Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Kto pokonał Supermana? Historia żydowskiego siłacza

W Ameryce bił wszelkie rekordy popularności. Niektórzy twierdzą, że podczas występów w Nowym Jorku zainspirował rysowników, którzy stworzyli wzorowaną na nim postać Supermana. W 1925 roku dał charytatywny pokaz w lubelskim kino-teatrze „Rusałka” wspierając żydowski szpital. 

Piotr Nazaruk

Kto pokonał Supermana? Historia żydowskiego siłacza
Siłacz Zygmunt Breitbart podczas występu w cyrku w 1925 r. Być może podobnie wyglądały jego popisy w Lublinie. [Narodowe Archiwum Cyfrowe]

Jak w przypadku wszystkich herosów, szczegóły narodzin Zygmunta Breitbarta owiane są tajemnicą. Jedni mówią, że przyszedł na świat pod koniec XIX wieku w maleńkim Strykowie, inni, że w Łodzi, gdzieś na ulicy Drewnowskiej, w samym środku żydowskiego kwartału. Prawdziwym miejscem narodzin Breitbarta była jednak kuźnia jego ojca, w której ten niebieskooki, kędzierzawy blondynek przeistoczył się w Herkulesa. Już jako sześcioletnie dziecko chwycił za ciężki młot i wykuł pierwszą podkowę. Wtedy to właśnie ujarzmił ognisty żar i zwyciężył nad żelazem. W dzieciństwie miał zresztą dokonać wielu innych czynów, które opiewano potem w jego biografiach. Pewnego razu, zirytowany słowami nauczyciela, kopnął jego stół tak mocno, że ten rozleciał się na kawałki. Zamożnym dzieciom zabierał śniadania i rozdzielał je pośród ubogich kolegów. Kiedy pewien bogacz przekupił stróża, który miał dać Breitbartowi nauczkę, mały Zygmuś pobił stróża tak mocno, że ten przez dłuższy czas nie mógł wstać z łóżka. Wystarczyła drobna zaczepka i posyłał kolegów prosto do ambulatorium. Za demonstrowanie fizycznych możliwości wyrzucano go z kolejnych chederów i z czasem wrócił do ojcowskiego warsztatu. Całymi dniami kuł gorące żelazo, którego nie mogły już dźwignąć słabnące ręce rodzica. Z każdym uderzeniem młota przybywało mu sił i dyscypliny, aż w końcu okiełznał i wykuł sam siebie.

Trzymał most z samochodami

Kiedy wybuchła I wojna światowa, Breitbarta wcielono do armii rosyjskiej. Na froncie miał służyć w oddziale artyleryjskim, gdzie wykazywał się męstwem godnym co najmniej Achillesa. Pewnego razu – czytamy w legendzie Breitbarta na łamach lwowskiej „Chwili” – kiedy cały jego oddział padł pod kulami wroga, sam obsługiwał armatę. Dopiero znaczna przewaga sił i kolejne fale niemieckich żołnierzy zdołały wziąć go w niewolę. W obozie jenieckim ćwiczył się w boksie i zapasach, a kiedy wojna dobiegła końca został w Republice Weimarskiej. Występował w podrzędnych kabaretach lub na ulicach, aż w końcu uśmiechnął się do niego los. Dyrektor znanego niemieckiego cyrku dostrzegł w nim potencjał i zaangażował do pracy. Rozpisano mu rolę i program – ze zwykłego siłacza przeistoczył się w króla żelaza. Podczas występów owijał sobie żelazo wokół ręki jak sznurek, rozgryzał stalowe łańcuchy i gwoździe albo kładł się na desce nabitej ćwiekami, podczas gdy na piersiach rozbijano mu głazy. Grube druty żelazne giął bez wysiłku w kwiaty, prostował podkowy i unosił najbardziej niemożliwe ciężary. Podczas występu nazywanego „Mogiłą Herkulesa” trzymał na piersiach most, po którym przejeżdżały samochody i paradowały wielkie zwierzęta. Innym razem podtrzymywał gigantyczną karuzelę, po której jeździli motocykliści. Przy tym nosił się jak rzymski centurion, a na scenę wjeżdżał rydwanem zaprzęgniętym w białe konie przy akompaniamencie trąb. Innym razem pojawiał się półnagi, owinięty skórą lamparta lub w stroju prostego kowala. Jego występom towarzyszyły insygnia cesarzy, ale i gwiazda Dawida lub syjonistyczna niebiesko-biała flaga. Na scenie zamieniał się w przedziwny splot żydowskiego Dionizosa z germańskim królem Dawidem, więc szaleli za nim Niemcy i Austriacy, którzy w jego muskułach widzieli chwałę swoich niedawnych imperiów, ale i Żydzi, jego rodacy, dla których był wcieleniem Samsona i wzorem silnego Żyda. On sam zresztą ów obraz żydowskiego mocarza nieustannie umacniał, co padało na bardzo podatny grunt ówczesnego syjonizmu. „Jeszcze nie wygasł szczep Jehudy” – komentowali jedni, a drudzy dodawali: „Gdyby tylko znalazło się tysiąc Breitbartów, to skończyłyby się prześladowania”.

