Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Ośrodek „Brama Grodzka - Teatr NN” w Lublinie jest samorządową instytucją kultury działającą na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i edukacji. Jej działania nawiązują do symbolicznego i historycznego znaczenia siedziby Ośrodka - Bramy Grodzkiej, dawniej będącej przejściem pomiędzy miastem chrześcijańskim i żydowskim, jak również do położenia Lublina w miejscu spotkania kultur, tradycji i religii.

Częścią Ośrodka są Dom Słów oraz Lubelska Trasa Podziemna.

Wielki pożar Lublina z 1575 roku.

Orientacyjny plan do pożaru z 1575 r.

Pożar z 1575 roku pozostaje najlepiej udokumentowaną tego typu klęską w XVI wieku, oraz najtragiczniejszą w skutkach na przestrzeni całej, burzliwej historii miasta. Wyjątkowość bazy źródłowej dotyczącej tego pożaru polega na tym, że nie tylko znamy datę dzienną, a nawet godzinową (przybliżoną) jego wybuchu, posiadamy informacje o miejscu, z którego w konsekwencji rozprzestrzenił się na resztę miasta i przedmieścia, ale źródła podają także konkretną, wymienioną z imienia i nazwiska osobę, która zdarzenie spowodowała. Taka liczba szczegółów jest wyjątkowa w perspektywie badań nad dawnymi pożarami Lublina. Nawet dzisiaj możliwa jest dosyć dokładna rekonstrukcja postępów ognia. Zawdzięczamy to dwóm, uzupełniającym się relacjom. Jedna była dziełem ówczesnego pisarza rady miejskiej Sebastiana Klonowica, druga znajdowała się w księgach wójtowskich i wyszła z pod pióra Adama Przytyckiego. Dzięki bogatej bazie źródłowej, wzmianki o tym pożarze znajdziemy także w opracowaniach naukowych.1
Pożar wybuchł między drugą a trzecią w nocy2 z 7 na 8 maja 1575 roku3. Prawdopodobną przyczyną, była źle utrzymana instalacja kominowa domu narożnego nazywanego "Kiełbaszczyńskim", a dzierżawionego przez "mieszczkę lubelską Jadwigę Kołaczniczkę, żonę cyrulika imieniem Krzysztof."4 Autorzy dodają także krótki opis sprawczyni pochodzący ze źródła, dzięki któremu dowiadujemy się o tym jak Jadwiga przyczynić się miała do wybuchu ognia: "Była to osoba rozwiedziona z mężem, kłótliwa i gadatliwa; dzierżawiła drewniany domek w ulicy Grodzkiej, trudniła się wypiekiem ciast, które sprzedawała na rynku. Smażone przez nią nad ranem dnia świątecznego placki na oleju stały się przyczyną całkowitego zniszczenia miasta."5
Dzięki pozostałym relacjom możemy podjąć próbę rekonstrukcji pożaru. Wiemy gdzie znajdował się dom, od którego zaczęła się pożoga, gdyż zgodnie z relacją "stał on na rogu ulicy, w okolicy kościoła Ś. Michała"6 lub w obszerniejszej wersji "dom ten leży z jednej strony między kamienicą znakomitego i sławetnego Macieja Kasprowicza obywatela i rajcy lubelskiego a przebiegającym między nimi wąskim przejściem wiodącym ku łaźni i rynkowi Rybnemu. Z drugiej przylega bezpośrednio do domu sławetnego Adama Masłowicza, kuśnierza, obywatela lubelskiego."7 Z tamtego punktu, prawie centralnie położonego w mieście pożar mógł dogodnie rozprzestrzeniać się w każdym kierunku. Mimo dużej ilości drewnianej zabudowy i niezwykle suchej aury, potwierdzonej przez obie relacje, Klonowica i Przytyckiego, nie można określić czy z żywiołem można było jeszcze wygrać. Przytycki wskazuje na pewne zaniedbania wiążące się z późnym zauważeniem pożaru przez strażników miejskich, małą ilością ludzi przystępujących do walki z ogniem, brakiem podstawowych narzędzi potrzebnych przy prowadzeniu akcji gaśniczej oraz