Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Youtube to nie szkoła – rozmowa z Pauliną Mikułą "Mówiąc inaczej"

Słyszę czasami ironiczne komentarze, że co to za sztuka być vlogerem. Przecież wystarczy postawić kamerę i mówić do niej o czymkolwiek. To nieprawda. Prowadzenie kanału wiąże się z ciężką pracą.

Tomasz Kowalewicz

 

Youtube to nie szkoła – rozmowa z Pauliną Mikułą "Mówiąc inaczej"
Paulina Mikuła. Fot. Arlena Witt

Tomasz Kowalewicz: Kilka dni temu nie mogłem wyjść z podziwu, kiedy zobaczyłem, że spotkanie z youtuberem Blowkiem sparaliżowało ruch w jednej z galerii handlowych. Dlaczego świat youtuberów jest tak popularny wśród młodych ludzi?

Paulina Mikuła: Youtuberzy zajęli trochę inną przestrzeń niż osoby znane z mediów tradycyjnych. One nie są tak otwarte na kontakt z widzami. Jeszcze do niedawna nie można było ich nawet poinformować, że podoba się nam ich twórczość. A youtuberzy zbudowali swoją popularność na relacji z odbiorcami. Ktoś kiedyś na konferencji powiedział, że różnica między nami a celebrytami – choć ta nazwa jest dużym uproszczeniem – jest taka, że youtuberzy zostali wybrani w ramach demokratycznych wyborów, a celebrytów wskazały agencje w ramach castingu lub inne osoby z branży. Jakkolwiek ta teoria ma swoje wady, coś w niej jest, bo żaden youtuber – gdy zaczynał – nie miał wielkiej promocji. Popularność zależała właściwie tylko od niego i od tego, czy widzowie zechcą go oglądać. A robią to, bo myślą: „Ty jesteś taki/taka jak ja”.

Widzą w was kumpla...

Dostaję mnóstwo wiadomości, w których ludzie piszą: „Bardzo chciałabym mieć taką przyjaciółkę”. Moim zdaniem, dzieje się tak dlatego, że na co dzień pokazujemy nieco inne oblicze niż celebryci, którzy często kreują swój wizerunek i nie pokazują tego, kim naprawdę są. Choć powoli się to zmienia.

Za kilka miesięcy minie pięć lat, od kiedy prowadzisz kanał „Mówiąc inaczej” na YouTube. Dziś możesz pochwalić się 339 tysiącami subskrybcji i milionami wyświetleń twoich filmów. Nie miałaś wątpliwości, że język polski nie jest najatrakcyjniejszą dziedziną dla młodych ludzi?

Nie, bo wtedy już powstało kilka fanpage’ów poświęconych poprawnej polszczyźnie. Zaczęły one bardzo szybko rosnąć i po kilku tygodniach działania miały niemal sto tysięcy polubień. To był dla mnie bodziec. Miałam wrażenie, że jeżeli za chwilę z tym nie ruszę, ktoś zrobi to przede mną.

Wszystko wiesz o języku polskim?

Nie da się wszystkiego wiedzieć...

Czyli kanał na YouTube ma pomagać też tobie w uzupełnianiu braków językowych, chociażby poprzez interakcję z internautami.

Takie było założenie. Opowiadam o różnych zagadnieniach, ale też dostaję informację zwrotną. Niesamowite jest to, jak często widzowie dzielą się swoimi spostrzeżeniami. Oni poszerzają moją wiedzę, ale i niekiedy poprawiają. Kiedyś nagrałam odcinek o kalkach z języka angielskiego, w którym powiedziałam, że „nie ma kalek”, choć poprawna forma to „kalk”. Zostało mi to natychmiast wytknięte. W takich sytuacjach trochę się złoszczę, głównie na siebie, ale potem dochodzę do wniosku, że to jest jednak super. Ja mogę dzielić się swoją wiedzą, widzowie swoją i dzięki temu wszyscy jesteśmy mądrzejsi.

Nie mam wątpliwości, że przełamałaś stereotyp mówiący o tym, że kobieta może mówić o czymś innym niż kosmetyki albo moda.

Nie dość, że zaczęłam mówić o czymś innym, to zaczęłam jeszcze uczyć moich widzów. Ta narracja była oczywiście tylko żartem. Ale niektórzy uznali, że jest to na serio. Powstawały artykuły, że chcę być następnym Miodkiem albo Bralczykiem i ludzi to denerwowało. Szybko zrozumiałam, że nie warto trzymać się takiego przekazu, bo YouTube to nie szkoła, a ludzie nie siadają przed ekranem w ławce. Zmieniłam narrację, uznając, że o języku polskim po prostu opowiadam i jeśli widzowie chcą coś z tego wziąć, zapraszam do siebie.

