Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Śladami sztukmistrza z Lublina

18 kwietnia 1959 roku, w sobotę, ukazał się w nowojorskim „Forwerts” pierwszy odcinek powieści Isaaca Bashevisa Singera „Sztukmistrz z Lublina” (oryginalny tytuł „Der kuncnmacher fun Lublin”). Autor uczynił jej bohaterem Jaszę Mazura, sztukmistrza pochodzącego z Lublina. Wprowadził tym samym to miasto do grona miast znanych w świecie poprzez konkretne dzieło literackie i jego bohatera. Można tu wymienić Gdańsk opisany przez Gűntera Grassa w „Blaszanym bębenku”, Drohobycz Brunona Schulza, Moskwę Michała Bułhakowa („Mistrz i Małgorzata”).

Tomasz Pietrasiewicz

Śladami sztukmistrza z Lublina
Lot Sztukmistrza. Rysunek: Robert Sawa

Nie ulega wątpliwości, że po otrzymaniu przez Singera w 1978 roku Nagrody Nobla i przetłumaczeniu jego książki na kilkadziesiąt języków, Jasza Mazur stał się najsłynniejszym lublinianinem na świecie. To on jak nikt inny przyczynia się do budowania legendy Lublina. Miejmy nadzieję, że przyjdzie taki czas, że Jasza zostanie należycie doceniony i doczeka się pomnika w rodzinnym mieście.

Autor „Sztukmistrza” Isaac Bashevis Singer urodził się w 1904 roku w Leoncinie na Mazowszu. Ale korzenie jego rodziny są w Biłgoraju. To stąd pochodziła matka pisarza Baszewa Zylberman, córka Jakuba Mordechaja Zylbermana, rabina w Biłgoraju. Lata 1917-1922 Singer z matką spędził w Biłgoraju, tu nauczył się polskiego, tu poznał polską literaturę, napisał pierwsze opowiadania. Nic dziwnego, że  Lubelszczyzna z jej małymi żydowskimi miasteczkami stała się jego magicznym jidiszlandem. To w tych miasteczkach dzieje się akcja wielu jego opowiadań.

Spróbujmy udać się tropem lubelskich miejsc Jaszy Mazura, opisanych przez Singera.

Dom rodzinny – ul. Kowalska


Dom, gdzie wychował się Jasza, znajdował się na ulicy Kowalskiej. Tu jego ojciec handlował artykułami metalowymi, wśród których znajdowały się głównie zamki i klucze. Oto fragment z książki Singera opisujący dzieciństwo Jaszy: „Jego ojciec był pobożnym, ubogim Żydem i handlował towarami żelaznymi. Matka umarła, gdy Jasza miał siedem lat, ojciec nie ożenił się powtórnie i chłopiec wychowywał się sam. Jednego dnia szedł do chederu, a następne trzy dni opuszczał. W sklepie jego ojca znajdowało się mnóstwo zamków i kluczy, które bardzo Jaszę ciekawiły. Grzebał w jakimś zamku dopóty, dopóki nie otworzył go bez klucza. Kiedy z Warszawy i innych dużych miast przyjeżdżali do Lublina kuglarze, Jasza łaził za nimi obserwując ich sztuczki, a później starał się je naśladować. Zauważywszy jakąś sztuczkę karcianą, tak długo manipulował talią kart, póki się jej nie nauczył. Widział kiedyś występy linoskoczka i zaraz poszedł do domu spróbować swoich sił. Spadał i znów wchodził na linę. Uganiał się po dachach, pływał na głębinie, skakał z balkonów (na słomę wyrzuconą z sienników przed Pesach), ale nigdy jakoś nic mu się nie stało”.

