Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Europa małych ojczyzn – rozmowa ze Stefanem Starczewskim, dyrektorem Fundacji Kultury

Ratusz w Dukli
Ratusz w Dukli (Autor: Wejman, Wioletta)


Magdalena Pokrzycka-Walczak: Czym zajmuje się Fundacja Kultury?

Stefan Starczewski: Fundacja Kultury jest pozarządową instytucją publiczną stawiającą sobie za cel wspieranie rozwoju kultury. Fundacja rozpoczęła swoją działalność w 1991 roku. Jej powołanie było bezpośrednią odpowiedzią na gruntownie odmienioną sytuację, w jakiej, w wyniku przeobrażeń ustrojowych w Polsce, znalazła się kultura.

Po likwidacji Funduszu Rozwoju Kultury było oczywiste, że przerzucenie całego ciężaru finansowania kultury na budżet państwa nie może przynieść dobrych wyników. Konieczne stało się utworzenie instytucji zdolnej zarówno do elastycznego reagowania na najważniejsze potrzeby bieżące jak i do skutecznego realizowania programów długofalowych. Instytucji, która mogłaby, w miarę upływu czasu, stawać się coraz bardziej wydajnym źródłem pomocy dla wartościowych przedsięwzięć kulturalnych – a przy tym – nie korzystającej z subwencji budżetu. Taką instytucją jest Fundacja Kultury. Podstawową, choć nie jedyną formą działalności Fundacji Kultury jest subsydiowanie przedsięwzięć kulturalnych. Fundacja Kultury wspomaga twórczość artystyczną we wszystkich dziedzinach i dyscyplinach sztuki, udziela pomocy przedsięwzięciom pobudzającym rozwój uczestnictwa i aktywność na polu edukacji kulturalnej oraz wspiera inicjatywy służące ochronie dziedzictwa kulturalnego. Pomaga w rozwijaniu lokalnych i regionalnych inicjatyw kulturalnych, wspiera próby samoorganizowania się wspólnot kulturowych. Służąc pomocą w ochronie dziedzictwa narodowego, dąży do utrwalenia wartości wyrosłych z tradycji wielonarodowej Rzeczypospolitej, tolerancji, otwartości na dialog i współpracę z kulturą innych narodów i państw.

M. P.-W.: Skąd wziął się pomysł założenia Fundacji Kultury i kto był jej inicjatorem?

Stefan Starczewski: W roku 1990 w ramach realizacji reformy gospodarczej i ustrojowej kraju uległy likwidacji parabudżetowe tzw. fundusze celowe m.in. Fundusz Rozwoju Kultury. Warunki finansowania kultury uległy więc gruntownej zmianie. Zaistniała sytuacja sprzyjała tworzeniu organizacji nierządowych, których celem byłoby wspieranie rozwoju kultury. Inicjatorem powołania Fundacji Kultury była ówczesna minister kultury i sztuki Izabella Cywińska, która pośredniczyła między gronem fundatorów a rządem. Ostatecznie Fundacja powstała z jednorazowego wkładu finansowego pochodzącego z pozostałości Funduszu Rozwoju Kultury oraz wkładów prywatnych fundatorów. W roku 1991 Fundacja rozpoczęła działalność promocyjną. W październiku 1991 roku obowiązek kierowania tą działalnością powierzył mi ówczesny Zarząd Fundacji.

M.P.-W.: W ramach Fundacji Kultury do niedawna działała Akademia Małych Ojczyzn. Jakie cele realizowała i dlaczego podjęto decyzję o jej rozwiązaniu?

Stefan Starczewski: W ramach Fundacji, od roku 1992 prowadzony jest program – konkurs „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości”. Oferta uczestnictwa w tym konkursie jest adresowana od początku do twórców i animatorów kultury z ośrodków oddalonych od centrum, do ludzi prowadzących różnorodną działalność społeczno-kulturalną w środowiskach lokalnych.

