Czarno na białym

Projekt ma na celu skupienie wrażliwości społecznej na słowa w procesie komunikacji oraz na status kobiety i mężczyzny w tym obszarze. Jest próbą zwrócenia uwagi na werbalne uwarunkowania zachowań społecznych oraz na rodzące się w skutek tego stereotypy i etykiety. Główną inspiracją dla treści projektu były teorie stereotypizacji. W ten sposób chcemy zwrócić uwagę na problemy dotyczące uprzedzeń społecznych, rodzajowych oraz wynikające z ograniczonego, stereotypowego myślenia o "Innych". Projekt obejmuje wystawę, spotkania i warsztaty. W efekcie powstała także książka będąca zapisem rozmów przeprowadzonych z kobietami i mężczyznami z Aresztu Śledczego w Lublinie. Prace typograficzne i komentarze uczestników w książce stanowią komunikaty na wolność. Są one pozornie dosłowne, gdyż każdy może sobie wybrać, jakie nadać im znaczenie. Pojawiają się kontrasty i dwuznaczności, oddając tym samym osobowości twórców. Chcemy pokazać, że nic nie jest całkowicie białe lub czarne.
 

Projekt opiera swoje działania twórcze o wystawę "Madonny i Ladacznice" Weroniki Rafy, która łączy psychologię i projektowanie graficzne. Przedstawia teorie dotyczące znaczenia kobiecości, stereotypowego myślenia czy seksistowskich przekonań w społeczeństwie. Główną inspiracją dla treści projektu była teoria ambiwalentnego seksizmu Glick i Fiske (wyróżniają seksizm wrogi i ambiwalentny, gdzie kobiety dostają łatki Madonny lub Ladacznicy).

 

Biografie "Czarno na białym":

Słowo “Miłość” - to przede wszystkim jakieś odwzajemnienie, uczucie, ciepło, tak po prostu. Kojarzy mi się z miłością do dziecka lub do mężczyzny. Uważam, że można porównać miłość do ości, bo nie oszukujmy się, miłość w jakiś sposób zadaje ból, rani. Coś się zaczyna, nie raz coś się kończy, pojawia się coś nowego. Nie ufam miłości. Może to przez to, że za młodych lat tego nie miałam. Niby w domu było fajnie, pracująca rodzina, wszystko było, cztery ściany itd., ale nigdy tak naprawdę nie było tej miłości. Nie było, bo nikt nie potrafił tego pokazać. Teraz próbuję to przelać na dziecko, albo też dopatrzeć się w mężczyźnie.

Byłam w związku małżeńskim, miałam męża, który normalnie pracował, zajmował się domem itd., no ale niestety rozsypało się. Bo tam to tej miłości nie było. Natomiast, jak to w życiu bywa, pojawił się ktoś inny. Chciałabym kochać, wiecznie młoda nie będę, lata lecą, a fajnie byłoby przy kimś spędzić czas przy filiżance kawy, czy przy niedzielnym obiedzie. Jestem cholernie uczuciową osobą. Strasznie stawiam na rodzinę i dom. Mam córę, to dla mnie przede wszystkim jest priorytet, mam dla kogo żyć.

Ona ma 12 lat. Duża panienka, ale jak to się mówi, niektóre matki nie dopuszczają pewnych myśli. Chciałyby mieć cały czas malutką córeczkę. A się okazuje chwilami, że dzieci są o wiele silniejsze niż my.

Byłam drugi raz w ciąży i ją straciłam – bardzo to przeżyłam. Miałam najgorsze myśli. Już nie wytrzymałam psychicznie. Chciałam ze sobą w jakiś sposób skończyć... odebrać sobie życie, ale córa wlazła do domu z moim byłym mężem. No i to mi też dało dużo do myślenia, że w jakiś sposób dostałam szansę na drugie życie. I mimo tego, że w niewielkim odstępie czasu, bo praktycznie rok później wylądowałam tu, gdzie wylądowałam, to po prostu muszę to przejść, przeżyć i iść dalej.

Uważam, że kobiety są bardziej wrażliwe na wszystko. Są silne i potrafią wiele unieść. Z jednej strony, no fajnie, że jestem kawał baby, a z drugiej strony przychodzi taki moment, że wysiadam.

Ale muszę mieć tą siłę tylko po to, żeby dziecko odebrać, żeby z powrotem mieć ją ze sobą. Czyli muszę po prostu, krótko mówiąc, podjąć pracę. Ja jestem osobą cały czas pracującą, od osiemnastego roku życia i nie wyobrażam sobie inaczej. Pracowałam różnie, na kasie, przy imprezach masowych jako organizatorka, chrzciny, komunie itd. Ja się pracy nie boję i potrafię się odnaleźć w wielu “najgorszych” sytuacjach. Umiem zawsze dostrzeć jakieś plusy. Mam najdzieję, że jutro będzie lepsze.

Początki tutaj są bardzo ciężkie. Tu się chodzi na początku ze łzami i człowiek zastanawia się, Boże, ile jeszcze? Ale nie, przychodzi taki moment, kiedy to wszystko się powoli w jakiś sposób wyjaśnia. No ja akurat w tym momencie jestem i przepustkowa i wolnościowo pracująca, także mi inaczej to życie płynie w tym miejscu. Tutaj tęskni się za normalnym domem, za normalnym tokiem, dniem codziennym, no i przede wszystkim za osobami bliskimi, takimi, które ma się gdzieś tam...

Na razie człowiek wychodząc nawet na te przepustki jest rozerwany. Tak naprawdę mieszka na parę, „domów”, wszędzie gdzieś tam coś po trochu. Nie jest w stanie podjąć zatrudnienia, nic nie zrobi, no bo na to nie pozwalają warunki. Jeśli chodzi o wyjście, powiem tak szczerze, że ja bałam się na początku, myślałam jak to będzie. Ale nie można tak myśleć. Teraz wychodzę na przepustkę, zakładam swoją odzież normalną, tak jak chodziłam, biorę torebkę, biorę komórkę i śmigam samochodem. Załatwiam sobie wiele spraw i nie odczuwam tego, że ja 5 czy 24 godziny temu wyszłam z więzienia, jestem na przepustce. Najgorszy jest moment kiedy wiesz, że wkrótce już wracasz. Powiem szczerze, to jest nerwówka, naprawdę nerwówka, to że ty musisz tu wrócić.

Ja praktycznie od samego początku pracuję i powiem, że to też mi pewnie dużo dało. Teraz pracuję w warsztatach terapii zajęciowej, z osobami z Zespołem Downa. Swoim zachowaniem wzbudzam po prostu zaufanie u osób drugich. Dali mi szansę. Jestem tutaj prawie dwa lata, a od czterech miesięcy jestem praktycznie na wolności, na przepustkach, no i przez to ja tego miejsca nie czuję. Albo po prostu nie dopuszczam tej myśli, że mimo wszystko jestem w takim miejscu.

