Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

| Otwarta brama [4] | Wyrzucenie i powrót dominikanów do Lublina

Od rynku Starego Miasta w stronę kościoła Dominikanów prowadzi ulica Złota. Przynajmniej dwukrotnie trafiła do literatury. I to najwyższego rzędu. Muzyka ulicy Złotej, wiersz Józefa Czechowicza, znany jest i często przytaczany. To również fragment Poematu o mieście Lublinie.

 

Tomasz Dostatni OP

 


„(...)
Z ulicy Dominikańskiej śpiew chóru;
dziewczęta chwalą Marię.
Z Archidiakońskiej do wtóru
samotnych skrzypiec arie.

Domów muzyczne milczenie,
złączone z tęczy łukiem,
na czoło kościoła promieniem
opada jak pukiel
(...) „

Ale nie zawsze tu, na tej ulicy, taka cisza panowała. Kiedy zimą, styczeń – luty 1886 roku, władze carskie próbowały wywieźć siłą dominikanów i usunąć na stałe z klasztoru, doszło do rozruchów. Ludzie się wzburzyli, w liczbie kilkuset osób zablokowali sanie, wiozące z dziedzińca klasztornego ojca Sakowskiego w kierunku Bramy Trynitarskiej. Ludzie krzyczeli „Nie damy księży” i zaatakowali konwój, rzucali bryłami lodu i kamieniami, branymi z ulicy, rzucali też z bram i okien domów, w stronę żołnierzy i policji. Doszło do ulicznych zamieszek z wojskiem. Polała się krew i było ostre strzelanie z obu stron. Dominikanów w końcu wywieźli pod zarzutem pomagania unitom, którzy zostali przez zaborcę zakazani. Kościół funkcjonował, w klasztorze były inne już instytucje, i wojsko.


Dominikanie wrócili do Lublina ponownie w grudniu 1938 roku. Lekko ponad 50 lat ulica Złota nie widziała biało-czarnych habitów.


Ale jest jeszcze druga opowieść literacka o tej ulicy. A właściwie kamienicy. Hanny Krall Wyjątkowo długa linia. Historia kamienicy, która stoi do dziś oczywiście, pod numerem 2. Należała w okresie międzywojennym do rodziny Arnsztajnów. Mieścił się w niej lubelski salon literacki, gdzie Franciszka Arnsztajnowa, poetka, zapraszała innych literatów do siebie, także młodego Józefa Czechowicza. Ta książka Hanny Krall powinna się stać lekturą obowiązkową dla mieszkańców Starego Miasta. To jest reportaż metafizyczny. Pokazujący mieszkańców domu na przestrzeni kilku pokoleń. A rozdział Widok z okna znowu przenosi nas wprost na ulicę Złotą.


Wyrzucenie dominikanów i ich powrót, to także dwie historie, które przypominają braci, którzy tu mieszkali przez wieki. Wielu z nich przyczyniło się do tego, że dziś możemy opowiadać o tym, co inspirowało nas do wolności. Choć w dwudziestoleciu międzywojennym dominikanów prawie nie było w Lublinie. Przez chwilę tylko ojciec Jacek Woroniecki był rektorem KUL i długo wykładowcą, ale mieszkał gdzie indziej. Także inni dominikańscy profesorowie uniwersytetu. Złota ulica ma swoją historię i swoje miejsce w literaturze. Dobrze, abyśmy idąc nią starali się też dostrzec to, co niewidoczne i usłyszeli ową muzykę, i postacie wychodzące z bram, które już dawno od nas odeszły. A to znowu byli konkretni ludzie, ukazani ostatnio m.in. przez Andrzeja Titkowa w jego filmie Album rodzinny.

Słowa kluczowe