Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Chcemy w tej gazecie wskrzesić i pokazać „ducha wolności”, jaki panował w Lublinie przez ostatnich 100 lat. To dzięki niemu wielu młodych ludzi tu mieszkających „miało parę” i „ciśnienie” do angażowania się w ważne sprawy, ale też realizowania swoich marzeń i zmieniania świata.

 

Teatr NN

Historia Mówiona [3]

Relacje z Pracowni Historii Mówionej Ośrodka "Brama Grodzka - Teatr NN".

Wyb. Wioletta Wejman

Jan Błaszczak  ur. 1915

Na Krakowskim Przedmieściu było dużo drzew, począwszy od ulicy Staszica i kawiarni Semadeniego, a skończywszy na kościele garnizonowym przy Alejach Racławickich. To była trasa spacerowa. Jak padało, to czasem nie trzeba było parasolki rozkładać, bo liście chroniły przed deszczem. W zagęszczonych drzewach były założone latarnie gazowe. (…)
W tym miejscu, gdzie stoi pomnik skrzypka Wieniawskiego, to był po prostu zajazd. Jak ktoś jechał furą do miasta i chciał trochę pochodzić, to tam stawiał sobie furę z końmi i szedł pieszo do miasta. Do targu przy ulicy Świętoduskiej prowadził trakt dla fur przez ulice Wieniawską, Jasną, Radziwiłłowską i Zieloną. Broń Boże Krakowskim Przedmieściem. Tam jeździły dorożki i rowery.

Cyprian Skwarek ur. 1916

Krakowskie Przedmieście było główną osią Lublina. Centrum to był plac Litewski z pocztą, tak jak dzisiaj, ale wtedy poczta była dużo mniejszym budynkiem. Sobór na placu Litewskim został rozebrany w dwudziestym którymś roku. Pamiętam, że jako młody chłopak, może ośmioletni [wraz z kolegami], wyszukiwaliśmy wśród gruzów kolorowe szkiełka z witraży, które były dla nas wtedy wielką atrakcją. To były już wtedy gruzy, ścian nie było. Resztki fundamentów sterczały nad powierzchnią placu Litewskiego.
Jak człowiek wspomni swoje młodzieńcze lata, to zaraz się przypomina Krakowskie Przedmieście i tak zwane szlifowanie bruków. Wychodziło się na Krakowskie Przedmieście, tam się spotykało jakąś dziewczynę i spacerowało się tam i z powrotem.

Zbigniew Matysiak ur. 1926

Krakowskie Przedmieście było pokryte kostką bazaltową. Więcej niż pięćdziesiąt procent to były bogate sklepy z odzieżą, sklepy obuwnicze i mnóstwo niedużych sklepików – sodówek, bardzo bogato zaopatrzonych w owoce, jakie tylko sobie możemy wymarzyć. Dzisiaj nie wiem, czy byśmy takie dostali. Jak się szło Krakowskim, to był jeden przeogromny zapach owoców.

Zbigniew Fleszyński ur. 1921

Pamiętam lubelskie ulice. Idąc Krakowskim Przedmieściem od Bramy Krakowskiej to po lewej stronie był duży sklep z butami Kuropatwy. To był żydowski sklep. Potem na tej samej stronie z większych sklepów był sklep z butami Bata. Potem był sklep Krychowskiego – kolonialny. Można tam było kupić ekstrarzeczy: wszystkie sery, dziczyznę, lepsze gatunki wędlin. Były też owoce południowe w postaci świeżej i przetworzonej: suszone, albo w syropach. Potem był duży sklep Frambolego ze słodyczami Frambolego. Po drugiej stronie, na Kapucyńskiej, była księgarnia i materiały piśmienne Cholewińskich. Dalej, idąc w stronę Narutowicza, po prawej stronie był Kantor Wymiany Morajnego. Był jednym z najbogatszych obywateli Lublina. Róg Narutowicza i Kapucyńskiej to było gimnazjum Arciszowej.
Idąc dalej w stronę Ogrodu Saskiego mijamy kościół Kapucynów. Po lewej stronie był sklep z bronią Chatysa. Na wystawie były sztucery, dubeltówki, rewolwery, wypchana dzika zwierzyna. Wystawa była zmieniana co jakiś czas. Wracając ze szkoły, często stawaliśmy przed wystawą.
Po prawej stronie, na rogu Staszica i Krakowskiego Przedmieścia, była kawiarnia Semadeniego. Naprzeciw kościoła św. Ducha była kawiarnia Chmielewskiego. Na rogu Kołłątaja i Krakowskiego – kawiarnia Rutkowskiego. To była duża, znana kawiarnia. Za nią mieściła się restauracja i chyba największy w Lublinie sklep kolonialny Radzymińskiego. Restauracja była wysokiej klasy – przeważnie bywali tam lubelscy notable i ziemiaństwo z Lubelszczyzny.