Tu jest ciężko być sobą, aczkolwiek wiem, że jeśli ktoś chce to będzie umiał. Jeśli ktoś miał swój styl i chce go zachować, to tak zostanie. Bez znaczenia na miejsce, bez znaczenia na to, co powiedzą dyrektorzy, oddziałowe itd. Zrobiłam, co zrobiłam. Wzięłam to na klatę, wiem, że muszę i wyjdę i żyję własnym życiem. Nie uważam, żebym się zmieniła na lepszą czy gorszą. Po prostu jestem sobą tak, jak byłam.

Ja dużo rzeczy nie dopuszczałam do siebie mając wyrok, może dlatego jest mi trochę lżej, bo traktowałam to, że muszę i wmawiałam sobie, że to się kiedyś skończy. To, że tu jestem, to jest to dla mnie ból, że jestem daleko od dziecka, że nie mam swoich czterech ścian, które miałam i nie robię tego, co lubiłam robić. To, że cały czas mam ograniczenia i jestem hamowana. Nie czuję, żeby to, że tu jestem coś mi dało. Ale nikomu nie życzę, by tu trafił. Chciałabym po prostu wyjść, wrócić do normalnej codzienności, pracować, mieć obok siebie osoby bliskie, stworzyć normalny dom.

Jednym więzienie w jakiś sposób burzy życie, a innym po prostu ratuje dupę, bo ktoś, kto nigdy nie miał domu, ktoś, kto nigdy nie miał rodziny itd., nie zaznał czegoś takiego, on się tu czuje rewelacyjnie. Oni myślą, że przede wszystkim mają dach nad głową, mają posiłki ciepłe, mają prysznic i nic im więcej do szczęścia nie potrzeba. Dla mnie osobiście to jest chore.

Nie uważam siebie za złą osobę, jestem jaka jestem, a życie się jakoś toczy. Mam marzenia jak każdy z nas, nie umiem żyć w pojedynkę. Może dlatego mnie to tak męczy i dokucza. Do tego dziecko się dopytuje, kiedy wrócę i czeka. Z jednej strony daje ci to sił do walki, a z drugiej strony uderza to w ciebie.

Warto myśleć o sobie i rodzinie, o osobach najbliższych. Warto dwa razy się zastanowić, zanim zrobi się zły krok. Bo szkoda na to życia.

Żaneta, 31 lat, 3 lata bez wolności

 

Słowo „pokaż” - to po prostu strzałka, znak jakiś, który ma coś pokazywać, okazywać. Kryją się w nim inne słowa, takie jak okaż, każ, aż i ż na końcu, jako koniec alfabetu, zamknięcie, koniec tego wszystkiego. Chciałem wyrazić to, że ważne jest pokazywanie drogi do celu, jakiegoś kierunku w życiu. Jest w nim i pokazanie i kazanie, nakaz, przymus wykonywania pewnych rzeczy. To pokazuje moją osobę. Bo też obrałem jakiś kierunek, na początku dobry, a potem z tego kierunku dobrego nastąpił jakiś zwrot i nakaz do czegoś złego.

Teraz moja strzałka pokazuje dobry kierunek. Bynajmniej chciałbym, żeby to wszystko poszło w dobrym kierunku.

Początek był w sumie i dla mnie i dla rodziny bardzo dobry. Potem nastąpił taki przełom, taki odcinek drogi, kierunek, w którym po prostu zszedłem na złą drogę. I nastąpiła znowu przerwa i odwrót na dobrą drogę. Wina leży po obu stronach, bo było tak, że spotkałem w dobrym miejscu nieodpowiednią osobę. I od tego wszystko się po prostu zaczęło. No i praktycznie nie było, moim zdaniem, odwrotu.

 Najważniejsza dla mnie była, nawet na tej złej drodze, rodzina, bo wszystko, co na tej złej drodze robiłem, to robiłem po prostu dla rodziny. To jest może trochę dziwne, że to mówię, ale ja po prostu oszukiwałem banki, wyłudzałem kredyty. I te pieniądze, które uzyskałem w ten sposób wykorzystałem, no i wybudowałem dom, to wszystko dla rodziny. Nic dla siebie. Nie na alkohol, nie na jakieś tam złe rzeczy, tylko moim zdaniem na dobrą rzecz przekazałem te pieniądze.

Trochę tego żałuję, a trochę nie. No, zostało dużo właśnie z tego, ale trochę wyrok nieadekwatny do tego. Ja uważam, że zostałem podwójnie ukarany. Raz, że dostałem wyrok, a dwa, że straciłem rodzinę. Dla mnie najważniejsze są moje dzieci. I z dziećmi wiadomo, dalej będę utrzymywał, dalej będę dbał o nie itd. Ale po prostu z drugą moją połówką, to już praktycznie jest... No, nawet jeśli bylibyśmy razem, to już nie będzie to samo. Po prostu zawiodłem się i tyle.

Dla mnie pod pojęciem kobieta kryje się jakieś ciepło, partnerka, osoba bliska dla mnie. Dla mnie osobiście kobieta i mężczyzna są na poziomie równorzędnym. Pierwiastek prawdy może i w tym jest, bo zawsze kobieta jest delikatniejsza, ma miękkie serduszko i zawsze tam jakoś inaczej podchodzi do niektórych spraw. Można tak powiedzieć, że kobieta jest słabsza, ale biorąc pod uwagę, to że mamy teraz bokserki itd., to i niejednemu facetowi by poradziła.

Kobiety też można podzielić na parę różnych grup. Są kobiety na przykład bizneswomen, są kobiety pracujące, są kobiety matki itd. Chyba w każdej kobiecie troszeczkę jest i madonny i tej ladacznicy. Nie raz to się ujawnia, no tylko po prostu czas to pokazuje.

Chciałbym wrócić do poprzedniego zawodu, do poprzedniej pracy, gdzie pracowałem, którą bardzo lubię wykonywać, która jest moją pasją wielką itd. Zajmowałem się akwarystyką. Zakładaniem akwariów morskich itd. Fajna praca. Ja pochodzę z Poznania. Pracowałem też w hurtowni Aqua... Pierwsi na rynek polski wprowadziliśmy akwarystykę morską. Żeśmy to wszystko od podstaw budowali w Polsce. I tutaj też w Lublinie pracowałem w tej dziedzinie. No i chcę powrócić do tego samego. Moim marzeniem jest to, żeby moja żona po prostu zrozumiała, bo o tym w sumie po prostu wiedziała, czym się zajmuję, co zrobiłem itd. Nie kładła sprzeciwu. I chciałbym może to jakoś odbudować powoli za jakiś czas. To jest moje największe marzenie. Moim marzeniem jest otworzenie własnej hurtowni akwarystycznej i odbudowanie tej... że jestem po prostu z rodziną. Czyli dom, rodzina, praca.