problemem z zaopatrzeniem miasta w odpowiednią ilość wody (choć wodociąg istniał co także ujęte jest w relacji).8 Dalej czytać możemy o tym, jak ogień ogarniał miasto: "W jednej chwili ogarnął 10 lub więcej domów. Jeden potok ognia, rozlewając się z niesamowitym łoskotem i trzaskiem na boki, biegnie w kierunku Bramy Grodzkiej, drugi zbliża się szybko do łaźni miejskiej, trzeci obiema stronami dąży ku rynkowi, jeszcze inny kieruje się do wieży kościoła Ś. Michała poprzez domy i zabudowania."9 Co ciekawe pożoga rozlewała się zdaniem Przytyckiego promieniście, we wszystkich kierunkach na raz, co wskazywałoby albo brak wiatru albo jego niezwykłą zmienność. Pożar nie ograniczał się jedynie do miasta za murami. Zgodnie ze świadectwem Przytyckiego "ogień zbliżył się do Bramy Krakowskiej, na której znajdowała się wieża kryta ozdobnie miedzianą blachą. Poniżej szczytu otoczona była jak gdyby gankiem. W nim dawniej zasiadali muzycy i dla chwały boskiej i przyjemności mieszkańców miasta wygrywali piękne pieśni na swych instrumentach. Z bramy tej, jak mówią, za podmuchem wiatru przerzucił się ogień na chałupkę krytą słomą, położoną na gruncie szpitala [Św. Ducha] i z kolei przeszedł na przedmieście [Krakowskie], a tam, ponieważ przedmieszczanie nie posiadali żadnych zabezpieczeń od ognia, wydarzyło się to samo nieszczęście, co 18 lat temu. Na przedmieściu pożar zniszczył wszystkie niedawno zbudowane budynki, liczne stodoły i ogrodzenia, a także szpital z jego kościołem [Św. Ducha], oszczędzając zaledwie kilka domów, które spaliły się doszczętnie podczas sejmu wielkiego w 1569 roku. Ominął także kilka innych domów położonych w dolinie miejskiej, blisko murów."10
Opisujący wydarzenie wskazywali na zniszczenia wynikłe na skutek pożaru. Ucierpiały w nim nie tylko dziesiątki domów, ale także najważniejsze reprezentacyjne budynki w mieście. Spłonął doszczętnie ratusz miejski, choć w samych relacjach nie znajdziemy dokładnego opisu jak to się stało. Dłuższe opisy są za to przy losach Kościola Farnego, którego wieża runęła w wyniku pożaru, a część wyposażenia została zniszczona11, choć, co ciekawe, dzięki staraniom walczących z ogniem ludzi nie spłonął on doszczętnie. Znacznie większe zniszczenia dotknęły kościół i klasztor oo. Dominikanów. Wygląd i wyposażenie budynku utracone w wyniku pożaru przywołuje Klonowic w swoim opisie: "Na skutek pożogi runął nagle z ogromnym hukiem kościół ś. Stanisława, który odznaczał się wspaniałą królewską budową. Dach jego pokryty był złobkowaną dachówką. Podziw budziły trzy okazałe szczyty wykonane z wielkim artyzmem, znajdujące się z tyłu z frontu i w połowie świątyni. Kościół ten posiadał wspaniałe sklepienie z wieloma łukami wykonanymi z cegły niezwykle pięknie i lekko. Zdobiły go również różnokolorowe artystyczne malowidła i lśnił od złoconych ołtarzy, wykonanych z wielkim kunsztem przez mistrzów. W prawej części wielkiego chóru umieszczone były kosztowne organy. A w ogóle posiadał mnóstwo innych ozdób, które rozmyślnie pomijam."12 Ponadto ogień ogarnął także bramy miejskie, opis tego co zostało zniszczone w budynku reprezentacyjnej Bramy Krakowskiej także znajdziemy w materiałach źródłowych.13 Zniszczenia sięgnąć miały nawet okolic położonego na przedmieściu kościoła św. Krzyża.14  Budynki ocalałe, jako nieliczne, doczekały się wspomnienia tak jak dom Mansjonarzy znajdujący się przy cmentarzu Kościoła Farnego, kościół oo.Bernardynów i kościół sióstr Brygidek na Krakowskim Przedmieściu, oraz nieliczne budynki mieszkalne znajdujące się przy murze miejskim.15 Prawdopodobnie ocalał także zamek, gdyż nie znajdują się żadne wzmianki o jego choćby naruszeniu. Nie ma też nic o losach dzielnicy żydowskiej, możliwe więc, że klęska nie dotarła w tamte okolice.
