Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Ultranowoczesna Polska "B"

Pomysł zbudowania przemysłu zbrojeniowego w bezpiecznym miejscu II Rzeczpospolitej powstał tuż po odzyskaniu przez Polskę niepodległości i wygranej w 1920 roku wojnie z Rosją bolszewicką. Wówczas analitycy wojskowi wytypowali zbieg Wisły i Sanu jako miejsce spełniające te oczekiwania, ale sprawa tworzenia na tym terenie przemysłu wojskowego przeciągała się, ministrowie blokowali się nawzajem. Uzbrojenie polskiej armii w połowie lat trzydziestych było mocno zacofane. W sytuacji konfliktu zbrojnego po prostu nie byłoby się czym bronić. Zabrakłoby chociażby amunicji.

Łukasz Kijek

 

Ultranowoczesna Polska "B"
Polska Zbrojna, Specjalny dodatek poświęcony C.O.P, sierpień 1939 [Polona, sygn. mf. 70309]

2 MILIARDY Z FRANCJI

1 kwietnia 1936 roku prezydent Ignacy Mościcki wraz z premierem Marianem Zyndramem-Kościałkowskim oraz przedstawicielami wojska zdecydował, że należy armię unowocześnić. Analitycy wojskowi ponownie doszli do wniosku, że „delta” Wisła – San – Podkarpacie jest najbezpieczniejszym miejscem w II RP, zarówno na wypadek wojny z Niemcami, jak i Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich, a nawet, co też zakładano, równoczesnego konfliktu na dwa fronty. Stąd decyzja, że w tym rejonie można budować nowoczesny przemysł zbrojeniowy.

W dodatku „delta” Wisła – San – Podkarpacie była terenem rolniczym, ze słabo rozwiniętym przemysłem, przeludnionym i borykającym się z problemem bezrobocia. Nastroje wśród chłopstwa były bardzo napięte, więc nowe fabryki, nowe miejsca pracy miały rozwiązać część problemów społecznych. Promotorem Centralnego Okręgu Przemysłowego, jako projektu cywilizacyjnego, był Eugeniusz Kwiatkowski, twórca portu i miasta Gdynia. Zajmując w rządzie stanowisko wicepremiera i ministra skarbu trzymał rękę na bajońskiej sumie 2 miliardów 600 milionów franków pożyczonych z Francji. W Ministerstwie Skarbu na początku 1937 roku powstał pomysł stworzenia okręgu przemysłowego, złożonego z trzech rejonów. Jądrem COP stał się obszar położony w widłach rzek Wisły i Sanu, gdzie planowano umieścić najważniejsze inwestycje. Nazywano go „sandomierskim” lub rejonem „C”. Przylegały do niego rejon kielecki, określany jako „A”, który miał dostarczać surowce. Rejon lubelski – „B” miał spełniać zadania aprowizacyjne. Za sprawą Eugeniusza Kwiatkowskiego wieś Pławo stała się Stalową Wolą. Rozpoczęła się aktywizacja zabiedzonych rejonów kraju. Dążono do zatarcia różnic między przemysłową, położoną na zachód od Wisły, Polską „A” i rolniczą, położoną na wschód od Wisły, Polską „B”. Na lata 1939-1941 przeznaczono na ten cel kwotę 2 mld zł.

Z LUBLINA „MEWY” I MASKI

Włączona do COP część województwa lubelskiego miała być swoistym spichlerzem dla pozostałych rejonów. Ale stolica województwa miała mieć swoje zakłady. Plan zakładał zarówno wybudowanie nowych, jak i wykorzystanie już istniejących.

Jeszcze w 1935 roku władze państwowe przejęły wytwórnię samolotów Plage i Laśkiewicz, na bazie której powstała Lubelska Wytwórnia Samolotów. Początkowo produkowano bezwartościowe bombowce LWS-4 „Żubr”, następnie LWS „Czapla”. Do bardziej nowoczesnych należały zaprojektowane w Lublinie LWS-3 „Mewa”. W 1939 roku prognozowano, że produkcja tych modeli osiągnie poziom jednego samolotu dziennie i 300 maszyn w ciągu roku. Do wybuchu wojny zbudowano ich 17.

Budowaną od zera inwestycją była fabryka silników samochodowych Lilpop, Rau i Loewenstein. Samochody na licencji General Motors składano w Warszawie. 36 ha terenu na Tatarach zakupiono pod budowę czterech hal fabrycznych. Produkcję silników o pojemności 3,6 litra do samochodów ciężarowych marki Opel, Opel Kapitan i Chevrolet planowano uruchomić pod koniec 1939 roku. Do wybuchu wojny powstała bocznica kolejowa, kotłownia oraz jedna hala, którą zdążono wyposażyć w niezbędne maszyny. Wydano na ten cel 1,4 mln zł.