Jak się jest tutaj, to człowiek inaczej myśli, inaczej patrzy. Po prostu tak, człowiek nie zwraca uwagi na przykład na głupie otwieranie drzwi, otwieranie okien, wyjście gdziekolwiek. A po prostu tam no człowiek... bynajmniej ja, mam większy szacunek do wolności niż tu, gdzie przebywam teraz. Tutaj tęsknię chociażby za głupim wyjściem na przykład do kiosku po papierosy. Głupia rzecz, a nie ma tego.

Wolność dla mnie to jest takie po prostu życie bez ograniczeń, bez dawania mi jakichś nakazów, znaczy zakazów, zabranianie czegoś, że czegoś nie mogę, że czegoś mi nie wolno. Sam decyduję o swojej osobie i losie. Wiadomo, że wolność też ma swoje granice, bo wiadomo, trzeba po prostu żyć i zachowywać się normalnie, dostosować się do społeczeństwa i żyć, jak to społeczeństwo. Społeczeństwo i drugi człowiek jest taką granicą.

Jacek, 45 lat, 4 lata bez wolności

 

Słowo „Cierpienie – nie cierpię” - Kto biegie za przyjemnością, chwyta cierpienie. Chciałam przekazać, ile jest cierpienia w człowieku, dlaczego ludzie cierpią. Cierpienie to dla mnie złe samopoczucie, samotność. Cierpię z powodu braku rodziny, utraty miłości, wolności, cierpię, kiedy nie mogę sobie sama ze sobą poradzić. Kiedy pracuję nad sobą, ale mi nie wychodzi. Cierpię, bo szukam jakiejś drogi, żeby jednak osiągnąć cel. Ważne jest, żeby nie cierpieć. Nie chcę cierpieć, nie cierpię cierpieć.

Urodziłam się w Radomiu. Mam dwóch synów. Pracowałam jako opiekunka społeczna w Domu Opieki Społecznej. Mam działkę w Puszczy Kozienieckiej. Mam piękny las. Uwielbiam tam jeździć. Myślałam, by się tam na emeryturze przenieść. Mam tam mały domek. Uwielbiam wieś. Jak już wyjdę wiem, że może być ciężko, bo nie jestem zbyt młoda, no i ta kara, ale plany są takie, że może wyjadę za granicę, aby zarobić trochę pieniążków. Ale myślę, że dalej będę pracować w swoim zawodzie. Lubie ludzi, kontakt z ludźmi, lubię nienerwową pracę. Na początku jak zaczęłam pracować w tym zawodzie byłam przerażona, bo się ma kontakt ze śmiercią, z chorobami, cierpieniami. Ale ta praca ma drugie oblicze, ta wdzięczność, te rozmowy z ludźmi, to przywiązanie, to jest coś wspaniałego. Miałam dużą satysfakcję i lubię to robić nadal, lubię się opiekować takimi ludźmi.

Tu nie da się żyć całkowicie we własnym świecie. Prędzej czy później trzeba zacząć jakoś żyć tutejszym życiem, bo inaczej można zwariować. Całe życie pracowałam i nie mogłam tak bezczynnie siedzieć. Pomagało mi rysowanie. Jak się nie mogłam odnaleźć, to rysowałam. Wszyscy mnie już znają, że jak ja rysuję, to jestem zła. Wtedy wyłączam się. Słyszę co się dzieje, ale wtedy też wszystko jakoś się wycisza i sytuacja się rozładowuje. Rysuję wtedy kwiaty, kompozycje kwiatowe, pejzaże, robię kartki świąteczne, imieninowe. Mam swoją teczkę. Dużo prac rozdaję lub w celi wieszam. Unikam konfliktów, bo ile ludzi na celi, tyle charakterów. Tu się człowiek musi uczyć żyć, tak a tak trzeba, trzeba iść na kompromisy. Mam kontakt z rodziną, więc to mi pomaga, jak mam doła to mam listy, telefony, mogę dzownić.

Życie tu jest trochę podobne do prawdziwego. Traktuję te osadzone jak sąsiadów. Kiedyś mieszkałam w kamienicy i tu jest podobnie. Nigdy nie ingerowałam w życie innych. Nie pytałam, kto za co siedzi, nie przepytywałam o rodzinę, jedynie na tyle, jak kto chciał ze mną rozmawiać, otworzył się. Wydaje mi się, że żyłam w takim kloszu, a tu zobaczyłam jakie mogą być relacje między ludźmi. Wiem, że wcześniej obracałam się między ludźmi, gdzie wszyscy zachowywali się normalnie, a tu nie ma normalnych relacji. Tu są kłamstwa, intrygi, jeden drugiemu szkodzi, konsekwencje. Być może też tak jest na wolności, ale ja tak nie żyłam, to tutaj to zobaczyłam. Tu jest okropne miejsce. Wszystko da się przeżyć, gorsze jedzenie, zimno na celi, nie masz prysznica, jak w domu, ale najgorsze są te psychiczne relacje, to one wykańczają.

Na wolności żyłam bardzo intensywnie. Musiałam pracować, sama wychowywałam synów, bo mąż zginął wcześniej w wypadku samochodowym. Musiałam sama o wszystkim myśleć. Nie miałam czasu na takie odpoczywnie. Jak wyjdę, to muszę wrócić do normalności. Jest tylko taki strach, bo będę miała w dokumentach, że jestem karana. Ale myślę, że będzie dobrze.

Dla mnie wykluczenie ze społeczeństwa odbywa się tutaj poprzez słowa i jest bardzo częste. Dotyczy to szczególnie kobiet, tu jest duża dyskryminacja kobiet. Poza zakładem karnym nie odczuwałam, nie widziałam tego aż tak, jak tutaj. Ale tak jest nie ze względu na to jak wyglądam, tylko z powodu tego, że jestem kobietą. Odczuwam pogardę. Mam ograniczony dostęp do wszystkiego. Nie, bo nie. Nie ma żadnej argumentacji. Odczuwam to ze strony systemu. Ale w zasadzie się z tym godzę, muszę to przyjąć tak, jak jest. Jeśli się nie będziemy godzić, będziemy ponosić jakieś tam konsekwencje. Nie mamy innego wyjącia.

Mężczyźni tutaj nie są wykluczeni. Widzę, że z automatu im się należy. Tu jest hierarchia, to jest tu bardzo widoczne. Brak szacunku. Niestety większość kobiet też nie szanuje samych siebie. One tu przyszły, żeby się nauczyć, żeby im pokazać, jak szanować innego człowieka, jak należy żyć, jakie są normy społeczne, ale one się tutaj niczego nie nauczą i godzą się na to, co jest.

