Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

17 października 1942. Dystrykt Lublin. Okupacyjny powiat Janów Lubelski. Urzędów

17 października 1942. Dystrykt Lublin. Okupacyjny powiat Janów Lubelski. Urzędów
Prawdopodobne trasy transportów ludności żydowskiej w dniu 17 października 1942 z Urzędowa do Kraśnika, z Lipska przez Tarłów do Treblinki, Kaznowa i Siennej do Tarłowa. Mapa wykonana na podkładzie: Mapa administracyjna Das Generalgouvernement Stand: 1. November 1941. Grenzen berichtigt 1.I.1944, w skali 1:1 000 000, CBGiOŚ. IGiPZ PAN, sygn. PTG D.717 [m.polit.-adm.3] (https://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=27738)

17 października rozpoczęła się akcja likwidacyjna w Urzędowie. Trwała ona do 18 października.

Przesiedlenie Żydów z Urzędowa do KraśnikaBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Kazimierz Cieślicki:

Około połowy października 1942 r. przyszedł do urzędowskich Żydów straszny rozkaz: opuścić swoje domy, dorobek całego życia i przenieść się do Kraśnika. Tam, w rejonie bóżnicy ograniczonym ulicami: Bóżniczą, Strażacką i Ogrodową, Żydzi na rozkaz Niemców ogrodzili teren drutami kolczastymi. Niemcy na straży postawili uzbrojonych żołnierzy. W każdym żydowskim domu powstał płacz, lament nie do opisania.

Droga do Kraśnika

W nocy, gdy Urzędów spał, urzędowscy Żydzi – biedniejsi z dobytkiem na plecach, bogatsi wynajętymi chłopskimi wozami – z płaczem i lamentem powlekli się do Kraśnika na pewną śmierć, by do Urzędowa już więcej nie powrócić.

Kazimierz Cieślicki, Relacja 302/277, Archiwum ŻIH, [za:] Życie i zagłada Żydów polskich 1939–1945. Relacje świadków, wybór i red. Michał Grynberg, Maria Kotowska, Warszawa 2003.

Obóz pracy w Kraśniku FabrycznymBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Większość Żydów z Urzędowa trafiła do obozu pracy w Kraśniku Fabrycznym.

Kazimierz Cieślicki:

W najbliższej okolicy Urzędowa było trzy getta. W Kraśniku „starym" – jedno, w Kraśniku Fabrycznym – dwa. Większość urzędowskich Żydów trafiła do Kraśnika Fabrycznego.

Kazimierz Cieślicki, Relacja 302/277, Archiwum ŻIH, [za:] Życie i zagłada Żydów polskich 1939–1945. Relacje świadków, wybór i red. Michał Grynberg, Maria Kotowska, Warszawa 2003.

Mordowanie Żydów pozostałych w UrzędowieBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Kazimierz Cieślicki:

Tymczasem w Urzędowie zaraz rano następnego dnia urzędowscy żandarmi zaczęli działać. Ktoś im doniósł, że przy ulicy obecnie Krakowskiej pozostało w swoim domu dwoje staruszków, małżeństwo żydowskie. Do getta nie poszli. Żandarmi wezwali podwodę. Żydom kazali wsiąść na wóz. Na przedzie, obok woźnicy, usiadło dwóch żandarmów, z tyłu wozu zamiatacz rynku nazwiskiem Mazur, z łopatą. Pojechali na żydowski cmentarz, tzw. kierkut. Tu żandarmi kazali się Żydom rozebrać. Padły strzały, Żydzi zostali zabici. Niemcy odjechali. Mazur Żydów pogrzebał, odzież zabrał sobie.

Odtąd egzekucje takie powtarzały się często. Nie widziałem żadnej (na szczęście), słyszałem o wielu, na pewno nie o wszystkich.

Ukrywanie się Żydów

Niewielka część Żydów urzędowskich nie poszła do getta. Za wielkie pieniądze ukryli się u zaufanych mieszkańców Urzędowa. A musimy wiedzieć i to, że Niemcy za ukrywanie Żydów w domach czy obejściach karali śmiercią ukrywającego się Żyda i przetrzymującego go Polaka.

Kazimierz Cieślicki, Relacja 302/277, Archiwum ŻIH, [za:] Życie i zagłada Żydów polskich 1939–1945. Relacje świadków, wybór i red. Michał Grynberg, Maria Kotowska, Warszawa 2003.

