Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Historia pochówku chrześcijańskiego

Czy zwróciliście kiedyś uwagę, że na żadnym cmentarzu, ani tym małym wiejskim, ani nawet na najstarszym, najbardziej znanym, nie ma grobów starszych niż z końca XVIII w. ? Czy to nie dziwne?
Oto dlaczego...

 

Spis treści

[RozwińZwiń]

Katakumby i kościołyBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

W początkach ery chrześcijańskiej, uznając że szczątki ludzkie zasługują na godne traktowanie, ciała zmarłych w ośrodkach miejskich, wedle zwyczaju zapożyczonego ze Wschodu, grzebano w tzw. katakumbach. Pieczary lub groty łączone korytarzami albo też specjalnie do tego celu wzniesione budowle, stanowiły pierwotne formy cmentarzy. Katakumby znano zresztą nie tylko w Rzymie, ale i w innych miastach południowej i wschodniej Europy, północnej Afryki czy Azji Mniejszej. Rolę cmentarzy miejskich spełniały katakumby aż do V w.n.e., choć już w IV stuleciu kształtować się zaczęły nowe formy pochówków. Ponadto warto tu podkreślić, iż pierwsi chrześcijanie swoje nekropolie umieszczali zgodnie z prawem rzymskim poza miastami.
Wraz bowiem z ogłoszeniem przez Konstantyna Wielkiego w 313 r. wolności wyznania dla chrześcijan, rozpoczęto budowę oraz adaptację różnych budynków na cele kościelne, w ślad za czym przyszedł zwyczaj grzebania wiernych w murach kościelnych. Pragnienie złożenia doczesnych szczątków w pobliżu znajdujących się w każdym kościele relikwi świętych i męczenników sprawiło, iż zwyczaj pochówków kościelnych rozpowszechnił się dość szybko.

Cmentarze przykościelneBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Wszystko ma jednak swoje granice, wobec czego i grzebanie zmarłych w kościołach spotkało się z zasadniczą przeszkodą wyczerpywania się miejsc grzebalnych. W świątyniach postanowiono więc wówczas chować jedynie duchownych, kolatorów, czyli dobrodziejów kościoła, osoby dostojne urzędem lub szczególnie zasłużone. Z tego też względu wszystkich pozostałych wiernych parafii zaczęto chować na placu przed lub wokół kościoła otoczonego parkanem albo murem. Tak powstały cmentarze przykościelne, czego pamiątką do dziś dnia jest określenie mianem cmentarza terenu okalającego bezpośrednio świątynię. Tego rodzaju praktyka chowania zmarłych, ukształtowana w ciągu IV i V w.n.e., stała się w Europie Zachodniej powszechną aż po wiek niemal XVIII. Trzeba jednak zawsze pamiętać o tym, że cmentarz średniowieczny w niczym nie przypominał dzisiejszej nekropolii.

Kres cmentarzy przykościelnych - edykt nantejskiBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Terytorialny rozwój osad i miast oraz postępujący wraz z tym wzrost liczby ludności, względy sanitarne, szczególnie drażliwe w czasie częstych epidemii, sprawiły, że już w ciągu IX i X stulecia zaczął się upowszechniać pogląd, iż ciała zmarłych należałoby jednak grzebać w miejscach nie tylko oddalonych do kościołów, lecz i od samych osad ludzkich.

Jak każde novum, próby wprowadzenia tej idei w życie spotkały się ze zdecydowanym oporem wiernych. Byt on tym ostrzejszy, iż wspierał się na powszechnym wówczas poglądzie, jakoby pochówek poza kościołem lub przykościelnym cmentarzem był w jakimś sensie profanacją uwłaczającą pamięci zmarłych. Z tego też względu mimo starań, jakich dokładały władze kościelne otaczając cmentarze poza miastem specjalną opieką, grodząc je murami i nadając im charakter miejsca świętego, aż do połowy XVIII w. cmentarze, jak je zwano „polne" lub „w polu" należały mimo wszystko do rzadkości.