Tu wszystko kręci się wokół seksu. To jest ta izolacja. Tu te reakcje się bardziej kumulują, są bardziej natężone. Szczególnie widać to u mężczyzn. Taka przykładowa rozmowa dziewczyny i chłopaka wygląda tak: on stara się być wyluzowany, zaczyna niewinnie, ale wtedy traktuje ją niepoważnie i zaczyna przesadzać i to się przeradza w pewną agresję, zdeptanie, pokazanie jej wulgarnie, że jest nikim. A dziewczyny przyjmują to, śmieją się z tego, nie czują się urażone. Poziom tego jest kompletnie patologiczny. On myśli, że jest zabawny, fajny, że stara się ją wyrwać, a ona nie czuje się urażona, ale, że ma powodzenie. To są moje obserwacje. Ale wiadomo, nie przeskoczymy pewnych rzeczy, musimy się z tym pogodzić. Może przyjmuję stanowisko takiej cierpiętnicy, że ja to znoszę i nic nie mogę zrobić, ale są te inne dziewczyny, którym to w zasadzie pasuje, odnajują się w tym, to jest normalne, że są tak traktowane. Nie znają innego traktowania. To jest wynik złych wzorców wyniesionych z domu, z wolności, nie znają innych środowisk.

Mam takie poczucie i wydaje mi się, że nawet szczęście, że traktują mnie tutaj poważnie. Nie mam żadnych problemów, o wszystkim mogę porozmawiać. Strasznie się cieszę, że wychodze na zajęcia. Pracuję na wolności w szpitalu i to jest dla mnie takie ponowne wprowadzenie do życia na wolności. Ja jestem tu za dosyć poważny artykuł, z tym, że mam nadzwyczajne złagodzenie kary, przekroczenie obrony koniecznej, bo musiałam się bronić.

To, co się stało to zawsze będzie takie piętno w moim życiu, bo ja się nie mogę pogodzić do dzisiaj, że człowiek nie żyje. Ale jeśli chodzi o zakład karny, o lata tutaj, tyle czasu już minęło i mnie ten czas gdzieś uciekł. Strasznie to przeżywałam. Ale w tej chwili myślę, że będę starała się o tym zapomnieć, chociaż nie da się tego zapomnieć. Jedynie mogę o tym nie opowiadać, bo tu nie ma o czym opowiadać.

Agnieszka, 46 lat, 5 lat bez wolności

 

Słowo „Nie odpuszczaj/nie opuszczaj” – Z jednej strony, jak się pojawia jakaś przeszkoda w życiu każdego człowieka, np. w moim życiu, to mimo tego, że mi się noga powinęła, że zrobiło się tak, że trafiłem do takiego miejsca, to jednak bym nie odpuszczał i dalej walczył o coś, co miałoby dla mnie sens. A z kolei będąc już w takim miejscu jak to, bardzo duże znaczenie ma bliskość rodziny, drugiej osoby, bo bardzo wiele osób się ode mnie odwróciło. Dlatego ważne jest, by nie opuszczać!

Na chwilę obecną zostałem sam i sam sobie muszę radzić ze wszystkim, dlatego nie mogę odpuścić. Dlatego postanowiłem, że nie będę odpuszczał, będę walczył o coś. Bo coś w życiu chcę osiągnąć. Chcę walczyć, o to, o czym marzyłem całe życie. Wielu ludzi odpuszcza ze względu na sytuację, ja też odpuściłem wiele rzeczy. Ale myślę, że dążenie do realizacji swoich zaplanowanych celów jest ważne. Wielu rzeczy żałuję. Ja nie opuściłem i to jest w tym wszystkim najgorsze. Wszyscy mnie opuścili, a ja nie mogłem odpuścić sobie, załamać się.

Przed zamknięciem uczyłem się w dobrej szkole, robiłem dobre rzeczy. Pojawiła się taka sytuacja, że musiałem poświęcić jednostkę dla dobra ogółu, czyli siebie po to, by ratować zepsutą sytuację. Przynajmniej mam teraz świadomość, że robiłem to dlatego, że psychicznie byłem zmuszony do tego. Nie mogłem patrzeć na to, co dzieje się dookoła i jak jedna sytuacja może wyniszczyć kilka osób. Dlatego też postanowiłem zrezygnować ze swojego zaplanowanego życia.

Zrobiłem to, żeby wszystko naprawić, zaryzykowałem swoim życiem, swoimi planami, a wszystko się obróciło przeciwko mnie, no i to jest lipa. Wyszedłem z wojska i polatałem sobie na wolności z miesiąc, półtora, do czasu, gdy zobaczyłem, że matka po nocach płacze. Próbowałem dociec, o co chodzi. Zobaczyłem kwit o zadłużeniu i eksmisji, no to sobie myślę, no pięknie... Mam siostrę młodszą, wszyscy mieli jakieś plany, ale wiedziałem, że nie będzie żadnych perspektyw, żeby w ciągu 30. dni nazbierać 27 tyś. złotych. No więc zrezygnowałem ze swoich planów i poszedłem kraść. W sumie, jedynie dobrze z tego wszystkiego, że taką sobie zasadę wybrałem, żeby nie krzywdzić ludzi, wybrałem mniejsze zło, kradłem tylko po sklepach.

Ja cały czas byłem świadom, że to tak się skończy. Stawiałem się na sprawy. Nie uciekałem, bo wiedziałem, że to do niczego nie doprowadzi. Spłaciłem dług. A jak dostałem kwit do odsiadki, to jedyne, co powiedziałem matce, to przepraszam. Nikt o spłacie nie wiedział do ostatniego momentu. Matka była bardzo zła, bo nie wychowała mnie na takiego człowieka, zawiodłem ich strasznie. Ale uraz pozostał, pociąłem się z rodziną, w ogóle ze wszystkimi. Uważam, że nie było innej opcji.

Siedzę już trochę i nie wiem, czym jest wolność, nie miałem czasu, żeby się nad tym zastanowić. To jest miejsce, które wyniszcza zdrowy umysł. Ja tutaj trafiłem jako “zdrowy” można powiedzieć chłopiec. A teraz... lata mijają człowiek się zmienia, każdy dorasta i każdy ma jakieś tam ukryte plany i marzenia. Wolność to slogan, niktórzy na wolności nie potrafią tego określić. Jak świat się zamknął, bramy się za mną zamknęły, to tak, wtedy doceniałem to, że sobie latałem na podwórku, wszystko było w porządku, nikt mnie nie ograniczał, nie patrzył na ręce. Teraz już tak roztropniej z wolności będę korzystał, gdy wyjdę.

Człowiek uczy się na błędach, każdy błąd jest motywacją, by coś jednak zmienić. Sam fakt, że jestem tutaj, to jednak odbił taką pieczęć na tym wszystkim, czyli tego nie da się wymazać z pamięci i powinno zostać w niej dla każdego. Samo to, że jestem tutaj skreśla niemal wszystko.

Bycie tu nauczyło mnie pokory i szacunku. Wiem, że to, co robiłem do tej pory na wolności, dla zabawy, żeby zaistnieć, wogóle nie było śmieszne. Ja już mam dosyć tego naprawdę. Samo to, że jestem tutaj skreśla niemal wszystko.

Najbardziej przeszkadza mi tu samotność. Cały czas myślę, by się oderwać od tego, co tam sprawiło, że jest tak, a nie inaczej. Dlatego nie mogę teraz odpuścić wszystkiego, co sobie zaplanowałem. A plany są ambitne. Myślę, że będzie dobrze. Nie jestem taki do końca zepsuty.