Polowanie na ukrywających się ŻydówBezpośredni odnośnik do tego akapitu

Kazimierz Cieślicki:

Odtąd Żydzi w Urzędowie ginęli w różny sposób.

Miejsce 1

Jest taka droga bez nazwy, biegnąca od drogi kraśnickiej, za zabudowaniami, a dochodząca do ul. Wodnej, w rejonie obecnego Domu Nauczyciela. Otóż niedługo po wypędzeniu Żydów z Urzędowa na tejże uliczce, rano, ktoś znalazł zabitą Itkę – właścicielkę sklepu cukierniczego na rogu rynku i ul. Wodnej. Była to bogata Żydówka. Ukrywała się u kogoś. Kto ją zabił – nie wiadomo. Komuś była niewygodna, złoto jej zabrał, Żydówkę zabił.

Miejsce 2

Między przedmieściem Bęczyn a wsią Chruślanki, w lesie, są niewielkie wzgórza, wydmy piaszczyste porosłe lasem. Noszą one nazwę Wałów Bęczyńskich. Otóż na tych Wałach ukrywało się około 15 młodych Żydów. Podobno między nimi był też i mój kolega Szlomo Szajnbrum. Przez około pół roku w ziemiankach ukrywali się, wegetowali, myśląc, że przeżyją. Żywność kupowali u miejscowych rolników. Niestety, nie przeżyli. Podobno jakaś partyzantka ich wystrzelała. Dlaczego? Nie wiadomo. [...]

Miejsce 3

Późną jesienią, wskutek widocznie jakiegoś donosu, kilku żandarmów przetrząsnęło zabudowania ul. Wodnej. Nagle spośród zabudowań wyskoczyło dwóch Żydów. Jeden z nich był to Lejzor. Biegli na przełaj przez pole, potem łąką. Sforsowali rzekę i dalej przez groblę, koło kaplicy św. Jana, usiłowali przebiec do przedmieścia Mikuszewskiego. Niemcy, gdy ich zobaczyli, zaczęli biec za nimi, ale szło im to niesporo, gdyż obładowani byli bronią, amunicją. Dlatego kilku napotkanym Polakom kazali Żydów gonić, łapać. Polacy Żydów gonili, łapali, czynili to jednak bardzo niezdarnie. Niemcy zaczęli mierzyć z karabinu w Polaków i ci pod strachem jednego Żyda złapali. Drugiego Żyda złapali Niemcy. Zaprowadzili ich na łąkę Stefana Gruchalskiego przy ul. Wodnej i tu rozstrzelali. [...]

Miejsce 4

Innym razem na Górach żandarmi złapali pięciu ukrywających się [tam] urzędowskich Żydów. Zabili ich na miejscu. Zwłoki ich przywieźli mieszkańcy na bezimienną uliczkę w pobliże stodoły Tadeusza Cieślickiego z ul. Wodnej. Zrzucili je i pojechali. Dopiero miejscowy sołtys zorganizował pogrzebanie ich na kirkucie. [...]

Miejsce 5

Będąc wówczas młodym, bystrym chłopcem, którego wszędzie było pełno, jeden z pierwszych usłyszałem, że na Wale ukrywa się Żydówka. Pobiegłem w kierunku Wału. Za mną już biegł, przypinając w biegu pas z pistoletem, sąsiad mieszkający naprzeciwko, polski przedwojenny policjant na usługach Niemców – Kxxxx Żydówka mignęła nam przy końcu Wału „księżego". Kxxxx pobiegł za nią, ja z ciekawości za nim. Żydówka, osiemnastoletnia wnuczka Wurmana, wbiegła w wąwóz koło Romana Steca. Kxxxx był coraz bliżej Żydówki. Zaczął strzelać do niej z pistoletu. W końcu upadła, Kxxx dobiegł do niej, a ta zaczęła mu buty całować. – Panie! – mówiła – co ja jestem winna, że się urodziłam Żydówką. On odpędził ją od siebie nogą, mówiąc: – Zdechniesz cholero. Tylko jeszcze 15 metrów rowu wykopiesz. Idziemy do gminy. – Nie pójdę – mówi Żydówka. – To cię zastrzelę na miejscu. W końcu zobaczył mnie. – Chłopak – mówi – leć do gminy, żeby tu dali podwodę. Ja, rad nie rad, powlokłem się do urzędu gminy, bo się policjanta bałem. Przed budynkiem gminy stałem długo, nie wiedząc komu co mówić. Wreszcie zobaczyłem Kxxxx, jak z Żydówką wchodził do gminy. Uciekłem przerażony do domu. A Wurmana wnuczkę odwieziono do getta w Kraśniku, z którego już nie wróciła. [...]

