Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

„Wieniawa pany”, czyli historia chłopaków z Czechowa

Przed wojną na chłopaków, dla których podstawowym argumentem była pięść, mówiło się w Lublinie „chłopaki z Czechowa”. W młodzieży buzowało, a że w tej dzielnicy (nazywanej przed wojną na przemian Czechowem i Wieniawą i obejmującą część obu tych dzisiejszych dzielnic), nie brakowało ani powodów, ani okazji, ciągle dochodziło tam do burd.

Piotr Nazaruk

 

„Wieniawa pany”, czyli historia chłopaków z Czechowa

Na początku lat 30. kilku takich chłopaków z Czechowa skrzyknęło się i zamiast urządzać bijatyki, zaczęło grać w piłkę. Puste trawniki zamieniali w osiedlowe boiska i rozgrywali mecze z innymi „dzikimi” drużynami. Ponieważ szło im nieźle, pojawił się pomysł przekształcenia grupy w prawdziwy klub. Wkrótce tych kilku chłopaków rzuciło wyzwanie prawdziwym asom lubelskiego futbolu. Przed chwilą grali jeszcze szmacianą piłką na łąkach i polach, a teraz szli jak burza do klasy A. Tak narodziła się żydowsko-polska Wieniawa.

W 1933 roku młodziutka Wieniawa weszła do oficjalnych rozgrywek i szturmem zdobyła lubelską klasę C. Rok później powtórzyła sukces i śmiało rozpychała się w klasie B, deklasując kolejnych rywali. Po drodze drużyna zawalczyła o puchar „Expressu Ilustrowanego” i w czerwcu tego roku starła się w finałowej rozgrywce z żydowskim klubem Gwiazda – Sztern o mocnej i ugruntowanej pozycji. Piłkarze Wieniawy rozgromili Gwiazdę, zdobywając tym samym puchar gazety. Czechów triumfował, a drużyna zyskiwała coraz większe rzesze fanów. Na mecze Wieniawy zaczęli przychodzić nawet bardzo pobożni Żydzi, którzy z zasady omijali tego rodzaju światowe rozrywki. Jeszcze w czerwcu Wieniawa rozegrała przyjacielski mecz z Hapoelem, jedyną wówczas żydowską drużyną z Lublina, która grała w klasie A. Hapoel (czyli Robotnik) również zaczynał jako „dzika” drużyna amatorska Neszer (Orzeł), ale pod koniec lat 20. stał się oficjalną przybudówką partii Poalej Syjon Prawica, a co za tym idzie otrzymał solidne wsparcie i finansowanie. W spotkaniu z Wieniawą hapoelowcy grali mocno i zdecydowanie. Do przerwy prowadzili 3:0, a cały mecz zakończył się klęską Wieniawy, która przegrała upokarzającym wynikiem 8:0. Zimny prysznic postawił graczy Wieniawy na nogi. Przez kolejne trzy miesiące pokonali Jutrznię – Morgensztern, Hakoach (Siła), ponownie Gwiazdę i lubartowskie Bar Kochbę i Lewart, uzyskując najlepszy wynik i zasłużony awans do klasy A.

W 1935 roku w historii Wieniawy zaczęła się nowa epoka. Po pierwsze grała z najlepszymi, a po drugie dołączyło do niej czterech polskich zawodników, przez co stała się drużyną żydowsko-polską. Zasilona świeżą krwią Wieniawa walczyła dzielnie w klasie A i odniosła kilka heroicznych zwycięstw i remisów z prawdziwymi potęgami – WKS Unia, AZS-em czy klubem przy fabryce samolotów Plage i Laśkiewicza. Młoda drużyna nie zdołała jednak na stałe przełamać obrony i morale swoich rywali i wkrótce zaczęła notować więcej porażek niż sukcesów. W maju 1935 roku drużyna wywalczyła remis z doskonałą Unią. W pierwszej połowie prowadziła 2:1, ale w ostatnich 3 minutach drugiej połowy zawodnicy Unii wyrównali wynik. W meczu rewanżowym w sierpniu Wieniawa poniosła już sromotną klęskę i przegrała 6:0. Mimo to zdołała utrzymać się w klasie A i wyprzedziła w punktacji Hapoela, który jeszcze przed rokiem bezwzględnie roznosił ją po murawie. W następnym sezonie polscy gracze opuścili Wieniawę, ale mimo to i tym razem drużyna utrzymała się w klasie A, choć już cudem.

Później wszystko się posypało, między innymi dlatego, że zamiast sportem, niektórzy zawodnicy woleli zajmować się agitacją na rzecz nielegalnej partii komunistycznej. Mimo walki kierownictwa z taką działalnością, ostatecznie klub zlikwidowano i razem z drużyną piłkarską zamknięto także sekcje ping-ponga i bokserską Wieniawy. Takich niewielkich klubów – polskich i żydowskich – było w przedwojennym Lublinie i innych miastach bardzo wiele. Zawiązywały się i rozwiązywały, łączyły i ponownie rozchodziły. Dawni przeciwnicy stawali się kolegami z jednej drużyny i odwrotnie. Wszystkich tych młodych ludzi, kopiących piłkę na pustych placach a potem prawdziwych boiskach, rozsadzała niespożyta energia, pragnienie przekraczania samych siebie i zwycięstwa. Wieniawa zagościła na lubelskiej murawie na krótko, ale wkroczyła na nią z takim impetem, że na chwilę mocno zamieszała w lokalnej lidze. Na tle rywali wyróżniał ją także krótki żydowsko-polski epizod, kiedy jej zawodników połączyło coś więcej niż rywalizacja – współpraca.

Słowa kluczowe