Każdy kij ma dwa końce. Czasami nie mówię o tym, co myślę. Wycofuję się. Trochę nie mam wiary w siebie, straciłam chęć do wielu rzeczy, a to przez to, że ktoś mnie opuścił. Jak mnie ktoś krzywdzi, to buduję w sobie mur. Nie wolno o tym, że tu jestem zapomnieć. Bo każde niepowodzenie prowadzi do sukcesu, jak mi się noga powinęła, to myślę, że drugą przeszkodę przeskoczę na drugi raz.

Maciek, 27 lat, skazany na 5 lat pozbawienia wolności

 

Słowo „rzeka” - bo życie jest jak fala. Nigdy nie wiadomo, co nas spotka. Rzeka bywa niebezpieczna, ale i daje szczęście. Bo rzeki są i te złe i te dobre. Te złe, to np. powódź, która wszystko zabiera. Jest utonięcie, gdzie można zginąć. Ale bywa i tak, że podczas tonięcia można wygrać z życiem. Mimo tego, że życie przechodzi w jednej sekundzie całe przed oczami, to można z tego wyjść cało. Ja jestem właśnie taką jedną, wielką rzeką. Jestem taka szalona, nigdy nie wiadomo o co chodzi, nigdy się niczego nie można po mnie spodziewać. A jednak jestem teraz na takim etapie życia, gdzie nie miałam nic, a nagle mam wszystko, na co długo pracowałam. To jest tak, jakbym wyszła z utonięcia żywa. I teraz jestem na takiej jakby bezludnej wyspie, gdzie mam swoje szczęście i swoje osiągnięte cele. Pojawia się też przekaz „kara”. Bo życie karze. Karę mam dużą i ciężką, za własne błędy i głupotę. Obecnie ta kara jest dla mnie doświadczeniem, porażką, pragnieniem. Czegoś się dowiaduję, coś spełniam, staram się być inną osobą.

Moje początki były bardzo ciężkie. Bo ja mam ciężki charakter. Było mi się trudno dostosować do środowiska. Byłam bardzo zamknięta, złośliwa i wybuchowa. Jestem takim aniołkiem w skórze diabła. A przede wszystkim brak mi cierpliwości. Oj, ja byłam kiedyś bardzo zła... Naprawdę bardzo zła. Wiecznie skrzywdzona, wiecznie zła, wiecznie nieszczęśliwa. Dla mnie bardzo trudne było słowo „nie”. Nie umiałam nikomu odmawiać.

Ale tutaj jakbym się na nowo narodziła. Odnalazłam w sobie to, czego nigdy wcześniej nie widziałam, nie dostrzegałam. Po prostu tak to wszystko uśpiłam w sobie i uważałam siebie wyłącznie za tą złą, a jednak w gruncie rzeczy nie jestem taka zła.

Dopiero od jakichś dwóch lat jest już tak normalnie. Nabrałam tej cechy, jaką jest cierpliwość. I potrafię ciężką pracą dojść do czegoś. Jestem blisko trzydziestki, więc chyba dlatego postanowiłam zmienić coś w sobie. No i zmieniam. Jestem na dobrej drodze. Wolę siebie taką, jak teraz. Tą obecną Ewelinę, dlatego że ona jest w środku szczęśliwa. Na tą przemianę miała wpływ moja rodzina. Bo jednak dla mnie rodzina, to jest takie szczęście. To jest to, co kocham, co jest dla mnie najważniejsze. A jednak będąc po drugiej stronie, tego nie zauważałam. Teraz widzę siebie inaczej. Teraz samorealizacja i wreszcie czas dla siebie.

Od początku, będąc tutaj, pracuję. To mi dużo dało. Każdy jeden dzień zaczyna się od higieny osobistej i potem wyjście do pracy. Pracuję w szkole na Kolejowej, gotuję obiady dzieciakom. Jest to praca sympatyczna. Są tam fajne kobiety, które wspierają mnie. Wcześniej dwa i pół roku pracowałam w kantynie, tutaj w areszcie, a jeszcze wcześniej jako wydająca posiłki na oddziale. Więc, od początku pracuję i tak nie bardzo miałam czas na zagłębianie się w życie i myślenie o tym, co tutaj się dzieje. Bo jednak praca zabija ten czas. A poza tym, bardzo dużo czytam. Czytam książki psychologiczne, poradniki. W ogóle jestem fanką jogi. Wierzę też w energię, w rzeczy nadprzyrodzone. Wierzę w siłę. I to naprawdę daje mi dużo... bo jeśli z góry zapowiadasz, że będzie źle, że nic ci się nie uda, to ci się nie uda, a jeśli wierzysz w swoje sukcesy, swoje marzenia, to kiedyś je osiągniesz.

Kiedyś miałam bardzo fajną pracę, bo pracowałam w call center i byłam team leaderem. Uwielbiam kontakt z ludźmi, rozmawiać z nimi. Studiowałam też administrację i zarządzanie. Miałam dosyć fajny start, miałam wszystko. Nagle, jednego dnia wszystko się skończyło. Niestety przerwałam studia. Postawiłam wszystko na jedną kartę, na miłość, która dla mnie skończyła się dosyć źle.

Żałuję... na pewno bardziej słuchałabym rodziców i nie pozwoliłabym na to, co zrobił mój były partner. Byłam nie raz pobita i na pewno nigdy nie pozwolę na to, żeby ktokolwiek na mnie rękę podniósł. Okazało się, że ta miłość wyszła mi na złe, ponieważ wplątał mnie w to, w co mnie wplatał i jestem tutaj, a on po drugiej stronie. Dlatego postanowiłam, że zostanę singielką. Nie wierzę w miłość. Dla mnie bezgraniczna miłość, to jest do rodzeństwa i do mamy. Ja lubię po prostu jasne sytuacje. Np. jak coś jest czarne, to jest czarne. Ja po prostu nie lubię wyolbrzymiania, nie lubię kłamstwa i opowiadania bajek, że fajnie będzie, ładnie, pięknie, zaufaj mi. Ty ufasz, a potem co? Wychodzi źle. Nie warto się zagłębiać w jakieś miłości, tylko warto spełniać swoje marzenia. I po prostu nie mogę się doczekać tego dnia, kiedy to znowu wszystko wróci. Moja praca, uczelnia, rodzina i przyjaciele.

Kobieta w każdej sytuacji się odnajdzie. Kobieta jest silniejsza od mężczyzn i zawsze z każdego jednego problemu znajdzie jakieś rozwiązanie. Od jakiegoś czasu mamy w Polsce równouprawnienie, ale mężczyźni się boją o swoje taborety, o siebie, dlatego mówią „nie płacz, jak baba”.