Zapewne mały Jasza patrzył ze szczytu wysokiej skarpy opadającej z placu Rybnego w ulicę Kowalską i widział dachy kamienic. Być może to właśnie tam zrodziło się marzenie o lataniu, które często wracało do niego w snach. Oto jeden z tych snów:
„Jasza zdrzemnął się i przyśniło mu się, że lata. Uniósł się nad ziemią i wzbił wysoko, wysoko. Dziwił się, że wcześniej tego nie próbował – takie to było łatwe, takie łatwe. (…) Od lat fascynowała go myśl o założeniu pary skrzydeł i lataniu. Jeśli mógł to robić ptak, dlaczego nie mógłby człowiek? Skrzydła musiałyby być odpowiednio wielkie i zrobione z mocnego balonowego jedwabiu. Powinny być przyszyte do prętów i składać się i rozkładać jak parasol. A gdyby nie dość było skrzydeł, można by umocować między nogami coś w rodzaju błony, jak u nietoperza, aby łatwiej utrzymać się w powietrzu. Człowiek jest cięższy od ptaka, ale orły i sokoły bynajmniej nie grzeszą lekkością, a potrafią unieść jagnię i polecieć z nim. (…) Oczywiście, wielu z tych, którzy próbowali latać, zabiło się, ale faktem jest, że latali, choć bardzo krótko. Po prostu materiał musi być odpowiednio mocny, pręty elastyczne, człowiek zwinny, lekki i sprężysty, i rzecz się uda. Co by to była za sensacja w całym świecie, gdyby on, Jasza, przeleciał ponad dachami Warszawy albo, jeszcze lepiej, Rzymu, Paryża czy Londynu!”.

 

Miasto Żydowskie


Lubelskie Miasto Żydowskie z okresu gdy chodził po nim Jasza Mazur tak sportretował Singer: „W wąskich uliczkach i między wysokimi budynkami panował już mrok. W sklepach zapalano lampy naftowe i świece. Ulicami szli brodaci Żydzi w długich kapotach i butach z szerokimi cholewami, w drodze na wieczorne modły. Księżyc był na nowiu, księżyc miesiąca Siwan. Na ulicach stały wciąż kałuże, ślady wiosennego deszczu, choć cały dzień słońce mocno grzało. Tu i ówdzie ze ścieków spływała cuchnąca woda; powietrzem niósł się zapach końskiego gnoju i krowiego łajna oraz świeżo udojonego mleka. Z kominów unosił się dym; gospodynie przygotowywały posiłek wieczorny: zupa z kaszą, duszone mięso z kaszą, grzyby z kaszą. (…) Na świecie, wszędzie poza Lublinem, wrzało. Co dzień polskie gazety zamieszczały wiadomości o wojnie, rewolucji lub kryzysie. Wszędzie wypędzano Żydów ze wsi. Wielu emigrowało do Ameryki. Ale tu, w Lublinie, odczuwało się tylko stabilność z dawna istniejącej społeczności. Niektóre synagogi zbudowano jeszcze za czasów Chmielnickiego. Na cmentarzu leżeli rabini, jak również autorzy komentarzy, prawnicy i święci, a każdy miał własny nagrobek lub kapliczkę. Panowały tu dawne obyczaje: kobiety zajmowały się interesami, mężczyźni studiowali Torę”.

Panorama dzielnicy żydowskiej ze wzgórza Czwartek, lata 30. XX w. Fot. Stanisław Magierski [archiwum rodziny Magierskich]
Panorama dzielnicy żydowskiej ze wzgórza Czwartek, lata 30. XX w. Fot. Stanisław Magierski

Ulica Probostwo – dom sztukmistrza


Tuż za kamienicą Lubartowska 24 znajdował się początek ulicy Probostwo. Idąc tą ulicą, biegnącą na zboczu Czechówki, można było dojść do gospodarstwa Jaszy Mazura. Mogą wskazywać na to opisy jego domu oraz okolicy, w której się znajdował.

