zapoczątkował całą serię bibliofilskich edycji miejscowego Koła Miłośników Książki. Bibliofilom zamojskim dedykował Młodożeniec kilka utworów, między innymi Pochwałą prowincji oraz Ranek u bibliofila. Gesty te świadczyły o serdecznym związku poety z nowym środowiskiem. [...]

W latach dwudziestych na krótko niewielkie środowisko literackie ukształtowało się w Hrubieszowie. Od 1918 do 1922 roku przebywał tu na stanowisku rejenta Bolesław Leśmian, na ten czas też przypada wydanie Łąki, która stała się wydarzeniem literackim i ugruntowała wysoką pozycję poety. Część utworów, które weszły do tego tomu, powstała już niewątpliwie w Hrubieszowie. Oceany zieleni, łąki i wody stąd także przechodziły do wierszy Leśmiana. Nieco dłużej z Hrubieszowem był związany Adam Szczerbowski, który mieszkał w tym mieście w latach 1921-1929. Tutaj niewątpliwie poznał Leśmiana, z którym się zaprzyjaźnił, stając się wnikliwym interpretatorem jego twórczości. Na czas pobytu Szczerbowskiego w tym mieście przypadło wydanie jego tomu poezji pt. Ul oraz współpraca z wychodzącymi tu pismami “Przegląd Hrubieszowski” i “Pąkowie”.

Z Hrubieszowa pochodził również Stanisław Ciesielczuk (1906—1945), który w tym mieście ukończył gimnazjum i redagował pismo szkolne “Pąkowie”, a i w latach swoich studiów uniwersyteckich często przebywał w domu rodzinnym. [...]
Główną substancję liryki Ciesielczuka stanowiły realia wiejskie, a tytuł jednego ze zbiorów - Wieś pod księżycem - można uznać za fakt o wyjątkowej znamienności. Jestem sobie chłopem, brzmi tytuł jednego z wierszy, którego bohater zanurzony jest całkowicie w naturalnym krajobrazie. “Dobrze mi tu na wsi. W ciele drzew, jak we mnie, wiosna krąży” - czytamy w wierszu List.
Liryka Ciesielczuka ukazuje otwarcie na cały świat, kreuje krajobraz szeroki i nieograniczony. Oto pierwsza strofa wiersza Swoboda, sięgająca po wysoki styl retoryki i ekstatyczny ton wypowiedzi:

Swobodo - o, swobodo, wielka jak otchłań niebna! Jakąż przeczystą wonią powiewa świeża przestrzeń! O, dni złocista różo! Jabłoni nocy srebrna! Już słyszą, jak wciąż bliżej burza poezji trzeszczy!

[...]

Z biegiem lat Ciesielczuk coraz dalej odchodził od sielankowych wizji z dawniejszych wierszy, radykalizował też swoją postawę, zaświadczoną współpracą z pismem “Nowa Kwadryga”. Współczesnej rzeczywistości rzucał wyzwanie samotnego poety:

Świecie dzisiejszy! Wrogu, który masz swą armią! Skupiam gniew i, twych wrogów licząc twardym
wzrokiem,
A myślą - w tym więzieniu człowieka męczarnie, Ostrzą stal: na marmurze piszą nią wyroki.

Wyroki się spełniły, ale i poeta został nimi dotknięty. W czasie wojny przebywał w stronach rodzinnych, w 1944 r. wyruszył do Warszawy, tu przeżył powstanie, a potem popowstaniową tułaczkę. Zmarł w listopadzie 1945 r.

Wspomnieć na koniec warto i o Krasnymstawie, gdzie przed wojną pracował literacko nauczyciel tamtejszych szkół, Józef Nikodem Kłosowski, utrzymujący stały kontakt z lubelskim środowiskiem literackim. Od 1931 r. zamieszkał w tym mieście Konrad Bielski. W pobliżu Krasnegostawu, we wsi Krakowskie Przedmieście, żył też znany chłop-poeta, Stanisław Bojarczuk, którego twórczością zajął się Kłosowski.

Z innych miast wspomnieć należy również Kazimierz Dolny, w którym w latach dwudziestych pracował jako nauczyciel Karol Husarski, poeta związany z “Reflektorem”.