Tak poważny pożar musiał pociągnąć za sobą różnorakie skutki dla miasta. Po pierwsze zmianie uległa szata miasta. Jak pisał Tomasz Panfil "średniowieczny Lublin niemal zupełnie przestał istnieć w ciągu kilku godzin."16 Zniszczenie znacznej ilości budynków pociągało za sobą konieczność ich odbudowy. O ile Kościół Farny i świątynię oo.Dominikanów remontowano starając się zachować możliwie dużo oryginalnej konstrukcji, o tyle budynki mieszkalne odbudowywano już w całości w nowym stylu architektonicznym - stylu renesansowym. Po drugie Lublin musiał odbudowywać się ekonomicznie. Pomóc miał w tym przywilej nadany mu przez króla Stefana Batorego w 1576 roku zwalniający miasto z opłaty czopowego na okres czterech lat.17 Nie wyglądało to może na wiele w stosunku do przywilejów nadawanych przy okazji innych klęsk, ale czasy Batorego obfitowały w wojny i kosztowne reformy, więc nawet pojedynczy przywilej postrzegać należy jako sukces. O złym stanie finansów miejskich świadczyć może choćby fakt rezygnacji od 1575 roku z usług trębacza miejskiego. Jest to o tyle ważne, że pełnili oni szereg funkcji dla miasta. Autor książki o lubelskich trębaczach miejskich pisał, iż "jak już wspomniano, w XVI w. w Lublinie było dwóch trębaczy wieżowych: jeden na wieży ratuszowej, drugi na wieży kościoła farnego. Do ich zadań należało granie rannego i wieczornego hasła, wskazującego strażom w bramach miejskich porę ich otwarcia lub zamknięcia. Poza tym informowali oni dźwiękiem trąby czy rogu o pożarze w mieście lub okolicy, zaś w czasie wojny o zbliżaniu się nieprzyjaciela. Pełnili oni również funkcję heroldów, czyli zajmowali się też otrąbywaniem edyktów i postanowień rady miejskiej. Od połowy XVI w. obowiązywał ich udział w nabożeństwach kościelnych oraz gra na Bramie Krakowskiej dwa razy dziennie, tj. o godz. 11 i 17 z wyjątkiem piątków, od wiosny do św. Marcina [11 listopada]. Było to najstarszy urząd miejski.[...] Widocznie po pożarze w 1575 r. miasto nie utrzymuje trębacza, chciało zaoszczędzić sobie na wydatkach, lub też należy przypuszczać, że trębacz zaniedbywał się w spełnianiu swych obowiązków i dlatego stanowisko to nie zostało długo potem obsadzone [do roku 1582]."18 Inną przesłanką świadczącą o ekonomicznym osłabieniu miasta może być fakt powolnej odbudowy Kościoła Farnego. Cytując badaczkę dziejów świątyni: "Kościół wymagał gruntownego i niezwykle kosztownego remontu. Mimo wciąż pomyślnej sytuacji gospodarczej Lublina rozpoczęte prace jakoś się przeciągały i w 21 lat po spaleniu stan fary nadal był opłakany.[...]Datę pożaru do ukończenia zasadniczego remontu oddziela 35 lat."19 Po pożarze kościół doczekał się także ponownego aktu erekcyjnego, w którym połączono kolegium wikariuszy z mansjonarią.20
Osobne problemy dotknęły oo. Dominikanów, którzy w pożarze utracili dokumentację odnoszącą się do nadania im ziemi i niektórych zapisów testamentowych na ich rzecz. Skutkowało to sporami o grunty z mieszczanami i doczekało się osobnego przywileju potwierdzającego stan posiadania zakonu, wydanego przez króla Władysława IV Wazę w 1643 roku.21