Rysy Rudolfa Valentino

Breitbart odnosił triumfy w całej Europie. W końcu zjawił się także w Ameryce, gdzie jego popisy miały bić wszelkie rekordy popularności. Niektórzy twierdzą, że podczas występów w Nowym Jorku zainspirował rysowników, którzy stworzyli wzorowaną na nim postać Supermana. Trudno powiedzieć, ile w tym prawdy, ale wizytę w Ameryce wykorzystał do cna. Poza występami firmował swoim nazwiskiem podręcznik dla początkujących siłaczy, korespondencyjny kurs budowy muskulatury oraz „Aparat Breitbarta”, przyrząd do ćwiczeń budujący mięśnie ze stali. Jeździł również po Polsce, a w końcu zjawił się także w Lublinie, gdzie 27 maja 1925 roku dał w kino-teatrze „Rusałka” występ charytatywny na rzecz szpitala żydowskiego z ul. Lubartowskiej. 

Breitbart słynął zresztą podobno ze swojej dobroczynności i chętnie wspierał szlachetne inicjatywy. Jego żydowskie imię Zisze znaczy tyle, co słodki albo po prostu słodziak. I rzeczywiście, nie był ulepiony z dziegdziu. Mimo wielkiej siły odznaczał się życzliwym usposobieniem, był zaskakująco drobnej budowy, a jego łagodne rysy porównywano do rysów Rudolfa Valentino. Nic dziwnego, że wkrótce wyrósł na ikonę seksu. W marcu 1925 roku na łamach warszawskiego dziennika żydowskiego „Der Moment” zamieszczono rysunek satyryczny zatytułowany „Nowa epidemia”. W kolejce do rabinów ustawia się cały rząd kobiet, ciągnących za sobą swoich mężów. „Czego chcesz?” – pyta rabin, na co kobieta odpowiada: „Rozwodu. Od kiedy widziałam w cyrku Breitbarta nie mogę już patrzeć na mojego nieudacznika”. Na innym rysunku Breitbart i ówczesny premier Władysław Grabski zgodnie opróżniają kieszenie warszawiaków. „Doję!” – mówi Breitbart, a Grabski dodaje: „Ja też”. 

Dzięki swojej popularności i występom na całym świecie Breitbart zdobył rzeczywiście niemały majątek. Stać go było na rezydencję pod Berlinem i bardzo wygodne życie. Zagrał sam siebie w dwóch austriackich filmach, był bohaterem książek, rymowanek i piosenek, a o jego życiu powstała nawet sztuka w jidysz. 

Król żelaza kontra iluzjonista

Jednak popularność przysparzała mu nie tylko wielbicieli, ale także wrogów i nienawistników. Wśród antysemitów, którzy nie mogli znieść jego żydowskości, zdarzali się i twardsi przeciwnicy, a największym z nich był Erik Jan Hanussen. 