Zofia Matysiak ur. 1927

W niedzielę po mszy na Krakowskim Przedmieściu była moc bardzo elegancko ubranych ludzi. Nawet ludzie, którzy byli biedni, wyznaczali niedzielę swoim ubiorem. Mężczyźni zwykle mieli garnitury w tzw. kijki, czyli w paski. To były granatowe, brązowe, czy ciemnozielone garnitury. Panie nosiły zazwyczaj rękawiczki. Nawet biedne dziewczyny, które miały skromniejsze sukienki, nosiły rękawiczki i kapelusze. Panowie przeważnie nosili laski, kapelusze albo kaszkiety. Dzieci były wystrojone w miarę bogactwa czy biedoty swoich rodziców. Dużo osób, które miały psy, prowadzało te pieski na smyczy na spacer. Małe pieski były noszone na rękach, jeżeli była to zima to panie nosiły te pieski na mufce albo w mufce. To była specjalna, dodatkowa kieszeń z futra lub materiału, szczególnie u dzieci często zawieszana na szyi. (...) Tak wyglądała niedziela. [Zawsze] była specjalnie podkreślona strojem.

Na Krakowskim Przedmieściu były magazyny z ubraniami. Ubiory można było zamówić. Najczęściej na piętrze znajdowała się pracownia, natomiast na dole był sklep i tam można było wybrać sobie z żurnala suknię dla siebie. Koło hotelu „Lublinianka” był sklep z dziczyzną. Na zewnątrz wisiały zające, kuropatwy, bażanty. Można je było kupić, albo zjeść obiad wewnątrz. Były sklepy, które interesowały chłopców, bo były z bronią. Na wystawie leżała rozmaita broń myśliwska czy krótka broń, czy do torebki damskiej, czy do kieszeni jakiegoś przemysłowca.
Jesienią, przez Krakowskie Przedmieście, od strony Bramy Krakowskiej, odbywał się przemarsz żołnierzy wracających z letnich manewrów. To był bardzo piękny widok. Zawsze było mnóstwo ludzi na Krakowskim Przedmieściu i żeśmy obserwowali. Na początku jechała konnica. Wszyscy ci żołnierze byli opaleni, mieli pozawijane rękawy wysoko, prezentowali się zawsze pięknie. Byli tacy ogorzali, wielu miało bukiety polnych kwiatów. Potem jechała kuchnia, bardzo często dymiąca jeszcze, ciągnięta przez dwa konie, a potem szła piechota. Byli obrzucani kwiatami, dziewczyny szalały.

Irena Gewerc-Gottlieb ur. 1926

Pamiętam sprzed wojny [hotel „Europa” na Krakowskim Przedmieściu]. To było bardzo eleganckie miejsce. Przychodziły panie w futrach. Przed hotelem stali inwalidzi, ale nie żebracy. Pracowali jako posłańcy, którzy obsługiwali gości, na przykład nosili listy miłosne do pań od panów, którzy mieszkali w hotelu, a w mieście mieli swoje miłosne przygody. Pamiętam, jak do Lublina przed wojną przyjeżdżała wybitna aktorka żydowska z Warszawy, Ester Rachel Kamińska. Na dworcu kolejowym w Lublinie czekali na nią już studenci żydowscy, którzy zaprzęgali się zamiast koni do jej dorożki i tak wieźli ją do „Europy”, gdzie zazwyczaj zatrzymywała się.

Ryszard Giszczak ur. 1929

Krakowskie Przedmieście to była bardzo ekskluzywna ulica, mimo że nie była wybrukowana na [całej długości]. Od ulicy Lipowej, która wtedy nazywała się Cmentarna, do ulicy Chopina był bruk – kocie łby, a dopiero od Chopina do Bramy Krakowskiej była kostka. Co się tyczy bocznych ulic, to bardzo ekskluzywne i bogate były ulice: Chopina po prawej stronie, następnie Kołłątaja, Kościuszki i Pijarska, aż do Przechodniej i Bernardyńskiej. Co się tyczy lewej strony – to Wieniawska była taka „na dwoje babka wróżyła”. Ulica Krótka była bardzo ekskluzywną ulicą, następnie Ewangelicka i ulica 3 Maja. Ta ostatnia była bardzo bogatą ulicą, na wysokim poziomie, dyrektor banku mógł tam mieszkać, jakiś naczelnik, lekarze, adwokaci.

oprac. Wioletta Wejman

Słowa kluczowe