Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Mniej znana siostra

W pierwszych numerach czasopisma PA.RA zaapelowaliśmy do Czytelników, by otworzyli swoje rodzinne archiwa a my z przesłanych materiałów tworzyć będziemy księgę, która upamiętni 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę. O jednej z bohaterek polskiej niepodległości opowiedziała nam Grażyna Michalska, lublinianka.

Grażyna Michalska

Mniej znana siostra
Pola w Lublinie, w mieszkaniu przy Pochyłej 5 m. 20 [archiwum rodzinne].

Każdy 18 kwietnia to w naszej rodzinie rocznica bardzo poruszająca. W tym roku minęło już 76 lat od rozstrzelania w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbrück młodziutkich sióstr Grażyny i Apolonii Chrostowskich. Pięknych, zdolnych, kochających życie.

Starsza, Pola, rocznik ’20, przed wojną zdążyła rozpocząć studia dziennikarskie w Warszawie. W 1939 roku miała 19 lat. Grażyna była od niej o rok młodsza. Dopiero zdała maturę. Obie były żołnierzami lubelskiej konspiracyjnej Komendy Obrońców Polski, powołanej w Lublinie przypuszczalnie już w końcu września 1939 r.

Organizacja zajmowała się dywersją, sabotażem i wywiadem. Przy obecnej ul. Kunickiego, dawniej Bychawskiej 48, działała konspiracyjna drukarnia, gdzie KOP wydawała podziemne czasopismo „Polska Żyje”.

Członkowie rekrutowali się głównie z dzielnicy nazywanej popularnie Za Tunelem oraz Dziesiątej. Zebranie założycielskie odbyło się w domu Chrostowskich przy ul. Pochyłej 5/20. Przed wojną ojciec dziewcząt, Michał Chrostowski, radykalny intelektualista, prowadził dom otwarty, coś w rodzaju salonu literacko-artystycznego.

 

Poetka i starsza siostra

Polę – sekretarza KOP i zarazem łączniczkę pomiędzy Komendą Główną organizacji w Warszawie i Lublinem, Niemcy aresztowali 26 stycznia 1941 r. Nie ma całkowitej pewności, gdzie miało to miejsce. Przypuszczalnie w Warszawie, w konspiracyjnym lokalu przy Krakowskim Przedmieściu 55, po czym przewieziono do Lublina. Grażynkę, wraz z ojcem, przedwojennym profesorem gimnazjalnym, a wówczas jednym z głównych działaczy organizacji, osadzono w lubelskim więzieniu pół roku później, podczas widzenia z uwięzioną Polą. Dziewczęta przetrzymywano na Zamku oraz w siedzibie gestapo, zwanej przez lublinian domem „Pod Zegarem” [obecnie przy ul. Uniwersyteckiej 3 mieści się muzeum – red.]. Organizacja, w której działały, została rozbita na skutek zdradzieckiej denuncjacji znanego z nazwiska konfidenta, ślusarza z Lubelskiej Wytwórni Samolotów. Po długim śledztwie, wobec dowodów w postaci m.in. znalezionej w domu Chrostowskich prasy podziemnej, zapadły drastyczne wyroki – śmierć! Odczytano je w Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku.

fot.: Pola, zdjęcie przedwojenne[archiwum rodzinne].

Grażynka przeszła do historii nie tylko jako żołnierz podziemia, ale jako utalentowana młodociana poetka. Jej okupacyjne poezje zapamiętały współwięźniarki, część została potajemnie zapisana. Całe lata po zakończeniu wojny, twórczość ta znana była tylko bliskim. Nadszedł jednak czas, gdy przywrócono pamięć lubelskiej poetki, m.in. uhonorowano nadaniem jej imienia Gimnazjum nr 8 w Lublinie, a w ostatnim czasie nadano nazwę ulicy oraz nowemu skwerowi przy ul. Kunickiego, w pobliżu domu rodzinnego Chrostowskich. Coroczny konkurs recytatorski organizowany na Zamku, w którym biorą udział uczniowie lubelskich gimnazjów, utrwala pamięć uzdolnionej młodziutkiej poetki czasu wojny. Tymczasem Pola Chrostowska nie została dotąd należycie upamiętniona. Dlaczego jej historia jest tak ważna dla mojej rodziny?

