Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Papierowy król

Józef Czechowicz z zawodu był nauczycielem – w Lublinie uczył w Szkole Specjalnej. Nie przeszkadzało mu to współpracować jako dziennikarzowi z lubelską prasą codzienną. Pierwsze jego teksty pojawiły się w połowie lat dwudziestych ubiegłego wieku w „Expressie Lubelskim”. Współpracował też z „Ziemią Lubelską”. W roku 1932 założył i był przez kilka miesięcy redaktorem naczelnym „Kuriera Lubelskiego”. Po odejściu z „Kuriera” prowadził jeszcze krótko „Dziennik Lubelski”.

Papierowy król
Karykatura Józefa Czechowicza, rys. Henryk Donga [WPB im. H. Łopacińskiego]

Praca dziennikarska stanowiła dla Czechowicza dodatkowe źródło dochodu. Dawała mu też możliwość wypowiadania się w ważnych dla niego sprawach oraz prezentowania swojej twórczości.

Wśród pisanych przez niego tekstów były m.in. artykuły informacyjne (np. o działalności Rady Miasta), interwencyjne (np. o nieporządkach na lubelskich ulicach), piętnujące nadużywanie przez mieszkańców alkoholu, o lubelskich zabytkach i wydarzeniach kulturalnych. Odrębną grupę stanowią noty kryminalne pisane, czy też redagowane przez Czechowicza – krótkie teksty opisujące typowe zdarzenia kryminalne takie jak kradzieże, rozboje, bójki. W szczególności lubił komentować te, w których motywem działania sprawcy była… miłość. Czytając te noty można odnieść wrażenie, że ich pisanie przychodziło Czechowiczowi bez większego problemu. Robił to z dużą swobodą i charakterystycznym poczuciem humoru. Jego krótkie komentarze wyróżniają się poziomem i wyrobieniem literackim. Z dużą pewnością możemy przyjąć, że ich autorem jest Czechowicz ukryty pod różnymi inicjałami. Teksty te zebrane razem tworzą rodzaj surrealistycznej „Krwawej ballady o mieście Lublinie”. Dodajmy jeszcze, że pisywał również teksty reklamowe, które zawsze wyróżniały się szczególnym pomysłem.

Bycie redaktorem i pisanie do codziennej prasy stwarzało Czechowiczowi również okazję do różnego rodzaju mistyfikacji i zmyśleń, które tak bardzo lubił i traktował jako dobrą zabawę. Być może w ten sposób – wymyślając absurdalne historie, dystansował się do „wymogów”, jakie stawiała przed dziennikarzem tzw. prasa popularna. Jako redaktor naczelny „Ziemi Lubelskiej” (1930), „Kuriera Lubelskiego” (1932) i „Dziennika Lubelskiego” miał nieograniczone pole do popisu w tej materii, nikt go przecież nie kontrolował. To było jego „papierowe królestwo” i dawał temu wyraz.

W prowadzonych przez siebie dziennikach starał się zamieszczać jak najwięcej tekstów związanych z kulturą, drukował dużo wierszy. W zderzeniu z twardą rzeczywistością rynku takie gazety nie miały szans na przetrwanie. Większość jego dziennikarskich tekstów ukazywała się pod pseudonimami, kryptonimami czy wręcz nie była podpisywana. Tylko te najważniejsze podpisywał własnym imieniem i nazwiskiem.


Na lubelskim bruku


O dramatycznych i krwawych zdarzeniach kryminalnych można było dowiedzieć się nie tylko z gazet, ale również z rozpowszechnionej na wielką skalę poezji jarmarcznej („pieśni dziadowskie”). Budziła ona duże zainteresowanie Czechowicza, który napisał nawet artykuł „Druki ulotne z poezją jarmarczną”. Zwraca w nim uwagę, że wykonywane na jarmarkach pieśni „opisują tragiczne wydarzenia i są pełne mimowolnego humoru”. Z kolei Czesław Miłosz wspomina, że Czechowicz bardzo lubił staroangielską balladę „The Bonny Hind – Piękna łani” – „Jest to przejmująca opowieść, jakby ze średniowiecznej kroniki kryminalnej, a zarazem posiadająca wszelkie cechy śpiewnej ballady”.