Dla usprawnienia realizacji konkursu jego inicjatorzy (Izabella Cywińska, Stefan Starczewski) powołali odrębną komórkę organizacyjną, biuro – z siedzibą w Toruniu; na stanowisko dyrektora programu „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości”, a więc szefa tego biura, powołaliśmy Pana Witolda Chmielewskiego. Mając zamiar poszerzenia programu o funkcje edukacyjne, zgodziliśmy się na nazwanie tego biura Akademią Małych Ojczyzn. Niestety, z organizowania szkoleń i procesów edukacyjnych nic nie wyszło – pozostał tylko konkurs „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości” oraz nazwa, szyld „Akademia Małych Ojczyzn”. Ponieważ konkurs organizujemy teraz co dwa lata, utrzymywanie biura w Toruniu (dwie osoby – dyrektor, sekretarka, pomieszczenie, sprzęt, itp.) – struktury praktycznie bezczynnej przez rok – byłoby jaskrawą niedorzecznością ekonomiczną: zlikwidowaliśmy więc biuro w Toruniu. Konkurs jest obecnie prowadzony bez pośrednictwa odrębnych agend i etatów – w Warszawie.

M. P.-W.: Co kryje się pod pojęciem „małe ojczyzny”?

Stefan Starczewski: Pojęcie to ma tradycję literacką. W słowach „mała ojczyzna”, „bliższa ojczyzna”, Czesław Miłosz zawarł pewien element nostalgii, tęsknoty za światem bezpowrotnie utraconym. Miłosz tęskni do swojej Żmudzi, do powiatu, w którym się urodził, wychował... Mała ojczyzna jest to więc przestrzeń społeczna, krajobrazowa, której granice wyznaczone są przez doświadczenie osobiste, przeżycie człowieka, nie przez jakikolwiek podział administracyjny.

Mała ojczyzna to przestrzeń ważna indywidualnie dla każdego z nas. Każdy człowiek ma swoją małą ojczyznę, to znaczy przestrzeń, w której formułuje się i kształtuje jego stosunek do świata, do ludzi. To pojęcie można rozważać w sensie opisowym i edukacyjnym. Edukacyjna forma małych ojczyzn polega na podjęciu starań obywatelskich mających na celu wskrzeszanie, pobudzanie, ożywianie pamięci o tym miejscu, wreszcie umiejętne kształtowanie otaczającego środowiska, by wyglądało zasobniej, by w racjonalny sposób piękniało. Definicja „małych ojczyzn” w połowie literacka, w połowie edukacyjna, jest pojęciem żywym, za którym stoi konieczność kształtowania świadomości obywatelskiej członków małych społeczności, których każdy z nas jest, chcąc nie chcąc, pełnoprawnym członkiem.

M. P.-W.: Projekt „Pamięć – Miejsce – Obecność” autorstwa Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora Teatru NN został nagrodzony w jednej z edycji konkursu „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości”. Obecnie jest on jednym z jurorów konkursu. Kim są inni nagrodzeni uczestnicy innych edycji?

Stefan Starczewski: Wśród ludzi wyróżnionych w konkursie są tacy, którzy mają w swoich środowiskach pozycje liderów (jak np. pani Barbara Chludzińska z Węgorzewa) i owładnięci są jakimś pomysłem, ideą urzeczywistnienia sprawy związanej z problemami danego środowiska. Ludzie ci są czołowymi animatorami w swoich małych ojczyznach, śmiem twierdzić, że w nowych warunkach tworzą tradycję pozytywistyczną opartą na założeniach pracy organicznej. Przykładowo Barbara Chludzińska stworzyła w Muzeum Sztuki Ludowej autentyczny ośrodek kultury, skupiający rzesze ludzi współpracujących przy realizacji konkretnych projektów. Piotr Mitzner, dyrektor Ośrodka Kultury „Koło Podkowy” w Podkowie Leśnej, jest animatorem, zdolnym do zorganizowania przedsięwzięć na miarę europejską (np. spotkanie dysydentów z Europy Środkowo-Wschodniej). Tych przykładów jest dużo, dużo więcej, trudno w jednej rozmowie wymienić wszystkie).