Boję się przyszłości. Bo na chwilę obecną nie było mnie pięć lat w domu. I szczerze, boję się tego. Boję się spotkania z rzeczywistością, problemami, z rodziną. Boję się tego, że w zetknięciu z rzeczywistością może powrócić dawna Ewelina, dlatego, że ja jestem często podatna na wpływy innych. I tego czasami się boję. Tutaj się nauczyłam z tym żyć i wiem, co jest dla mnie dobre, a co złe. A po drugiej stronie będzie chyba ciężko. Tutaj się uczymy od nowa życia. Tutaj się aklimatyzujemy, tutaj żyjemy normalnie, więc musimy się odnaleźć w tym życiu i robimy tak, żeby było nam dobrze. Fakt, zmieniamy się, tylko niekoniecznie każdemu ta zmiana wychodzi na dobre. Mi się wydaje na 80%, że wyszła na dobre.

Nigdy nie ma do końca tak, jak my chcemy. Zawsze los płata nam różne figle. Więc trzeba być przygotowanym na wszystko i chociaż się boję, to na wszystko jestem przygotowana. Przede wszystkim na pracę ze sobą, pracę z rodziną, na odnowienie kontaktów i zaaklimatyzowanie się w tamtym świecie. Bo jednak to miejsce tutaj nas zmienia, czegoś uczy i trudno po prostu czasami wracać do tamtego życia. A jednak kiedyś trzeba będzie do tego wrócić. Jednak wierzę w to, że będzie dobrze. Mam rodzinę, którzy nie pozwolą, żebym coś złego zrobiła, żebym znowu jakąś głupotę popełniła.

Wolność jest ważna w życiu człowieka, zwłaszcza być wolność słowa. Można powiedzieć to, co się myśli w danej sytuacji. Dla mnie wolność jest pojęciem dosyć ważnym, dlatego że na chwilę obecną tą wolność mi zabrano. A bycie wolnym człowiekiem, to bycie szczęśliwym człowiekiem. Ja nigdy nie szanowałam wolności, dopóki jej nie straciłam. Są granice wolności, tylko musimy sami je wyznaczać. Nikt za nas tego nie zrobi. Musimy sami kreować się na takich ludzi, jakimi chcemy być. Przede wszystkim nie możemy nikogo udawać. Zawsze musimy być sobą.

Chociaż tutaj to nie jest łatwe i ciężko jest komuś zaufać.

Ewelina, 29 lat, 5 lat bez wolności

 

Słowo „gangster” – można to dwuznacznie rozumieć, jest gangster albo gang i ster. Bo każdy gangster potrzebuje kogoś, żeby ktoś nim sterował. W ogóle całe nasze życie potrzebuje steru, żeby było sterowane, żeby każdy wiedział, w którą stronę pójść i jak to poukładać. Czasami się wybiera tą złą, a czasami dobrą drogę. A każde życie gangstera jest szybkie, krótkie i zakończone jakimiś tam porażkami. Jedni kończą w więzieniu, a inni w piachu. Życie gangstera to jest walka ze sztormem na morzu. Raz jest dobrze, raz jest źle, raz są problemy, raz ich nie ma, jest życie na pełnej adrenalinie. Każdy kieruje swoim życiem!

W przeszłości należałem do grupy zorganizowanej. Tam jest odpowiednia hierarchia – jest szef grupy i inni. Nie zawsze wszyscy gangsterzy byli źli, np. Janosik, co zabierał bogatym, a dawał dobrym. Dla mnie po latach to jest już całkiem co innego. Kiedyś mi to imponowało, teraz uważam inaczej. Dlatego zmieniłem swoje podejście i od 16. czy 17. lat nie popełniłem żadnego przestępstwa. To powinno o czymś świadczyć. Teraz chcę ten mój ster pokierować na spokojną wodę. Ja już swój cel wybrałem, bo zrozumiałem to, jak można żyć normalnie, inaczej, że też można żyć! Wybrałem ten lepszy świat.

Każdy młody jest narwany, chce szybko dojść do czegoś, chce mieć szybko pieniądze, szybki samochód, sławę. Każdy jest odpowiedzialny za siebie. Mnie to imponowało, bo miałem dużo pieniędzy, wszystko miałem. Ale przyszedł ten okres, gdzie za wszystko trzeba zapłacić i teraz płacę za to... niemałym wyrokiem.

Dla mnie najważniejsza w życiu jest wolność i życie. Normalne życie. Wolność to jest dla mnie swoboda, wolność ruchu, ale zwłaszcza wolność umysłu, bo wolności umysłu nikt mi nie zabierze. Tu też jestem wolny. Potrafię się wyłączyć, zamykam oczy i jestem... na Majorce. Co jest w głowie, o czym marzę jest tylko moje! Ale nie mam tego ruchu. Nie mogę iść, gdzie chcę. To zamknięcie mnie ogranicza. Jak będę wolny, będę mógł zarobić i spełnić jakieś swoje tam marzenia. Chcę żyć spokojnie. Co ma być to będzie. Ja patrzę realnie. Brak wolności pokazał mi, co to może znaczyć, jakie są konsekwencje.

Moje życie wcześniej było i dobre i złe. Już 3. raz jestem tutaj. Pracowałem, miałem swoją firmę, poznałem fajnych ludzi. Poznałem to dobre życie w momencie, gdy uciekłem z kraju przed tym złym. A w tym momencie poznałem znów to dobre i wracam do dobrego, nie do złego. Ono czeka na mnie cały czas.

Pierwszym razem, jak siedziałem to był zaszczyt dla mnie, że siedziałem, za drugim razem to tak 50 na 50, a teraz to już nic to mi nie dało, niczego nie nauczyło. To jest tak, że w tamtym środowisku patrzą: „on siedział, to dobry chłopak”. Wtedy to było dla mnie ważne, ale teraz mi to nie imponuje już, bo ja tu nie przyszedłem robić kariery. Można zarabiać inaczej. Jak oni to przeanalizują, to zobaczą, że oni są tylko pionkami, bo Ci co są na górze, to oni nie siedzą. Tylko pionki siedzą. Nie da się cofnąć czasu, nie da się powiedzieć, czy żałuję. Po prostu to była lekcja, na to zasłużyłem, tak był mój los pokierowany. Żebym albo zrozumiał, albo nie zorumiał i taką lekcję dostałem. Na pewno niektórych rzeczy żałuję.

Niech każdy robi swoje, niech myśli za siebie i niech zastanowi się trzy razy zanim podejmie decyzję, mówię o tych, co mają skłonności do przestępstw.

Irek, 44 lata, 7 lat bez wolności

 

Słowo „Zaufanie” - Dopóki czegoś nie zrobimy jest możliwość zmiany decyzji. A wiadomo, że w życiu są różne sytuacje i nauczyłem się tego, żeby nigdy nie zamykać drzwi do końca, dopóki się czegoś nie zrobi. Dlatego jeżeli coś się robi, to trzeba nad tym pomyśleć, rozważyć plusy i minusy. Z prostej przyczyny, bo czyny niektóre są nieodwracalne.

