George Steiner jest w Polsce postacią znaną i nieznaną, z naciskiem na to ostatnie. Owszem, w ostatnich latach pojawiły się u nas przekłady ważnych jego prac (kilka wciąż czeka na swoją kolej), a niektóre z nich znalazły nawet swoich akolitów. Nie widać jednak, by myśl Steinera stała się ważnym punktem odniesienia dla polskiej humanistyki, co ważniejsze: by stała się zaczynem twórczych dyskusji i sporów.

George Steiner jest w Polsce postacią znaną i nieznaną, z naciskiem na to ostatnie. Owszem, w ostatnich latach pojawiły się u nas przekłady ważnych jego prac (kilka wciąż czeka na swoją kolej), a niektóre z nich znalazły nawet swoich akolitów. Nie widać jednak, by myśl Steinera stała się ważnym punktem odniesienia dla polskiej humanistyki, co ważniejsze: by stała się zaczynem twórczych dyskusji i sporów.

Nowy kontrakt

Janusz Bohdziewicz
Nowy kontrakt. O kilku (możliwych) powodach ożywienia myśli (przedtakt)

 

Któż nie chciałby zajmować się tylko najważniejszymi zagadnieniami ducha, a w swojej myśli czerpać z pełni najlepszych zasobów kultury? George'owi Steinerowi można zazdrościć nie tylko odwagi takiej postawy, ale zwłaszcza tego, że doprowadziła go ona do prawdziwie rewelacyjnych spostrzeżeń, analiz i interpretacji. Lektura Rzeczywistych obecności czy Gramatyk tworzenia potrafi i w nieśmiałym, może mniej oczytanym i błyskotliwym czytelniku wzbudzić żar, związany z udziałem w wydarzaniu się myśli, oraz z całą mocą rozjaśnić mu świat wokół. Skąd zatem w twórczości autora Dziesięciu (możliwych) przyczyn smutku myśli tyle pesymizmu, a bywa że złośliwości?

Pomijając oczywisty kontekst historyczny, można dostrzec głębszy powód: Steiner, trafnie opisując przełomowy czas cywilizacji, spogląda na niego z melancholią nieodrodnego syna kultury słowa, pisma i druku – ukształtowany „gramatyką ucha i oka”. Warto więc może skonfrontować jego konstatacje i wieszczenia z poglądami innych proroków zmiany, ale skupionych nie tyle na tym, co przemija, ile na tym, co nadchodzi – choćby McLuhana, Flussera, Ulmera, by wymienić tu tylko kilku, którzy proklamują formowanie się elektralności, czyli nowego – obok oralności i piśmienności – stanu skupienia kultury z właściwą mu „gramatyką dotyku i pieszczoty”. Spoglądając na sprawy z innego punktu widzenia – czy też lepiej: uczestnicząc w nich z innego punktu przebywania – można w tym, co budziło smutek, przeczuć niespodziewane drżenie nadziei.

W moim wystąpieniu chciałbym myśl Steinera „wyciąć” z kręgu po-słowia i – tworząc linki między nią a przeróżnymi wyrazami intuicji naszych międzyczasów – „wkleić” w wolne, otwarte pole przed-taktu, czyli „odwrócić ją” i wyeksponować, mówiąc Nancy'm, na dotknięcie więcej niż po-myślnej Możliwości...