Ten przedziwny austriacki mag i iluzjonista sam sobie przypisywał duńskie szlachectwo, chociaż w rzeczywistości był wiedeńskim Żydem, starającym się za wszelką cenę ukryć pochodzenie. Swoje szczególne moce miał odkryć podczas I wojny światowej w Bośni, gdzie za pomocą różdżki odnajdywał z powodzeniem wodę dla armii. Po wojnie zyskał pewną sławę dzięki serii seansów dla ówczesnej arystokratycznej elity, ale gwiazda Breitbarta wyraźnie raziła go w oczy. Król żelaza był wówczas ulubieńcem całego Wiednia, miasta wygłodniałego rozrywki i zapomnienia po upokarzającej klęsce w niedawnej wojnie. Hanussen próbował początkowo ogrzać się w jego blasku i proponował Breitbartowi wspólne występy. Gdy ten odmówił, wystąpił przeciwko niemu publicznie, twierdząc, że wszystkie jego sztuki są mistyfikacją, a gięte przez niego żelazo puste w środku. Breitbart długo ignorował zarzuty, a publiczność pozostawała niewzruszona, więc Hanussen uknuł intrygę innego rodzaju. Rozpuścił w całym Wiedniu nowinę, że dzięki jego mocom telepatycznym wątłe 18-letnie dziewczę nazwiskiem Marta Farra będzie w stanie powtórzyć wszystkie popisy Breitbarta. Pierwsze pokazy iluzjonisty i jego asystentki zebrały gorące owacje, a wiedeńczycy podzielili się na dwa wrogie stronnictwa. Breitbart odmówił bezpośredniej konfrontacji, ale ogłosił, że wielkie ciężary, które Farra dźwigała ze zdumiewającą łatwością, były w rzeczywistości podwieszone na niewidocznych linach, a łamane przez nią łańcuchy specjalnie sfabrykowane. Publiczność uwierzyła sławie Breitbarta, król żelaza po raz kolejny triumfował, a upokorzony Hanussen musiał na jakiś czas zniknąć ze sceny. Ten ekscentryczny iluzjonista dał jednak jeszcze o sobie usłyszeć. Po kilku latach swoim światłem podzieliło się z nim widmo nazizmu, którego stał się szczerym lub koniunkturalnym wyznawcą. Miał utrzymywać bardzo bliskie stosunki z wysoko postawionymi nazistami, a nawet z samym Adolfem Hitlerem, z którym odbywał podobno prywatne seanse magiczne i którego uczył technik oczarowywania mas. Czarna gwiazda Hanussena zgasła po pożarze Reichstagu, „przewidzianym” przez współpracującą z nim medium. Kontaktując się z wysoko postawionymi nazistami, prawdopodobnie poznał plany tej prowokacji, a chcąc za wszelką cenę dowieść prawdziwości swoich mocy, na krótko przed pożarem ogłosił je w gazecie przebrane w maskę proroczego widzenia.

W marcu 1933 roku czarodziej III Rzeszy został zabity w tajemniczych okolicznościach – na zlecenie samego Hitlera lub zazdrosnego o jego względy aparatu. Hanussen obrósł własną legendą, ale jako podstępny przeciwnik wpisał się także na stałe w mitologię Breitbarta. 

