Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Zdjęcie z historią [9]: Zaczęło się od wiadomości na Facebooku | Pola Firestone

Zdjęcie z historią [9]: Zaczęło się od wiadomości na Facebooku | Pola Firestone
Foto: Fanny i Benny Sembler z rodziną Krymholc w Lublinie. Fanny z białymi kwiatami oraz Benny z białą fedorą. Fotografia z kolekcji Poli Firestone i Jay’a Zenitsky’ego

Piątek, 14 lipca 2017 r.

PRZYPUSZCZAM, ŻE JESTEŚ JEJ CÓRKĄ

Nigdy nie myślałam o podróży do Polski. Paryż owszem, ale nie Polska. O Polsce nie wiedziałam nic ponadto, że rodzice mojej matki wyemigrowali z Lublina we wczesnych latach dwudziestych. Ponieważ zmarli zanim się urodziłam, niewiele wiedziałam o ich tamtejszym życiu. I to właśnie miało się zmienić.

W listopadzie 2016 roku otrzymałam wiadomość na Facebooku: „Droga Polu, nazywam się Jackie Schwarz i mieszkam w Antwerpii. Obecnie zajmuję się projektem badawczym dotyczącym żydowskich rodzin z Lublina, które przewijały się przez Antwerpię. Odnalazłam już rodzinę Krymholc i przeszukując bazę Instytutu Jad Waszem trafiłam na relację Mary Zenitsky. Chciałabym uaktualnić informacje w jej drzewie genealogicznym. Mam też kilka zdjęć zrobionych w archiwach. Przypuszczam – choć mogę się mylić – że jesteś jej córką. Jeżeli tak nie jest, to przepraszam za kłopot. Pozdrawiam Jackie Schwarz”.

Co też ona mogła wiedzieć?! Odpowiedziałam Jackie, żeby przesłała posiadane przez siebie informacje drogą mailową do mnie i mojego brata.
Wkrótce otrzymałam zdjęcie mojej babci. Pochodziło z jej antwerpskiego dowodu tożsamości i było wykonane w 1922 roku. Jackie i lubelska organizacja Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” mieli nadzieję, że uda im się zidentyfikować wszystkich urodzonych w Lublinie Żydów, którzy przed 1930 rokiem podróżowali przez Antwerpię i mieszkali tam wystarczająco długo, by znaleźć się w rejestrach miejskich.

Mojej babce nadano imię Pola. Jej żydowskim imieniem była Pesa. Następnie otrzymałam więcej zdjęć innych krewnych żyjących w Antwerpii.

Wyniki z bazy danych przesłane później przez Jackie przedstawiały mojego dziadka Szola, który przybył do Antwerpii w 1920 roku, pozostawiając w Lublinie Polę i ich dwójkę dzieci: Itę (Jentę) i Dawida. Szol wkrótce opuścił Antwerpię i popłynął do Stanów Zjednoczonych. Pola, jej dwójka dzieci, a także jej rodzice Sura i Abraham oraz brat Chaim z żoną Rachelą, przyjechali do Antwerpii w 1921 roku. W następnym roku Pola wraz dziećmi, pozostawiając w Europie rodziców i dziewięcioro rodzeństwa, popłynęła statkiem „Minnedosa” do Kanady i 1 lipca 1922 roku dotarła do Quebecu, a następnie dołączyła do mojego dziadka w Kansas City.

Wtorek, 15 sierpnia 2017

GOŚCIE Z AMERYKI W 1939

Pamiętam, że matka opowiadała mi o tych zdjęciach, kiedy nasi amerykańscy kuzyni odwiedzili Lublin w 1939 roku. Było tak, że Fanny i Benny Sembler, szwagierka i szwagier mojej ciotki Jenty, podróżowali do Europy i zaprosili moją babcię, by pojechała z nimi. Babcia jednak odmówiła, nie chcąc zostawiać mojego dziadka samego.

Na zdjęciu są moi dziadkowie, ich rodzina i prababcia, stoi na samym środku za swoim wnukiem. Drugi od prawej to mój pradziadek Abraham.

Kiedy planowałam swój udział w Zjeździe Lublinerów, miałam nadzieję odwiedzić to miejsce, w którym wykonano powyższe fotografie, jeżeli nadal istnieje. Tło było dosyć charakterystyczne, więc miałam nadzieję, że ktoś z Bramy Grodzkiej będzie w stanie wskazać mi właściwą lokalizację. W kwietniu zeszłego roku Jackie przesłała to zdjęcie Tadeuszowi*. Odpowiedział: „Obie fotografie wykonano na Starym Mieście w Lublinie, obok Wieży Trynitarskiej. Do zobaczenia w Lublinie!”.

Stojąc w tym samym przejściu, w którym 78 lat wcześniej stała moja rodzina, myślałam o tym, że ta szczęśliwa, wspaniała rodzina nie miała wówczas pojęcia, że za kilka miesięcy wszyscy stracą swoje domy, wolność i życie. Serce moje płacze na myśl o nich i pozostałych 6 milionach. Przyjechałam tam, żeby uczcić ich pamięć i, na swój sposób, dać im do zrozumienia, że nasza rodzina trwa nadal.

Tekst pochodzi z bloga autorki: https://polafirestone.blogspot.com.
Tłumaczenie: Teresa Klimowicz
* Tadeusz Przystojecki – pracownik Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” odpowiedzialny za poszukiwania genealogiczne.

Słowa kluczowe