Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Rewolucji ciąg dalszy

Pomimo deficytu papieru, w tym toaletowego, farb drukarskich i powielaczy, właśnie w Polsce wydawano najwięcej nielegalnych książek i pism wśród wszystkich demoludów, czyli państw zależnych od ZSRR.

Łukasz Kijek

Rewolucji ciąg dalszy
Janusz Ruciński w drukarni, która znajdowała się w jego domu [zbiory Janusza Rucińskiego]

Historia niezależnego ruchu wydawniczego w Lublinie kończy się 11 kwietnia 1990 roku, kiedy zniesiono cenzurę. Od 1976 r. ukazywało się około 230 tytułów prasy niezależnej i wydano ponad 230 tytułów książkowych. Po latach nie sposób oszacować, jaki był nakład tych publikacji. W porównaniu z innymi ośrodkami wydawniczymi nie było to oszałamiająco dużo, ale nie było też mało. Lublin zajmuje pod tym względem przyzwoite miejsce w krajowej pierwszej dziesiątce.

Okładka książki wydanej przez Wolną Spółkę Wydawniczą w Lublinie [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr  NN”]

*

Książki i pisma drugiego obiegu były charakterystyczne: tekst maksymalnie ściśnięty a strony miały tylko tyle marginesu, ile było niezbędne do spięcia. Fotografii nie zamieszczano. W prasie zdarzały się sporadycznie rysunki. Papier słabej jakości. W dodatku niejednokrotnie w jednej książce w różnych odcieniach. Miejscami tekst mógł być kiepsko odbity. Za książki trzeba było płacić. Pisma drugoobiegowe rozdawano za darmo.

*

Urządzenia, podobnie jak farbę, szmuglowano z Za-chodu, sita do sitodruku robiono na miejscu. Farba drukarska przychodziła np. w paczkach żywnościowych przesłanych z Zachodu. Możliwości zdobycia papieru było kilka. Kupowało się za łapówkę albo na prowincji, gdzie nie schodził. Inną opcją było wyniesienie ryzy papieru z zakładu pracy.

 Drukarnia w domu państwa Grudniów [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”]

*

Nielegalne drukarnie urządzane były np. w piwnicach domów. Żadna z nich nigdy nie została namierzona, ale zdarzały się wpadki kolporterów. 13 maja 1985 roku został zatrzymany przez Służbę Bezpieczeństwa kolporter Wacław Wasilewski. W czasie II wojny światowej żołnierz Armii Krajowej. Pracował w Instytucie Biologii UMCS. Tytuł doktora uzyskał w 1961 roku. Z NSZZ „Solidarność” związał się w 1980 roku.
Znaleziono przy nim:
– 4050 egzemplarzy pisma „Informator. Region Środkowo-Wschodni „Solidarność”,
– 14 egzemplarzy broszury „Rozmowy polskie latem 1983 r.”,
– 1 egzemplarz czasopisma „Spotkania” z 1980 r.,
– 20 egzemplarzy „Biuletynu Informacyjnego Kolejarzy „Solidarność” nr 16, Lublin, kwiecień 1985 r.,
– inne, pojedyncze egzemplarze prasy i ulotek.

Sąd skazał Wacława Wasilewskiego na dwa lata pozbawienia wolności i konfiskatę samochodu osobowego Fiat 126 p. Wyrok zapadł w grudniu 1985 roku. „Solidarność”, dla której pracował kolporter, samochód mu odkupiła.

*

Najdłużej działającym lubelskim wydawnictwem niezależnym były „Spotkania”, które wydawały własne pismo i książki. Dla kilku późniejszych samodzielnych wydawców były one szkołą drukowania i kolportażu. Inne wydawnictwa działające poza cenzurą to: „Spotkania”, Respublica, Wydawnictwo Biblioteka „Informatora”, Wolna Spółka Wydawnicza, Antyk, Oficyna im. Józefa Mackiewicza, Vademecum, Fundusz Inicjatyw Społecznych, Aut ‘82, Wydawnictwo Niezależne CiS i Agencja Informacyjna „SW”. W okresie karnawału „Solidarności” książki wydawało również Niezależne Zrzeszenie Studentów.

Druk książek metodą sitodruku. Klatki z filmu nakręconego przez Zygmunta Kozickiego [archiwum autora]

*

Ze wspomnień Zygmunta Kozickiego, kolportera, drukarza i wydawcy: „Założenia ideowe były bardzo proste: to, czego komuna zabrania, my będziemy drukować. Teraz, jak na to patrzę, to niektórych rzeczy bym dzisiaj nie wydrukował. Drukowaliśmy też takie książki, które równie dobrze mogły wyjść za komuny, np. Pierścień z papieru, Zygmunta Haupta; z polityką to nie miało nic wspólnego, przepiękna literatura, wspomnienia człowieka z Kresów Wschodnich i nie wiem, dlaczego objęta była zapisem cenzorskim. Pewnie autor źle się wyrażał o komunizmie, a może ze względu na tematykę kresową. Nie mieliśmy założeń ideowych typu katolickie, narodowe, filo- czy antysemickie, chodziło o walkę z cenzurą. Nie byłem nigdy związany z grupą o jakimś profilu politycznym. Nie mieliśmy aspiracji do tworzenia formacji ideowo-politycznej”.

Słowa kluczowe