Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Druki ulotne z poezją jarmarczną

 


Józef Czechowicz napisał w oparciu o tekst innego autora artykuł poświęcony wydawanym na wielką skalę (w okresie przed wojną) druków ulotnych z tzw. „pieśniami dziadowskimi”. Oto ten artykuł:

 

„W ostatnim numerze tygodnika „Prosto z mostu” p. M. Niklewiczowa pomieszcza ciekawy felieton p. t. „Poezja na jarmarku”. Kreśli w nim swe wrażenia z wysłuchanych na jarmarku pieśni, opisujących tragiczne wydarzenia, z pełnych mimowolnego humoru. Jak się okazuje te „poezje” jarmarczne produkowane są w Lublinie i w Zamościu.

 

Z felietonu p. Niklewiczowej cytujemy poniższe wyjątki:
„Dwóch ich stoi na rynku, obok stragana z gorącą kiełbasą. Jeden ślepy gra na harmonii, drugi potrząsa paczkę małych, zadrukowanych kartek i wykrzykuje:
- Po dziesięć groszy, po dziesięć! Nowa pieśń o strasznym czynie zrozpaczonego ojca, który wyrzucony z pracy zamordował pięcioro dzieci na wsi Krzyże, powiecie Tarnowskim!

 

Harmonja zaciąga, „artysta” zaczyna śpiewać:

Promienne słońce obudza
do życia wiosenne kwiatki,
wyrodny ojciec morduje
w potworny sposób swe dziatki.

Ach! jakież miał ojciec serce
że mu wprost nie skamieniało,
zarżnął on pięcioro dziatek,
najstarsze osiem lat miało.

Poskładał trupy w komorze,
spuścił z nich krew do miednicy,
czterech syneczków i córka,
meldował sam na policji.

Policja nawet tarnowska
uwierzyć tego nie chciała.

Publiczność się tłoczy coraz gęściej. Słuchają gosposie, chłopaki wiejskie, bose dzieciaki.


Śpiewak skończył i zaraz oznajmia, że w tej samej książeczce „za jedna dziesięć groszy” jest jeszcze tango: „Ja mam czas, ja poczekam” i „Prawdziwe zdarzenie, jak brata zamordował w powiecie łańcuckim we wsi Sarzynie obok Leżajska”.


Wyciągają się ręce z dziesięciogroszówkami. Kupuje jakiś wyrostek, młoda kobieta z dzieckiem na ręku.

 

Śpiewak wyjmuje inny druczek i znów wykrzykuje:
- Gorzkie wspomnienie o powtórnej śmierci samobójców Janka Siegiedy i Janiny Bednarkówny z Wólki parafji Kijańskiej powiat Lubartów! Po dziesięć groszy, po dziesięć, po dziesięć!
I śpiewa przy wtórze harmonji:

Trzy mile od miasta pięknego Lublina
w parafji Kijany jest Wólka wioszczyna.
Osiemnaście latek miał młodziutki Janek,
a już uplótł Jance z swej miłości wianek…

Chciwi rodzice Janki nie pozwalali im się pobrać, więc młodzi

zaprzysięgli sobie śmierć zrobić kulami,
rodziców zasmucić swojemu trupami.

Janek „był w Związku Strzeleckim, broń mu była znana, przedewszystkiem strzelba śrótem nabijana”, więc przyszedł do Janki wieczorem, przyniósł dwa cierniowe wianki, poszli pod krzyż „i do strasznej śmierci zaraz się zabrali”.

Janka się plecami na śnieg położyła
i głowę do strzelby spod chustki odkryła,
huknął ogień z śrutem twarz się rozleciała,
a Janka ze słowami kocham cię skonała.
Janek znów przystawił broń sobie do brody
cyngiel kurkiem spuścił dla większej wygody…

Okazuje się, że i w tym druczku jest więcej poezji ku zbudowaniu słuchaczy, a mianowicie dwa tanga, „Blondyneczka” i „Capri”, pozatem „Przytul uściśnij, pocałuj” i jeszcze „Prawdziwe zdarzenie w Piotrkowie”, które demonstruje ochrypły baryton.


Widać i to zdarzenie w Piotrkowie szczerze przejęło słuchaczy, bo kupiono aż cztery egzemplarze. Kupiłam i ja: okazuje się, że nakładcą tego arcydzieła jest niejaki Józef Duda w Lublinie, a drukował je w tymże Lublinie niejaki Goldblai. Na „Nowej pieśni o strasznym czynie zwyrodniałego ojca” figuruje ten sam nakładca, natomiast drukowano ją w Zamościu u niejakiego Szmajsera. Dla ozdobienia tej pieśni umieszczono na okładce portret „zwyrodnialca” i rysunek, przedstawiające „zwłoki złożone, porżnięte tak jak kurczęta”.

 

 

[„Jarmarczną poezję produkuje Lublin i Zamość”, Dodatek niedzielny do „Expressu Lubelskiego” Nr 207 z 28 lipca 1935]