Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Jest Pani tego wartą - Piotr Nazaruk

część I
Miłe uczucie świeżości, kremy do różnych rodzajów cery, wyłącznie naturalne składniki, odżywcze mleczka, złuszczające i zwężające pory olejki do mycia twarzy… Brzmi znajomo, prawda? Chociaż wszystkie te hasła pochodzą z przedwojennych reklam kosmetyków, równie dobrze sprawdziłyby się dzisiaj. A w zasadzie – sprawdzają się i dziś, bo przez ostatnich 100 lat w reklamie nie zmieniło się praktycznie nic.

Jest Pani tego wartą - Piotr Nazaruk
Reklama kremu Biocel w jidysz, Gabi Wagner przed i po zastosowaniu kosmetyku, „Lubliner Tugblat”, 11 VIII 1939

„Rodzajów reklamy jest kilka – instruuje pozycja »Jak należy się reklamować«, krakowski podręcznik marketingu z 1907 roku – a każdy z nich innym posługuje się środkiem oddziaływania na publiczność. Do najczęściej i najogólniej praktykowanych należą następujące rodzaje reklamy: 1. Insertowanie, czyli zamieszczanie ogłoszeń w gazetach; 2. Plakatowanie; 3. Rozsyłanie cenników i prospektów; 4. Rozsyłanie lub rozdzielanie darmo próbek lub rozmaitych drobnych przedmiotów, niemających często nic wspólnego z wyrabianym lub sprzedawanym towarem, a mających na celu jedynie zwrócenie uwagi na dotyczącą firmę”. Po kilkudziesięciu latach doszły do tego tylko spoty, do niedawna radiowe i telewizyjne, a dzisiaj również internetowe. Pozostałe typy reklam są te same, podobnie jak chwyty, z pomocą których łowi się potencjalną klientelę. Ale – jak słusznie twierdzi wspomniany podręcznik – „nie każde ogłoszenie jednakowo rzuca się w oczy, nie każdy plakat jednakowo bije”

 

Pomada do włosów Anny Csillag, „Życie Chłopskie”, 19 II 1928

Pomada do włosów Anny Csillag, „Życie Chłopskie”, 19 II 1928

Jedną z najbardziej rzucających się i bijących w oczy reklam były powtarzane nieustannie od końca XIX wieku manifesty Anny Csillag. Przez kilkadziesiąt lat wołały we wszystkich językach na łamach niemal każdej gazety w tej części Europy: „Ja, Anna Csillag, z mojemi 185 cm długiemi, olbrzymiemi włosami rusałki Loreley uzyskałam je przez używanie pomady własnego wynalazku…”. Ta pierwsza i bezsprzecznie największa włosomaniaczka była chwytem reklamowym austriackiego producenta środka na porost włosów. Nie wiadomo, czy w ogóle istniała, ale firma robiła wszystko, żeby jej istnienie uwiarygodnić. Listy i przekazy pieniężne za pomadę kierowało się bezpośrednio na nazwisko Csillag. Co jakiś czas w prasie publikowano listy od ówczesnych celebrytów – hrabiny Cavriani Auersperg z zamku Gleichenberg w Grazu, margrabiny Pallavicini, księżniczki Carolath, hrabiego Courey, garderobianej Jej Ekscelencji etc., etc. Wszyscy oni prosili, by była tak łaskawą i przesłała im dwa lub trzy słoiczki cudownego wynalazku za kilka złotych sztuka, co ona skrzętnie i bez żadnych problemów czyniła. To niezmienne proroctwo oglądały całe pokolenia, więc tajemnicza postać urosła do rangi niemal legendy. Bruno Schulz poświęcił jej krótki ustęp w „Sanatorium pod Klepsydrą”, ale i bez jego pomocy Anna Csillag wybudowała sobie keratynowy pomnik trwalszy niż ze spiżu.

Przedwojenny roller do masażu twarzy, „Kurier Poznański”, 11 IX 1927.

Przedwojenny roller do masażu twarzy, „Kurier Poznański”, 11 IX 1927.

Przed wojną w gazetach roiło się od reklam wszelkich możliwych środków poprawiających albo wręcz ratujących urodę. „Mój mąż nie wierzył własnym oczom! – ogłaszała triumfalnie niejaka Gabi Wagner, rysunkowa gwiazda kampanii firmy Biocel z lat 30. – Mówi, że wyglądam 10 lat młodziej”. Podobnie jak dziś, każda kolejna linia kosmetyków musiała kusić jakimś nowym i nieznanym składnikiem albo rewolucyjną metodą produkcji. Biocel zawierał tajemniczą substancję regenerującą, Crème Aseptine ekstrakt z dziewiczego wosku wydobywanego z serca kielichów kwiatowych, który likwidował rozszerzone pory, wągry i piegi (przed wojną uważane za niedoskonałość urody). Puder Eloe z Boryszewa reklamował się z kolei jako produkowany „na zasadach wiedzy ścisłej” i gdyby doczekał ery telewizji, jego właściwości sprawdzałyby pewnie na naszych oczach lasery. Podobną strategię przyjęli producenci wodoodpornego podkładu Tokalon, który wnikał w komórki i był owocem badań całej komisji najwybitniejszych specjalistów. Jedynie krok dzielił te reklamy od dzisiejszych nanocząsteczek i ekstraktów DNA.

Reklamy kosmetyków adresowane były w większości do kobiet, ale ofiarami przedwojennego marketingu padali również mężczyźni. „Niech Pan będzie człowiekiem współczesnym!” – wołało hasło reklamowe pianki do golenia RazVite, która „czyniła zbytecznym pędzel, mydło, wodę gorącą i ból przy goleniu”. Do mężczyzn kierowane były zazwyczaj reklamy alkoholu i papierosów, na przykład mentolowych, które dzisiaj z jakiegoś powodu kojarzy się bardziej z kobietami. Zdarzały się także reklamy środków pomagających w rzucaniu palenia, jak na przykład preparatu o nieskomplikowanej nazwie Niepal.  

Ciąg dalszy: PA.RA nr 15

Słowa kluczowe