Michał Kopaczewski: Na jakiej podstawie jury przyznaje nagrody? Przecież dokonania uczestników konkursu są niewymierne...

Stefan Starczewski: Bardzo trudno ocenić pracę osób zgłaszających się do konkursu. Proszę zapytać Tomasza Pietrasiewicza, dyrektora Teatru NN, który jest członkiem zespołu jurorów, że praca jury to nieustanna polemika, wręcz kłótnia o to, jak zoptymalizować oceny. Na nasz konkurs napływa kilkaset programów, a nagród jest kilka i kilka wyróżnień. Pozostałym możemy tylko podziękować listownie. Naprawdę trudno jest wydobyć to, co najważniejsze, najciekawsze. Generalnie rzecz ujmując, kryteria oceny obejmują przede wszystkim wizję rozwojową, społeczno-kulturalną danego środowiska, połączoną z dozą realizmu. Czasami jednak, tu muszę się przyznać, może zdarzyć się przypadek, że nagrodzone środowisko nie spełni pokładanych w nim nadziei. Tak jak to było z Czarnym w Bieszczadach. Grupa ludzi na bieszczadzkiej przestrzeni, ogołoconej z tradycji kulturalnej, próbowała powiązać działalność edukacyjną i kulturalną z turystyką. Zakładano, że środki, które wpłyną z turystyki, można będzie przeznaczyć na sfinansowanie działalności kulturalnej. Niestety, nie mogliśmy przewidzieć, że tak właśnie potoczą się losy tej inicjatywy.

Kryteria, które bierzemy pod uwagę przy ocenie zgłoszonych projektów są następujące: pomysł pobudzający wyobraźnię, silnie związany ze środowiskiem, w którym powstał; osoby tworzące projekt muszą legitymować się konkretnymi dokonaniami; określenie obiektywnych walorów małej ojczyzny (analiza szans i zagrożeń) i roli społeczno-edukacyjnej przedsięwzięcia. Dobrze by było, aby oparciem dla takiego programu stały się organizacje pozarządowe, fundacje, lokalne stowarzyszenia. Projekt powinien stać się splotem aktywności organizacji społecznych i cieszyć się poparciem gminy.

M. K.: Która tradycja – zdaniem Pana Dyrektora – jest ważniejsza: narodu czy regionu?

Stefan Starczewski: Według mnie nie ma takiej alternatywy. Jeżeli pomyślimy – region – to wspominamy o wielu małych ojczyznach składających się na „region”. Regiony są tak usytuowane-, że granice państw powodują sztuczne ich rozdarcie. Co jest ważniejsze: czy granica między państwami, czy granica między małymi ojczyznami?. Jeżeli chcemy myśleć poważnie i odpowiedzialnie o wspólnej Europie musimy zastanowić się nad tym drugim pytaniem. Nie chodzi o to, aby niwelować granice, ale by zdać sobie sprawę z tego, że były, są i będą różnice między przykładowo Polską i Niemcami. Jednocześnie po obu stronach Odry, w obszarach przygranicznych są takie organiczne całości, które pielęgnowane są przez mieszkańców w ramach współpracy regionalnej ponad granicą państwową. Obecność polska, piastowska na tym terenie jest już zupełnie zatarta. To, co może być jeszcze żywe to pamięć Niemców, którzy niegdyś tu mieszkali. Dziś obszar ten należy do Polski... Zasadniczo współpraca regionalna sprzyja z jednej strony integracji europejskiej, z drugiej zaś strony utwierdza naszą tożsamość (polską, niemiecką, ukraińską). Im więcej doświadczenia związanego z odmiennością innych kultur, narodów, tym bardziej utwierdzić się można w przekonaniu o własnej tożsamości narodowej. Jeżeli będziemy mieć możliwość swobodnego przepływu ludzi, towarów, pomysłów, staniemy się składnikiem Europy, przejmiemy sposób europejskiego myślenia. Ten najswobodniejszy z możliwych przepływów niekoniecznie oznacza zanik tożsamości narodowych.

