Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Nie wiem, czy chciałbym rozmawiać o Majdanie. Rozmowa z Volodymyrem Dyshlevukiem

W ciągu ostatnich lat studia w Polsce stały się dla Ukraińców czymś powszechnym. Spowodowało to, że można spędzić całe swoje studia w Lublinie i nie odczuć potrzeby porozmawiania z miejscowymi.

Grzegorz Jędrek

 

Nie wiem, czy chciałbym rozmawiać o Majdanie. Rozmowa z Volodymyrem Dyshlevukiem
Volodymyr Dyshlevuk, fot. Magdalena Krasuska

Grzegorz Jędrek: Jesteś wikipedystą, tak?

Volodymyr Dyshlevuk*: Byłem. Przez kilka lat.

Ile artykułów w tym czasie edytowałeś?

– Prawie sto. W ukraińskiej wersji językowej, w polskiej i trochę w angielskiej.

Ile z nich dotyczyło Polski?

– Kilkanaście na pewno.

Skończyłeś na Ukrainie psychologię, robiłeś doktorat. Kiedy postanowiłeś, że chciałbyś przyjechać do Polski?

– Miałem przerwę w doktoracie związaną z chorobą mojego promotora i postanowiłem, że skoro mam wolny rok, to można spróbować czegoś jeszcze. Szukałem możliwości wyjazdu za granicę. Pisałem akurat do Wikipedii artykuł o Wolontariacie Europejskim i wtedy pomyślałem: „Hm, ciekawa rzecz. Może sam spróbuję?”. Przeglądałem sporo ofert, jakoś nic mi nie pasowało, ale kiedy zobaczyłem ofertę wolontariatu w Lublinie, w Bramie Grodzkiej, od razu zrozumiałem, że to jest moje. Od razu.

Mieszkam w tym samym pokoju, gdzie Jurij Matuszczak, który też był wolontariuszem w Bramie Grodzkiej. Patrzył przez to samo okno, przez które ja teraz patrzę. I widział ten sam widok – osiedle Mickiewicza na LSM. Pochodził z Donbasu i kiedy zaczęła się wojna, poszedł bronić swego domu, swej ojczyzny. Nie przeżył.

Czy Ukraina tęskni za Zachodem? Cała Ukraina?

– Regionem, który na pewno nie tęsknił był Krym i chyba już poszedł tam, gdzie chciał. Wbrew prawu, ale poszedł. W przypadku pozostałych regionów, czy ludzi, to tak – większość jednak ciąży do Zachodu. Na Wschodzie już byliśmy i nic dobrego tam nie znaleźliśmy.

Obecnie pracujesz przy jednym z projektów Bramy Grodzkiej, ale też zacząłeś studia.

– Studia historyczne. Moja praca magisterska dotyczy wspólnoty greckokatolickiej w Lublinie.

Dotychczas nikt nie zgłębiał tego tematu, mimo że grekokatolicy są tu od setek lat. A ponieważ całkowicie brak źródeł, w tej części mojej pracy, która dotyczy czasów najnowszych, po prostu chodzę do ludzi, do osób w starszym wieku i rozmawiam z nimi. Już od pierwszego wywiadu zrozumiałem, że ci ludzie mają sporo do powiedzenia.

O co ich pytasz?

– Grekokatolicy mieli dość duże ograniczenia w czasach PRL-u, sama struktura Kościoła została praktycznie zlikwidowana. Dlatego pytam o to, jak ludzie potrafili zachować swoją tożsamość religijną mimo wszystkich ograniczeń. Podziwiam tych ludzi. Kiedy w jednym miejscu robiono im na tyle duże przeszkody, że nie dało się już wytrzymać, po prostu wyjeżdżali, ale nadal kontynuowali to, co uważali za najważniejszą wartość.

Czy to jest takie środowisko, które jest pewnego rodzaju wspólnotą? Czy to raczej zbiór ludzi, którzy tutaj mieszkają i łączy ich tylko wizyta w cerkwi?

– To zależy od tego, czy my rozmawiamy o tych ludziach, którzy mieszkają w Polsce od pokoleń, czy o tych, którzy tutaj dopiero przyjechali. Lublin teraz, jako miasto studenckie, jest postrzegany przez młodzież ukraińską jako takie miejsce tranzytowe, do którego przyjeżdża się, studiuje i później gdzieś wyjeżdża dalej. I widzę, że młodzież nie jest bardzo przywiązana do Lublina i tu zostaje może jakiś 1 proc. Dla tych, którzy tu mieszkają od pokoleń to jest coś innego, dla nich był to wybór świadomy miejsca zamieszkania w Lublinie i oni są już przywiązani, już czują łączność z tym miejscem.

Jest problem z nacjonalizmem na Ukrainie? Widzisz zjawiska podobne do tych w Polsce?

– Podobne zjawiska są chyba wszędzie. We wszystkich krajach europejskich.

