Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

„Klinkier polski”. Wielka idea budowy dróg

Wyjeżdżając z Lublina dwupasmówką na Lubartów, zmuszeni czerwonym światłem do postoju na skrzyżowaniu alei Spółdzielczości Pracy i ulicy Związkowej, dostrzeżemy na rogu, po lewej stronie, zgrabny ceglany budynek. Uwagę zwraca wypalona połać jego dwuspadowego dachu. Do pożaru budynku, zajmowanego przez lokatorów komunalnych, doszło kilka lat temu. Od tego czasu, ozdobiony ceglanymi fryzami i owalnym świetlikiem nad głównym wejściem, budynek stoi opuszczony. Zwraca uwagę nietypowym kolorem i doskonałą jakością cegły, z jakiej wymurowano jego jednokondygnacyjny korpus. Odcinkowe obramienia okienne, z zaakcentowanym dekoracyjne kluczem, zdradzają czas jego budowy jako początek XX w.

Małgorzata Michalska-Nakonieczna

„Klinkier polski”. Wielka idea budowy dróg
Po lewej: przebudowa ulicy Pierackiego (dziś Żołnierzy Niepodległej), na pierwszym planie widoczna nawierzchnia wykonana z klinkieru, 1939/1940 rok, fotograf nieznany [Archiwum Urzędu Miasta Lublin / Archiwum Państwowe w Lublinie]

Po odzyskaniu niepodległości stan dróg na Lubelszczyźnie można było określić jedynie mianem – tragiczny. Miejscowości położone na wschodzie regionu jesienią i wiosną były odcięte od świata. Dla przykładu, w powiecie hrubieszowskim na 1000 km dróg publicznych tylko 27 km było bitych. Jako przyczynę tego stanu podawano brak kamienia w południowej części województwa oraz niechęć rosyjskiego zaborcy do utwardzania dróg na pograniczu z Austrią. W samym Lublinie, w 1927 r., zapotrzebowanie na brukowanie określano na 4 km dróg rocznie. Koszty granitu z Kesowa, czy bazaltu z Bereztowca na Wołyniu były bardzo wysokie z uwagi na transport. Jednak inżynier Kazimierz Danowski, zajmujący się problemem w porozumieniu z dyrektorem robót publicznych w Lublinie, pisał „Za biedni jesteśmy, abyśmy mogli budować drogi kosztowne (betonowe, asfaltowe, itd.), ale zbiedniejemy jeszcze bardziej nie budując żadnych”.

Jeszcze długo przed odzyskaniem niepodległości pojawił się pomysł brukowania dróg i ulic materiałem tańszym, ale o znacznych walorach użytkowych – klinkierem. Drogi wykładane cegłą klinkierową były równe, znacznie cichsze w eksploatacji, odporne na podkute końskie kopyta i bardziej „hygjeniczne”, bo łatwiejsze do utrzymania w czystości. Na Lubelszczyznę pomysł ten przywiózł z podróży do Holandii i Niemiec inżynier Florian Siennicki. Za jego sprawą, w 1884 r., wybudowano pierwszą klinkiernię rządową w Zamościu. Rok później zarząd nad wytwórnią przejął inżynier Józef Zborowski, który dokończył budowę, nadzorował instalację maszyn, a w 1905 r. zmodernizował piece gazowe, montując w nich generatory. Kolejne klinkiernie Ministerstwa Komunikacji, powstające pod nadzorem przeszkolonego w Ameryce Zborowskiego, powstawały kolejno w Izbicy (1903 r.), Białopolu (1909 r.) i Budach (1913 r.).

W 1900 r. na Krakowskim Przedmieściu, od kościoła Świętego Ducha do Magistratu i na ulicy Radziwiłłowskiej, za pałacem gubernatora, Zborowski położył „na próbę”, przywiezioną z Zamościa, zendrówkę, czyli cegłę mocno wypaloną. W 1901 r. zamojski klinkier Zborowskiego otrzymał na Wystawie Rolniczo-Przemysłowej w Lublinie brązowy medal.