Dopiero słynny Edykt Nantejski, wydany we Francji w 1777 r., położył kres grzebaniu zmarłych na cmentarzach przykościelnych, a czas był już po temu najwyższy. Wkrótce za przykładem Francji jako pierwsza poszła Polska, a później i inne kraje europejskie, zakładając nowe cmentarze z dala od skupisk miejskich. Był to wówczas istotny i zasadniczy krok w dziele kształtowania miejsc grzebalnych - cmentarzy w obecnym rozumieniu tego słowa.

Cmentarze pozamiejskieBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Na ziemiach polskich proces kształtowania się form grzebania umarłych przebiegał w sposób podobny, jak w krajach Europy Zachodniej, z tą jednak różnicą, iż przeobrażenia te dokonywały się ze znacznym opóźnieniem czasowym. Początki oczywiście nie były łatwe, musiano bowiem nie tylko wprowadzić nowe formy grzebania zmarłych, ale i przełamać wiele uprzedzeń, jakie ciągle żywiono wobec zwyczajów czy kanonów nowej wiary, przy wciąż jeszcze silnych tradycjach obyczajowych z czasów pogańskich.
Ten dość długotrwały proces adaptacyjny, na dobre został przyjęty i zaakceptowany przez mieszkańców ziem polskich w końcu XVII w. Wówczas też zaczęto myśleć o wyższych formach organizacyjnych w postaci cmentarzy zamiejskich. Warto tu zresztą podkreślić, że w pewnych bardziej oświeconych kręgach społecznych idea ta zyskała sobie z biegiem czasu tak wielką popularność, iż od połowy XVIII w. można już śmiało mówić o istnieniu tego rodzaju miejsc grzebalnych w Polsce.
Trzeba bowiem pamiętać o tym, że aż do czasów Oświecenia istniał w naszym kraju, a przede wszystkim w ośrodkach miejskich, zwyczaj grzebania zmarłych na cmentarzach okalających kościoły. Świątynie zresztą i ich podziemne krypty były cmentarzami kryjącymi w specjalnych niszach zwłoki dostojników i możnych. Ten sposób pochówków był przez stulecia tak głęboko zakorzeniony w świadomości ludzkiej, że trzeba było podjąć bardzo daleko idące starania, tak hierarchii kościelnej, jak i administracji państwowej, by skłonić ogół ludności do podporządkowania się zaleceniom o grzebaniu zmarłych na cmentarzach poza granicami miast i osiedli.
Wzrastająca z biegiem lat liczba pochówków na terenie miasta, wśród jego ciasnej zabudowy stawała się coraz bardziej niebezpieczna dla otoczenia. Złe warunki sanitarne, słabo funkcjonująca służba asenizacyjna, bezustannie dające o sobie znać skażenia ujęć wodnych, niejednokrotnie wynikające z bliskiego sąsiedztwa cmentarzy, stawały się wraz z upływem lat coraz bardziej alarmujące. Nic więc dziwnego, że władze państwowe okazywały coraz to większe zaniepokojenie istniejącym stanem rzeczy.
Wkrótce zakończył się wielowiekowy okres chowania zmarłych katolików w kościołach, na przylegających do nich terenach, w obrębie szpitali i klasztorów oraz gdzieby to nie było na terenie miasta, wszystkie bowiem cmentarze innych wyznań chrześcijańskich i niechrześcijańskich były właściwie od swego zarania cmentarzami „w polu".
[Można tu gwoli ścisłości dodać, że w chwili obecnej przepisy kościelne w wyjątkowych tylko wypadkach pozwalają na chowanie ' w podziemnych kryptach kościelnych wyłącznie biskupów, zakonników bądź też zakonnic. Już w okresie dwudziestolecia międzywojennego wyjątkiem było złożenie w podziemiach katedry św. Jana doczesnych szczątków Henryka Sienkiewicza i prezydenta Gabriela Narutowicza.]

 

LiteraturaBezpośredni odnośnik do tego akapituWróć do spisu treściWróć do spisu treści

Mórawski K., Przewodnik historyczny po cmentarzach warszawskich, Warszawa 1989.

Słowa kluczowe