W rubryce kryminalnej „Ziemi Lubelskiej”, którą poeta nazwał „Na lubelskim bruku” zamieścił w formie „pieśni dziadowskiej” opis bójki dwóch mieszkańców Lublina. Zamiast typowej notatki kryminalnej czytamy rodzaj ballady dziadowskiej.


„Pojedynek krawiecki”


Rycerz mieczem wojował i od miecza
                                                        (ginął
Lecz okres romantyczny już dawno
                                                        (przeminął,
Dziś do spraw honorowych inne
                                                        (instrumenta
Służą we dnie powszednie a czasem
                                                        (i w święta,
Bez Abram, krawiec, spisał się tak
                                                        (jak oprawca
W stosunku do Jankiela Guklerberga
                                                        (krawca.
Zamkowa i Zielona, w jednem żyją
                                                        (mieście.
Na spotkanie wybrali Krakowskie
                                                        (Przedmieście
Numer dwadzieścia jeden. Wstąpili
                                                        (do bramy
Bez świadków. Lecz my o tem
                                                        (wiadomości mamy
Co się tam działo. Jankiel wcale nie
                                                        (mógł siedzieć
Gdy przyszedł do policji swój ból
                                                        (opowiedzieć
Bo Abram „ten łobuźnik” nożyce
                                                        (stalowe
Krawieckie wbił Janklowi… na szczę
                                                        (ście nie w głowę.
W kodeksie honorowym dodać trza
                                                        (stronicę:
„Pojedynki krawieckie”. Jaka broń?
                                                        (Nożyce.
                       * * *
Oj, Abramie, wszak godność to
                                                        (twoją poniża
Konkurenta w ten sposób kłuć poniżej
                                                        (krzyża.


„Kurier Lubelski”


Od stycznia 1932 Czechowicz rozpoczął wydawanie dziennika „Kurier Lubelski”, w którym był też redaktorem naczelnym. Funkcję tę pełnił do 11 maja 1932 r. „Kurier” poświęcał dużo miejsca sprawom kultury. On sam ukrywając się pod pseudonimem „Recenzent”, ogłosił tu wiele recenzji z przedstawień w Teatrze Miejskim.

Bardzo mocno angażował się też w sprawy kinematografii – pisał recenzje, reklamował filmy i krytykował warunki panujące w lubelskich kinach. W „Kurierze Lubelskim” utworzył poświęconą sprawom filmowym rubrykę „Na srebrnym ekranie”, w której publikował pod pseudonimem „Kinoman”.

Kolejnym medium, którym był zafascynowany, było radio – dlatego w „Kurierze” publikował teksty je popularyzujące. Jednym z pseudonimów „radiowych” tekstów był Benedykt Hertz.

Widzimy, że do każdej dziedziny dobierał charakterystyczny pseudonim. Radio – Benedykt Hertz, teatr – Recenzent, kino – Kinoman.

To co odróżniało prowadzony przez Czechowicza „Kurier” od innych gazet codziennych to m. in. publikowanie dużej ilości wierszy. Były wśród nich wiersze Antoniego Madeja, Franciszki Arnsztajnowej, Józefa Łobodowskiego, Bronisława Michalskiego i jego własne. W „Kurierze” ukazały się wiersze z cyklu „Prowincja w nocy”, poświęcone miasteczkom Lubelszczyzny: Krasnemustawowi, Kazimierzowi, Zamościowi, Puławom oraz te związane z samym Lublinem: „Lublin widziany z dala”, „Ulica Szeroka w Lublinie”.

Słowa kluczowe