A z czynem jak najbardziej zaufanie się łączy. Bo nawet wsiadając do autobusu mamy zaufanie do kierowcy, że on nas bezpiecznie zawiezie na przystanek, na który chcemy. Nie wsiadamy do autobusu z duszą na ramieniu, że zaraz będzie wypadek. To jest zaufanie. Zaufanie społeczne. Można objąć tym słowem dużo sfer życia ludzkiego, zaufanie dziecka do rodziców, rodziców do dziecka, czy zaufanie w związku. W pewnym momencie straciłem całkowicie zaufanie do ludzi. Z tym, że tak naprawdę była to utrata zaufania do siebie samego. Życie mi się pogmatwało. Kiedy odzyskałem zaufanie do siebie, odzyskałem zaufanie do ludzi. Widząc człowieka naprzeciwko siebie, wolę widzieć w nim potencjalnego przyjaciela, niż potencjalnego wroga. Ale cień mojego dawnego ja, zawsze będzie mnie ścigał do końca życia, bo to jestem ja. I tego, co przeżyłem, to się nie wyzbędę.

W tle jest znak jing i jang, oznaczający dwie sprzeczności: dobro-zło, kobieta-mężczyzna, białe-czarne. Zaufanie może być dobre, a może być też złe. Zaufanie graniczy z naiwnością. Niektórzy ludzie wykorzystują je i wtedy staje się ono narzędziem wyzysku. Także to zaufanie nie jest takie jednoznaczne.

Przez ostatnie lata bardzo się zmieniłem. Jak miałem trzydziestkę zmieniła mi się mentalność. Przez edukację podniosła się moja samoświadomość, moje własne ja rozrosło się, ale nie tłamsi innych osób, tylko zaczyna z nimi współżyć. Poznałem różne mechanizmy rządzące tym światem. Też bardzo poszerzyło się moje postrzeganie ludzi, bo wiem czego mogę się spodziewać, dlaczego moje zachowanie na przykład budzi w niektórych niechęć, a tamto budzi współczucie czy jakieś uczucie pozytywne, lubienie czy właśnie zaufanie.

Tego szczeniaka (siebie) z przeszłości to bym związał, zakneblował i go bił miesiąc czasu, bo był straszny. Brakowało mu ojca, brakowało mu jakiegokolwiek wyznacznika moralności, uważał, że jest najmądrzejszy, chociaż nic nie wiedział. Był straszny. Jakieś tam zero wrażliwości, nastawiony tylko i wyłącznie na „ja”. Nie był nastawiony, żeby cokolwiek dać od siebie, tylko cały czas brać, brać, brać. No i te wszystkie negatywne cechy nadal są we mnie. Są one stłamszone, ale nie są zabite i się odzywają co pewien czas.

Jestem alkoholikiem. Wiem, że nie mogę pić alkoholu. Jeden kieliszek i całe najgorsze zło, jakie we mnie siedzi, wychodzi na wierzch. Wyhodowane zło w człowieku, nigdy nie przestaje istnieć. Można je jedynie stłamsić. W każdym człowieku jest zło i dobro. W zależności od tego jaką mamy sytuację, to z nas właśnie wychodzi zło albo dobro.

Różnice społeczne i brak socjalizacji powodują, że rodzą się złe uczynki. A każdy zły uczynek, każdy, to jest jak kula śniegowa. Nie muszą to być złe uczynki, takie bardzo spektakularne czy tam wielkie. Np.: kradzież batonika, drugiego batonika, później kradzież czegoś tam, później spotyka się rówieśnika, uderza się go w twarz, żeby mu zabrać buty i to jest taki efekt kuli śniegowej. To narasta, narasta i w pewnym momencie rzeczywiście jesteśmy na równi, albo nawet w niektórych wypadkach jesteśmy wyżej w tej drabince społecznej niż zwykli ludzie. Ja mówię tutaj o nas, przestępcach. Boją się nas zwykli ludzie, mamy więcej pieniędzy, więcej czasu, fajniejsze samochody. Wszystko jest elegancko, tylko, że każdy zły czyn zabija w środku nas człowieczeństwo i druzgocze blokady moralne. Ja jestem zdania, że z niektórymi blokadami moralnymi się rodzimy. Chociażby rodzimy się z tym, żeby nie zabijać innego człowieka, bo widzimy w drugim człowieku samego siebie. No, ale te blokady są miażdżone, druzgotane i później można w bardzo łatwy sposób przekroczyć granicę, z której już teoretycznie nie ma powrotu. To, że nie mamy barier, czyni nas ludźmi silnymi w pewnym sensie.

Oczywiście, że miałem poczucie, że źle robię, ale uznałem, że doznałem w dzieciństwie tyle krzywd od społeczeństwa, że teraz ja mu się odpłacę. Nie mam hamulców. Nie mam. Podchodzę do wszystkiego zdroworozsądkowo. Hamulec, to jest strach. W większości przypadków ja nie boję się kogoś zabić, nie boję się ukraść, nie boję się komuś złamać ręki, nie boję się kogoś pociąć nożem, nie boję się więzienia. Wielu rzeczy się nie boję. Ale nie robię tego, bo wiem, że to jest złe i nie chcę tego robić. Ale już nie mam naturalnego hamulca, nie mam tego lęku, który mnie hamuje. To jest tylko i wyłącznie moja decyzja, że tego nie robię.

Poza tym, każdy człowiek posiada jakiś tam stopień empatii. I całe zło, jakie kiedykolwiek wyrządziłem ludziom, to wraca do mnie i wiem, że poniszczyłem niektórym ludziom życie. Zrobiłem straszne rzeczy. I źle mi jest z tym. I nie chcę już się więcej tak czuć i nie chcę, żeby się ludzie przeze mnie tak czuli, ponieważ dochodzi do mnie ich ból.

Do trzynastego roku życia chciałem mieć samochód, chciałem mieć pieniądze, chciałem mieć komputer, to, tamto. W wieku lat siedemnastu już zarabiałem dużo. Jak chciałem samochód, no to stał sobie na parkingu, to sobie wziąłem. Jak go nie mogłem odpalić, to czekałem aż wyjdzie właściciel, dostał w łeb właściciel. Jeszcze miałem dokumenty do tego samochodu. W wieku szesnastu lat zacząłem odczuwać pustkę w życiu, a w wieku lat siedemnastu poznałem moją żonę, w której się zakochałem bardzo. Ale niestety nie byłem dość rozwinięty emocjonalnie i zaprzepaściłem ten związek i się rozstaliśmy. Ale przynajmniej mam z tego związku syna. Super chłopak. Jest w ogóle cały moim światem. Boże Święty, jak fajnie być ojcem. Chociaż ojciec zza krat, to nie jest taki najlepszy.