Odnotować wreszcie należy działalność, także i wierszowaną, Wandy Śliwiny (1891-1962) z Lubartowa, pisującej pod pseudonimem Jagienka spod Lublina. Wydała ona m.in. zbiór pt. Lubelszczyzna w poezji (Lublin 1936).

Przegląd osiągnięć poetów Lublina i Lubelszczyzny okresu międzywojennego pozwolił nam uświadomić, iż Lublin w krótkim czasie stał się jednym z ważnych ośrodków poetyckich kraju, zwłaszcza jeśli chodziło o orientacje awangardowe. Nie bez racji nazywał Czechowicz Lublin miastem poetów, a opinię tę podzielało wiele środowisk literackich kraju. [...]

Pracowali bowiem na Ziemi Lubelskiej głośni i znani poeci - Leśmian, Czechowicz, Jaworski, Łobodowski i inni. Cechą znamienną życia literackiego Lubelszczyzny było to, iż nie ograniczało się ono do pracy jednostek, lecz stworzono tu ruch w postaci czasopism, licznych publikacji książkowych, imprez literackich itp. Ruch literacki przybrał różnorodne formy organizacyjne, takie jak grupy poetyckie (Reflektor) czy Związek Literatów. Prócz tego wokół wybitniejszych jednostek skupiały się grupy nieformalne, m.in. wokół Czechowicza, Jaworskiego i Łobodowskiego. Tworzyły się w ten sposób zaczątki różnych szkół poetyckich.

Charakterystyczną cechą życia literackiego Lubelszczyzny był jego mocny związek z innymi środowiskami w kraju. Grupa Reflektor utrzymywała bliski kontakt z kręgiem Almanachu Nowej Sztuki, zaś jej organ o tym samym tytule niemal od samego początku miał charakter pisma ogólnopolskiego. W “Reflektorze" publikowali swe prace tak wybitni artyści, jak Karol Szymanowski i Mieczysław Szczuka oraz poeci - Jan Brzękowski, Julian Przyboś, Anatol Stern, Witold Wandurski i Adam Ważyk. Ogólnopolskimi pismami były też “Kamena” i “Dźwigary”.

Innym znamieniem ówczesnego życia literackiego na Ziemi Lubelskiej była jego reprezentatywność, jeśli chodzi o generacje, tendencje czy grupy poetyckie. Pracowali tu więc przedstawiciele formacji młodopolskiej (Arnsztajnowa i Leśmian) oraz poeci będący rówieśnikami skamandrytów i wykazujący z nimi wyraźne pokrewieństwa (Bocheński, Jaworski i Szczerbowski). Miała też Lubelszczyzna wielu przedstawicieli tendencji nowatorskich od futuryzmu (Grędziński i Młodożeniec) do awangardy lubelskiej (Bielski, Czechowicz, Łobodowski, Michalski). Stanisław Ciesielczuk był jednym z czołowych poetów Kwadrygi, do Kadry należeli Antoni Madej i Jan Szczawiej.

Przeniesienie się większości poetów lubelskich do stolicy przy wszystkich jego ujemnych skutkach miało pewne dodatnie cechy. Powstało tam bowiem mocne środowisko “emigracyjne”, skupione przede wszystkim wokół Józefa Czechowicza. Dzięki tej grupie poetów lubelskie sprawy literackie stawały się częścią życia literackiego Warszawy i - pośrednio - całej Polski. Większość tych poetów podkreślało swoją “lubelskość” w twórczości literackiej, jak i poprzez podtrzymywanie więzi osobistych z ziemią rodzinną.

Poezja międzywojennego Lublina i Lubelszczyzny miała więc swoje osiągnięcia, uzyskała szeroki rozgłos, zdobyła dla siebie w ówczesnym życiu literackim mocną i trwałą pozycję. Osiągnięcia te stały się równocześnie ważnym ogniwem tradycji literackiej - lubelskiej i polskiej.

 

 

Artykuł bez skrótów:
T. Kłak, Poezja lubelska 1918-1939 [w:] Lublin literacki, pod red. Michalski W., Zięba J.