Kolejnym nowym zakładem miała być fabryka gwoździ i drutu Karwina-Trzciniec (nie powstała). Nad Bystrzycą planowano także budowę jednego z największych prywatnych zakładów COP. U zbiegu ulic Wyścigowej i Spacerowej przymierzano się do wzniesienia Wytwórni Masek i Sprzętu Przeciwgazowego. Po fabryce, której wartość szacowano na 1,2 mln zł, pozostały tylko zatwierdzone projekty. Do zakładów ważnych dla zaopatrzenia wojska zaliczono istniejące już w Lublinie: garbarnie Brikmana i Silbersteina, fabrykę wyrzutników bombowych Władysława Świąteckiego, Lubelską Wytwórnię Części Lotniczych Tadeusza Stelmaszczyka oraz Fabrykę Maszyn i Narzędzi Rolniczych Mieczysława Wolskiego. Ostatnią z nich przejął utworzony w 1937 roku Lubelski Zakład Mechaniczny Mariana Sowy. Modernizacja rzeźni miejskiej, polegająca na zainstalowaniu nowoczesnej linii do produkcji konserw, była inwestycją na potrzeby wojska i okręgu przemysłowego. Poza nowymi zakładami Lublin w ramach inwestycji COP miał uzyskać nowe połączenia kolejowe i drogowe. Planowano budowę nowego bezpośredniego połączenia kolejowego z Lublina do Zwierzyńca oraz modernizację połączenia ze Zwierzyńca do Lwowa. Koszt tej inwestycji szacowano na 34 mln zł. W 1938 roku pojawił się pierwszy projekt budowy autostrad. Lublin miał był położony na szlaku z Warszawy do Bukaresztu. Na razie na trasie Warszawa – Lublin – Lwów planowano położyć nową nawierzchnię. W planach dalekosiężnych przewidywano, że w pobliżu stacji kolejowej Świdnik powstanie port lotniczy.

MIASTO ZE STADIONEM NA 15 TYS. WIDZÓW

Lublin włączono do projektu COP, kiedy wojewodą był Józef Rożniecki a prezydentem miasta Bolesław Liszkowski. Ówczesny wojewoda, chociaż pracował w administracji publicznej, związany był z kręgami wojskowymi, prezydent miasta zaś kiedyś był członkiem Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Można przypuszczać, że obaj mieli możliwości lobbowania na rzecz włączenia Lublina do COP.

Kiedy wiadomo było, że jest szansa na pomoc finansową ze strony państwa, Bolesław Liszkowski 8 marca 1937 r. przedstawił Radzie Miejskiej czteroletni plan inwestycyjny, mający stanowić podstawę dalszego rozwoju gospodarki komunalnej Lublina. Rada plan prezydenta uchwaliła i zapewniła 600 tys. zł na rozpoczęcie inwestycji. Od kwietnia 1937 roku do 1938 roku, zgodnie z wytycznymi Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, opracowano szkic ogólny planu zabudowania miasta. Projekt ten zaginął i znane są tylko szczegółowe pomysły. Na przykład na obszarze tak zwanych Rur Jezuickich miały powstać trzy dzielnice mieszkaniowe przedzielone terenami niezabudowanymi. W marcu 1938 ogłoszono konkurs na zagospodarowanie łąk Tatary, położonych po obu stronach alei Marszałka Piłsudskiego i alei Zygmuntowskich.

Warunki konkursu mówiły o utworzeniu tu parku sportowego ze stadionem na 15 tys. widzów, postawieniu żelbetowej hali sportowej i toru do wyścigów konnych. Miasto zarezerwowało pieniądze na dokończenie budowy szkół przy ulicy Lipowej. Położono fundamenty pod pawilon przeciwgruźliczy szpitala św. Jana Bożego. W dzielnicy Dziesiąta powstać miał plac targowy i basen. Jednocześnie sfinansowano tu zakończenie budowy szkół przy ulicach Kochanowskiego i Bychawskiej (obecnie Kunickiego). Były pieniądze i projekty, szybkie tempo prac i… chaos, a dokładnie brak koordynacji. Właśnie prezydent Lublina krytykował realizację projektu. Zarzucał władzom centralnym chaos organizacyjny. Pisał: „Władze centralne nie mają uzgodnionych ze sobą planów. W Ministerstwie nakazano Lublinowi budowę elektrowni, polecono wziąć na ten cel dużą pożyczkę z Banku Gospodarstwa Krajowego, której istotne oprocentowanie, uwzględniając kurs obligacyj, jest bardzo duże. Tymczasem do Lublina przyjeżdża p. min. Litwinowicz i kategorycznie stwierdza, że w ogóle elektrownia jest niepotrzebna. Sytuacja jest tym gorsza, że rozmaite władze wywierają na samorząd nacisk, grożą, ale nic nie chcą dać na piśmie i brać na siebie odpowiedzialności”.