Tekst: opracowanie P. Marzęda; redakcja: A. Janociński Licencja Creative Commons (Użycie niekomercyjne)

Plan orientacyjny do pożaru z 1575 r.

Poniżej przytoczono relację Sebastiana Klonowica:

"Sobota poprzedzająca niedzielę Rogationum. Ten dzień należałoby zapisać czarnymi zgłoskami na smutnym obrachunku. Był bowiem dniem straszliwej klęski dla tego królewskiego miasta, które [dotychczas] zdawało się być bardzo szczęśliwe. Tragicznie zaszło dla nas wówczas słońce. Zaraz bowiem po północy, gdy w najgłębszym śnie pogrążeni byli biedni śmiertelnicy, między godziną drugą, a trzecią nocy, na ulicy Grodzkiej wybuchł ogień, z domu narożnego zwanego Kiełbaszczyński. Dom ten leży z jednej strony między kamienicą znakomitego i sławetnego Macieja Kasprowicza obywatela i rajcy lubelskiego a przebiegającym między nimi wąskim przejściem wiodącym ku łaźni i rynkowi Rybnemu. Z drugiej przylega bezpośrednio do domu sławetnego Adama Masłowicza, kuśnierza, obywatela lubelskiego. Niszczycielski płomień, jak mówią, wybuchł z pieca piekarskiego, w którym Jadwiga zwana Kołaczniczką, dzierżawczyni tego domu, piekła placki na sprzedaż, w dniu następnym. Płomień natrafiwszy na doskonałe podłoże [którym były] dachy wyschęte na skutek niebywałej o tej porze roku suszy, sprzyjającej rozszerzaniu się pożaru, błyskawicznie ogarnął całe miasto, sprowadzając nań straszliwą klęskę.
Na skutek pożogi runął nagle z ogromnym hukiem kościół ś. Stanisława, który odznaczał się wspaniałą królewską budową. Dach jego pokryty był złobkowaną dachówką. Podziw budziły trzy okazałe szczyty wykonane z wielkim artyzmem, znajdujące się z tyłu z frontu i w połowie świątyni. Kościół ten posiadał wspaniałe sklepienie z wieloma łukami wykonanymi z cegły niezwykle pięknie i lekko. Zdobiły go również różnokolorowe artystyczne malowidła i lśnił od złoconych ołtarzy, wykonanych z wielkim kunsztem przez mistrzów. W prawej części wielkiego chóru umieszczone były kosztowne organy. A w ogóle posiadał mnóstwo innych ozdób, które rozmyślnie pomijam.
Podczas opisywanego pożaru, ocalała również od całkowitej zagłady, dzięki wysiłkom ratujących ją ludzi, ta część kościoła, ś. Michała, którą dziś widzimy całą i nienaruszoną. Wieża tego kościoła z dzwonami, zwrócona ku miastu była tak wysoka, że szczyt jej wzniesiony ku niebu, który dodawał [niezwykłej] wspaniałości panoramie miasta, widoczny był z odległości 4 lub 5 mil. Dach wieży pokryty był miedzianą blachą i zakończony pięknym ostrym wierzchołkiem; na jego szczycie umieszczona była złocona kula z krzyżem i żelazną chorągiewką; obracając się za każdym podmuchem wiatru wskazywała ona swoimi obrotami jego kierunek. Ta właśnie wieża razem z zegarem, z dzwonami i innymi ozdobami upadła powodując wielkie zniszczenie.
Spłonęły także bramy miejskie. W oczach naszych spaliła się od wewnątrz i zewnątrz wieża, wznosząca się nad bramą zwaną Krakowska. Upadła razem ze wspaniałym zegarem z pięknymi zabudowaniami, gankami, balustradami, schodami, strażnicami z pomieszczeniami dla straży i trębaczy, którzy dćwiękiem trąb ogłaszają każdą godzinę. Uległ zniszczeniu również jej piękny szczyt w kształcie bani pokryty ołowianą blachą. Na jej wierzchu umieszczona była szczerozłota kula, która odbijając promienie słoneczne rozsiewała złocisty blask i przez wdzięczną symetrię dodawała harmonii całej budowie. Na koniec runęły wszystkie baszty, a mury miejskie pozostały ogołocone, jak szpetne pnie drzew, pozbawione gałęzi. Spłonął także ratusz. Pozostały tylko sklepienia nad izbami.
Nie zadawalając się szkodami wyrządzonymi mieszkańcom miasta [w obrębie jego murów] śmiercionośny płomień przerzucił się na Krakowskie Przedmieście, spalił wszystkie budynki od góry i dołu i zrównał je z ziemią tak, iż pozostało zaledwie kilka chatek i domków, z których jedne znajdowały się koło bramy a inne na krańcach przedmieścia w kierunku [kaplicy] ś. Krzyża.
W pożarze tym poniosło miasto Lublin nieoszacowane straty, zarówno we własności publicznej jak i osób prywatnych. I można przypuszczać, że już nigdy nie da się przywrócić miasta do dawnego stanu. Wielu ludzi zginęło w płomieniach, wielu udusiło się w dymie, część straciła życie [w rozmaitych] kryjówkach i piwnicach.
Uznałem za konieczne umieszczenie opisu tego niezmiernie bolesnego wydarzenia w nineijszych księgach Rady Miejskiej, aby potomni wiedząc o stratach poniesionych przez przodków, działali przezorniej i rozumniej korzystali z żywiołu ognia. Należy ustanowić straże nocne czujne i baczne i bezustannie troszczyć się o wodociągi, aby woda bieżąca stale dopływała do miasta. Bo jakimże sposobem można było ugasić ogień, gdy podczas pożaru brakło wody [w mieście] na skutek zatrzymania jej w stawie wrotkowskim, przez który przepływało całe koryto rzeki.
Błagajmy więc Pana, aby święta Jego opieka czuwała zawsze nad nami. A ponieważ, jak ówi Dawid w psalmach "nie zdrzemnie się oto ten, który strzeże Izraela", niech więc za Jego łaską ta nasza rzeczpospolita podnosi się z każdym dniem, kwitnie i rozrasta szczęśliwie pod opieką Ducha Świętego, który niech udziela mądrości urzędom, poddanym posłuszeństwa, a jednym i drugim gorącej miłości ojczyzny na chwałę swego imienia i chlubę miasta, przez Jezusa Chrystusa Pana naszego Amen.
Sebastian Sulmierczyk [z Sulmierzyc] Acernus, pisarz urzędu radzieckiego, który patrzył na tę klęskę, uczestniczył w niej i opisał."22

