Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Obsesje i lęki

Ci, którzy blisko znali Czechowicza, mówili, że wciąż towarzyszyły mu jakieś lęki i przeczucia, otaczały go widmowe postacie, wierzył we wróżby i uczestniczył w seansach spirytystycznych. W latach trzydziestych horoskop w formie rysunku sporządziła dla poety znana wróżka Pari-Banu.

Obsesje i lęki
Ulica Podwale, zdjęcie podpisane „S. Czechowicz”, jednak prawdopodobnie autorem jest Józef Czechowicz [„Przegląd Lubelsko-Kresowy”, r. 1924, nr 2, s. 21]

A wszystko zaczęło się w małej suterenie przy ulicy Kapucyńskiej 3: „Tu mnie skrzydłem uderzyła trwoga” – stwierdza poeta w wierszu Autoportret. Wspominając spędzone w tej suterenie dzieciństwo, notuje:

„Spływały na mnie strachy niedawnego dzieciństwa, w którym za ciemnymi o wieczorze oknami widywałem widmowe dłonie pukające o szybę. Pamięć wywoływała nieuchwytne cienie w lustrach matczynego domu albo mało dostrzegalne ruchy postaci na obrazkach. To było jak ciężka chmura”.

Miejsce wspomina również jego przyjaciel Kazimierz Miernowski: „Strachem napawało go przejście przez ciemny korytarz lub gdy w wyobraźni jego, jako dziecka, wyskakiwały spod komina jakieś skrzaty i przebiegały przez izbę, gdy tylko odwrócił od komina oczy”.

Patrząc na świat oczami „nawiedzonego” („chcesz czy nie chcesz zaliczonyś do nich / widzisz”), poeta wyczuwał, że za zwykłymi wydarzeniami, za tym, co nas otacza, kryje się jeszcze inna rzeczywistość – często mroczna i budząca lęk.

Potrafiła ona objawić mu się niespodziewanie i w zaskakujących miejscach. I tak siedząc w Trybunale [Koronnym – red.] w czytelni, nagle ujrzał, że „w oknie kłębią się strzępy ludzkich postaci, łby łyse i straszne kadłuby dzieci, drgające ramiona kobiet, jakieś skrzydła”.

Na cmentarzu przy ul. Lipowej Czechowicz miał wizję, w czasie której stracił przytomność. Jego opowieść o tym zdarzeniu zanotował Wacław Gralewski:
„(...) Widziałem strzelające w górę płomienie i kłęby dymu, a ze środka tej eksplozji jakieś widmo wyciągało ku mnie długie kościste ręce – jedną usiłowało złapać mnie za gardło, a drugą pokazywało na ziemię pod moimi nogami”.

Było to dokładnie w tym miejscu, gdzie Czechowicz został najprawdopodobniej pochowany w zbiorowej mogile.

Wyczuwając wokół siebie złe moce, Czechowicz podjął radykalne działanie o charakterze mistyczno-magicznym: przybrał imię Henryk. Zmiana ta wynikała z wiary w magiczną siłę nowego imienia, dzięki której miał stać się kimś innym:
„Jeśli więc złe moce sprzysięgły się na Józefa Czechowicza, to nie ruszą Henryka, bo to jest zupełnie ktoś inny” – wspomina jego przyjaciel Kazimierz Miernowski.

Poeta był przekonany, że ma sobowtóra (nazwał go „Mój drugi”), i świadomość ta przerażała go. Jedna ze znajomych Czechowicza widziała jego paniczny lęk po spotkaniu z sobowtórem. „Opowiadał mi, że po raz pierwszy zobaczył go [sobowtóra] w Lublinie. Poszedł szosą za miasto i nagle zauważył, że przed nim cały czas idzie ten „Drugi”.

W jakimś sensie wyobraźnia Czechowicza została naznaczona podziemnym światem sutereny, w której się urodził i wychował. Ta ciemna rzeczywistość, ze swoimi demonami i upiorami, nigdy nie dała poecie spokoju. To ona była źródłem lęku, który tak często go dopadał.


Gdzie jest ciało poety?


We wrześniu 1939 roku, tuż po wybuchu wojny, Czechowicz wyruszył z Warszawy do rodzinnego Lublina. Wierzył, że znajdzie tu ocalenie. Podobno bardzo się bał, że zginie i ciągle oglądał swoją rękę mówiąc, że ma przecież „długą linię życia”. Nie wiemy dokładnie, kiedy i jak dotarł do Lublina. Niektórzy widzieli go w Lublinie już 8 września. Miał tu też nocować. Inni twierdzą, iż przyszedł do miasta piechotą wczesnym rankiem 9 września. Jeszcze inni, że przyjechał samochodem tuż przed bombardowaniem. Wiemy na pewno, że zginął 9 września około godz. 9, podczas bombardowania Lublina. Stało się to w zakładzie fryzjerskim, który mieścił się w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46 (z wejściem od ulicy Kościuszki 1).

Nie wiemy dokładnie, kiedy jego ciało zostało wydobyte spod gruzów i jak zostało zidentyfikowane. Nie wiemy nawet, czy to na pewno było ciało Czechowicza.

Według niektórych stało się to zaraz po bombardowaniu, kiedy ze zniszczonej kamienicy wydobyto poszarpane ciało poety. Podobno zidentyfikowano je po słowniku polsko-angielskim, który znaleziono w kieszeni jego marynarki. Niektórzy świadkowie twierdzą, że ciało zostało wydobyte dopiero w październiku. Istnieje też relacja, z której wynika, iż Czechowicz zginął w zupełnie innym miejscu – na przedmieściach Lublina. Nie mamy też pewności, czy został pochowany w zbiorowej mogile, czy też w pojedynczym grobie. Nie zachował się również żaden opis pogrzebu poety.

Słowa kluczowe