M. K.: Skąd wziął się pomysł współpracy z drugim programem TVP i realizacja cyklu filmów dokumentalnych „Małe ojczyzny”?

Stefan Starczewski: Bardzo mi zależało na współpracy z telewizją ze względu na możliwość szerokiej prezentacji idei małych ojczyzn dużej rzeszy publiczności. Do pomysłu udało mi się przekonać prof. Michała Bogusławskiego, rozmawialiśmy także z ówczesnym prezesem Januszem Zaorskim, który wyraził zgodę na realizację cyklu filmów o „małych ojczyznach”. Prof. Michał Bogusławski został szefem w II programie TV tego przedsięwzięcia, którego zadaniem była prezentacja różnych obszarów Polski. Sprawą godną podkreślenia jest tutaj możliwość pewnego dowartościowania środowisk – poprzez reportaż, fotografie z życia małych społeczności lokalnych – prezentujących różne problemy społeczności lokalnych i pokazujących bogate życie duchowe i kulturalne mieszkańców. Wiele ze zrealizowanych programów dotyczyło laureatów konkursu „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości” i z całą pewnością nobilitowało ich środowiska.

Grzegorz Rasiński: Dotychczas zrealizowano około stu filmów o małych ojczyznach. Jaka jest przyszłość cyklu „Małe ojczyzny” w drugim programie TVP?

Stefan Starczewski: Zależy to w dużej mierze od środków finansowych i od woli współpracy ze strony szefów telewizji. Zainspirowałem pewne osoby do działania, natomiast nie mam wpływu na to, jak potoczą się dalsze losy cyklu. Z całą pewnością co dwa lata organizować będziemy konkurs, zaś jeżeli telewizja publiczna nie będzie chciała kontynuować współpracy spróbujemy zainteresować nią inne media.

M. P.-W.: Obecnie do Fundacji Kultury spływają projekty na konkurs, którego kolejna edycja rozstrzygnie się w przyszłym roku. Z jakim zainteresowaniem spotyka się cykl „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości”?

Stefan Starczewski: W poprzednich cyklach mieliśmy do czynienia z 360 projektami, obecnie jest około 100 zapowiedzi nowych.

M. P.-W.: Ile projektów wpłynęło od początku istnienia konkursu z regionu lubelskiego?

Stefan Starczewski: Tak się składa, że Lublin jest bardziej aktywny, niż region. Myślę tu o projektach złożonych przez Teatr NN i Fundację Galeria na Prowincji. Teatr NN otrzymał nagrodę, zaś projekt Fundacji – wyróżnienie. O projekcie Teatru NN już wspominaliśmy, natomiast jeżeli chodzi o pomysł Fundacji to jest to inicjatywa o nazwie „Stare Miasto – serce Lublina”. Galeria na Prowincji to pewnego rodzaju agencja artystyczna, która organizuje liczne koncerty na rzecz odrestaurowania Teatru Starego. Póki co, najwięcej aktywności wykazuje miasto Lublin, a my czekamy teraz na akces z Lubelszczyzny.

M. K.: Polska przygotowuje się do wejścia do Unii Europejskiej. Czy fakt przystąpienia Polski do Unii będzie miał wpływ na losy Fundacji Kultury?