ZA PIĘĆ DWUNASTA

Zbroiły się armie Rzeszy Niemieckiej i ZSRR, tymczasem na terenie COP zakłady powstawały w szczerym polu. Wprawiało to w zdumienie pewnego Francuza: „Ultranowoczesne zakłady pojawiające się w samym środku zacofanych rejonów, poprzecinanych kiepskimi drogami, przy których przykucnęły rudery wiejskich chałupek, stanowią dla postronnego obserwatora zaskakujący widok i wskazują, do jakiego stopnia Polska jest krajem kontrastów. Wiek dwudziesty sąsiaduje tu bezpośrednio ze średniowieczem. Okazuje się więc, że ten nieokrzesany, niedbały i pogodzony z losem Polak potrafi być człowiekiem nowoczesnym, twórczym i konstruktywnym”. W zakładach COP pracę znalazło ponad 32 tys. osób. Faktycznie produkcja przemysłu wojskowego istotnie wzrosła w stosunku do lat ubiegłych. Ostatni etap budowy COP planowano zamknąć około 1953 roku. 1 września 1939 roku rozpoczęła się II wojna światowa. Można postawić pytanie: jak wyglądałaby wojna obronna 1939 roku, gdyby COP ruszył razem z budową portu w Gdyni? Historycy są zdania, że nawet po zrealizowaniu wszystkich projektów nie wszystkie wojenne potrzeby armii zostałyby zaspokojone. Jeszcze przed 1 września 1939 roku okazało się, że analizy wojskowe nietrafnie wytypowały najbezpieczniejszy rejon II RP. Zajęcie przez Hitlera Czech i podporządkowanie Słowacji odsłoniło COP od południa. Najbezpieczniejszym województwem okazało się województwo lubelskie. COP i idące za tym fundusze dały władzom samorządowym możliwości rozwoju, mimo wielu mankamentów. Wydaje się, że w Lublinie starano się tę szansę maksymalnie wykorzystać. Symbolem inwestycji realizowanych tuż przed wybuchem wojny może być położona przy skrzyżowaniu ulicy Lubartowskiej i alei Tysiąclecia budowana w latach 1938-1939 hala targowa należąca do LSS „Społem”, kiedyś sportowo-widowiskowa hala „Koziołek”.

ZBAWIENNE SKUTKI PSYCHOLOGICZNE

„Co w COP-ie piszczy?” – taki był tytuł jednej z gazetowych rubryk, propagujących w społeczeństwie inwestycje okręgu przemysłowego. Sam mistrz reportażu Melchior Wańkowicz ruszył w teren i w cyklu zatytułowanym „Sztafeta” przedstawił realizację przedsięwzięcia. Poza tym układano rymowanki i wierszyki. Między młotem i kowadłem, III Rzeszą a ZSRR, COP miał być symbolem wysiłku i możliwości twórczych Polaków. Zwykłym ludziom dawał nadzieję na uzdrowienie wszelkich słabości, poprawę polskiej egzystencji. Historyk Paweł Zaremba stwierdził: „Wysiłki i powodzenia w dziedzinie rozbudowy przemysłu zawdzięczała Polska drugiej połowy lat trzydziestych polityce inwestycyjnej Kwiatkowskiego. Podtrzymywała ona w Polsce pomyślną koniunkturę rozbudowy i unowocześniania produkcji. Co nie mniej ważne, miała zbawienne skutki psychologiczne, stwarzając i podtrzymując atmosferę zaufania i wiary we własne siły”.

COP-owskie inwestycje stały się bazą dla rozwoju przemysłu po 1944 roku. Spektakularnym przykładem jest Stalowa Wola, której nazwa wcale nie wzięła się od woli Stalina. Lubelskim przykładem jest historia fabryki silników. W czasie wojny w kompletnie wyposażonej hali Niemcy remontowali pojazdy mechaniczne. Wojska radzieckie w ramach zapłaty za przepędzenie stąd Niemców zgarnęły maszyny. W pustej hali urządzono… rozlewnię spirytusu. Zamknięto ją w 1949 roku. Rok późnej zaczęto budować Fabrykę Samochodów Ciężarowych, by w 1951 roku z taśmy produkcyjnej zjechał pierwszy samochód „FSC Lublin 51”, oczywiście na radzieckiej licencji.

Hala wzniesiona dla firmy Lilpop, Rau i Loewenstein nadal służy przemysłowi. Została ujęta w gminnej ewidencji zabytków. Znajdziemy ją przy ul. Narzędziowej.

Słowa kluczowe