Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Niezależny obieg myśli, czyli rewolucja z Lublina

Na granicy NRD – PRL, gdzie bagaże poddano dokładnej kontroli, powielacza nie znaleziono. Rozkręcony był na części i ukryty wśród teatralnych rupieci.

Niezależny obieg myśli, czyli rewolucja z Lublina
Janusz Krupski, fot. Tomasz Czajkowski [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”]

Tak rodziła się historia niezależnego ruchu wydawniczego, „rewolucja powielaczy”, która zaczęła się w Lublinie. Rewolucjonistów było trzech: Janusz Krupski, Bogdan Borusewicz i Piotr Jegliński. Ich mentorem był Władysław Bartoszewski. Dynamitem – wolny druk, tzw. bibuła.

Na każdy druk w PRL trzeba było mieć zgodę. Państwo kontrolowało treść wszelkich publikacji: prasy, książek, a nawet nekrologów. Pisarz/poeta/dziennikarz pisał, cenzor czytał i decydował: albo puszczał do druku, zatrzymywał albo wskazywał, co usunąć lub zmienić, by tekst mógł się ukazać. W latach 70. władze poszły dalej i zabraniały drukowania artykułów/książek/poezji określonych autorów. Na indeksie znaleźli się Czesław Miłosz, Józef Mackiewicz, twórcy z kręgu londyńskich „Wiadomości” lub paryskiej „Kultury”. Cenzura we współczesnym świecie występuje w Korei Północnej, Iranie, Arabii Saudyjskiej, na Kubie, w Europie na Białorusi, a także w Chinach, gdzie cenzurowane są wyszukiwarki Google.

Okładka pierwszego numeru pisma „Zapis”. Projekt wykonał Wit Wojtowicz [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr  NN”]

*

W latach 70. XX wieku w Lublinie udało się stworzyć niezależny obieg myśli, czyli przestrzeń wolności nienadzorowaną przez cenzurę, w której wydawano książki niewygodne z punktu widzenia władz PRL. Działała tu pierwsza niezależna drukarnia, która publikowała to, co chciała, a nie to, na co władze pozwalały.
Borusewicz, Jegliński i Krupski w 1970 r. zaczęli studiować historię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Cała trójka podzielała pogląd, że studiuje na jedynej wolnej od marksizmu uczelni w całym komunistycznym świecie. Bogdan Borusewicz, będąc jeszcze uczniem liceum plastycznego w Gdańsku, dostał wyrok trzech lat więzienia za kolportowanie antypaństwowych ulotek. Odsiedział półtora roku i z takim bagażem mógł studiować tylko na KUL. Wstęp na państwowy uniwersytet był niemożliwy.
Przodkowie Piotra Jeglińskiego brali udział w insurekcji kościuszkowskiej i późniejszych powstaniach, włącznie z powstaniem warszawskim. Janusz Krupski szukał sposobu wybijania się na niepodległość poprzez lektury książek o tematyce nieobecnej w oficjalnym obiegu, np. o podziemiu antykomunistycznym. Żywa w środowisku tych młodych ludzi była tradycja powstania warszawskiego. Właśnie w 1973 roku na KUL zaczął pracować historyk i powstaniec warszawski Władysław Bartoszewski. Na wykładach mówił między innymi o historii Polskiego Państwa Podziemnego, wydawaniu nielegalnych gazetek w czasie II wojny światowej. Borusewicz, Jegliński i Krupski zaczynają szukać innej niż fotografowanie metody kopiowania książek.