Pożar Lublina 1575
Pożar Lublina 1575 (Autor: Stasz, Sławomir)

Niżej drugi z opisów, pióra pisarza wójtowskiego, Adama Przytyckiego:

"Dzień ósmy maja – straszliwy i tragiczny pożar miasta Lublina i przedmieścia lubelskiego.
W roku Pańskim 1575 w maju, w niedzielę, w samo święto ś. Stanisława biskupa, a mianowicie podczas ostatniej nocy, wybuchł pożar.
Dzień dzisiejszy upływał zwykle wśród podniosłych uroczystości organizowanych przez nasze władze miejskie i tak powinien być święcony teraz przez naszych współobywateli, gdyby radosny jego nastrój nie zmienił się na smutek i żałobę dla nas wszystkich.
Na uroczystości dzisiejsze, jak to było w zwyczaju, jako na wielkie święto poświęcone ś. Stanisławowi biskupowi, napływały do miasta tłumy mieszkańców z okolicznych wsi. Również i podczas pamiętnej nocy gościli oni w różnych jego punktach i oczekiwali w radosnym podnieceniu na obchody religijne dnia świątecznego. Także i nasi obywatele [miasta], jak przystoi, oczekiwali na trzeźwo nadchodzącego poranka.
Kiedy goście zmęczeni podróżą, a domownicy nużącą krzątaniną zapadli w głęboki sen, wkrótce po uderzeniu godziny wpół do czwartej wybuchł ogień zmieszany z dymem ze starego drewnianego domu zwanego Kiełbaszczyński. Stał on na rogu ulicy, w okolicy kościoła Ś. Michała, tuż przy kamienicy Adama Masło. Również i wspomniany dom był jego własnością dziedziczną, po ojcu. Dzierżawiła go stale kulawa kobieta, Jadwiga. Miała ona wprawdzie męża Krzysztofa Cyrulika, ale jako kobieta kłótliwa, nie mieszkała z nim. Zajmowała się wyrobem i pieczeniem ciasta i różnego rodzaju placków, które sprzedawała na rynku.
A więc kiedy, jak mówią, ogień wydostał się na dach, przez zły i zepsuty komin, ogarnął prawie w jednej chwili cały dom, panowała bowiem wówczas niebywała susza na skutek upału. Wtedy dopiero niedbałe straże miejskie wszczęły alarm, obwieszczając wszystkim ogień krzykiem z wież na rynek i ulice miasta, przy równoczesnym biciu dzwonu ratuszowego na trwogę i jękliwym wtórze dzwonów kościelnych. Zrywają się wszyscy, mieszkańcy i przybyli w gościnę, ale zaledwie tyko pięć lub sześć osób przybiegło do pożaru. Brak wody, nie ma żadnych narzędzi do gaszenia ognia, siekier, drabin i innych. Nikt już nie myśli o walce z żywiołem. Pozostała tylko natychmiastowa ucieczka z miasta. Wszyscy, potraciwszy głowy, biegną przed siebie, wołają, krzyczą, szlochają, jak pozbawieni rozumu, a rozszalały ogień wzmaga się coraz bardziej i bardziej.
W jednej chwili ogarnął 10 lub więcej domów. Jeden potok ognia, rozlewając się z niesamowitym łoskotem i trzaskiem na boki, biegnie w kierunku Bramy Grodzkiej, drugi zbliża się szybko do łaźni miejskiej, trzeci obiema stronami dąży ku rynkowi, jeszcze inny kieruje się do wieży kościoła Ś. Michała poprzez domy i zabudowania.
Nie uszła zagładzie wyniosła wieża kościoła Ś. Michała, pokryta miedzianą blachą z pozłacaną kulą na szczycie. Spadły z niej na skutek pożaru, rozbijając się doszczętnie, zegar i zawieszone na niej dzwony. Wreszcie ogień dotarł do wnętrza świątyni, niszcząc ławki panów rajców i ławników i wiele urządzeń wewnętrznych. Za łaską Bożą został jednak ugaszony i tam się zatrzymał. Natomiast [...] ów ogień, gdy szedł przez dachy i zabudowania, dotarł do nowo wybudowanej szkoły i pochłonął ją w mgnieniu oka. Następnie dopadł do kościoła Ś. Stanisława, który, ze względu na uroczystość jego patrona w dniu następnym, przystrojony był wspaniale drogocennymi aparatami kościelnymi, jako to kobiercami, zasłonami, girlandami, i obrócił go w perzynę.