Rzucę się do nauki z nową pasją

Piękna Pola była narzeczoną mojego ojca, Tadeusza Rudomino, który po kampanii wrześniowej, jako dowódca odcinka frontu pod Mławą, został na pięć i pół roku uwięziony – najpierw w Austrii w oflagu XVIII B, a następnie w niemieckim oflagu Woldenberg II C (obecnie jest to polska miejscowość Dobiegniew w woj. lubuskim). Gdy szczęśliwie powrócił po zakończeniu wojny w początkach lutego 1945 r., matka wręczyła mu pakiecik karteczek zapisanych ręką ukochanej Poli. Pamiętnik ten cudem ocalony, przywiozła z Ravensbrück współwięźniarka i zgodnie z wolą Poli, przyniosła do domu Tadeusza Rudomino przy ul. Piaskowej w dzielnicy Za Tunelem.

Z okresu przed aresztowaniem Poli zachował się tylko jeden list do narzeczonego w niewoli, napisany 15 kwietnia 1940 roku. Tadeusz zatrzymał go, chyba jako wręcz relikwię i przyniósł z wojennej tułaczki, chociaż pozbył się większości jenieckiego „majątku” podczas ewakuacji oflagu tuż przed oswobodzeniem w styczniu ’45. Byłaby to może zwyczajna korespondencja zakochanej młodej osoby, gdyby nie fakt dobrze czytelnych kontekstów brutalnej wojny. Treść poruszająca: „Kochany Tadziuniu. Od nas wiele osób wyjeżdża na roboty rolne do Niemiec, nie ciesz się jednak, że i ja wyjadę. Otrzymałam zaświadczenie (po długich staraniach), że jestem na wyjazd niezdolna wskutek wady serca. Zawdzięczam to Tobie, gdyż ta arystokratyczna choroba pozostaje w ścisłym związku z Twoją nieobecnością. Tadziątko, wyobrażam sobie, jak się zmieniłeś…

fot.: List Tadeusza Rudomino z offlagu, 15 marca 1941[archiwum rodzinne].

Chwilami czuję się naprawdę poważnie i zdaje mi się, że beztroski okres studencki już nie wróci. Bardzo tęsknię za swoją uczelnią i nawet za egzaminami. Po skończonej wojnie rzucę się do nauki z nową pasją. Teraz dość dużo czytam począwszy od lekkich powieści, kończąc na Schopenhauerze. W ogóle czuję się jak ryba na piasku. Robię wszystko, by jakoś przetrwać. Żałuję, że nie jestem zwierzątkiem pozbawionym odczuwania i zapadającym w sen zimowy… Wytworzyłam sobie grono przyjaciół, wśród których czuję się dość dobrze. Są tam jednostki naprawdę wartościowe. Cieszę się, że kiedyś ich poznasz… Całuję Cię najserdeczniej – usta i oczy… Pa – Twoja Pola”.

Tadeusz nigdy nie poznał przyjaciół, o których wspominała Pola (wielu członków KOP poniosło śmierć z rąk niemieckich. Michał Chrostowski zginął w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu).

Pamiętnik z zaświatów w pudełku po cygaretkach „Salamis”

Wspomniany już wcześniej „Pamiętnik Poli”, który dobrze pamiętam od dzieciństwa, ojciec przechowywał w przedwojennym metalowym pudełku po cygaretkach „Salamis”.
Pudełko – sezam, otwierane z rzadka, tylko przy szczególnych okazjach. Do dzisiaj niewiele osób poznało jego zawartość. W mojej pamięci pozostanie wzruszenie Taty, gdy przed laty, mi, swojej ukochanej jedynaczce, pierwszy raz pokazał fotografie nieżyjącej narzeczonej – Poli i jej młodszej siostry Grażynki oraz ten poruszający pamiętnik z zaświatów. Tworzy go 20 luźnych karteczek, zapisanych jedną ręką. Format zbliżony do ćwiartki papieru. Tekst partiami urywa się, co świadczy o tym, że fragmentów brakuje.