Powielacz „czerwony”. Trzeci powielacz używany w drukarni „Spotkań”. Taki sam powielacz, tylko z niebieskimi bocznymi obiciami, został przywieziony przez Wita Wojtowicza z Londynu do Lublina, fot. załoga Wagonu [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr  NN”]

*

Co można było zrobić bez kserokopiarek, których era dopiero miała nadejść? Tekst można było powielić za pomocą aparatu fotograficznego. Ale robiono to na grubym papierze fotograficznym i w efekcie cienka książka wielokrotnie zwiększała swoją objętość. Nie wchodziło to w grę ponieważ pomnażane miały być książki nielegalne, które trzeba było dobrze ukryć, bo za ich posiadanie mogła zatrzymać milicja.
W PRL niektóre biura wyposażone były w, służące do kopiowania, powielacze. Bohaterowie tego artykułu uznali, że muszą zdobyć taki sprzęt. Mieli dwa pomysły: pierwszy kradzież z jakiegoś biura w Lublinie, drugi wyjazd za granicę, by go kupić. Pierwszą metodę szybko zarzucili, mimo że zaplanowali kradzież i przygotowali narzędzia. Nie chcieli zostać złapani jako zwykli złodzieje. Drugi plan zrealizowali Piotr Jegliński, który wyjechał do Francji i Janusz Krupski, który organizował wydawnictwo w kraju. W tym czasie Bogdan Borusewicz wrócił do Gdańska, gdzie zaczął działać w Komitecie Obrony Robotników, później przygotowywał strajk w Stoczni Gdańskiej.

*

We Francji Piotr Jegliński zatrudnił się w restauracji. Za zarobione pieniądze kupił powielacz. Pojawił się jednak kolejny problem: jak przerzucić urządzenie do kraju?
W PRL wyjazd za granicę był procedurą wielomiesięczną. Paszport nie był dostępny dla każdego, tylko dla tych, którzy spełnią określone wymagania. Granice państwa były pilnie strzeżone. Autobus na granicy PRL z NRD poddawano ścisłej kontroli. Przewożenie zakazanych książek, na przykład wydanych przez paryską „Kulturę”, powielaczy czy farb drukarskich nie było zadaniem prostym. Celnik rekwirował przedmioty, a właścicielem bagażu zajmowała się milicja. Pozostawał przemyt.
Przewieźć powielacz mógł tylko ktoś zaufany i odważny. W maju 1976 roku w Londynie występował teatr Leszka Mądzika Scena Plastyczna KUL. Jednym z aktorów był Wit Wojtowicz, który zdecydował się na przewiezienie powielacza do Lublina… z Londynu. Jegliński przewiózł urządzenie do stolicy Wielkiej Brytanii. Na granicy NRD – PRL, gdzie bagaże poddano dokładnej kontroli, powielacza nie znaleziono. Wit Wojtowicz rozkręcił go na części i ukrył wśród teatralnych rupieci. Sam szef teatru, Leszek Mądzik, nie wiedział, co za urządzenie z nimi jedzie.

Powielacz „Zuzia” [archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr  NN”]

*

Wit Wojtowicz wraz z Januszem Krupskim złożyli i uruchomili urządzenie. W Lublinie zaczęto wydawać „Komunikaty” KOR. Był to rok 1976. Potem pismo „Zapis”, warszawski periodyk literacko-społeczny. Na przełomie 1976/1977 przemycono do Lublina drugi, bardziej wydajny powielacz. Powielacz zwany był „Zuzią”, co było formą kamuflażu. Gdy trzeba było powielacz ukryć mówiło się „idziemy z Zuzią na spacer”. „Zuzia chce soczku” oznaczało, że potrzeba denaturatu, bo nie ma czym drukować (zamiast farb drukarskich używano denaturatu). Szczęśliwie przetrwała do dziś i obecnie znajduje się na wystawie „Siła wolnego słowa” w Domu Słów, przy ulicy Żmigród 1 w Lublinie.
Od przełomu października i listopada 1977 Janusz Krupski wydawał „Spotkania”, katolicki periodyk, ale niezależny od Kościoła instytucjonalnego.

*

Piotr Jegliński pozostał na emigracji do końca PRL. Dzisiaj również mieszka we Francji i jest wydawcą. Bogdan Borusewicz zrobił karierę polityczną po 1989 roku (w latach 2005-2015 marszałek Senatu). Janusz Krupski, po 1989 był wydawcą, następnie w latach 2000-2006 pełnił obowiązki zastępcy prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Od roku 2006 był kierownikiem Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Zginął 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie polskiego samolotu w Smoleńsku.

Słowa kluczowe