W pierszym rzędzie uległa zniszczeniu dzwonnica z dzwonami, stojąca przed wejściem do kościoła, zwrócona ku rynkowi miejskiemu. Samemu kościołowi pożar z tej strony nie mógł jednak zaszkodzić. Dopiero kiedy na nieszczęście ogień dotarł do drewnianych domów, które niedawno zaczęli stawiać zakonnicy przy oknach opisywanego kościoła, natychmiast przerzucił się na drewniane belki, na których wspierał się dach. Wewnątrz zniszczył najpierw chór od strony wschodniej, organy, obrazy, sklepienie, poten drugi chór i jego otoczenie tak doszczętnie, że wszystko spadło na ziemię. Uszkodził również tak bardzo trzy szczyty świątyni, że środkowy z nich runął natychmiast, drugi na trzeci dzień (ten od strony rynku), trzeci upadł ostatni, po nich.
Potem w dalszym ciągu nienasycony ogień czynił spustoszenia w różnych częściach miasta, pochłaniając kolejno, bez różnicy, wszystkie budynki, prywatne i publiczne, ratusz, kramy, domy duże i małe. A jednak dzięki łasce boskiej pośród ogólnej klęski ocalał dom Mansjonarzy, znajdujący się na cmentarzu przy kościele Ś. Michała.
Wreszcie ogień zbliżył się do Bramy Krakowskiej, na której znajdowała się wieża kryta ozdobnie miedzianą blachą. Poniżej szczytu otoczona była jak gdyby gankiem. W nim dawniej zasiadali muzycy i dla chwały boskiej i przyjemności mieszkańców miasta wygrywali piękne pieśni na swych instrumentach.
Z bramy tej, jak mówią, za podmuchem wiatru przerzucił się ogień na chałupkę krytą słomą, położoną na gruncie szpitala [Św. Ducha] i z kolei przeszedł na przedmieście [Krakowskie], a tam, ponieważ przedmieszczanie nie posiadali żadnych zabezpieczeń od ognia, wydarzyło się to samo nieszczęście, co 18 lat temu. Na przedmieściu pożar zniszczył wszystkie niedawno zbudowane budynki, liczne stodoły i ogrodzenia, a także szpital z jego kościołem [Św. Ducha], oszczędzając zaledwie kilka domów, które spaliły się doszczętnie podczas sejmu wielkiego w 1569 roku. Ominął także kilka innych domów położonych w dolinie miejskiej, blisko murów.
Przez całą tę noc rozlegał się głośny płacz, krzyki, wycie i szczekanie psów, rżenie koni, kwik zabijanych świń i wrzaski innych zwierząt. Wielu ludzi, a zwłaszcza starych kobiet i dzieci, znalazło śmierć w płomieniach. Nie będę tu wyliczał niezliczonej ilości świń tuczonych i domowych psów, których trupy, wzdęte jak balony, walały się tu i tam po różnych placach i ulicach miasta. Całe miasto tak dokładnie opustoszało tej nocy że może pozostało w nim tylko dwóch lub trzech ludzi żywych. Wszyscy inni, jak tylko kto mógł najdalej, jeden przez drugiego uciekali z miasta, nie troszcząc się o dobytek pozostawiony na pastwę ognia.
W ten właśnie sposób, jeśli można to wszystko opowiedzieć i opisać, a na pewno trudno jest wszystko wiernie odtworzyć, spłonęło razem z przedmieściami całe miasto [...]."23