Śmierć Polaków pomagającym Żydom

Za przetrzymanie Żydów zginęło dwóch mieszkańców Urzędowa. Jeden – to Mazurek z przedmieścia Rankowskiego. Przechowywał Żydów – Niemcy ich wytropili. Żydów zabrali do getta na śmierć, a Mazurka z synem Stefanem (moim rówieśnikiem) wywieźli do obozu Mauthauzen. [...] Drugi – to Jan Smoliński z przedmieścia Mikuszewskiego, również zginął za przetrzymywanie Żydów. [...]

Miejsce 6

Była jeszcze ciepła jesień, często z bratem wyżnicką drogą jechaliśmy do pracy w pole, w tzw. Kąty. Jest to miejsce, gdzie las dzierzkowski styka się z lasem kraśnickim, tworząc kąt prosty. Stąd nazwa. Często przejeżdżając tą drogą, obok tzw. choin, czyli prywatnych lasków sosnowych, w tymże lasku widzieliśmy przy ognisku około 10 Żydów i jedną Żydówkę. Był też z nimi jeden ukrywający się już pierwszy Polak – Mieczysław Dębicki, kolega mojego brata Jana. Ukrywający się siedzieli przy ognisku, piekli ziemniaki, buraki cukrowe. Do przejeżdżających znajomych rolników śmiali się, rozmawiali. To widziałem kilka razy. Był z nimi też Żyd o imieniu Mosiek – nazwiska już nie mogę sobie przypomnieć. Z zawodu dentysta, chodzący o kulach. Jedną nogę miał zgiętą w kolanie, krótszą.

Pewnego razu, przygotowując się do wyjazdu w pole o świcie, słyszymy strzały od strony właśnie Kątów, tam gdzie zamierzaliśmy jechać do pracy. Nic nie domyślając się, pojechaliśmy. Na miejscu zobaczyliśmy grupę żandarmów niemieckich przeszukujących pole, rozrzucone ognisko, a na naszym polu zabitego Żyda, kulawego Mośka. [...] Upadł na naszym polu. Żandarmi podeszli do niego i wystrzałem z rewolweru w głowę dobili go. Na drugi dzień zamiatacz rynku w Urzędowie Mazur rozebrał go z odzieży i pogrzebał na miedzy naszego pola.

Od tej chwili już ukrywający się Żydzi nie występowali tak jawnie, grupowo w biały dzień.

Miejsce 7

Była już jesień, nastał chłód. Jak zwykle wybieramy się z bratem w pole orać. Tym razem nieco bliżej, za cmentarzem, za pierwszą tzw. poprzeczką, czyli drogą poprzeczną. Urzędowiacy będą wiedzieli, gdzie to jest. I znowu rozlegają się strzały z rejonu na południe od cmentarza. Dojeżdżając do pola, widzimy ponury i straszny widok. Po polu kręci się dużo żandarmów niemieckich. W wielu miejscach leży porzucona żywność: cały udziec krowi, woreczki z mąką, kaszą. Bliżej lasu pokotem leży kilku Żydów. Podchodzi do nas kilku żandarmów i tłumaczą, uzupełniając swoją rozmowę gestami (bo oczywiście nie rozumiemy po niemiecku), żeby Żydów rozebrać do naga i zakopać, a ubranie uprać („Waschen, Waschen!") i chodzić w nim. Razem z bratem kiwamy głowami ze strachem, że niby rozumiemy, co mówią, że to, co każą, wykonamy. Niemcy odjechali. Ja z bratem podeszliśmy do zabitych. Sami znajomi Żydzi. Nazwisk, niestety, już nie pamiętam.

