Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Krakowskie Przedmieście [11] Co się stało z poetą? Sprawa śmierci Czechowicza

Na rogu ul. Kościuszki i Krakowskiego Przedmieścia, w zakładzie fryzjerskim na parterze, podczas bombardowania Lublina 9 września 1939 r., zginął Józef Czechowicz. W 1969 roku, w miejscu kamienicy postawiono pomnik wykonany przez rzeźbiarza Tadeusza Skwarczyńskiego.

Tomasz Pietrasiewicz

Krakowskie Przedmieście [11] Co się stało z poetą? Sprawa śmierci Czechowicza
Kamienica przy Krakowskim Przedmieściu 46 (róg ulicy Kościuszki). W zakładzie fryzjerskim, mieszczącym się na parterze budynku, zginął podczas bombardowania Józef Czechowicz.

We wrześniu 1939 roku, tuż po wybuchu wojny, Czechowicz wyruszył z Warszawy do rodzinnego Lublina. Wierzył, że znajdzie tu ocalenie. Podobno bardzo bał się, że zginie i ciągle oglądał swoją rękę mówiąc, że ma przecież „długą linię życia”. Większość autorów, pisząc o śmierci Józefa Czechowicza, przytacza mniej lub bardziej dokładnie relacje Wacława Gralewskiego – jednego z najbliższych przyjaciół poety, zapominając, że on sam powtarza jedynie to, co usłyszał od Henryka Domińskiego, który był z Czechowiczem przez ostatnie dni aż do chwili śmierci. Nie wiemy dokładnie, kiedy Czechowicz wyruszył z Warszawy do Lublina. Czy był to 6, 7 a może 8 września? Nie wiemy też, w jaki sposób ta podróż się odbyła (piechotą czy samochodem, a może na przemian tak i tak) oraz jak długo trwała i kto (obok Domińskiego) towarzyszył poecie w tej wędrówce. Nie ma też jasności co do tego, kiedy Czechowicz przybył do Lublina. Czy był to wczesny ranek 9 września, a może jednak dzień wcześniej, jak utrzymują inni – w tym przypadku miał nocować w mieszkaniu swojego przyjaciela Kazimierza Miernowskiego przy ul. Kościuszki.

POLSKO-ANGIELSKI CZY POLSKO-NIEMIECKI?

A co się działo z Czechowiczem tuż przed wejściem do zakładu fryzjerskiego w kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46? Są dwie sprzeczne relacje osób, które twierdzą, że spotkały poetę na krótko przed tym. Jedną z tych osób był Edward Hartwig, który odbył z nim krótką rozmowę tuż obok hotelu „Europa”. Według innej osoby Czechowicz na samym początku bombardowania wysiadł z samochodu, którym właśnie przyjechał z Warszawy. Prosto z samochodu udał się do pobliskiego zakładu fryzjerskiego. Jest też relacja osoby, która widziała Czechowicza już w zakładzie fryzjerskim jeszcze przed rozpoczęciem bombardowania.

To, co się stało w chwili, kiedy bomba uderzyła w kamienicę, znamy tylko z relacji powtarzanej przez Gralewskiego za Henrykiem Domińskim. Sam Domiński tej relacji nigdy nie spisał, zginął najprawdopodobniej w 1940 roku.

Z powtarzanej przez innych opowieści Do-mińskiego wynika, że Czechowicz w momencie, gdy w kamienicę uderzyła bomba, skoczył odruchowo w jej kierunku. Ocaleli wszyscy, którzy znajdowali się pod ścianą. Po jakimś czasie (tu znowu są niejasności: raz jest to godzina, innym razem kilka godzin) towarzysz Czechowicza, Domiński, miał wygrzebać się z ruin i udać do redakcji „Expressu”, mieszczącej się kilkadziesiąt metrów dalej przy ul. Kościuszki 3, w której znajdował się Gralewski. Domiński opowiedział mu, co się wydarzyło. Od tego momentu on sam staje się już uczestnikiem wydarzeń związanych ze śmiercią Czechowicza. Opis Gralewskiego, co działo się później, budzi szereg wątpliwości. Mianowicie dowiadujemy się od niego, że podjęto jakąś akcję ratunkową, w czasie której wydobyto spod gruzów kilka ciał, a wśród nich ciało Czechowicza. Zostało ono rozpoznane po słowniku podpisanym nazwiskiem poety, znajdującym się w kieszeni jego marynarki. Na pierwszy rzut oka wszystko w relacji Gralewskiego jest logiczne i wiarygodne, tyle że w kontekście innych relacji i dokumentów musimy uznać, że tak być nie mogło.

Praktycznie nie było możliwości, aby w kamienicy Krakowskie Przedmieście 46, zaraz po bombardowaniu była prowadzona jakaś akcja ratunkowa (odgruzowywanie). W wyniku tej właśnie akcji miano, jak twierdzi Gralewski, wydobyć kilka ciał z gruzów kamienicy. Już ten fakt stawia pod znakiem zapytania wiarygodność dalszej opowieści Gralewskiego. Chodzi tu o to, w jaki sposób zidentyfikowano zwłoki Czechowicza. W wersji Gralewskiego stało się to możliwe dzięki wspomnianemu już słownikowi polsko-angielskiemu. Ale w jeszcze innej relacji pisze, że był to słownik polsko-niemiecki.