Poniżej notatka pisarza cechu bednarzy odnosząca się do pożaru:

"W roku 1575 w sobotę, w wigilię ś. Stanisława po Wielkiejnocy, był pożar miasta Jego Królewskiej Mości – Lublina wraz z całym przedmieściem Krakowskim, z wyjątkiem kościoła Bernardynów i kościoła Naj. Panny Marii. Co zostało zapisane przez mnie, Hieronima Pogodę, bednarza i pisarza cechu bednarskiego, abyś ty, który kiedyś będziesz czytał [tę księgę], dowiedział się o tym wydarzeniu i innym oznajmił."24

Następnie tekst przywileju wydanego przez Stefana Batorego:

"1576, 15 maja, w Krakowie. "Per seren. Stephanum regem Poloniae civibus Lublinensibus in 4 annos ab exactione czopowego ex ratione conflagrationis civitatis data libertatio."25

I przywilej nadany w dominikanom w 1643 roku opracowany przez Jana Riabinina:

"1643, 18 czerwca, w Warszawie. Król Władysław IV wydaje z akt większej kancelarii królewskiej ekstrakt przywileju Stefana Batorego z dn. 29 listopada 1582 r. w Warszawie, zatwierdzającego na prośbę o. Wita, przeora klasztoru oo. dominikanów w Lublinie,
1) przywilej króla Aleksandra z dn. 5 maca1506 r., wydany na sejmie walnym lubelskim i zatwierdzający darowiznę przezdziedzica Jakubowic Pawła Konińskiego klasztorowi dominikanskiemu wsi Trześnióworaz zwalniający tę wieś od wypraw wojennych i wszelkich ciężarów;
2) przywilejkróla Zygmunta Augusta z dn. 13 marca 1563 r. w Piotrkowie, wyjednany za pośrednictwem prowincjała dominikanów polskich o. Melchiora i potwierdzający klasztorowi dominikańskiemu św. Stanisława wskutek utraty per incendium ignis dawnych przywilejów i zapisów klasztornych tak posiadanie placu i gruntu, na którym stał klasztor i kościół, ze wszystkimi budynkami, ogrodami i łąkami, jak również wolności i immunitet kościelny;
3) akt uczyniony przed sądem wójtowsko-ławniczym lubelskim 30 sierp. 1419 r. przez wójta dziedzicznego lubelskiego Mikołaja (Schirmera) i matkę jego Małgorzatę i darujący klasztorowi św. Stanisława czynsz z 2-ch jatek, po 3 kamienie łoju z każdej, pod warunkiem odprawiania nabożeństwa za zmarłych rodziców i wszystkich przodków, w szczeg. za b. wójta lubelskiego Wawrzyńca Schirmera (ojca Mikołaja)."26

 

I na koniec treść ponownego aktu erekcyjnego Kościoła Farnego:


"Erectio Secundo Ecclesiae Collegiatae Lublinensis post conflagrationem Civitatis in qua Vicariatus cum Mansionaria facta est unio."27