„Jasza, choć tylko sztukmistrz, uchodził za bogatego; posiadał dom, stodoły, spichrze, stajnie, strych na siano, podwórze, na którym rosły dwie jabłonie, a także ogród, gdzie Estera uprawiała warzywa”.
„Był w dobrym humorze, poszedł więc na przechadzkę po swojej posiadłości. Na podwórzu zieleniła się trawa, rosło tam mnóstwo kwiatów: żółte, białe, nakrapiane pączki oraz kiście kwiatów rozwiewających się za każdym podmuchem. Gęsta roślinność i osty sięgały niemal dachu szopy”.

„Dom stał na skraju miasta i Jasza widział przed sobą rozległe łany pszenicy (...)”.
„To podwórko było jak kawałek wsi pośród miasta. Na trawie osiadła rosa, jabłka, zielone i niedojrzałe, już pachniały”.

Ulica Probostwo. Fragment zdjęcia lotniczego z lat 30. XX w.
Ulica Probostwo. Fragment zdjęcia lotniczego z lat 30. XX w.

Odpoczynek Jaszy w Lublinie


Akcja książki rozpoczyna się w Lublinie, do którego Jasza wracał po każdym objeździe. Po dwudniowym odpoczynku postanowił udać się do miasta. „Wciągnął zielone spodnie, włożył czerwone pantofle domowe i czarną aksamitną kamizelkę przybraną srebrnymi cekinami. Ubierając się, skakał i błaznował jak uczniak, gwizdał na kanarki, zagadywał do małpki Joktana, mówił do psa Hamana i do kota Mecoce. Była to tylko część jego menażerii. W podwórzu trzymał pawia i pawicę, parę indyków, stado królików, a nawet węża, którego trzeba było co drugi dzień karmić żywą myszą”. Po śniadaniu Jasza ruszył do Lublina spotkać się w karczmie ze znajomymi.

„Było południe i karczma Bejły świeciła pustką. Na podłodze rozrzucono świeże trociny, a na szynkwasie postawiono pieczoną gęś, nóżki cielęce w galarecie, siekane śledzie, placki jajeczne i precle. Jasza siedział przy stoliku ze Szmulem Muzykantem”.

Możemy tylko przypuszczać, że karczma Bejły znajdowała się przy ulicy Wodopojnej. Tak więc jest to kolejne miejsce opisane przez Singera.

Ulica Lubartowska, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]
Ulica Lubartowska, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]

Powrót Jaszy do Lublina – pustelnia

Po wielu perypetiach Jasza wraca do Lublina do swojego domu. Tu każe zrobić dla siebie pustelnię. Ostatnia część książki Singera opisuje Jaszę Mazura zamurowanego w tej pustelni. „Co jakiś czas rzucała spojrzenie przez okno wychodzące na dziedziniec. Budyneczek z cegły czy raczej więzienie, jak go nazywała Estera, stał tam już od przeszło roku. (...)”.

„Ani przez chwilę nie można zapomnieć o obecności małego domku bez drzwi i z niewielkim okienkiem, w którym siedział Jasza Pokutnik, jak go teraz nazywano”.

„Na prawo od celi rosła jabłoń, słyszał szelest jej liści. W gałęziach zbudowała gniazdko jaskółka i cały dzień uwijała się, przynosząc źdźbła i robaki dla piskląt. Jaszy udało się przecisnąć głowę przez okno i zobaczył przed sobą pola, błękitne niebo, dach bóżnicy, wieżę kościoła”.

Pustelnia, tak jak całe gospodarstwo Jaszy, znajdowała się na stoku rzeki Czechówki, z którego było widać doskonale panoramę Lublina. Przez okienko swojej pustelni Jasza widział: „dach bóżnicy, wieżę kościoła”.

Ulica Wodopojna, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]
Ulica Wodopojna, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]
Ulica Szeroka, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]
Ulica Szeroka, 1934. Fot. Stefan Kiełsznia [zbiory rodzinne Jerzego Kiełszni]

 

 

 

Słowa kluczowe