Według mnie mężczyzna i kobieta są równi sobie. Każdy mężczyzna, który się próbuje wzbić ponad kobietę, jest zwykłym szowinistą. I to dotyczy się również kobiet, które próbują być ponad mężczyzn. Jesteśmy wszyscy ludźmi. Mamy te same pragnienia, te same obowiązki, te same prawa. Z tym, że różnie je wykonujemy. Wiadomo, że mężczyzna z racji tego, że jest inaczej zbudowany, łatwiej jest mu pracować, gdzie trzeba siły. Natomiast kobiety mają predyspozycje do tego, żeby robić kilka rzeczy naraz. Mają niesamowitą podzielność uwagi. Czego nam facetom brakuje. Ale są jednak pewne różnice między nami. I tutaj wchodzi w życie szacunek. Uszanować to, że mam swoje ograniczenia. I nie piętnować ich. To jest chyba najważniejsze, żeby między ludźmi był szacunek. Nie ma ludzi złych i dobrych. Są dobre i złe uczynki.

Bardzo jestem związany z rodziną. Mam braci, mamę, siostrę i tam szukam pomocy. Kocham moich braci i moją siostrę. To jest krew z mojej krwi i jeżeli im coś się dzieje złego, to ja to odczuwam, jakby to działo się mi. Jeżeli oni przeżywają szczęście, raduję się z nimi. No, nie wyobrażam sobie życia bez nich. Dla mnie rodzina jest wszystkim.

Myślałem, że można żyć bez miłości. Okazało się, że to jest niemożliwe, że miłość jest najważniejsza. Mówią poeci jabłko, dwie połówki. Mówię: „Co oni tam gadają? Głupoty.” Okazało się, że nie, że można spotkać drugą połówkę swojego życia. Ale to mi się zdarzyło raz na trzydzieści pięć lat, więc następnym razem będę miał koło siedemdziesiątki. Może dożyję.

Chciałabym, żeby życie było nie tak skomplikowane. Zdaje mi się, że życie przeznaczyło mi drugie miejsce. Zawsze. Ktoś jest zawsze przede mną. Nie raz mam ochotę, w tym biegu, podciąć komuś nogę. Ale nie zrobię tego, bo nie wolno. A nie raz mam taką ochotę, żeby być pierwszym.

Łukasz, 33 lata, 13 lat bez wolności

 

Zobacz Publikację:
Czarno na białym. Książka jest zapisem rozmów, spotkań i warsztatów przeprowadzonych z kobietami i mężczyznami z Aresztu Śledczego w Lublinie. Główną inspiracją dla treści projektu były teorie stereotypizacji. W ten sposób chcemy zwrócić uwagę na problemy dotyczące uprzedzeń społecznych, rodzajowych oraz wynikające z ograniczonego, stereotypowego myślenia o „Innych”. Prace typograficzne i komentarze uczestników stanowią komunikaty na wolność. Są one pozornie dosłowne, gdyż każdy może sobie wybrać, jakie nadać im znaczenie. Pojawiają się kontrasty i dwuznaczności, oddając tym samym osobowości twórców. Chcemy pokazać, że nic nie jest całkowicie białe lub czarne.

 

 

 W ramach projektu odbyły się:

CZARNO
NA 
BIAŁYM
W cyklu warsztatowym ponawaliśmy siebie z perspektywy typograficznej. Sprawdzaliśmy na ile font, słowo, znaczenia mają wpływ na komunikat. Odbyły się warsztaty z postrzegania płci, inności, stereotypizacji, definiowania siebie słowem mówionym i pisanym. 

 

MAM
PRAWO
DO PRAWA
Spotkanie wokół zagadnienia praw człowieka, uświadomienia uczestnikom prawa do posiadania i wiedzy na temat praw niezbywalnych. Gościem spotkania był Piotr Skrzypczak ze stowarzyszenia Homo Faber. 

WARSZTATY 
TYPO
ZEPSUCIA
Pomysł na spokanie wziął się z zainteresowania deformacją, zniekształceniem i niedoskonałością form literniczych oraz wpływem tych zmian na znaczenie i symbolikę danego słowa/pojęcia. Podczas warsztatow przyjrzeliśmy sie mechanizmom destrukcji, jakie można zastosować, aby przekształcić/przerobić dane słowo.
W pracy projektanta wykorzystuje on podobne procesy, jednak zmiany, jakich dokonuje, ograniczają się do sfery semantycznej, pojęciowej.
Podczas warsztatow przyjrzeliśmy się obszarowi fizycznemu, a więc destrukcji przy pomocy prostych metod graficznych i rysunkowych: zamazywanie, pogniecenie, pocięcie, podarcie, przerobienie, zakrycie, podziurawienie, zrolowanie, itp.
Materialem, na ktorym pracowaliśmy były słowa określające/oceniające ludzi,  których wykorzystanie wiąże się z pewną kategoryzacją indywidualnego czlowieka (np: niunia, lala, babka, stara, idiotka, debil, kretyn, frajer, ciacho, facet).
Zwieńczeniem warsztatów było przygotowanie prac do wystawy i stworzenie mini instalacji. Było to złożenie i wykorzystanie wszystkich poprzednio zniszczonych pojęć i słów.

Weronika Rafa
- graficzka i ilustratorka, obecnie studiująca na University of the Arts London, gdzie pracuje nad projektem dotyczącym fazy zakochiwania się i atrakcyjności interpersonalnej. Autorka projektu Ladacznica, traktującego o stereotypizacji kobiet, z perspektywy psychologicznej i typograficznej, wystawianego ponad 20 razy w przeciągu ostatnich 3 lat (w miejscach takich jak Pałac Kultury i Nauki, Institute of Design Kielce, Gdańska Galeria Miejska, Klub Żak, Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi, itp.). 

 

SPRAW
CZOŚĆ
Zmiana w osobie zaczyna się często od zmiany sposobu myślenia: bardzo trudno jest wyjść poza schemat, przełamać stereotyp. Celem warsztatów jest ukazanie możliwości działania w społeczeństwie oraz wzbudzić w uczestnikach warsztatów poczucia sprawstwa. Poprzez warsztaty chcemy ukazać, że każde działanie jest każde działanie pociąga za sobą konsekwencje; a działanie każdego konkretnego człowieka jest sensowne i ukierunkowane na konkretny cel – tym celem może być zmiana w życiu danej osoby lub szerzej w kontekście społeczeństwa. Uświadomienie sobie, że coś zależy ode mnie (mogą to być naprawdę drobne inicjatywy na rzecz lokalnej społeczności) sprawia, że stajemy się odpowiedzialni za nasze czyny i czujemy się potrzebni. Odpowiedzialność i poczucie potrzeby są istotnymi czynnikami, które prowadzą do zmiany.

Podziękowania dla Weroniki Rafy - artystki, inspiratorki prac typograficznych
http://veronicarafa.com/

Realizacja projektu:
Alina Bąk i Magdalena Krasuska

Współpraca:
Areszt Śledczy w Lublinie, psycholog Justyna Nowicka oraz mł. wychowawca ds. KO i biblioteki ppor. Rafał Paczos