Decydując się na taką formę komunikacji chciałaś być gwiazdą wśród vlogerów?

Chciałam dobrze się bawić, a przy tym rozśmieszać ludzi. Chyba się udało, bo już od samego początku wszystko zaczęło szybko rosnąć. To miała być taka odskocznia od pracy, która nie do końca mnie cieszyła. Poza tym zawsze chciałam pracować z kamerą, więc uznałam, że dzięki temu zdobędę doświadczenie. Byłam też wtedy na pierwszym roku studiów doktoranckich i doszłam do wniosku, że przecież codziennie ludzie mają problemy językowe, które trudno rozwiązać. Dobrze więc byłoby stworzyć miejsce, do którego każdy mógłby zaglądać i znajdować rozwiązanie.

Tysiące młodych ludzi ogląda kanały w sieci, a część z nich potem sama próbuje odnaleźć się w roli vlogera. Większości to jednak nie wychodzi. Dlaczego?

Bo to nie jest taka prosta sprawa. Słyszę czasami ironiczne komentarze, że co to za sztuka być vlogerem. Przecież wystarczy postawić kamerę i mówić do niej o czymkolwiek. To nieprawda. Prowadzenie kanału wiąże się z ciężką pracą, ale przede wszystkim liczy się pomysł. Byłam kiedyś na konferencji, na której rozmawiano o pewnym profilu na Instagramie. Chłopak wrzucał cały czas jedno zdjęcie ze swoją uśmiechniętą miną, z tym, że robił je w różnych miejscach. Na tym zbudował wielotysięczną popularność. Wszyscy czekali tylko na jego uśmiechniętą minę w jakiejś scenerii. Wydaje się, że to taki banalny pomysł, ale gdy zapytałam młodych ludzi, czy ktoś z nich pomyślał o utworzeniu takiego profilu, nikt nie podniósł ręki. A przecież każdy ma telefon, czyli rakietę, dzięki której może zrobić zdjęcie, nagrać film i zostać youtuberem, instagramerem albo influencerem. Tylko, że najtrudniej jest wpaść na coś naprawdę dobrego. A nawet jak już się to uda, potrzebna jest cierpliwość. Po pierwszym filmie człowiek nie staje się od razu popularny. Często trzeba opublikować kilka filmów, by w ogóle rozruszać kanał. Ludziom niestety brakuje cierpliwości, zwłaszcza gdy okazuje się, że trzeba włożyć mnóstwo pracy. Jeżeli mają inne obowiązki, takie jak szkoła, czy praca, wtedy muszą poświęcić czas w weekendy, wieczorami, a nawet nocami. Nie należy też liczyć od razu na lecące z nieba pieniądze.

W większości przypadków trzeba też chyba mieć jakąś wiedzę.

Oczywiście, wiedza bardzo się przydaje, ale przede wszystkim trzeba mieć pasję, o której umie się ciekawie opowiadać. Wiele osób zupełnie nie potrafi przekazać tego, czym się interesuje. Warto umieć mówić tak, by inni słuchali nas z otwartą buzią. To najlepszy sygnał, że można stworzyć całkiem popularny kanał. Gdy zostałam studentką polonistyki, byłam tak zachwycona wszystkim, czego się uczyłam, że chciałam się tym z każdym dzielić. Miałam poczucie, że jest coś niesprawiedliwego w tym, że o niektórych rzeczach mogą dowiedzieć się tylko przyszli poloniści. W wolnych chwilach opowiadałam więc o tym, a znajomi mnie słuchali.

A wygląd pomaga w zdobywaniu popularności?