Szerokie perspektywy, otwierające się przed wytwórniami klinkieru, spowodowały, że w 1906 r. Zborowski, wchodząc w spółkę z Janem i Witoldem Kleniewskimi, założył pierwszą prywatną klinkiernię w Lublinie. Powstała na gruntach świetnie prosperującego majątku Kleniewskich – Lemszczyzna. Jego północna granica przebiegała na linii dzisiejszej ulicy Do Dysa. Kleniewscy mieli tam pola uprawne, wzorcową, nagradzaną plantację róż i drzewek owocowych, suszarnię chmielu, palarnię słodu (przy ul. Bonifraterskiej dziś Biernackiego) i browar. W okolicach dzisiejszej ulicy Chodźki posiadali znaną cegielnię Lemszczyzna. Klinkiernia znalazła lokalizację przy Trakcie Lubartowskim, za rogatką miejską. Zakład mieszczący się pomiędzy dzisiejszymi ulicami: aleją Spółdzielczości Pracy, Związkową, Bursaki oraz Techniczną, nanoszono na plany miasta jeszcze w latach 30. XX w. Ten niezabudowany teren został wybrany zapewne z uwagi na zagrożenie pożarowe. Klinkier wymagał znacznie wyższej temperatury wypału niż zwykła cegła, dzięki czemu miał podwyższoną odporność na oddziaływanie warunków atmosferycznych i zgniatanie. Przystosowany do wytrzymywania nacisku 700-1200 kg na 1 cm kw., wytwarzany był z gliny o większej zawartości wapna, która musi być dobrze wyrobiona i wypalany w temperaturze dochodzącej do 2000 stopni Celsjusza. Do wypału używano pieców gazowych, dających równomierne ogrzewanie całego wsadu.

Jak pisze sam Zborowski we wstępie broszury promującej używanie klinkieru, łatwo odróżnić go od zwykłej cegły, po „pięknym, metalicznym dźwięku”, jaki wydaje przy uderzeniu. Aby udowodnić jego niezrównane walory użytkowe, Zborowski „na własne ryzyko”, w 1907 r. wybrukował Krakowskie Przedmieście przed hotelem „Victoria” i znajdującym się vis-a-vis Hotelem Europejskim. Wykazał tym samym, że nawet w miejscu postoju dorożek można uniknąć przykrej końskiej woni, zalewając szpary pomiędzy cegłami smołą. Dobrze zdał egzamin ten rodzaj bruku także na ulicy Bernardyńskiej, w okolicach Szkoły Handlowej Vetterów.

Klinkiernia Zborowskiego produkowała także cegłę szamotową, tj. ogniotrwałą i zapewne zendrówkę, z której wzniesiono, wspomniany na początku, budynek administracyjny klinkierni, który obecnie nosi adres al. Spółdzielczości Pracy 42. Jest on dziś jedyną pozostałością po pierwszej w kraju prywatnej wytwórni klinkieru oraz jej imponującym fachowością i kreatywnością założycielu.

Ten świetnie rozwijający się biznes gwałtownie ucięło zaginięcie Zborowskiego w 1915 r. w Rosji, gdzie udał się w celu windykacji długów klinkierni rządowych.

Jednak państwowe klinkiernie, zakładane przez niego, stały się po odzyskaniu niepodległości głównymi producentami nawierzchni drogowych w regionie. W latach 20. XX w. łącznie produkowały 4 500 000 cegieł rocznie. Jednak planowano wybrukować nimi 50 proc. dróg publicznych, toteż roczne zapotrzebowanie szacowano na 15 700 000 sztuk. Wspomniany już inż. Danowski postulował wręcz powołanie spółki publiczno-prywatnej „Polski Klinkier”.

Akcja klinkierowania dróg trwała do wybuchu II wojny światowej. Dzisiaj bruki z cegły klinkierowej można spotkać jeszcze na drogach południowej Lubelszczyzny, w okolicach Zamościa, Hrubieszowa, czy Tomaszowa. Także pod asfaltem wielu lubelskich ulic spoczywa wciąż ułożony w jodełkę klinkier. Jeśli gdzieś spotkają Państwo porzuconą, niewielką cegłę, o charakterystycznym ciemnym zabarwieniu i odciśniętym z jednej strony napisem „Zborowski”, a z drugiej „Lublin”, to przygarnijcie ją jako pamiątkę po wielkiej idei budowy dróg na Lubelszczyźnie.

 

Słowa kluczowe