Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Otwarta Brama [9] Złota 9

Dla mnie miejscem, po którym najczęściej oprowadzam przyjaciół jest kościół i klasztor Dominikanów na Starym Mieście w Lublinie. To chyba jest oczywiste, bo tutaj na Złotej 9, w tym klasztorze, mieszkam od wielu lat. I to jest dobry adres w mieście. Sam, gdy tylko pojawiłem się w klasztorze z perspektywą dłuższego pobytu, przeczytałem na początek „Kościoły lubelskie” ks. Wadowskiego (1907 ) – duży rozdział o kościele św. Stanisława, bo pod takim wezwaniem jest bazylika Dominikańska w Lublinie. A jako drugie dodano wezwanie Krzyża Świętego.

Tomasz Dostatni OP

Otwarta Brama [9] Złota 9


W kościele zawsze zatrzymuję się przy obrazie „Pożar Lublina”, który stał się trochę takim logo miasta. Plagą Lublina, podobnie jak wielu miast, bywały pożary, ten z 1719 roku został tutaj tak przedstawiony, że korzystano z tego obrazu w wielu pracach konserwatorskich, gdyż bardzo pieczołowicie i w szczegółach oddaje stary Lublin. Zwracam uwagę przyjaciół na dwie ambony ustawione naprzeciw siebie i opowiadam o debatach dwóch ambon, które od lat prowadzę. Debatach ekumenicznych i o dialogu z innymi religiami. Pokazuję kaplicę Firlejów, gdzie są przechowywane relikwie Krzyża Świętego i kaplicę z obrazem Matki Bożej Trybunalskiej, opowiadam o lubelskim trybunale. Jest jeszcze jeden, mały obraz w bocznej kaplicy, którego reprodukcja trafiła do Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie. Pokazuje on wypędzenie kozackich oddziałów Bohdana Chmielnickiego z Lublina, dzięki oczywiście wstawiennictwu relikwii Krzyża. Kozacy Chmielnickiego dokonywali pogromów żydowskich ciągnąc na Polskę, a tu jest materialny dowód, że byli aż tak daleko na zachód.


Jeśli się uda, wchodzimy za ołtarz główny do przyklejonej do kościoła i stojącej już na skarpie kaplicy Tyszkiewiczów. I zawsze widzę zdziwienie na twarzach gości, że ta kaplica jest tak duża i tak piękna. Tam znajdują się odnowione malowidła na stallach przedstawiające dominikańskich świętych. A spojrzawszy w górę widzimy freski przedstawiające historię odnalezienia Drzewa Świętego w Jerozolimie przez cesarzową Helenę.


Przechodzę potem do trzech gotyckich zakrystii, gdzie drzwi jeszcze w portalu romańskim świadczą, że to jest najstarsza część dawnego klasztoru. W drugiej zakrystii widzimy freski ukazujące przybycie do kościoła królów Jana Kazimierza i Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz ich adorację relikwii. Trzecia zakrystia z dawną, kilkusetletnią podłogą, zawsze jest przeze mnie komentowana, że ten, kto te deski zamieni na marmurowe czy kamienne płytki, w piekle będzie się smażył. Tutaj znajduje się wyjątkowy wizerunek „Ukrzyżowany na palmie” – krzyż, z którego wyrasta palma, czyli drzewo życia. Pokazywanie klasztoru rozpoczynam od strony małego wejścia na krużganki. Stoi tam makieta całego naszego obiektu. Można zobaczyć rzut klasztoru i kościoła, wielkość wielu zaskakuje i wtedy tłumaczę, że klasztory mają duże przestrzenie niezamieszkiwane, jak korytarze, krużganki, sale wielkie i większe. A cel do zamieszkania jest tak naprawdę niewiele. Pokazuję gotycki refektarz, zwany dziś Salą Unii. Choć wiemy, że Unia Polsko-Litewska była podpisana na Zamku, to wiemy też, że u dominikanów toczyły się obrady, a w kościele odśpiewano uroczyste Te Deum po podpisaniu aktu. Czasami schodzimy jeszcze piętro niżej, aby zobaczyć, że od strony skarpy cała część klasztoru, choć jest pod ziemią, jest tak naprawdę nad ziemią. Bo jest właśnie na skarpie. Na dziedzińcu klasztornym pokazuję swoje okna, tam, gdzie mieszkam, oraz zawsze ukazuję płaskorzeźbę – kartusz nad bramą wjazdową, który obrazuje Unię Polsko-Litewską w zaskakujący sposób. Nie będę go tu opisywał, ale zapraszam, aby samemu go zobaczyć i przekonać się, jak stare korzenie mają stereotypy i polskie wywyższanie się nad Litwinami. Jeszcze czasami zaglądam do skarbca, znajdującego się na krużgankach. Z najważniejszym krzyżem Unii, z pasyjką z kości słoniowej, tak wyeksponowanym, aby w tle zobaczyć ten sam krzyż na obrazie Jana Matejki, oczywiście na jego kopii. Pokazuję także stare ornaty z wizerunkami papug, jeleni i motyli i pytam, czy ktoś widział takie ornamenty na chrześcijańskich, katolickich szatach liturgicznych – odpowiedź także tym razem pozostawiam do odgadnięcia przy zwiedzaniu.
Można by jeszcze kilka szczegółów pokazać, ale zawsze jest mało czasu.


Im dłużej mieszkam w Lublinie, w starym bardzo klasztorze, to muszę sam sobie przypominać, że ów klasztor to nie muzeum. To miejsce pracy i modlitwy braci, także mojej. Chcę, aby to był klasztor otwarty, gdzie spotykamy się z innymi na modlitwie, debatach, spotkaniach, wystawach, koncertach, gdyż takie miejsce zobowiązuje. Aby, jak mówił, dziś już święty, Jan Paweł II, wiarę przekładać na kulturę.
I choć w ostatnich latach często zza okna dochodziły dźwięki świadczące, że stale trwają remonty, to jednak klasztor jest klasztorem żywym i żywi dominikanie tutaj mieszkają.

 

Słowa kluczowe