Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Retrokryminałki [2]

Retrokryminałki [2]
Pacjenci w Szpitalu Wojskowym w Chełmie, fot. Abram Zylberberg [kolekcja szklanych negatywów z kamienicy Rynek 4]

„Łąki Nadbystrzyckie wymagają opieki policji”

P. Józef Borkowski (Przemysłowa 23) zmęczony pracą, spieczony słońcem i spocony zapragnął spaceru i w tym celu wybrał się na Aleję Marszałka Piłsudskiego. Jeśli chodzi o wybór miejsca spaceru to pochwalamy myśl p. Borkowskiego – Aleja Piłsudskiego jest bezsprzecznie najsympatyczniejszem miejscem spaceru w naszem mieście – jednakowoż nie możemy mu darować i przemilczeć towarzystwa Stanisława Ziemięckiego (Lubartowska 62), Marji Mazur (Czechowska 7), i Zofji Gładysz (Ogródek Rusałka) w którem znalazł się na spacerze, tembardziej, że towarzystwo to skradło mu z kieszeni 300 zł gotówką. Obok nieszczęścia p. Borkowskiego zauważyć należy, że policja nasza zamało interesuje się Nadbystrzycką Aleją. Należy pamiętać o tem, że łąki lubelskie w miesiącach letnich są zbiorowiskiem różnego rodzaju mętów społecznych.

(„Ziemia Lubelska”, 12 lipca 1929)

 

„Niemiłe przyjęcie u teściowej”

Mieszkaniec Wilna Władysław Ch. przyjechał przed kilku dniami do Lublina w sprawach osobistych, m. in. dla załatwienia pewnych formalności (być może posagowych) ze swą teściową, zamieszkałą przy ulicy Narutowicza. Onegdaj wieczorem wybrał się z wizytą. Krótko jednak tam bawił, gdyż teściowa mając do pomocy szwagra – wyprawili mu taką „łaźnię”, że uszedł ledwo z życiem. Pobity, zakrwawiony i nieprzytomny z bólu i strachu, dowlókł się do rogu ulic Szopena i Narutowicza, gdzie padł na chodnik. Powstało zbiegowisko. Zjawił się wkrótce przedstawiciel władzy bezpieczeństwa, karetka Pogotowia Ratunkowego. Lekarz stwierdził niebezpieczny wstrząs mózgu i po udzieleniu pierwszej pomocy, przewiózł rannego na kurację do szpitala Szarytek. Jakie były bliższe powody krwawego zajścia – narazie niewiadomo, sprawa wyjaśni się prawdopodobnie całkowicie przed Sądem.

(„Kurjer Lubelski”, 11 marca 1932)

Słowa kluczowe