PrzypisyBezpośredni odnośnik do tego akapitu

  1. Wróć do odniesienia Najważniejsze opracowania naukowe odwołujące się do pożaru Lublina z 1575 roku: H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie, Rocznik Lubelski 1973, T. XVI; L.Gawroński , O hejnale i trębaczach w dawnym Lublinie, Towarzystwo Miłośników Lublina, 1995; J. Riabinin, Materiały do historii miasta Lublina 1317-1792, nr 240; T. Panfil , Pożar Lublina w 1575 roku, [w:] Ikonografia dawnego Lublina, (red.) Z. Nestorowicz, Lublin 1999; J.Kuczyńska , Kościół farny św. Michała w Lublinie, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 2004; J.A.Wadowski , Kościoły lubelskie,wydanie drugie reprint, Norbertinum, Lublin 2004.
  2. Wróć do odniesienia W tej kwestii spotkamy się z rozbieżnościami między źródłami, a opracowaniami. Ich powodem była odmienność sposobu w jaki liczono czas kiedyś od miary dzisiejszej. W cytowanym później artykule Klęski pożarów w Lublinie, autorzy zastrzegają, że przy przy dzisiejszym sposobie odliczania godzin, byłoby to bliżej północy. Opis pożaru miasta przez Sebastiana Klonowica, ówczesnego pisarza rady miejskiej. Lublin 7 V 1575, WAPL, Księga m. Lublina z lat 1573-1578, k. 253-254v, tłumaczenie z języka łacińskiego, mgr Stanisława Paulowa. .
  3. Wróć do odniesienia H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie, Rocznik Lubelski 1973, T. XVI, s. 220.
  4. Wróć do odniesienia Tamże, s. 218.
  5. Wróć do odniesienia Tamże.
  6. Wróć do odniesienia Tamże.
  7. Wróć do odniesienia Opis pożaru miasta przez Sebastiana Klonowica, ówczesnego pisarza rady miejskiej.Lublin 7 V 1575, WAPL, Księga m. Lublina z lat 1573-1578, k. 253-254v, tłumaczenie z języka łacińskiego, mgr Stanisława Paulowa. .
  8. Wróć do odniesienia Zob.H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 220-222.
  9. Wróć do odniesienia H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 220-222.
  10. Wróć do odniesienia Tamże.
  11. Wróć do odniesienia Zob. H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 220-222.
  12. Wróć do odniesienia Opis pożaru miasta przez Sebastiana Klonowica, ówczesnego pisarza rady miejskiej.Lublin 7 V 1575, WAPL, Księga m. Lublina z lat 1573-1578, k. 253-254v, tłumaczenie z języka łacińskiego, mgr Stanisława Paulowa. .
  13. Wróć do odniesienia Tamże.
  14. Wróć do odniesienia Zob. D. Prucnal, Szpital przy kościele p.w. Ducha Świętego w Lublinie w latach 1419-1655, Lublin 2005, s. 50.
  15. Wróć do odniesienia Zob. H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 220-222.
  16. Wróć do odniesienia T. Panfil , Pożar Lublina w 1575 roku, [w:] Ikonografia dawnego Lublina, (red.) Z. Nestorowicz, Lublin 1999, s. 25.
  17. Wróć do odniesienia Zob. Przywilej nadany miastu Lublin przez króla Stefana Batorego w 1576 roku, [w:] J. Riabinin, Materiały dohistorii miasta Lublina 1317-1792, nr 240, s. 83.
  18. Wróć do odniesienia L.Gawroński , O hejnale i trębaczach w dawnym Lublinie, Towarzystwo Miłośników Lublina, 1995, s. 17-18.
  19. Wróć do odniesienia J.Kuczyńska , Kościół farny św. Michała w Lublinie, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 2004, s. 60-61.
  20. Wróć do odniesienia Tamże.
  21. Wróć do odniesienia Zob. Przywilej potwierdzający stan posiadania zakonu Dominikanów w Lublinie nadany przez króla Władysława IV w 1643 roku, [w:] J. Riabinin, Materiały do historii miasta Lublina 1317-1792, nr 321.
  22. Wróć do odniesienia Opis pożaru miasta przez Sebastiana Klonowica, ówczesnego pisarza rady miejskiej.Lublin 7 V 1575, WAPL, Księga m. Lublina z lat 1573-1578, k. 253-254v, tłumaczenie z języka łacińskiego, mgr Stanisława Paulowa.
  23. Wróć do odniesienia Opis pożaru z 1575 roku sporządzony przez Adama Przytyckiego, pisarza wójtowskiego, cyt za: H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 220-222.
  24. Wróć do odniesienia Notatka Hieronima Pogody pisarza cechu bednarzy,cyt za: H.Gawarecki , S.Paulowa , M.Stankowa , Klęski pożarów w Lublinie..., s. 225.
  25. Wróć do odniesienia Przywilej nadany miastu Lublin przez króla Stefana Batorego w 1576 roku, cyt za: J. Riabinin, Materiały do historii miasta Lublina 1317-1792, nr 240, s. 83.
  26. Wróć do odniesienia Przywilej potwierdzający stan posiadania zakonu Dominikanów w Lublinie nadany przez króla Władysława IV w1643 roku, cyt za: J. Riabinin, Materiały do historii miasta Lublina 1317-1792, nr 321.
  27. Wróć do odniesienia Ponowny akt erekcyjny kolegiaty św Michała, cyt za: J.Kuczyńska , Kościół farny św. Michała w Lublinie..., s. 59.

Słowa kluczowe