Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Historia Mówiona [6]

Historia Mówiona [6]

LUBLIN

Bardzo często byłam posyłana na Stare Miasto, by kupić chleb. Tam było wiele żydowskich piekarni, w których można było kupić bardzo dobry chleb, placki z cebulą i bajgle.

Pamiętam, że na Świętoduskiej była piekarnia turecka i tam były różne tureckie wypieki. Kupowało się tam specjalne rożki, klejące się ciastka z miodem i orzechami. To było naprawdę doskonałe. 

[Kawiarnia Semadeniego] była bardzo elegancka. Można tam było przeczytać gazety, które były umieszczone na takich pałeczkach. Była to kawiarnia w stylu wiedeńskim. Przychodzili tam starsi panowie.
Zachwycające dla mnie było to, że okna piekarni, wyrabiającej ciastka, wychodziły na podwórko, które zawsze było wypełnione zapachem ciastek, dodatków do ciast, rumu.

Krakowskie Przedmieście wydawało mi się bardzo elegancką ulicą. Dobrze się prezentowało. Były sklepy kolonialne, w których mielono kawę i [wszędzie unosił się] zapach kawy. Zapamiętałam, że ekspedienci byli bardzo eleganccy. Na Krakowskim były hotele i restauracje, w których zatrzymywało się okoliczne ziemiaństwo i wojskowi. Lubili dobre życie, a kuchnia lubelska była bardzo słynna i bardzo znana z tego, że jest dobra.

Lublin zapamiętałam jako miasto bardzo ruchliwe i hałaśliwe: dorożki, krzyki sprzedawców, rozmowy przechodniów. Były kobiety przynoszące mleko. Nosiły na plecach bańki w białych chustach, w prześcieradłach. One przynosiły to na targ, albo przynosiły niektórym do domu. Poza tym na ulicach byli sprzedawcy wody sodowej. Na ulicy były takie wózeczki – woda sodowa z sokiem malinowym.

Pamiętam, że na ulicach były wozy z węglem – węglarze. Nie było zbiorczego ogrzewania, były piece. Podjeżdżał wóz i zsypywał węgiel, a potem nosiło się ten węgiel na piętra. To było bardzo trudne i trzeba było co rano się tym parać.

SZKOŁA

Chodziłam do Gimnazjum Państwowego im. Unii Lubelskiej. Do szkoły chodziło się w czarnym fartuszku z białym kołnierzykiem. Pod ten fartuszek można było nosić normalne sukienki, byle nie było widać nic kolorowego. Na uroczystości chodziło się w mundurkach. Dyscyplina była bardzo przestrzegana. Wychowanie było bardzo obywatelskie.

Pamiętam, że bywały takie puste godziny w szkole, kiedy nie było lekcji. Na przykład nie przyszedł nauczyciel. Myśmy się zachowywały bardzo grzecznie. Nie rozbiegałyśmy się, a ja często opowiadałam moim koleżankom bajki. Zawsze sadzały mnie na pulpicie ławki i kazały coś opowiadać. Nie wiem, skąd mi to wszystko przychodziło do głowy, ale zawsze musiałam wymyślić jakąś historię. One cierpliwie słuchały.

Pamiętam, że do matury uczyłam się zawsze w Ogrodzie Saskim. Bardzo lubiłam ten ogród. W niedzielę zawsze były takie spacery: po kościele ludzie wychodzili na Krakowskie i defilowali tam i z powrotem, rozmawiali. Oczywiście część szła do Ogrodu Saskiego, który jest pięknie położony.

JÓZEF CZECHOWICZ

Pamiętam, że u mojego brata, który miał do czynienia z inteligencją, pojawiał się Czechowicz. Kiedyś zaszłam do niego i osłupiałam, bo zobaczyłam Czechowicza, ze swoją fajeczką, który stał tam i rozmawiał z moim bratem. Stałam z boku i przyglądałam mu się bardzo dokładnie. Niewiele z tego wynikało, bo oczywiście najważniejsze były jego wiersze, ale on miał taki wielki urok, to był człowiek bardzo spokojny, łagodnego usposobienia, niezaczepny, bardzo wyrozumiały dla ludzi, z ogromnymi zaletami osobistymi.

Pamiętam, że jeden z moich pierwszych wierszy, jaki napisałam, przekazano Czechowiczowi. Ocenił ten wiersz w bardzo szczególny sposób, czym mnie bardzo zadziwił. Mianowicie, przy każdym wersie pisał „+”albo „–”. Było to dla mnie nauką, że wiersz to jest całość, ale ma dynamikę i układ, który wymaga wypełnienia w każdym momencie. To była bardzo dobra nauka.

Słowa kluczowe