W ramach działań Ośrodka powstał program wydawniczy, który jest naturalnym elementem promocji kulturalnej miasta. Tak więc może on współtworzyć wizerunek naszego miasta. Jest adresowany z jednej strony do masowego odbiorcy (zarówno z kraju jak i z zagranicy), a z drugiej strony w ramach tego programu ukazują się publikacje zmierzające do uporządkowania wiedzy o wielu lubelskich tematach (historia, kultura), które są ważne dla Lublina, a wciąż mało znane.

W ramach działań Ośrodka powstał program wydawniczy, który jest naturalnym elementem promocji kulturalnej miasta. Tak więc może on współtworzyć wizerunek naszego miasta. Jest adresowany z jednej strony do masowego odbiorcy (zarówno z kraju jak i z zagranicy), a z drugiej strony w ramach tego programu ukazują się publikacje zmierzające do uporządkowania wiedzy o wielu lubelskich tematach (historia, kultura), które są ważne dla Lublina, a wciąż mało znane.

Wygodzki Stanisław (Jehoszua) "Wiersze wybrane"

Poeta urodzony w Będzinie, autor „żydowskich trenów” jak pisał o nim Natan Gross, to człowiek o tragicznym życiorysie.

Od dziecka walczący o równość, już z gimnazjum wyrzucony za działalność komunistyczną, wielokrotnie więziony za obronę praw robotników. Podczas wojny przebywał w getcie w Będzinie, a później w obozach koncentracyjnych. W 1968 roku wyjechał do Izraela. Nigdy już Polski nie odwiedził, bo jego ojczyzna odmawiała poecie wizy.

Wygodzki Stanisław (Jehoszua) "Wiersze wybrane"

Opis:

Do końca życia pozostał wierny dwóm tematom: prawom proletariatu i Zagładzie. Ale po śmierci żony i córki stał się przede wszystkim „poetą pogorzelcem”, jak w poprzedzającym wybór wierszy wstępie pisze o nim Piotr Mitzner. Wygodzki od dziecka był kontestatorem. Za ojcem wierzył w syjonizm, za partią w komunizm. Ideowe rozterki stłumił bydlęcy wagon do Auschwitz. Źle wtedy odmierzył dawkę trucizny i przeżył. Walkę o równość przez kolejne lata zastąpi walka z pamięcią. Nie wygra jej i nigdy nie zapomni. Napisze w Rozmowie z Julianem Przybosiem: „Ja idę w dzieje mojej spalonej córki”.

Wygodzki pozostawia nam ślady swojej rozpaczy. Jego testament to wiersze „wypełnione dławionym płaczem”.

-źródło: "Miasteczko Poznań"

Fragment:

"Wygodzki miał na imię Jehoszua. Dziecko żydowskich rodziców. Imieniem polskim podpisuje się w druku już przed wojną. Pochodził z robotniczego Zagłębia, serca rewolucyjnego wrzenia, w czasie wojny znalazł się w Kamionce, będzińskim getcie. Zagłębie nauczyło Jehoszuę współczucia: tam poznał cierpienie z powodu wyzysku, nędzę, widział oprawców-kapitalistów. Pierwszych kilkadziesiąt wierszy poświęcił „sprawie”. Sprawą nazywał myśl o równości, walkę o równość nazywał „robotą”. Rzucanie na papier górnolotnych strof Wygodzki uważał za osobiste zadanie. Szukając prostego rymu, mówił o „sprawie”, przekraczając granice kiczu – „robił” w słowie. Apelował do sumień i uskarżał się na nędzę. W debiutanckim tomiku, w tytułowym wierszu bił „na alarm” wzywał „do wojny”.

Istniejący porządek Wygodzki kontestował. Mógł przyjąć dwie strategie: za wzorem ojca wierzyć w syjonizm – emigrację i Palestynę, za namową partii – raczej w komunizm, w rewolucję i Proletariat. Partyjną robotę przypłacił represjami. Wyrzucony z gimnazjum i zamknięty w kryminale. Więzienna dola stanowiła dla niego temat powracający: na jednych przyszła już pora, na innych czas przyjdzie wkrótce. Zresztą wolność bywa niekiedy tylko cynicznym pozorem. Matka trójki więźniów, latami wiodąca życie z drugiej strony, także nosiła łańcuchy: „Jakby koszyk do rąk jej ktoś przykuł”.

Rzeczywistość taka wydała się Wygodzkiemu okrutnie prosta. Bogacze i ich poplecznicy gnębili nędzarzy i ich obrońców: oficjele – robotników, śledczy – aktywistów, klawisze – więzionych, kaci – skazańców.

Agresorzy, pilnujący istniejącego porządku, stawali zatem wobec obrońców zdobyczy rewolucji. Niejedno już bowiem się dokonało. „Aurora” wystrzeliła, Sowieci powstali. Walka wciąż jednak trwała: o przyczółki, dywidendy, o interpretacje.

Prawdziwą walkę z ustalonym porządkiem toczył Wygodzki przede wszystkim w umysłach ludu. Otóż między żądnym zysku bogaczem a komunistą świadomym straty błąkają się cienie. Istotne postaci jego wczesnej poezji: okłamywany robotnik albo otumaniony żołnierz. Przemiana autsajdera w proletariusza leżała najgłębiej w ambicjach Wygodzkiego. Godny naśladowania przykład stanowił osiemnastoletni Niemiec. Szedł na wojnę z przyzwoleniem ojca sędziego, z błogosławieństwem brata pastora, z dyspozycjami stryja generała. „Zabijaj!”. Wkrótce cały ten system obrócił się przeciw niemu. Ojciec straszył sądem, brat chyba Bogiem. Przemiana zakłada jednak rozumienie: „Że ojciec mój zbrodni strzegł i strzeże”.

Strażnicy zbrodni pochodzą z niedalekich Niemiec. Bywały one niekiedy scenerią gadatliwych wierszy pisanych dla sprawy: rodzi się w Niemczech wolność, w Niemczech lęgnie się zagrożenie – niejednoznaczne oceny. Dokonane w kontekście polityki, przenigdy w kontekście Zagłady. Niemieckie wiersze opisywały klęskę. Przegraną walkę o nowy porządek. Czy zwiastowały coś gorszego? Porządek nieznany? Niemcy były siedliskiem zła – klerykalnego zacofania, przywilejów możnych, drapieżnego kapitału – tej tępej spuścizny Weimaru. Czy ludobójstwa też? Prędzej już milczenia: „Kiedy nad brukiem szumi las swastyk”. (...)

Piotr Weiser „Dość już! Nie to w przeszłości widzę…”
(fragment wstępu)

Słowa kluczowe