Pomaga, ale i przeszkadza. Od początku mój wygląd budził zainteresowanie. Dużo osób komentowało moją urodę, choć nie do końca to rozumiem, bo gdy porównuję pierwsze filmy z ostatnimi, różnica jest ogromna. Mam wrażenie, że dopiero teraz jakoś wyglądam. Moim zdaniem, miało to związek z faktem, że w tamtym czasie kobiety zajmowały się głównie branżą kosmetyczną. Jeśli już decydowały się na nagrywanie, to najczęściej o kosmetykach. Byłam chyba jedną z pierwszych dziewczyn, która działała w innej branży. Na początku kanał przyciągał wielu mężczyzn (70 proc.). Miałam wrażenie, że ci mężczyźni, a raczej chłopcy, bardzo chcieli zaistnieć na moim kanale, więc wypisywali głupoty. Najczęściej atakowali moją twarz, seksualność oraz piersi. Gdybym była wrażliwsza na tego typu komentarze, pewnie zamknęłabym ten kanał, bo nie dałabym rady. W tym kontekście uroda przeszkadza. Ale z drugiej strony czasami ludzie wchodzili na mój kanał, bo mówili: „O, jakaś dziewczyna! I do tego niebrzydka”. Zaczynali mnie słuchać, a następnie subskrybować. I tak są ze mną do dziś.

Co trzeba robić, by prowadząc kanał przez prawie pięć lat wciąż utrzymać przy sobie tak dużą liczbę widzów?

Najlepiej iść do przodu i cały czas coś ulepszać – kupić lepszy sprzęt, zorganizować lepsze tło czy nawet lepiej przygotowywać się do odcinków. Jeżeli widz ma poczucie, że nie stoję w miejscu, zostaje ze mną, żeby być świadkiem tej poprawy. Na początku mówiłam tylko o języku, potem wprowadziłam nowy cykl „Myśląc Inaczej”, który jest zupełnie o czymś innym. W pewnym momencie pojawiły się też wywiady, a z okazji czwartych urodzin przeprowadziłam pierwszy live na swoim kanale. Daję znać moim oglądającym, że cały czas się rozwijam. To powoduje, że oni nadal ze mną są i pojawiają się też nowi, a to cieszy.

Oprócz megapopularnego kanału na YouTube masz też na swoim koncie m.in. książkę „Mówiąc inaczej” i występ w programie telewizyjnym „Bake Off. Ale ciacho” jako jedna z prowadzących. To wszystko jest efektem tego, że kiedyś postanowiłaś zaistnieć w internecie?

Od pięciu lat wszystko, co robię zawodowo, ma związek z kanałem. Cały czas powtarzam, że kanał zmienił moje życie, otworzył mi wiele drzwi i nie wiem, co by było, gdybym nie wpadła na ten szalony pomysł i nie zaczęła nagrywać.

Dla kogo napisałaś książkę? Bo chyba nie dla tych, którzy cię oglądają?

Właśnie dla tych. Ta książka tylko w niewielkiej części pokrywa się z tym, co znajduje się na kanale. Są w niej moje przemyślenia dotyczące języka, o których nigdy nie mówiłam. Jest też opis mojej historii. To była wiedza, którą widzowie chcieli poznać, a ja nie do końca chciałam o tym opowiadać na YouTubie. Mam kanał językowy, a nie vlog o mnie. Dobrze się stało, że ta książka się ukazała. Nie ukrywam, że chciałabym już napisać kolejną – bardziej uniwersalną, pozbawioną opisów moich doświadczeń i refleksji.

A nie bałaś się, że idąc do telewizji stracisz wiarygodność?

Bałam się! Nawet napisałam o tym na fanpage’u. Obawiałam się reakcji na to, że za chwilę pojawię się w programie w zupełnie innej roli niż dotychczas. Kiedy opowiadałam o tym znajomym, mówili, że jestem durna. Poprosiłam więc moich widzów, by – jeśli się z tym zgadzają – napisali w komentarzach to samo. I tak też się stało. Część nie mogła się doczekać emisji, ale część też nie rozumiała, dlaczego biorę udział w programie o ciastkach. Tłumaczyłam więc, żeby nie patrzyli tylko na te ciastka, ale też na to, co tam robię i jak wiele mi to daje. To była wielka przygoda.


Paulina Mikuła – rocznik 1988, absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Warszawskim. Autorka kanału „Mówiąc inaczej” na YouTube, gdzie wyjaśnia, jak poprawnie posługiwać się językiem polskim. Subskrybuje go ponad 339 tys. internautów. W 2016 roku wydała debiutancką książkę.

 


Influencer – osoba, która wywiera pewien wpływ na ludzi. Influencer poprzez swoje wybory, wypowiedzi, publikacje oddziałuje na osoby, do których dociera. Może, przykładowo, polecać ulubione produkty, ale również kreować postawy i przekonania. Jej praca polega m.in. na przygotowaniu i opublikowaniu na swoich platformach takich treści (np. teksty, zdjęcia, wideo), które zaprezentują w atrakcyjny sposób określony temat czy produkt.

Słowa kluczowe