Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Kobiety śmiałej wyobraźni

100 lat! – to mogą być dobre urodzinowe życzenia dla kogoś, kogo dobrze nie znamy. Albo też reakcja na kichnięcie. W historii ludzkości 100 lat to wcale nie tak długo. Wydaje się, że taką jednostkę czasu łatwo jest objąć wyobraźnią. A jednak, gdy uświadomię sobie, że gdybym urodziła się sto lat temu, większość praw, które dzisiaj uznaję za oczywiste, wtedy traktowałabym najprawdopodobniej za szczyt odwagi i wywrotowości, to ogarnia mnie dziwne wzruszenie i wdzięczność dla ludzi, którzy swoje marzenia przekuli w moje oczywistości.

Jolanta Prochowicz

 

Kobiety śmiałej wyobraźni
Maturzystki ’39 [ze zbiorów M.Dąbkowskiej]

Na przykład prawa wyborcze kobiet. W 1918 roku dla wielu środowisk były po prostu szkodliwą fanaberią. Sam Józef Piłsudski nie był przekonany do tego pomysłu i dość długo przetrzymywał na deszczu i zimnie stukające parasolkami w jego szyby emancypantki. Pomogła wtedy jego żona – Aleksandra, która wierzyła w sprawę kobiecą i sama czuła się feministką. To ona miała ostatecznie przekonać Piłsudskiego, że prawa wyborcze kobietom po prostu się należą i nie ma co powoływać się na stereotypy o rzekomym konserwatyzmie i politycznej niedojrzałości płci żeńskiej.

JEDNE Z PIERWSZYCH W EUROPIE

Kobiety w polityce to musiał być przełom, ale nikt do końca nie zdawał sobie sprawy, jakiego on będzie rodzaju. Lęk przed zmianą to przecież bardzo ludzka emocja, o czym powinny wiedzieć wszystkie wizjonerki i wizjonerzy. Nawet Ignacy Daszyński, socjalista, premier Tymczasowego Rządu Ludowego w Lublinie, który uczynił Irenę Kosmowską wiceministrą w swoim gabinecie, zastanawiał się nad konsekwencjami masowego udziału kobiet w życiu publicznym. Pisał na przykład:

„Nie umiem nawet sobie wyobrazić tego, co będzie z życiem ludzkości, jeżeli – połowa jej – kobiety wejdą naprawdę w to życie z wolą świadomą, z siłą odpowiadającą nie tylko swej liczbie, lecz i walorom kobiecym, silniejszym pod pewnym względem od męskich”.

Lęki przed zmianą mogą ustąpić jedynie śmiałej wyobraźni. Nie można jej odmówić polskim emancypantkom, które z odwagą i uporem walczyły o prawo do pełnego udziału w życiu społecznym i politycznym. Chciały „całego życia” we wszystkich sferach i były gotowe o to walczyć. „Walka” jest tu ważnym słowem, bo też i nie było tak, że niespodziewanie grupa mężczyzn zorientowała się u progu XX wieku, że jest odrobinę niesprawiedliwe, że połowa ludzkości nie może uczestniczyć w podejmowaniu ważnych dla siebie decyzji. Wysiłek zmiany świata w tym zakresie to wysiłek kobiet, które dążyły do uznania ich podmiotowości, otwarcia możliwości studiowania, wybierania prestiżowych zawodów i wreszcie możliwość głosowania i bycia wybieraną w wyborach. Jedną z najbardziej aktywnych feministek działających w tym obszarze była Kazimiera Bujwidowa, która już w 1907 roku pisała:

„Nie aniołem, nie dziewicą, nie żoną, nie matką winna być kobieta, ale przede wszystkim człowiekiem”.

Po długich intelektualnych, emocjonalnych i fizycznych wysiłkach polskich emancypantek udało się nieco zmienić w społeczeństwie obraz „anioła strzegącego domowego ogniska”, któremu nie przystoi branie odpowiedzialności za sferę publiczną. Trzeba też powiedzieć, że kobiety przez cały okres zaborów skutecznie udowadniały fałszywość męskich wizji tego rodzaju.

