Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Otwarta Brama [13] Humor broni przed goryczą. Marzec 1968 roku | Tomasz Dostatni OP

Już kiedyś o tym pisałem, ale warto ciągle przypominać. Minął marzec i pięćdziesiąta rocznica studenckich protestów. Także haniebnego wyrzucenia ostatnich Żydów z Polski. Zostało już tylko naprawdę niewielu. Protesty zaczęły się od Uniwersytetu Warszawskiego, fala rozeszła się po polskich uczelniach. Lublin przyjmował wyrzuconych z innych miast, zwłaszcza Katolicki Uniwersytet, gdyż znaleźli w nim formułę ci, co mieli „wilczy bilet” i nie mogli studiować na żadnej państwowej uczelni w Polsce.

Tomasz Dostatni OP

Basia Toruńczyk, Seweryn Blumsztajn, Krzysztof Malarecki i inni. Późno odkryłem, że także z mojego rodzinnego Poznania, z Uniwersytetu Adama Mickiewicza, po wyjściu z więzienia, przyjechał do Lublina Władysław Panas. Zaczął studiować na KUL-u i został tu na całe życie. Prof. Zofia Trojanowiczowa opowiadała mi, jak broniła go na radzie wydziału w Poznaniu – była jedyną, która miała odwagę. Panas wpisał się w Lublin mocno, tworzył jego mit i legendę, choćby „Oko cadyka”. Inspirował również mnie – pamiętam te rozmowy w gościnnych Palikijach, gdy stało wokół kilkoro z nas i mogliśmy tak słuchać w nieskończoność.

Teresa Torańska w swojej książce „Jesteśmy. Rozstania ‘68” przywołuje także wątki lubelskie. Aleksander Kuperman, Maria Weiler, Michał Hochman studiowali na UMCS, Ryszard Weiler w Wyższej Szkole Inżynierskiej w Lublinie. „Nigdzie na świecie, nie jest dobrze być mniejszością” – mówili i wspominali. „W Lublinie nagonka antysemicka przeszła – wydaje mi się – trochę bokiem. Nie było wielkich demonstracji studenckich i prawdopodobnie nie było Żydów na stanowiskach. Atakowano głównie Katolicki Uniwersytet Lubelski”. Tak, to Janusz Bazydło spędził dwa miesiące w więzieniu za obronę protestujących studentów KUL.

Kiedy w marcu tego roku odbyliśmy w Teatrze Starym debatę o marcu 1968 roku m.in. z Sewerynem Blumsztajnem, nagle okazało się, że na ostatnim, historycznym przedstawieniu „Dziadów” Mickiewicza w Warszawie była grupa dziewcząt z liceum urszulanek z Lublina, a także klerycy z seminarium księży marianów z późniejszym rektorem KUL Andrzejem Szostkiem. To spotkanie pokazało, jak ważnym doświadczeniem dla wielu z tamtego pokolenia były te wydarzenia marcowe. Zawsze, kiedy pojawiają się ciemne strony życia, jak wtedy w marcu, Polacy broniąc się, tworzą dowcipy. Cytuję je z książki Teresy Torańskiej:

„Westchnienie Antoniego Słonimskiego: Jak dobrze, że jestem sierotka. Tatusia nie wyrzucą”.

„Znasz bracie piękny pejzaż mazowiecki? Moczar, Kępa, Moczar, Kąkol i Piasec(z)ki”.

„Jaki był najdłuższy dzień w 1968 roku? 8 marca – bite cztery godziny!”.

„Ostatnio w Polsce ludzie składają sobie życzenia: Zdrowia, szczęścia, pochodzenia!”.

„Obywatele żydowskiego pochodzenia uczcili V Zjazd PZPR. Przekazali w czynie partyjnym 10 tysięcy mieszkań”.

„Jak się dowiadujemy, znana restauracja w Kazimierzu nad Wisłą ‘Esterka’ przemianowana została na ‘Arabeska’.

„Wchodzi student do księgarni. Prosi o konstytucję. Sprzedawca pyta: Zapakować, czy podrze pan na miejscu ?”.

„Gdy prof. Doroszewskiego zapytano, jak należy poprawnie pisać słowo syjonista? Przez ‘i’ czy przez ‘y’? Odpowiedział: Za moich szkolnych czasów zawsze się pisało przez ‘ż’”.

„O znanym aktorze ktoś opowiada w Spatifie: Co za łajdak, chodzi po Warszawie i wszystkim rozgaduje, u kogo ukrywał się w czasie okupacji”.

„W niebie postanowiono założyć komórkę partyjną. Na pierwszym zebraniu – dyskusja, kto ma być sekretarzem? Św. Piotr zgłasza kandydaturę Pana Boga. Protestujemy – woła głos z sali – miał syna z Izraela”.

„Do sekretarza organizacji partyjnej zwrócono się o wyjaśnienie, kogo uważamy za ‘obywatela polskiego pochodzenia żydowskiego’. Czy jeśli matka jest Aryjką a ojciec Semitą, to dziecko jest pochodzenia żydowskiego? Oczywiście, odpowiada sekretarz partyjny. A jeżeli ojciec jest Aryjczykiem a matka Żydówką, czy i takie dziecko jest pochodzenia żydowskiego? Raczej tak – odpowiada sekretarz. A jeżeli rodzice nie są Żydami, a dziadek lub babka są pochodzenia semickiego? Jak z ustaleniem sytuacji wnuka? To sprawa bardziej skomplikowana – odpowiada sekretarz – muszę się spytać na dzielnicy”.

„W czasie ostatnich ‘czystek’ wśród wyższych wojskowych w armii polskiej dowódca jednostki – generał – wzywa swego zastępcę, pułkownika, i mówi:
– Bardzo mi przykro, towarzyszu Goldberg, ale zmuszony jestem zażądać usunięcia was z wojska, gdyż dowiedziałem się obecnie, że nie macie matury.
– To jakieś nieporozumienie – odpowiada Goldberg. – Naturalnie, że mam maturę, oto moje świadectwo, ale w czasie, kiedy wstępowałem do wojska, lepiej się było do tego nie przyznawać.
Generał podrapał się po głowie i udał się na naradę z towarzyszami z podstawowej komórki partyjnej. Następnego dnia woła znowu Goldberga.
– Jednak muszę was z wojska usunąć, bo dowodzicie jednostką specjalną, nie mając wyższego wykształcenia, które jest obecnie obowiązujące.
– Jak to nie mam – odpowiada Goldberg. – Gdy tylko wstąpiłem do armii, zacząłem uczęszczać na wieczorowe kursy na uniwersytecie i posiadam dyplom. Oto on.
Generał znowu poszedł na naradę i następnego dnia mówi:
– Towarzyszu Goldberg, maturę macie, dyplom macie, ale jesteście Żydem. Goldberg nie może być wyższym wojskowym w naszej armii.
– Towarzyszu generale, to znowu nieporozumienie. Ja naprawdę nazywam się Wiśniewski, ale wtedy, kiedy wstępowałem do wojska, lepiej było nazywać się Goldberg i dlatego zmieniłem nazwisko.
Tego generałowi było już za dużo:
– Towarzyszu Wiśniewski, nie ma rady, musicie odejść, żeby nie mówili, że usuwamy samych Żydów”.

A niektóre z tych marcowych dowcipów to sam czarny humor: „Ogłoszenie w warszawskiej gazecie: Jan Kowalski poszukuje człowieka, który ukrywał go w Falenicy w czasie okupacji. Sprawa aktualna”.

Słowa kluczowe