George Steiner jest w Polsce postacią znaną i nieznaną, z naciskiem na to ostatnie. Owszem, w ostatnich latach pojawiły się u nas przekłady ważnych jego prac (kilka wciąż czeka na swoją kolej), a niektóre z nich znalazły nawet swoich akolitów. Nie widać jednak, by myśl Steinera stała się ważnym punktem odniesienia dla polskiej humanistyki, co ważniejsze: by stała się zaczynem twórczych dyskusji i sporów.

George Steiner jest w Polsce postacią znaną i nieznaną, z naciskiem na to ostatnie. Owszem, w ostatnich latach pojawiły się u nas przekłady ważnych jego prac (kilka wciąż czeka na swoją kolej), a niektóre z nich znalazły nawet swoich akolitów. Nie widać jednak, by myśl Steinera stała się ważnym punktem odniesienia dla polskiej humanistyki, co ważniejsze: by stała się zaczynem twórczych dyskusji i sporów.

Ciemne słowo: „początek”

Dariusz Czaja
Ciemne słowo: „początek”. Suplement do Gramatyk tworzenia

 

W swoich intrygujących Grammars of Creation Steiner stara się zgłębić zagadkę aktu twórczego, którego kryptonimem jest „początek”. Odwołuje się on do licznych przykładów z dziedziny sztuk pięknych, muzyki, poezji i metafizyki – nie po to jednak, by zgłębiać ich odmienność, ale po to, by w oparciu o empiryczne odniesienia odpowiedzieć na fundamentalne pytanie o genezę i ontologię poiesis. Pyta o to, czym w istocie jest (ludzkie) tworzenie i jaka jest jego relacja do (boskiego) stwarzania, jaka jest różnica między tworzeniem a odkrywaniem. Słowem: stara się pokazać, co realnie kryje się za ciemną i złożoną semantyką „początku”.

Książka Steinera jest okrutnie gęsta i zwodniczo polifoniczna. Interpretatora przyprawić może o dystrakcję i zawrót głowy. By nie pogubić się w gąszczu rozbieżnych wątków i nie stracić gruntu pod nogami, zdecydowałem się na strategię szczególną. W swoim komentarzu chcę potraktować Grammars of Creation jako  p a r t y t u r ę  problemów związanych z tworzeniem, z gestem twórczym. Partytura to jeszcze nie muzyka, to ledwie wstępny zapis możliwego. Najpierw więc wyjdę od propozycji i rozstrzygnięć samego Steinera, następnie zastanowię się nad ich wartością poznawczą, aby na koniec odejść nieco od intencji tekstu i potraktować książkę jako użyteczny punkt wyjścia do szerszej dyskusji o istocie tworzenia i naturze dzieła sztuki.