Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Historia Mówiona [5] Zabawy z dzieciństwa

Relacje z Pracowni Historii Mówionej Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN".

Wyb. Wioletta Wejman

Historia Mówiona [5] Zabawy z dzieciństwa

Bawiliśmy się w najróżniejsze [zabawy] – i w skakanki, i w klasy, i w jakieś odbijanie piłki od ściany, a to przez plecy, a to przez nogę, zawody takie były. [Z zabawek] miałam ulubioną lalkę, [która] nazywała się Kundzia, była bardzo brzydka, długa taka, gałganiana. [Były też] takie lalki, nazywały się śpiące, [ich porcelanowe] głowy ciągle się biły. Jedną z tych lalek to jeszcze [miałam, jak do] gimnazjum chodziłam, [jeszcze z nią] spałam. A potem mamusia wyrzuciła ją, bo była zniszczona okropnie.

Zofia Tarka, ur. 1922

Ulica Leszczyńskiego była wybrukowana kocimi łbami, nie miała chodników, a wzdłuż ulicy rosły duże drzewa. Jak były letnie burze to my dzieci pięcio-, sześcio-, siedmioletnie, w rynsztokach bawiliśmy się biegając na bosaka. Woda spływała od ulicy Wieniawskiej, a my bawiliśmy się w wyścigi, puszczając zapałki, kawałki drewienek. (...)
Od wiosny do później jesieni spędzałem dużo czasu na basenie przy Lubomelskiej. Ten basen był pięćdziesięciometrowy, a więc duży. Jego zaletą było to, że był dosyć płytki i był bezpieczny. Po prawej stronie, tam gdzie były słupki startowe i odbywały się zawody pływackie, było około dwóch metrów dwudziestu centymetrów albo dwa metry pięćdziesiąt centymetrów, natomiast od strony zachodniej było w granicach sześćdziesięciu, może osiemdziesięciu centymetrów. Dno łagodnie przechodziło od płytkiego do głębokiego. Tam była rozbieralnia. Basen był ogrodzony. Kupowało się bilety u pani Lodzi. Gospodarzem miejsca był pan Piotr Selwa, który gonił tych, którzy chcieli przez płot przejść nie płacąc za bilety.

Andrzej Żołnierowicz, ur. 1943

Dawniej, wśród moich koleżanek, największą popularnością cieszyło się szycie ubranek dla lalek. Teraz dziewczynki też pewnie robią takie rzeczy. Pamiętam, jak w parku, na Słomianym Rynku rozkładałyśmy koce, brałyśmy jakieś jedzenie i picie ze sobą to wyglądało prawie jak piknik. Przynosiłyśmy różne zabawki, bawiłyśmy się. Było też jakieś bieganie, chłopcy nawet grali w klipy, ale dziewczęta to już raczej nie.

Barbara Klepacka, ur. 1960

Grało się w palanta. Były dwie drużyny, jedna drużyna piłkę odbijała specjalnymi kijami, które były robione tak, że jeden koniec był grubszy. Piłki robiliśmy z gumy lanej i się odbijało. W technikum to graliśmy też w cymbergaja.

Henryk Przystupa, ur. 1938

Nasze zabawy na ulicy Niecałej. Najchętniej bawiliśmy się w chowanego i graliśmy w piłkę. Piłkę odbijało się, rzucało się na ścianę, i w tym [czasie], zanim ta piłka upadła na ziemię, musiał być obrót. Trzeba było się obrócić i złapać piłkę. Można było godzinami się w to bawić. Bawiliśmy się także w klasy – to polegało na skakaniu, przesuwaniu kamyka. [Trzeba było] skakać na jednej nodze i przesuwać nogą kamyk czy szkiełko. Z klasy do klasy, z klasy do klasy. Klasy były narysowane na chodniku. I jeszcze była zabawa skakanką. Skakanka była zrobiona tylko ze sznurka, ale tak wyćwiczyliśmy się, że to nawet mógłby być pokaz, dlatego, że z długą skakanką mogło wskakiwać nawet dwie i trzy osoby i potem wyskakiwać pojedynczo.

Zofia Siwek, ur. 1937

Z koleżankami, z dziećmi z domu graliśmy w dwa ognie albo robiliśmy sobie teatr. Robiliśmy to, co wszystkie dzieci w tym wieku. Graliśmy w klasy. Że ja jeszcze to pamiętam! [Była taka gra] wojna. Stoi z jednej strony grupa i z drugiej strony, i każdy mówi: „Królu, królu! Wydaj wojnę!”. I napadają jedni na drugich.

Regina Winograd, ur. 1927

Pamiętam, że z rodziną to szło się do parku. Tam była waga, takie duże krzesło i siadało się na ten fotel i można się było zważyć. To było wielką atrakcją dla dzieci. Atrakcją w parku był też zegar słoneczny. Do parku to były takie grzeczne wyprawy. Szło się z mamusią za rękę i trzeba było się odpowiednio ubrać. A najchętniej [bawiliśmy się] albo na podwórku, albo w okolicach domu. Tam były jakieś krzaki i pamiętam, że chłopcy z naszej kamienicy poprzeciągali pomiędzy poszczególnymi krzewami cieniutkie linki z miedzianych drutów na wysokości kolan i powiedzieli: „Chodźcie, będziemy się bawić w chowanego”. Tych linek nie było widać, a oni wiedzieli, że jak my będziemy uciekać, to się poprzewracamy. Takie kawały nam robili.

Ludomira Bendik, ur. 1927

Słowa kluczowe