Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Zdjęcie z historią [1]: Stan przejściowy. Lubelski rozdział autorki „Nocy i dni”

Jedno ze zdjęć zrobionych pamiętnego 5 listopada 1916 r. przedstawia Marię Dąbrowską. Pisarka w Lublinie mieszkała i pracowała prawie rok. 

Małgorzata Domagała

Zdjęcie z historią [1]: Stan przejściowy. Lubelski rozdział autorki „Nocy i dni”
Zdjęcie z kolekcji Jana Magierskiego

Akt 5 listopada zapowiadający utworzenie z ziem polskich odebranych Rosji samodzielnego państwa, ogłaszano w Lublinie niezwykle uroczyście. Z tego dnia zachowały się fotografie, na których widać m.in. tłum na placu Katedralnym i pełne ludzi Krakowskie Przedmieście. 

Jedno ze zdjęć, zrobionych tego dnia w Lublinie, jest także bohaterem „Dzienników” Marii Dąbrowskiej, autorki wydanych w latach 30. „Nocy i dni”, za które była nominowana do literackiej Nagrody Nobla. 5 listopada ktoś sfotografował ją na placu Litewskim, a potem z tego zdjęcia wydrukowano pocztówkę. 

Pisarka opisuje, że była akurat „z panią Staniszewską na mieście i przechodząc Krakowskim Przedmieściem około gubernatorstwa, tak dla dziecinnej ciekawości, żeby zobaczyć, jak z bliska wygląda, skręciłyśmy na szeroki zajazd po-Radziwiłłowskiego pałacu, między dwa szpalery, wystawionych na rozpoczęcie uroczystości, spieszonych austriackich ułanów. Przypatrzywszy się nadjeżdżającym pojazdom, przez nikogo nie zaczepiane ani zatrzymywane, wyszłyśmy drugą stroną podjazdu”. Dwa dni później ktoś ze znajomych przyniósł jej pocztówkę ze zdjęciem, na której idzie ze swoją znajomą między szeregami austriackiego wojska. Fotografów nawet wtedy nie zauważyła. „Widząc nas tak śmiało kroczącymi po paradnym zajeździe, przypuszczali zapewne, że jesteśmy jakimiś figurami i fotografię z nas złapaną wydali w cyklu pocztówkowych zdjęć z uroczystości”.

Maria Dąbrowska (na zdjęciu po prawej) przyjechała do Lublina na początku 1916 roku.  Zaproponowano jej wydawanie „Polski Ludowej”, organu Stronnictwa Ludowego. Pismo miało wychodzić właśnie w Lublinie, bo, jak Dąbrowska wyjaśnia w „Dziennikach”, „pod Austryakami cenzura była lżejsza”. 

Wydarzenia z 5 listopada określiła jako „nową trudną treść”. Wyjaśniała: „Stan tym aktem zaprojektowany byłby nie do zniesienia, gdyby nie przekonanie wszystkich sfer i wszystkich kierunków politycznych, że to jest jedynie stan przejściowy i że cokolwiek się dzieje, Polska nie do niewoli idzie, lecz się z niewoli z mozołem wydostaje”. 

A miasto z tego okresu zapamiętała tak: „Lublin w owym czasie nabrał, jak się niektórzy wyrażali, charakteru małego Wiednia (...) W mieście mnóstwo też było austryackich oficerów Polaków, mnóstwo dam i nie dam oficerskich, przybyłych z Wiednia, Budapesztu i Bóg wie skąd. W sklepach - pełno gustownych wiedeńskich drobiazgów, strojów i kapeluszy”. 

Druga kobieta uchwycona na fotografii to Maria Staniszewska, u której Dąbrowska wynajmowała pokój na początku swojego pobytu w Lublinie. Jej mężem był Aleksander Staniszewski, lekarz i społecznik. 

Maria Staniszewska była przewodniczącą Koła Pracy Społecznej Kobiet i działaczką m.in. Związku Równouprawnienia Kobiet i Towarzystwa Szerzenia Oświaty „Światło”. 

Do Staniszewskich należała kamienica przy ówczesnej ul. Szpitalnej 9, dzisiejszej Peowiaków. Pod koniec listopada 1916 r. u Staniszewskich na podwieczorku gościł Józef Piłsudski. Maria Dąbrowska, również zaproszona na to przyjęcie, zrelacjonowała je później ze szczegółami. Pod kamienicą robotnicy urządzili wówczas wiec poparcia dla Piłsudskiego. „Caluteńka ulica od rogu Kołłątaja do rogu Gubernatorskiej szczelnie zapchana, głowa przy głowie” - opisała. A od manifestujących Piłsudski usłyszał wtedy: „W imieniu klasy robotniczej Lublina oświadczamy ci, komendancie, że ufność nasza w tobie. Tam, gdzie nas poprowadzisz, pójdziemy z wiarą, że twoja droga wiedzie do niepodległej ojczyzny”. 

Maria Dąbrowska z Lublina wyjechała w grudniu 1916 r. 

Na koniec jeszcze, wyłaniający się z zapisków pisarki obraz pokazujący ówczesną dostępność komunikacyjną miasta. Dąbrowska przyjechała do Lublina konnym omnibusem, z dwoma dłuższymi postojami w Garwolinie i w Rykach. Obydwa w nocy - pierwszy o późnym zmierzchu, drugi koło czwartej, piątej nad ranem. W sumie podróż z Warszawy zajęła jej mniej więcej dobę. Podczas pobytu w Lublinie, w kwietniu, zaczęła starać się o przepustkę na wyjazd koleją do Warszawy, której nie można było dostać bez świadectwa szczepienia przeciwko ospie. Przepustka przyszła latem. Wtedy Dąbrowska na dworcu w Lublinie na pociąg czekała pół dnia. W Dęblinie musiała przesiąść się na kolejny, który też przyjechał dopiero po kilku godzinach. 

Słowa kluczowe