Ale w jednych bardziej się nasilają, a w innych mniej, prawda? Czy masz poczucie, że nasila się jakiś rodzaj ukraińskiego nacjonalizmu?

– Mam poczucie, że był wzrost tego zjawiska podczas Majdanu i u samych początków wojny rosyjsko-ukraińskiej. Nie był to raczej nacjonalizm ukraiński skierowany przeciwko wszystkim, lecz skierowany przeciwko Rosji. Jeżeli mówić o nacjonalizmie antysemickim czy antypolskim, czy jeszcze jakimś, to jest to całkowity margines. Antyrosyjski tak, o to łatwiej.

Jak ty pamiętasz czasy Majdanu, czyli czas pomiędzy listopadem 2013 a lutym 2014? Jak go zapamiętasz albo jak będziesz chciał o nim opowiadać?

– Nie będę chciał o nim opowiadać, ponieważ są to rzeczy tragiczne. Są to rzeczy... o których trudno mówić. Mimo że w tych dniach lutego, kiedy najgorsze rzeczy się działy, byłem nie w Kijowie, a w swojej miejscowości – w Chmielnickim, to kilka metrów ode mnie została zastrzelona kobieta. Nie wiem, czy chciałbym o tym rozmawiać, to wspominać, to... Nie.
Kilka lat po tym wydarzeniu, kiedy mój kolega, pracujący w prokuraturze, poprosił mnie, bym obejrzał wideo [z tamtego zdarzenia – przyp. red.], żeby zidentyfikować jedną z osób, po raz pierwszy powróciłem do tych wydarzeń. Po raz pierwszy obejrzałem wideorelację z tego wydarzenia. To było trudne.

Jak wygląda teraz środowisko młodych Ukraińców w Lublinie?

– Smutnie. Kiedy Ukraińców było troszeczkę mniej musieli się integrować, musieli rozmawiać z Polakami, musieli jakieś wspólne imprezy organizować, dlatego że nie było wyjścia. Było tutaj Ukraińców mało. W ciągu ostatnich lat studia w Polsce stały się dla Ukraińców czymś powszechnym. Spowodowało to, że można spędzić całe swoje studia w Lublinie i nie odczuć potrzeby porozmawiania z miejscowymi ludźmi, odwiedzenia jakiegoś lokalnego wydarzenia. I to jest bardzo smutne.

Rozmawialiśmy kiedyś i powiedziałem, że być może powinno być więcej wydarzeń specjalnie dla Ukraińców w Lublinie i wtedy bardzo mocno i zdecydowanie zaprzeczyłeś. Dlaczego?

– I teraz też zaprzeczę. Jestem całkowitym przeciwnikiem specjalnej oferty, skierowanej wyłącznie do Ukraińców, czy do innych narodowości. Kiedyś byłem na jakimś spotkaniu, już nie pamiętam szczegółów, w każdym razie chodziło o samorząd uczelniany i pytano, czy jest potrzeba, żeby oprócz rady studenckiej uczelnianej była jeszcze rada studencka mniejszości narodowych To jest bez sensu.

Dlaczego?

– Dlatego, że takie podejścia będą dzielić. Nie będą łączyć. Dobra oferta kulturalna, z której może skorzystać Ukrainiec będący w Polsce, według mnie to jest taka oferta, takie wydarzenie, gdzie są wszyscy. I wszyscy otrzymują jakąś korzyść, wszyscy dobrze się bawią, bez różnicy na to, jakiej jesteś narodowości.

A jaki jest twój Lublin?

– Lublin jest dla mnie miejscem, z którym czuję się w szczególny sposób związany. To miejsce, które mnie urzeka na różne sposoby, które odkrywam codziennie. Staram się zauważać jakieś drobne szczegóły architektury. Staram się zauważać ludzi, rozmawiać z nimi, zwiedzać jakieś miejsca w Lublinie lub w najbliższych okolicach i to po prostu ogromna warstwa ciekawych rzeczy, na które może nie zwróciłbym nigdy uwagi, gdybym tutaj się urodził i to byłoby dla mnie codziennością.


*Volodymyr Dyshlevuk, rocznik 1988, regionalista, miejski przewodnik, absolwent psychologii. Współpracownik Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”. Pochodzi z Podola na Ukrainie. Od kilku lat mieszka w Lublinie, gdzie studiuje historię na UMCS.

 


Z rejestru mieszkańców miasta Lublin wynika, że obecnie zameldowanych jest tu 1 812 obywateli Ukrainy na pobyt stały lub czasowy. Jeśli chodzi o dane studentów z Ukrainy, w tym roku akademickim (tj. 2017/2018) Urząd Miasta szacuje, że będzie to liczba około 3 600 osób. W poprzednim roku akademickim (2016/2017) na lubelskich uczelniach studiowało 3 462 studentów z Ukrainy.


 

Słowa kluczowe