Fot. Fasada kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46.

NEKROLOG NIE WYJAŚNIA WSZYSTKIEGO

Nie ma też w relacji Gralewskiego dokładnego opisu pochówku Czechowicza. A przecież gdyby był przy tym, napisałby z pewnością co najmniej kilka zdań. 13 września 1939 r. ukazuje się w wydawanym w formie ulotek „Kurierze Porannym” notatka o śmierci Czechowicza, której autorem był zapewne Henryk Domiński. Jest tam tylko informacja, gdzie i kiedy poeta zginął, nie ma ani słowa o jego pogrzebie, ani o tym, gdzie został pochowany.

W materiałach Wiktora Ziółkowskiego, bliskiego znajomego poety, znajduje się napisana przez niego jeszcze w 1939 roku notatka, z której wynika, że ciało Czechowicza zostało wydobyte i pochowane w zbiorowej mogile dopiero kilka dni po jego śmierci. Notatkę tę Ziółkowski opublikował 17 września 1944 roku w „Odrodzeniu” jako rodzaj nekrologu Czechowicza. Wersja wydarzeń przedstawiona przez Ziółkowskiego zaprzecza temu, co pisze Gralewski.

W świetle tych różnych i często sprzecznych informacji rodzi się szereg pytań. Kiedy wydobyto ciało Czechowicza? Czy zostało ono zidentyfikowane i w jaki sposób? Gdzie zostało pochowane – w pojedynczym, czy we wspólnym grobie? Wydaje się, że to, co napisał Ziółkowski jest najbliższe prawdy, ale nie wyjaśnia wszystkiego.

Z dużym prawdopodobieństwem możemy założyć, że przy odgruzowywaniu kamienicy Krakowskie Przedmieście 46 nie było nikogo z przyjaciół poety. Gdyby któryś z nich uczestniczył w tym odgruzowywaniu i zdołał zidentyfikować wśród wydobytych wtedy szczątków ludzkich ciało Czechowicza, to zostałoby z pewnością pochowane w oddzielnej mogile – a tak się przecież nie stało. Nikt z nich nie opowiada o tym w swoich wspomnieniach. O tym, że w trakcie odgruzowywania kamienicy Krakowskie Przedmieście 46 wydobyto i pochowano kilka ciał, mogli dowiedzieć się dopiero kilka dni później.

CIAŁA NIGDY NIE WYDOBYTO?

W tym czasie niezidentyfikowane ciała odnalezione w odgruzowywanej kamienicy (wśród nich prawdopodobnie również szczątki Józefa Czechowicza) spoczywały już w zbiorowej mogile przy ul. Lipowej. Aby krzyż z nazwiskiem Józefa Czechowicza stanął na tej mogile, musiał być spisany akt zgonu poety. Tak też się stało i został on sporządzony 26 października 1939 r. w lubelskiej katedrze. Podpisali się pod nim świadkowie śmierci Czechowicza: Kazimierz Wójcik i Stefan Górski. To oni (podobno) obok Domińskiego mieli towarzyszyć Czechowiczowi w podróży z Warszawy do Lublina. Razem z nim mieli też wejść do zakładu fryzjerskiego.

Być może tak właśnie wyglądało to, co się zdarzyło po śmierci Józefa Czechowicza. Nie można oczywiście wykluczyć jeszcze innych scenariuszy, np. że poszarpanego na strzępy ciała Czechowicza nigdy nie wydobyto z gruzów kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu 46. Nie zapomnijmy też o tym, że w latach 80. pojawiła się relacja, z której wynika, że Czechowicz pierwotnie został pochowany w mogile przy al. Kraśnickiej. Żeby wszystko skomplikować jeszcze bardziej dodajmy, iż numery ewidencyjne grobu Czechowicza wpisywane w różne dokumenty różnią się od siebie. Nie ocalała też oryginalna księga cmentarna „Kwatera żołnierzy polskich poległych w 1939”. Istnieje tylko, pochodzący z lat 70., odpis tej księgi.

Cała ta historia jest bardzo „Czechowiczowska”, bo przecież nie kto inny, jak sam Czechowicz, uwielbiał wszelkiego rodzaju mistyfikacje i gry z czytelnikiem. Z drugiej strony jest ona też bardzo symboliczna – poeta został pochowany anonimowo w zbiorowej mogile.

Na koniec dodajmy jeszcze, że obok wspomnianej notatki Wiktora Ziółkowskiego, która została opublikowana w „Odrodzeniu” jako nekrolog, redakcja umieściła jeden z portretów Czechowicza. Miało to swoją przyczynę, którą wyjaśnia Ziółkowski:

„Roman Kramsztyk wykonał w r. 1930 w Paryżu portret Czechowicza. (…) Poeta cenił bardzo ten portret, zamówił jego reprodukcję w cynkografii dla przyjaciół, którą zaś oddał w moje ręce z tragiczną uwagą „do nekrologu”.

Słowa kluczowe