Jako papieru użyła Pola pociętych formularzy więziennych – polskojęzycznych. Tylko w dwóch miejscach naniesiona została data zapisków – dzienna i miesięczna, tj. 21 i 22 lipca 1941 roku. Pisała piórem (atrament niebieski oraz czarny) i ołówkiem zwykłym oraz tzw. chemicznym. Większość tekstu jest dobrze czytelna, chociaż charakterystyczna jest zmienna wielkość i krój liter poszczególnych fragmentów zapisków, a ostatnie stroniczki świadczą już o wyraźnym wyczerpaniu piszącej, bo tekst jest mniej staranny i właściwie stanowi ciąg oderwanych skojarzeń.

Fot.: pudełko, w którym przechowywany jest „Pamiętnik” Poli od okresu powojennego [archiwum rodzinne].

Pięć kroków długości, cztery szerokości

Zdumiewa dzisiaj dojrzałość Poli widoczna w zanotowanych refleksach na temat polityki, czy postaw ludzkich. Jest też gorzka krytyka nieostrożnej konspiracji. Jednak ta dwudziestolatka, pomimo koszmaru więzienia, pracę konspiracyjną ustawia na szczycie hierarchii dokonań swojego życia! Są też poruszające fragmenty pełne troski i uczuć wobec najbliższych – siostry Grażyny i ojca. „Dziewczęta” (tak zawsze mówił o nich mój tata) wcześnie osierocone przez matkę, były bardzo związane, a Pola tylko rok starsza, przyjęła rolę opiekunki siostrzyczki. W więzieniu dręczyły ją sny, że zostały rozdzielone.

Pola celę terapeutycznie nazywała mieszkaniem. Pisała o niej: „Byłam kiedyś w małym pokoiku. Nigdy żadnego z mych mieszkań nie mierzyłam z taką dokładnością, zapamiętałością. Miał pięć kroków długości, a cztery szerokości, miał też małe okratowane okienko z zewnątrz całkowicie zabite deskami”.

Wojna brutalnie rozdzieliła Polę z narzeczonym. Podczas gdy ona do 23 września 1941 r. siedziała uwięziona, a następnie transportem przewieziona do obozu koncentracyjnego, ppor. Tadeusz Rudomino po bohaterskiej obronie Pozycji Mławskiej i osłonie odwrotu 20 Dywizji Piechoty we wrześniu 1939 r. (dowódca II Plutonu II Kompanii 2 Batalionu CKM 80 Pułku Piechoty) w czasie szturmu wojsk niemieckich na schrony bojowe odcinka frontu, został wzięty do niewoli. Zachował się komplet jego listów do domu, pisanych starannym pismem na specjalnych obozowych formularzach. Wybrane fragmenty układają się w poruszającą narrację.

fot.: Tadeusz( z prawej) w obozie jenieckim [archiwum rodzinne].

Obozowe realia

List z 7 grudnia 1939 r.:
„Kochani Rodzice! Wreszcie po trzech miesiącach niepewności otrzymałem list od Was. Czym On był dla mnie to tylko Bóg wie. Szczęście aż nazbyt wielkie, gdyż jednocześnie otrzymałem wiadomości pierwsze od Poli. Jestem zdrowy. Warunki obozowe są dobre a klimatyczne, idealne. Po mojej chorobie. Otrzymujemy tutaj książki do nauki oraz papierosy. Po walizce, którą rozerwał granat w czasie walk, pozostało wspomnienie. Otrzymałem już najpotrzebniejsze przedmioty, które zastępują stracone. Ponieważ można otrzymywać paczki ¼ kilogramowe bardzo bym prosił o przysłanie skarpetek parę ciepłych, ale cienkich. Przydałby się kawałek słoniny lub boczku oraz chałwy. Mamusiu kochana, życzę Ci dużo sił i zdrowia i proszę bardzo opiekuj się moją Polą (dalej odczytany tekst zaczerniony został przez cenzora), która jest naprawdę dzielną dziewczyną z pięknym charakterem i tych walorów żaden pocisk (znów cenzor) miasta waliły. Piszcie wyraźnie i trochę więcej”.

List z 1941 r. (bez daty dziennej).

