Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Magierscy w czasie okupacji – „Dziś do Ciebie przyjść nie mogę”

Ja żyć będę w kłosach zbóż – Tak żyje dzisiaj piosenka napisana w godzinie nocy niewoli, ku pokrzepieniu serc, ku smętnej pociesze partyzanckiej doli. Piosenkę tę, zwaną Kołysanką leśną, napisał i melodię do niej stworzył Stanisław Jacek Magierski, magister farmacji, muzyk amator, żołnierz Armii Krajowej.

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

„Kołysanka leśna"Bezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Było to zimą 1943 roku. Gnieździliśmy się z całą, sześcioosobową rodziną w dwóch maleńkich pokoikach przy ul. Bernardyńskiej 24 na II piętrze, rozkładając na noc legowiska. Dalszą część mieszkania zajmowała wysiedlona z Pomorza wielodzietna rodzina i starsze małżeństwo, państwo Koseccy, których przejściowy pokój był lokalem oddziału partyzanckiego AK pod dowództwem Nerwy (Wojciecha Rokiciego). Oddział był z obwodu lubelskiego a należał tam syn państwa Koseckich, wysoki chłopak – Jurek.

Drzwi do tego całego mieszkania stały otworem cały dzień. Zagadka domowa dawała pytanie: „ile osób mieszka naprawdę na II piętrze, skoro zameldowanych jest 22, niezameldowanych 8, a ile spotkasz?”. Nie pytaj.

Nierzadko wystrzeliła czyszczona broń. Już jej nikt nie chował głębiej, niż do szafy lub w połamane sprężyny tapczanu przerażonej tą wojną pani Koseckiej. Gorzej było schować steny, których rozkraczone nóżki zajmowały mnóstwo miejsca. Pchaliśmy je do naszej skrzynki na węgiel na schodach, zwyczajnie, na wierzchu, bo i zasypać tego nie było można. Godzina policyjna zapadała wcześnie, były okresy, że nawet o 16. Z biciem serca czekało się na balkonie na bliskich, którzy się spóźniali. Ulica Bernardyńska dudniła z góry krokami biegnących. Złowroga pustka widniała z daleka w obu kierunkach ulicy. Światła w oknach zasłaniały czarne zasłony z papieru.

Chłopcy z lasu siedzieli bez butów. Na tych krótkich postojach nosiło się ich buty do reperacji do firmy Bata, gdzie pracowali nasi przyjaciele. Buty były gotowe po paru godzinach dnia, lub po nocy.

Pianino stało w małym pokoiku, w którym była jeszcze kanapa. Mąż grał. Chłopcy siedzieli na kanapie i podłodze. Śpiewaliśmy cichutko wszystkie stare piosenki wojskowe, ludowe, harcerskie, długo, długo. Zapominaliśmy o grozie wojny, niewoli, sieroctwie, udręce okupacyjnego życia.

Dobrze jest umieć dużo pieśni, dużo wierszy pięknych, wesołych, smutnych, kiedy się czeka na pociąg, na autobus, na dziewczynę, jak się spóźnia, kiedy pada deszcz, w namiocie, kiedy smutno. My, jak byliśmy młodzi, nie wiedzieliśmy, że będziemy śpiewać w niewoli, w obliczu śmierci, niepewności jutra. Umieliśmy śpiewać, a godzina śpiewania nie wiadomo jaka komu pisana.

Aż jednego dnia chłopcy zapytali czy pan magister nie ułożyłby dla nich piosenki. Więc obiecał. I napisał. Powiada: „zaśpiewasz Danusiu chłopcom Kołysankę". A ja mówię, że nie mam głosu – to on znowu: „łatwo śpiewać jak się ma głos". Więc zaśpiewałam, jak umiałam, bo dla sprawy trzeba robić i to co nie przychodzi łatwo.
Kołysanka miała nieco trudniejszą melodię, ale ta już powędrowała z ust do ust, tak dawno, że i zmiany trudno naprawić, uchwycić. Ot, żyła już odtąd swoim własnym życiem „w kłosach zbóż". Powędrowała z Bernardyńskiej 24 w polskie lasy i pola.

Kołysanka leśna
słowa i muzyka: Stanisław Magierski

Dziś do ciebie przyjść nie mogę
Idę zaraz w nocy mrok
Nie wyglądaj za mną oknem,
W mgle utonie próżno wzrok.
Po co ci kochanie wiedzieć,
Gdzie dziś w nocy będę spać,
Dłużej tu nie mogę siedzieć,
Na mnie czeka leśna brać.

Księżyc zaszedł już za lasem,
We wsi gdzieś szczekają psy,
A nie pomyśl sobie czasem,
Że do innej spieszno mi.
Kiedy przyjdę znów do ciebie,
Może w dzień, a może w noc
Dobrze będzie nam, jak w niebie,
Pocałunków dasz mi moc.

Gdy nie wrócę, niechaj wiosną
Moją rolę sieje brat,
Kości moje, mchem porosłe
Niech użyźnią ziemi szmat.
W pole wyjdź któregoś ranka,
Na snop żyta ręce złóż
I ucałuj jak kochanka,
Ja żyć będę w kłosach zbóż.

Inne utworyBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Pan magister napisał jeszcze inne piosenki: Na polanie błyszczy rosa / nasza armia chodzi bosa / zimno w gnaty, mokry kołnierz / idzie borem polski żołnierz. I do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück piosenkę pt. Wezwanie wespół z doktorem Edwinem Wojciechowskim, który napisał do niej słowa. A to Wezwanie posłaliśmy w paczce do siostry, w paście do zębów, i było śpiewane przez więźniarki. Potem do ładnego wiersza Nike z Cheronei muzykę ułożył przyjaciel z lat okupacji – kompozytor Artur Malawski. I były jeszcze układane wiersze z okazji tragicznych zdarzeń okupacyjnych, kiedy serce pełne było najsmutniejszych uczuć.

Piękno żyje w nas i kiedy jest wesoło, i kiedy jest smutno. Żyje w rozmaitej twórczości – i w wielkiej poezji, i w drobnej piosence, której droga twórcza była tak dalece skromna, a która swoim czasem i tęskną nadzieją przeżycia „w kłosach zbóż" zrodziła tyle pociechy w udręczonych okrucieństwem wojny sercach.

 

Danuta Magierska, Wspomnienie z lat okupacji, 1967 rok

Zdjęcia

Słowa kluczowe