Okazuje się, że Żydzi ukrywali się w dzierzkowskim lesie. W nocy chodzili na ul. Wodną i od chłopów kupowali żywność. Widocznie robili to nieraz, komuś się to nie podobało i doniósł Niemcom. To nie mógł być przypadek. Niemcy sami na ich trop by nie wpadli. Niemcy w nocy tyralierą ustawili się w rowie na skraju lasu. Noc się kończyła. Rozwidniało się. Żydzi wracali z ul. Wodnej do lasu. Do skraju lasu, do rowu, w którym siedzieli Niemcy, dzieliło ich około 20 m, gdy padły strzały. Nie ocalał nikt, wszyscy zostali zabici.

Wracając po pracy do domu, wrzuciliśmy porzucony udziec wołowy na wóz i przywieźliśmy do domu. Niedługo po tym przychodzi do nas z krzykiem Poznaniak (mieszkaniec woj. poznańskiego) wypędzony przez Niemców, mieszkający wówczas w Urzędowie, i mówi: – Oddajcie mi moje minso. Niemcy mi go dali, a wyśta zabrali. – Oddaliśmy mu to mięso, mówiąc: – Bierz człowieku, my z tym nie chcemy mieć nic wspólnego.

Zabici Żydzi, wszyscy znajomi, leżeli kilka dni na polu odarci z odzieży, nie pogrzebani. Oglądając ich ponownie, widziałem, że kule dostawali przeważnie w brzuch z bliskiej odległości. Z tyłu w miejscu wylotu kuli mieli powyrywane ciało. Mord ten na mieszkańcach Urzędowa uczynił wstrząsające wrażenie. – Dziś oni, jutro my – mówiło się wtedy potocznie.

Warty chłopów

W owym czasie Niemcy przez sołtysów Polaków wyznaczyli dwuosobowe warty w każdej gromadzie, złożone z mieszkańców danej gromady. Obowiązkiem tych wart było zawiadomić posterunek policji, mieszczący się w budynku gminy, o wszystkim podejrzanym, co się w okolicy dzieje. Chodzę w nocy po rynku i przyległych uliczkach z drugim współtowarzyszem. Wtem policjant wzywa nas na posterunek.

Złapanie ukrywającego się Żyda

Okazało się, że polska policja na przedmieściu Góry złapała ukrywającego się tam Żyda – trzeciego wnuka Wurmana, z zawodu elektryka. Żyda tego policja zamierzała przetrzymać przez noc w areszcie gminnym, a rano odstawić do getta w Kraśniku. Przedtem jednak chcieli Żyda ukarać. Nas, wartowników, postawili przy drzwiach celi w areszcie gminnym, a sami – dwóch policjantów i wójt gminy, poznaniak – zaczęli go bić. Boże, jak oni go bili! Patrzeć nie mogłem. Kijami, bykowcem. Żyd z początku krzyczał: – Giewałt!, potem już nie miał siły krzyczeć, charczał. W końcu wczołgał się pod pryczę głęboko, aż pod ścianę, a oprawcy dali mu wreszcie spokój.

Podobno tego Żyda nie zabili od razu, na razie przeżył. Widziano go parokrotnie, gdy wychodził z getta w Kraśniku na przepustkę do sklepów w sprawie kupna części elektrycznych.

Miejsce – Popkowice

Na zakończenie gehenny Żydów „na wolności", tj. przebywających poza gettem, podam dwa przykłady śmierci Żydów z sąsiedniej miejscowości Popkowice, gdzie Niemcy złapali Żyda. Była zima, trzaskający mróz. Niemcy kazali Żydowi rozebrać się do bielizny i tak zamknęli go w komórce na drzewo, a rano odwieźli do Kraśnika. Podobno jeszcze żył.

Miejsce – Kolonia Ostrów

Inny przypadek: po wsi Kolonia Ostrów chodził Żyd po domach i prosił o jedzenie. Zmówiło się trzech miejscowych rolników, Żyda związali i mimo jego próśb i błagań oddali go Niemcom stacjonującym w browarze Popkowice. Jako nagrodę dostali od Niemców po 1 (jednym) kg cukru. Żyd został zabity na miejscu.

Kazimierz Cieślicki, Relacja 302/277, Archiwum ŻIH, [za:] Życie i zagłada Żydów polskich 1939–1945. Relacje świadków, wybór i red. Michał Grynberg, Maria Kotowska, Warszawa 2003.

Opracowanie: Tomasz Pietrasiewicz