Tadeusz naiwnie sądzi, że wiadomość, którą zapewne otrzymał o skierowaniu dziewcząt do obozu, to dobra wiadomość; było to popularne wówczas przekonanie, jeszcze bez znajomości drastycznych realiów obozów koncentracyjnych:
„Kochana Mamusiu! Wczoraj otrzymałem list od Was, tak brzemienny w wiadomości. Znacznie ucieszyłem się i uspokoiłem wiadomością o Poli i Grazi. Znam przecie doskonale tamtejszy klimat i otoczenie. Tam płuca szczególnie i cały organizm po prostu odżywa, a im po ostatnich warunkach będzie to bardzo korzystne. Gdyby tylko z jedzeniem nie miały trudności. Onegdaj dostałem list od Ciotki Dziewcząt. Na razie nic ciekawego nie mogła podać o Chrostowskich poza tym, co już od Was wiem…”.

List z 24 kwietnia 1942 roku.

Jest już dwa i pół roku w niewoli; minął tydzień od śmierci Poli i Grażyny, o czym nie wie. Pierwsze optymistyczne zdanie listu było formalnie obowiązujące w celu uspokojenia rodziny:
„Kochani Rodzice! Jestem przy dobrym zdrowiu i czuję się świetnie. (...)Niepokoję się o Polę, dawno już nie daje znaku o sobie. Paczkę ostatnią „świąteczną” otrzymaliśmy już dawno. Dawno nie pisałem, ponieważ musiałem dziękować za paczkę z Tomaszowa. Mamusiu, całuję Ciebie i Wszystkich. Tadek”.

List z 4 grudnia 1942 roku.

Tadeusz już wie, że „Dziewczęta” nie żyją.
„Kochani Rodzice i Krysiu! Niecierpliwiłem się ogromnie do chwili, kiedy wreszcie będę mógł napisać parę słów do was. Wiem najlepiej, co to jest wyczekiwanie listu od Drogiej osoby i co się przeżywa, kiedy to oczekiwanie strasznie przeciąga się – i wreszcie, nie czeka się już na nic. Jestem zdrowy. Boga proszę byście Wszyscy zachowali zdrowie, byście przetrwali do końca, jesteście przecież dla mnie wszystkim. Nie potrafię teraz nic robić ani myśleć, ogarnęła mnie tępota i bezmyślność. Może to i lepiej dla mnie, czas jest przecież najlepszym lekarzem. Ściskam Was kochani i myślcie przede wszystkim o sobie. Tadek”.

fot.: Pamiętnik Poli [archiwum rodzinne].

Na śmierć szły w sukienkach i boso

Pola i Grażyna Chrostowskie, ze stopniami podporuczników, odznaczone Krzyżami Walecznych i Złotymi Krzyżami Zasługi, zostały rozstrzelane w Ravensbrück.

Kiedy szły w grupie 14 lublinianek, nazywanych przez współwięźniarki „studentkami”, Pola odwróciła się ku placowi apelowemu i wskazała palcem na niebo. Na śmierć szły w sukienkach i boso. Potem ich podziurawione sukienki wróciły do pralni.

Pola na jednej z kart „Pamiętnika” snuła rozważania o przyszłości, wierzyła, że przeżyje, że wyjdzie za mąż za Tadeusza w 1949 r. Los sprawił, że istotnie Tadeusz ożenił się tamtego roku – ale już z inną kobietą, moją mamą. Wspomnienia Ojca – otaczanego w rodzinie kultem z racji przymiotów charakteru i niezłomnego ducha oraz poruszająca treść zapisków Poli, poezja Grażynki, wszystko to uruchomiło moralny nakaz pamięci – patriotyczną „sztafetę pokoleń”. Moim imieniem uhonorował niegdyś Ojciec pamięć Grażyny Chrostowskiej, przez delikatność wobec żony, nie forsując imienia Poli. Dzisiaj pochylamy się nad pamiątkami po siostrach Chrostowskich wraz z córką i synem – Tadeuszem, noszącym imię dziadzia. Córka nadała swojej pierworodnej imię – Apolonia. Pamięć zatem pozostanie…

Słowa kluczowe