Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Krakowskie Przedmieście [8] - Na przechodniów polowali lajkarze

Świąteczne spacery po Lublinie były jednym z elementów atmosfery przedwojennego miasta. Najczęściej odbywały się w niedziele i wiodły od Bramy Krakowskiej do Ogrodu Saskiego i z powrotem. Lublinianie wyruszali na przechadzki zwykle po niedzielnej mszy, ale bywali na nich wszyscy mieszkańcy, bez względu na wyznanie, narodowość, wiek i wykonywany zawód. Rytuał przechadzek znamy dziś dzięki wspomnieniom, a także dzięki zdjęciom, ponieważ często świątecznemu spacerowi towarzyszyło fotografowanie się. Zdjęcia wykonywali uliczni fotografowie zwani „lajkarzami”. Ich nazwa wzięła się od producenta aparatów – firmy Leica.

tekst: Joanna Zętar, wybór historii mówionych: Wioletta Wejman

Krakowskie Przedmieście [8] - Na przechodniów polowali lajkarze
Świąteczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. Fotografie ze zbiorów prywatnych Katarzyny Chodkiewicz i Danuty Olech

Zdjęcia „lajkarzy” przedstawiają przechodniów, bardzo często w ruchu. Popularność ulicznych fotografów wynikała m.in. z faktu, że bardzo szybko wywoływali zdjęcia. Idąc w jedną stronę – pozowało się do zdjęcia, wracając – już można było je odebrać. W Lublinie „lajkarzy” można było spotkać na placu Litewskim, a także na Krakowskim Przedmieściu, nieopodal Kasy Przemysłowców Lubelskich (dzisiejszego Grand Hotelu Lublinianka). Niektórzy z fotografów pracowali np. w Ogrodzie Saskim. Dzięki zachowanym zdjęciom, przechowywanym dziś w albumach rodzinnych, możemy dowiedzieć się nie tylko, jak wyglądały ówczesne ulice, ale przede wszystkim, jaka obowiązywała moda.

 

 

W niedzielę ojciec często mówił: „Zwalniam cię z obowiązków domowych…” i chodziliśmy razem z mamą do znakomitej restauracji pod tytułem „Wiarus” przy ulicy Kościuszki. Prowadził ją kolega ojca jeszcze z Legionów. Ojciec bardzo lubił obiady niedzielne poza domem. Potem spacerowaliśmy. Mam mnóstwo zdjęć z Krakowskiego Przedmieścia. „Lajkarze”, bo tak byli nazywani [uliczni] fotografowie, robili zdjęcia właściwie w jednym miejscu. Najczęściej tuż przy poczcie i przy kościele Kapucynów.

Hanna Wyszkowska, ur. 1930

 

Przed wojną było sympatycznie. Szło się do kościoła, a potem zawsze szło się na spacer na Krakowskie Przedmieście. Zachodziło się do kawiarni na ciastka lub na lody. Rodzice pili kawę, my piliśmy jakieś tam oranżadki. Mam masę zdjęć z moimi rodzicami, właśnie na Krakowskim Przedmieściu. Tam pracowali „lajkarze” i robili te zdjęcia. Za dwa dni przysyłali do domu gotowe. Byliśmy młodzi, szczęśliwi i zadowoleni z życia.

Maria Sowa, ur. 1926

 

Świąteczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. Fotografie ze zbiorów prywatnych Katarzyny Chodkiewicz i Danuty Olech
Świąteczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. Fotografie ze zbiorów prywatnych Katarzyny Chodkiewicz i Danuty Olech

 

[Fotografowie] chodzili po ulicach i robili zdjęcia. Potem się je wykupywało albo nie. [Takie zdjęcia] nie były drogie. Aparat fotograficzny to wtedy była wielka rzadkość. Zresztą przed aparatem trzeba było pozować, a ci na ulicy od razu pstrykali.

Danuta Riabinin, ur. 1921

 

Właściwie wszędzie chodziło się piechotą. Autobusy jeździły rzadko. Był przystanek autobusu miejskiego przy rogu Godebskiego i Alei Racławickich. Ale ja często nie jeździłam. Pamiętam tak: na Krakowskim Przedmieściu od Wieniawskiej w kierunku 3 Maja był najpierw taki budynek trochę wystający na chodnik i potem następny budynek troszeczkę schowany. Tam była taka cukierenka maleńka, gdzie były świetne lody pistacjowe. Poza tym obok była mleczarnia. Duży sklep mleczarni z wielką chłodziarką, w której było masło i mleko. I było tych rodzajów tego masła całe mnóstwo. Było jeszcze takie atelier fotograficzne „Foto Sztuka” przy Krakowskim Przedmieściu 41. Robili najlepsze zdjęcia. Większość zdjęć, które mam, jest właśnie stamtąd. Ten fotograf robił też zdjęcia ulic Lublina. A poza tym na ulicach Lublina stali tacy przygodni fotografowie.

Irena Jaworska-Marcinkowska, ur. 1926

 

Przed wojną do dobrego tonu należało chodzenie w niedzielę do kościoła Kapucynów. Msza była o dziesiątej. Po wyjściu z kościoła spacerowało się Krakowskim Przedmieściem. Najczęściej z rodziną, z żoną, z dzieckiem. Do parku i z powrotem, i tak kilka razy. Wtedy fotografowie stojący na placu fotografowali. A potem szło się do [cukierni] Semadeniego na herbatę. Ale tam chodziły tylko starsze osoby. Uczennicy nie wypadało.

Stanisława Ziemnicka, ur. 1921

 

1939 rok. To już jest przed wojną. Z rodzicami przy placu Litewskim. Po prostu szło się, a kiedy fotograf zobaczył kogoś od razu pstryk, pstryk, pstrykał. I podchodził, dawał karteczkę, kiedy odebrać zdjęcia.

Ryta Załuska-Kosior, ur. 1928

 

Młodzież spotykała się na Krakowskim Przedmieściu. Wychodziło się po dwie, po trzy dziewczyny, to zaraz chłopców było pełno, pięciu, dziesięciu, naokoło, na spacer, gdzie idziemy, to tu idziemy, to do kina się umawiamy. Wesoło było. Czasem aż do Sławinka się spacerowało. Było bardzo przyjemnie, bo młodzież okupowała centrum Lublina. A w niedzielę to już tam wszystkich można było spotkać. I na ulicach stali fotografowie i robili zdjęcia. Później można było je wykupić.

Krystyna Skwarska, ur. 1921

 


Byli uliczni otografowie i robiło się fotografie! Wtedy to była nowa moda te „lajki”. Wcześniej trzeba było stać i nie ruszać się, bo jak się ruszało to zdjęcie nie wychodziło. Ale później [pojawiły się] aparaty „lajki”. [Fotograf stał] na ulicy, szło się, a on fotografował i później się kupowało to zdjęcie.

Samuel Gradel, ur. 1918

Fragmenty relacji z archiwum Programu Historia Mówiona – wybór Wioletta Wejman.

 

Świąteczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. Fotografie ze zbiorów prywatnych Katarzyny Chodkiewicz i Danuty Olech
Świąteczne spacery po Krakowskim Przedmieściu. Fotografie ze zbiorów prywatnych Katarzyny Chodkiewicz i Danuty Olech

                        

 

Słowa kluczowe