W końcu nastąpiła trwała zmiana – 28 listopada 1918 roku na mocy dekretu Józefa Piłsudskiego Polki otrzymały jako jedne z pierwszych w Europie czynne i bierne prawa wyborcze. Po wyborach w styczniu 1919 roku do sejmu trafiło osiem posłanek. Było to ok. dwóch procent ogólnej liczby składu tej izby. Gabriela Balicka, Jadwiga Dziubińska, Irena Kosmowska, Maria Moczydłowska, Zofia Moraczewska, Anna Piasecka, Zofia Sokolnicka i Franciszka Wilczkowiakowa od razu zajęły się kwestiami związanymi ze służbą zdrowia, edukacją, przeciwdziałaniem biedzie i polityką prorodzinną. Co ciekawe, mimo że reprezentowały różne ugrupowania, potrafiły budować koalicje w sprawach, które uznawały za społecznie istotne. Podczas pierwszej debaty na temat ustroju państwa, Moczydłowska w trakcie swojego wystąpienia zaznaczyła, że nie reprezentuje swojego klubu, ale wszystkie kobiety zasiadające w ławach sejmowych. Posłanki pierwszej kadencji sejmu II RP były doskonale wykształcone (lepiej niż większość zasiadających w sejmie mężczyzn), w ich przemówieniach nie było pustosłowia, dominował konkret i kompetencja. Mimo to, zarzucano im, że obniżają poziom prac z tego jedynie powodu, że są kobietami.

„ANIOŁ LEWY”

Jedną z bardziej aktywnych posłanek nie tylko na arenie krajowej, ale także w polityce zagranicznej była Irena Kosmowska, polityczka przez lata związana z Lublinem, wybierana do sejmu właśnie z tego okręgu. Postać Kosmowskiej jest ciekawa z co najmniej kilku innych powodów. Wychowana w rodzinie o szlacheckich korzeniach i intelektualnym zacięciu mogła bez trudu stać się „panną z dobrego domu” w salonowym towarzystwie. Wybrała jednak zupełnie inną drogę, niemal całe swoje życie poświęcając problemom wsi. Kosmowska była nauczycielką, socjalistką, publicystką i polityczką. Ważnym ogniwem jej działań było podniesienie poziomu intelektualnego kobiety wiejskiej, dlatego też założyła szkołę dla dziewcząt w Krasieninie, gdzie uczyła nie tylko dobrego zarządzania gospodarstwem, ale także świadomego obywatelstwa. I robiła to jeszcze zanim kobiety uzyskały prawa wyborcze.

Kosmowska była także kobietą niezwykle odważną. Podczas wiecu wyborczego w Lublinie, w 1930 roku, nazwała Piłsudskiego obłąkańcem po tym, jak ten kazał aresztować i skazać liderów opozycji. Kosmowska zresztą za te słowa także została skazana na sześć miesięcy więzienia – stawiła się, by odbyć karę, ale tego samego dnia ułaskawił ją prezydent Ignacy Mościcki. Gdy myślę o Kosmowskiej widzę odważną, oddaną społeczeństwu kobietę, która nie zważając na krytykę, realizowała swój projekt społeczno-polityczny. Wychowanki Krasienina wspominały ją jako „ciocię”, która znała wszystkie ich osobiste historie, lęki i obawy. Jarosław Iwaszkiewicz z lekkim przekąsem nazywał ją „aniołem lewym”, Daszyński mówił o niej „warszawska radykałka”.

100 lat po odzyskaniu niepodległości i 100 lat po wywalczeniu praw wyborczych postulaty socjalne Kosmowskiej w swojej istocie wcale się tak bardzo nie zestarzały. Jej wrażliwość społeczna i troska o osoby najbardziej narażone na wykluczenie mogłyby dzisiaj stanowić dobrą odtrutkę na niejedną neoliberalną patologię. Jednak postać Kosmowskiej, tak jak i inne postaci kobiet II RP, wciąż pozostaje nieco zapomniana. Może trochę ze strachu przed tym, że te odważne kobiety nadal mogłyby wywołać niejedną rewolucję, gdyby jeszcze raz na serio zostały przeczytane? Wolimy więc bezpieczne wielkie, oswojone już narracje i pomnikowe postaci, które łatwo się streszcza w chwytliwych cytatach. Cóż, z okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości trochę głupio jest życzyć komukolwiek 100 lat. Życzenia zmiany sposobu opowiadania naszej historii wydają się jednak całkiem na miejscu.

Słowa kluczowe