Stefan Starczewski: Jednym z zadań programowych Fundacji jest wspieranie życia kulturalnego w Polsce i otwarcie na inicjatywy przełamujące bariery obcości. Stąd też na naszych listach promocyjnych wśród prawie tysiąca promowanych programów jest wiele inicjatyw polsko-litewskich, polsko-niemieckich, polsko-węgierskich czy polsko-tatarskich. Tworząc program Fundacji staraliśmy się nie nadawać mu charakteru zamkniętego partykularnie, ale by sprzyjał idei wymiany wartości kulturalnych. Idea „małych ojczyzn” ma także swoich rzeczników w Zachodniej Europie, zwłaszcza w krajach, w których problemem są stosunki etniczne (np. w Belgii). Wspólna Europa może nam tylko pomóc w realizacji naszych celów.

G. R.: Jest taki tradycyjny podział: Europa Zachodnia, Europa Wschodnia. Czy istnieje jakaś relacja w tym podziale, jeżeli chodzi o małe ojczyzny?

Stefan Starczewski: Więcej doświadczenia mamy w relacjach z Europą Wschodnią, bo jest to swoisty naturalny partner z racji tego samego doświadczenia historycznego. Z Europą Zachodnią nasze kontakty datują się dopiero od roku 1989, musimy powoli przecierać nowe szlaki.

M. K.: Jaką rolę pełnią małe ojczyzny w procesie przemian politycznych?

Stefan Starczewski: Program – konkurs „Małe ojczyzny – tradycja dla przyszłości” z istoty swej jest impulsem do pobudzenia i wyzwolenia sił twórczych, obywatelskich w społecznościach lokalnych i regionalnych. Istotnym elementem przemian ustrojowych w Polsce jest właśnie tworzenie warunków do rozwoju otwartego społeczeństwa obywatelskiego. Idea „małych ojczyzn”, udział w konkursie polegający na urzeczywistnieniu tej idei – to wszystko są elementy oddolnej, reformatorskiej aktywności ludzi; uważamy, że taka aktywność w szczególnie wyrazisty sposób konkretyzować się może w sferze szeroko pojętej kultury. A przecież wspieranie rozwoju kultury jest celem i misją Fundacji.

M. K.: Jak funkcjonują małe ojczyzny w Polsce, a jak w Europie?

Stefan Starczewski: Kiedyś organizowane było międzynarodowe spotkanie w Jabłonnej pod Warszawą z udziałem przedstawicieli różnych środowisk, różnych krajów europejskich w celu stworzenia europejskiego programu wspierania rozwoju małych ojczyzn. Okazało się, że największe zainteresowanie wzbudził ten problem w krajach, które mają ciągłe kłopoty z własnym pograniczem, pograniczem w znaczeniu metaforycznym (w rozumieniu granic państwowych i różnic ludnościowych). W czasie spotkania doszliśmy do wniosku, że mała ojczyzna jest to pewien rodzaj utwierdzenia się we własnej tożsamości po to, żeby otworzyć się na resztę świata, a nie po to by nań się zamknąć. Czyli alternatywą dla małej ojczyzny w rozumieniu obywatelskim byłby partykularyzm. Rozmawiając o małych ojczyznach nie sposób zapomnieć o demonach małych ojczyzn, bo demony również występują w tych małych społecznościach. Co to są demony? To są przede wszystkim zadawnione waśnie, konflikty, wypchnięte w podświadomość zbiorową, ale od czasu od czasu znienacka wyskakujące, jakieś ponure sytuacje małoojczyźniane, dawno minionych waśni, czy nawet walk.

M. K.: Co stanie się z Fundacją Kultury i małymi ojczyznami, kiedy Polska znajdzie się już w Unii Europejskiej?

Stefan Starczewski: Myślę, że powinna istnieć w tej samej postaci, bo niezależnie od faktu wejścia do Unii Europejskiej pozostaną problemy związane z zapotrzebowaniem na pomoc finansową na różne przedsięwzięcia kulturalne.

Opracowanie: Magdalena Pokrzycka-Walczak

Artykuł pochodzi z zeszytu 17 (1997) czasopisma „Scriptores Scholarum” Rzeczpospolita w Europie, s. 48–52.