Prześcignął lot samobójczyni 

A legend o życiu króla żelaza było znacznie więcej. Krążące po świecie historie o wyczynach herosa żyły własnym życiem, zapewne skutecznie podsycane przez impresaria Breitbarta i jego samego. Opowiadali, że pewnego razu młody Breitbart zobaczył przed sobą rozpędzony powóz gnany ku tragedii przez spłoszone konie. Bez zastanowienia wskoczył na niego, ujarzmił bestie i uratował tym samym córkę pewnego łódzkiego przemysłowca. Kiedy przechadzał się kiedyś po Moskwie, zobaczył kobietę wyskakującą z okna na drugim piętrze. Prześcignął lot samobójczyni i zdołał pochwycić ją w ramiona, dzięki czemu wyszła z tej przygody bez żadnego uszczerbku. Innym razem dostrzegł straszliwy pożar, który uwięził na trzecim piętrze półtorarocznego syna wdowy. Chociaż strażacy porzucili już wszelką nadzieję i bezradnie przyglądali się tragedii, on wskoczył na drabinę sięgającą jedynie drugiego piętra, przerzucił przez framugę pęk grubego sznura, po którym dostał się do mieszkania, a potem spuścił kołyskę z niemowlęciem. Gdy dosięgły go języki pożaru skoczył na drabinę i spokojnie zszedł na dół muśnięty tylko przez ogień. Kiedy bawił u wiedeńskich Rotszyldów i zadziwiał socjetę jedną ręką unosząc fortepian, a drugą stół ogromnych rozmiarów, baron Rotszyld powiedział z ubolewaniem: – Wszystko pan podnosi do góry, tylko waluty naszej pan podnieść nie może. – Do podniesienia waluty powinieneś być pan zdolniejszym ode mnie – odparł mu na to Breitbart, czym całe zblazowane towarzystwo wprawił w doskonałe nastroje. Kiedy przyjechał do Nowego Jorku udał się do któregoś z cyrków, gdzie tamtejszy atleta giął żelazne sztaby. Po przedstawieniu zaoferował sto dolarów temu, kto zwycięży go w zapasach. Na scenę wszedł Breitbart i jednym ciosem powalił Amerykanina. Jego sława była tak wielka, że gdyby chciał przeczytać wszystkie listy, które codziennie dostawał, to musiałby każdego dnia poświęcać na to 24 godziny, a odwiedzały go takie tłumy, że nie miał czasu na jedzenie. Innym znowu razem, kiedy na Times Square w Nowym Jorku występowała wyćwiczona przez Hanussena Marta Farra, ktoś dostrzegł, że dźwigany przez nią słoń wisi w rzeczywistości na niewidocznych łańcuchach. Tłum chciał zlinczować dziewczynę, ale wkroczył Breitbart i powstrzymał rozwścieczonych Amerykanów. Założył sobie łańcuch przytrzymujący słonia na szyję i dźwignął bestię do góry. Kiedy publicznie szydził z niego Henry Ford, twierdząc, że wszystkie jego popisy to blaga, Breitbart rzucił magnatowi wyzwanie. Zadeklarował, że w piętnaście minut uwolni się z dowolnych łańcuchów wybranych przez Forda pod warunkiem, że odda on połowę swojego majątku na rzecz osadnictwa żydowskiego w Palestynie. Ford nie przystał na propozycję, a Breitbart sam przeznaczył ogromne sumy na Palestynę i ku uciesze tłumów dał popis uwalniania się z oków żelaza. 

10 operacji po zranieniu gwoździem 

Śmierć pochwyciła Breitbarta w ojczyźnie. Zmarł u szczytu swojego powodzenia. W 1925 roku gościł w Radomiu, gdzie dawał typowe dla siebie popisy – giął żelazo, unosił ciężary i gołymi rękoma wbijał gwoździe w grube dębowe deski. Jeden z gwoździ przeszedł niefortunnie na wylot i zranił go w kolano. Breitbart zignorował zadrapanie i kontynuował krajowe tournée. Traf chciał, że w drobną ranę wdało się zakażenie, które spokojnie dojrzewało we krwi. Po kilku miesiącach przeżerała go już gangrena, umierał długo i w potwornych męczarniach. W berlińskiej klinice ratowano go aż dziesięcioma operacjami, amputowano mu nogę, potem drugą, jednak w październiku 1925 roku mocarz wyzionął ducha. Sława Breitbarta długo jeszcze unosiła się po świecie. Znajdował całe zastępy naśladowców, gotowych ponowić lub przewyższyć jego dzieło. W czerwcu 1929 roku w Lublinie gruchnęła nowina, że w mieście pojawiło się rodzeństwo Breitbarta – Sonia i Józef, równie silni, z równie atrakcyjnym repertuarem. Wkrótce wyszło jednak na jaw, że siostra Breitbarta nazywa się Czesia, od wielu lat mieszka w Ameryce i nie ma w sobie nic z siłaczki, natomiast jego brat Józef przebywa na stałe w Paryżu. Rzekome rodzeństwo okazało się parą mistyfikatorów, w dodatku chrześcijan. Honor rodziny ratował Gerszon Breitbart, prawdziwy brat nieboszczyka i powiernik jego dziedzictwa, który szybko przyjechał do miasta i zastąpił tych dwoje na scenie. Wszystko to jednak były już tylko cienie i powidoki, które nie dorównywały chwale nowego Samsona, króla żelaza, przegryzacza gwoździ i pogromcy łańcuchów. Za życia nie miał sobie równych wśród ludzi, a powaliła go – o ironio – jedna spiżowa szpilka.  

 

Słowa kluczowe