Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

| Otwarta Brama [6] | Żelbetowa chluba robotniczej dzielnicy

W powszechnej świadomości mieszkańców Lublina ten kościół na Bronowicach nazywa się Ave, choć kilka lat temu ktoś podjął decyzję – uważam, że złą – i napis Ave zniknął z wieży kościelnej. Ale tak naprawdę jest on pod wezwaniem św. Michała Archanioła.

Tomasz Dostatni OP

Ten modernistyczny kościół, wybudowany w latach trzydziestych XX wieku, przejął tytuł po rozebranym kościele Świętego Michała na Starym Mieście. Po rozebranej farze.

Gdy dziś wejdziemy na plac – taras widokowy Jerzego Giedroycia – przed dawnym Teatrem Andersena, to oglądając panoramę Lublina możemy w oddali, pośrodku bloków i osiedla dostrzec bryłę i wieżę tego kościoła. Kościół wzniesiono według projektu wybitnego architekta Oskara Sosnowskiego, który w okresie dwudziestolecia międzywojennego zaprojektował kilka kościołów w Polsce, między innymi słynny kościół pod wezwaniem św. Rocha w Białymstoku. Lubelski kościół pokazuje, jak władzom kościelnym przed wojną zależało, aby nowy kościół w dzielnicy robotniczej został zaprojektowany przez architekta znanego i bardzo dobrego. Posiada konstrukcję żelbetową, i jest w pewnym sensie echem wspomnianego białostockiego kościoła, który uważany jest za jeden z najlepszych projektów ówczesnej Polski.

Dziś, a właściwie w ostatnich trzydziestu latach, gdy kościoły powstawały jak grzyby po deszczu, niestety, nie udawało się często zatrudniać takich architektów, jak Sosnowski. To znaczy, tej miary. Dlatego wiele świątyń jest, delikatnie mówiąc, architektonicznymi kiczami. Kościół na Bronowicach, konsekrowany tuż przed wojną, w 1938 roku nie był jeszcze wewnątrz wykończony. Ciekawostką jest, że gdy powstawała tam parafia w 1921 roku, to właściciel tamtejszych gruntów ewangelik Henryk Sachs, za symboliczną złotówkę sprzedał ziemię pod budowę świątyni i przekazał swój dworek na plebanię katolicką. Skromne i proste wnętrze kościoła pokazuje, że można stworzyć przestrzeń sakralną przy użyciu minimalnych środków. Szkoda, powtórzę raz jeszcze, że dziś nie korzysta się prawie w Polsce z tendencji minimalistycznych w architekturze sakralnej. Wszelkie upiększenia, zdobnictwo z kiepskich materiałów... no i nie będę dalej się znęcał. To w tym kościele lubelski biskup Stefan Wyszyński wygłaszał w latach 40. XX wieku konferencję do robotników. I po drugiej wojnie światowej, gdy marksizm zaczął panować w Polsce, ukazywał chrześcijańskie znaczenie pracy. Także nawoływał wtedy do odnowy moralnej po barbarzyństwie wojny.

Lublin lat trzydziestych XX wieku, dzięki temu zrealizowanemu kościołowi projektu Oskara Sosnowskiego, wszedł do klasyki architektury modernistycznej. Warto o tym pamiętać i tak samo wysoko mierzyć w dzisiejszych projektach świątyń.

Może tylko trzeba jeszcze wspomnieć o projekcie Sosnowskiego w Warszawie, osiedla Miasta – Ogród Sadyba.

Słowa kluczowe